Zdrowie w podejrzanie dobrej cenie. Dlaczego cała Polska łyka suplementy?

Bez niego gwiazda nie zagra koncertu, student nie zda egzaminu, a pielęgniarka nie zaśnie po dyżurze. Dzięki niemu wyleczymy bielactwo, wzrośnie nam apetyt na seks, powstrzymamy stres, a nawet depresję. Wszystko tanio i bez recepty.
Czyta się kilka minut
Ronstik / Stock.Adobe.com
Ronstik / Stock.Adobe.com

Jeszcze się państwo nie domyślają, co to takiego? Tym razem w roli „cudownego specyfiku” występuje ashwaganda, czyli indyjski żeń-szeń – zioło bardzo cenne, ale zarazem będące ofiarą własnej popularności, wykorzystywanej do bólu przez żądnych pieniędzy marketingowców.

To nie jedyny „wielozadaniowy” preparat polecany przez instagramerów i youtuberów. To cały trend, obecny w reklamowaniu suplementów diety, które mają nam pomóc w walce z niemal wszystkim: obniżonym nastrojem, bezsennością, kłopotami z wątrobą i tuszą. A także mają wzmocnić potencję, kości lub paznokcie oraz uleczyć z zespołu niespokojnych nóg, który zresztą najczęściej sami sobie wmawiamy. Produkty „obrandowane znaną twarzą”, ale też polecane przez autorów popularnych kanałów w mediach społecznościowych muszą docierać do szerokiego grona odbiorców i oferować pomoc, nawet na kilka dolegliwości jednocześnie. Toteż popularny specyfik na trawienie równocześnie „troszczy się o wątrobę i szczupłą sylwetkę”. Dzięki niemu Aśka z reklamy wypiękniała i może jeść bez ograniczeń. Przy okazji zawarta w nim witamina E „poprawi wzrok i zatrzyma objawy starzenia się”.

Wykreować potrzebę

– Reklamy suplementów bardzo dobrze obnażają ludzką naturę. Chcę być szczupła, podobać się, ale ten rodzaj motywacji jest uważany w naszej kulturze za objaw próżności, zatem substancja jest przedstawiana jako produkt w zasadzie na coś innego. Twórcy reklam bazują na naszych narcystycznych skłonnościach, ale też kreują potrzeby i ukierunkowują uwagę odbiorcy na sprawy, które dotąd uznawał za nieistotne – wyjaśnia dr Łukasz Jach z Instytutu Psychologii na Uniwersytecie Śląskim.

Nie kupilibyśmy wielu suplementów diety, gdyby nie reklama, na którą firmy farmaceutyczne przeznaczają miliony. Dla przykładu Aflofarm, największy producent w tej branży, wydał w 2022 r. na promocję produktów w mediach 2,4 mld złotych. Nie tylko najwięcej ze wszystkich firm farmaceutycznych, wyprzedził nawet popularne dyskonty spożywcze oraz firmy handlujące sprzętem elektronicznym i AGD. Na trzecim miejscu w rankingu znalazł się inny producent suplementów: Natur Produkt Zdrovit, który na marketing przeznaczył 816,2 mln złotych.

Reklama łączy się bardzo często z „medykalizacją” towaru, polegającą na prezentowaniu produktów przez aktorów w fartuchach lekarskich ze stetoskopem w ręce i sprzedawaniu ich w aptekach. Sprzyja temu pakowanie suplementów w pudełka bardzo podobne do tych, w jakich nabywamy leki, i dołączanie do nich ulotek zredagowanych w podobny sposób.

Prof. Paweł Januszewicz // For. Archiwum prywatne

– Suplementy diety są produktami spożywczymi, zawierają witaminy i składniki mineralne, ale nie leczą, co najwyżej wzbogacają pożywienie o potrzebne elementy. Jeśli dostarczymy naszemu organizmowi niezbędnych składników w codziennych posiłkach, nie powinniśmy już niczego więcej zażywać. Ponadto organizm najczęściej pozbywa się nadmiaru substancji, których nie potrzebuje, nie da się więc suplementować na zapas. W przypadku witaminy C, polecanej na wiele schorzeń, bez względu na to, jak dużą dawkę przyjmiemy, wchłoniemy ok. 200 mg, resztę zaś wydalimy z moczem – wyjaśnia prof. Paweł Januszewicz, pediatra i psychiatra związany z Centrum Zdrowia Dziecka, a także kierownik Katedry Chorób Cywilizacyjnych i Medycyny Regeneracyjnej w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.

Wszyscy coś biorą

– Według danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego, aż 72 proc. Polaków deklaruje spożywanie suplementów diety, a prawie połowa robi to regularnie. Największą popularnością cieszą się probiotyki, witamina D i witamina C – podaje Konrad Madejczyk, szef biura prasowego Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Wartość tego rynku już dwa lata temu szacowana była na niemal 8 mld zł, choć jeszcze w 2017 r. wynosiła 4,4 mld. Gwałtowny wzrost przyniosła pandemia – raport „Polacy a suplementy diety” sporządzony w 2022 r. pokazuje, że nie tylko znacznie powiększyła się liczba osób kupujących takie produkty (27 proc. badanych przyznała, że zażywa je częściej niż przed pandemią), okazuje się również, że zaledwie 15 proc. respondentów konsultuje ich przyjmowanie z lekarzem, a tylko co piąty badany przed zakupem prosi o radę farmaceutę. Głównym źródłem wiedzy pozostaje dla pacjentów internet (44 proc. badanych). I pół biedy, o ile dzięki takim „poradom” zażywamy potrzebną większości z nas witaminę D; gorzej, że dla wielu z nas to tylko jedna z wielu tabletek w ciągu dnia.

Spożywanie suplementów diety rośnie nie tylko w Polsce. Światowy rynek sprzedaży tych produktów osiągnął w 2022 r. 173 mld dolarów, a przychody w samej Europie oszacowano na 30 mld dolarów – tak podaje globalna firma analityczna IQVIA.

– Można wskazać kilka przyczyn odpowiadających za wzrastające spożycie suplementów. Jedną z nich jest bogacenie się społeczeństw, ale kupujemy też dlatego, że nawet jak nam nie pomoże, to nie zaszkodzi, zaspokoi zaś wewnętrzną potrzebę. Obiecujemy sobie, że będziemy jeść zdrowo, ćwiczyć i wysypiać się, ale bardzo trudno nam zmienić styl życia i przyzwyczajenia. A reklama podsuwa suplementy, które dają poczucie rozgrzeszenia i ulgi – tłumaczy dr Jach.

Bierzemy więc suplementy, bo chcemy osiągnąć efekty bez żadnego wysiłku, za pomocą magicznej pastylki. Tak się nie da, choć produkty te (o ile są w formie dobrze wchłanialnej przez organizm) mogą dostarczać niezbędnych składników odżywczych i wspomagać funkcjonowanie organizmu. Jednak zanim weźmiemy sprawy w swoje ręce i zrobimy poważne zakupy w aptece, wykonajmy badania. Może się okazać, że ulegając reklamie i społecznej presji, iż „wszyscy coś biorą dla zdrowia”, nie tylko stracimy pieniądze, ale jeszcze pogorszymy swój stan.

Szkodzą zamiast pomagać

– Jest takie powiedzenie: „Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, tylko dawka czyni różnicę”. Przykładów nadużywania suplementów diety czy też przyjmowania zbyt wielu leków w naszym społeczeństwie jest bardzo dużo. Jeśli nie zachowujemy się racjonalnie i nie stosujemy zalecanych przez producenta bezpiecznych dawek, musimy liczyć się z wystąpieniem reakcji niepożądanych. Nadmierne spożycie witamin czy minerałów zawartych w suplementach może przekroczyć górne granice przyjętych norm bezpieczeństwa i wywołać skutki uboczne. Do takich składników możemy zaliczyć m.in. witaminę A, B, karoten, miedź, fluor, jod, żelazo, selen – wylicza prof. Anna Bogucka-Kocka z Zakładu Biologii i Genetyki na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie.

Dla przykładu spożywanie witaminy A powyżej zalecanej normy objawia się drażliwością, torsjami i zmianami skórnymi. Nadmiar żelaza powoduje choroby układu krążenia, udary i miażdżycę. Natomiast duże ilości witaminy D niszczą nerki. Krzysztof Adam Stępień, Jakub Niewiarowski i Anna Harasimiuk – naukowcy z Uniwersytetu Medycznego w Warszawie – w artykule „Powszechność suplementów diety a zagrożenia związane z ich stosowaniem” podają, że badania zrobione w grupie osób starszych wykazały, iż dostarczały one sobie w pożywieniu około 315 proc. normy witaminy A, 290 proc. normy witaminy C, 230 proc. koniecznego sodu, 175 proc. fosforu i 140 proc. żelaza. Podobne badanie przeprowadzono na grupie studentów rzeszowskiego uniwersytetu i okazało się, że choć w większości przypadków dostarczali swoim organizmom w sposób naturalny potrzebne składniki poprzez pożywienie, to i tak wspomagali się suplementami.

Zanim lek zostanie dopuszczony do obrotu, przechodzi trzy fazy badań klinicznych; czwarta, otwarta faza nigdy się nie kończy, bo przez lata zbierane są informacje na temat skutków ubocznych. Suplementy diety nie podlegają podobnym procedurom – traktowane są jak żywność. Wystarczy, że producent zgłosi dany specyfik do Głównego Inspektora Sanitarnego, i już może czerpać zyski ze sprzedaży. Nie musi czekać na dopuszczenie do obrotu. Nikt też nie prowadzi monitoringu działań niepożądanych ani nie bada toksyczności suplementów. Dopiero jeśli ktoś wykaże szkodliwe działanie danego produktu, podejmowane są analizy, które mogą prowadzić do wycofania go z rynku. Jednym słowem, najpierw trzeba się czymś zatruć, żeby dany specyfik został dokładnie przebadany. W latach 2017-2020 producenci suplementów zgłosili do Głównego Inspektoratu Sanitarnego ponad 62 tysiące nowych produktów. Najwięcej wpłynęło ich w 2020 r., a na jednego pracownika przypadało 300 zgłoszeń miesięcznie. GIS poddał analizie tylko 11 proc. z nich; weryfikowano je pod względem składu i bezpieczeństwa dla zdrowia.

Z kolei dane zgromadzone przez Najwyższą Izbę Kontroli pokazują, że w oceanie suplementów pływają też zatrute ryby. Kontrole wykazały, że nie tylko procedury sprawdzające wydłużyły się do kilku lat – niektóre specyfiki w ogóle nie zostały zgłoszone do GIS, a w składzie dwudziestu suplementów znaleziono substancje wręcz szkodliwe dla zdrowia.

Trudno nas przekonać

– Podczas mojego życia nastąpiła ogromna zmiana w dostępie do produktów sprzedawanych w aptece. Kiedyś nawet witaminy były na receptę, teraz skomplikowane substancje są dostępne bez konsultacji z lekarzem. Bardzo rzadko spotykam się z pytaniem o to, czy przyjmować suplementy. Mało tego, spora grupa osób nie czyta też ulotek dołączonych do produktu. Dochodzi do sytuacji, że pacjenci przychodzą do gabinetu z gotowym rozpoznaniem choroby, o której usłyszeli w reklamie lub przeczytali w sieci. I trudno ich przekonać, że problem leży gdzie indziej – opisuje prof. Paweł Januszewicz.

Według raportu „Polacy a suplementy diety” prawie 30 proc. z nas przyjmuje dwa suplementy diety dziennie, a co piąty łyka trzy tabletki. Większość badanych oczekuje od tych produktów tego, czego spodziewamy się po lekach – najczęściej podniesienia odporności (68,8 proc.) i poprawy ogólnego zdrowia (67 proc.).

Mariusz Mazurek, właściciel biura rachunkowego w Zamościu, znajduje się w niedużej, liczącej 2 proc. grupie Polaków, którzy zażywają więcej niż pięć pigułek dziennie. Miesięcznie wydaje na suplementy ponad tysiąc złotych, sprowadzając je m.in. z Kuby, Pakistanu i Norwegii.

– Kupuję tylko od sprawdzonych i certyfikowanych producentów. Ważny jest dla mnie zespół badawczy, który tworzył suplement – opowiada Mazurek, który suplementami i ziołami interesuje się od 30 lat. Wzmacnia nimi odporność, krążenie, układ nerwowy, wzrok, chroni się przed zakrzepicą. Dziennie przyjmuje w ten sposób ponad dziesięć różnych substancji, które mogą wchodzić w interakcje i zakłócać swoje działanie. Twierdzi jednak, że mimo siedzącego trybu życia ma bardzo dobre wyniki badań.

– Suplementy mogą być zażywane bez kontroli lekarza tylko przez osoby zdrowe. W pozostałych przypadkach, gdy pacjent przyjmuje leki na stałe, powinien zawsze konsultować decyzję o włączeniu suplementu ze specjalistą, ze względu na możliwość wystąpienia interakcji z przyjmowanymi lekami – wyjaśnia prof. Anna Bogucka-Kocka, która wraz z zespołem badaczy z Uniwersytetu Medycznego i Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie opracowała nautraceutyk – suplement mający działać prewencyjnie m.in. w chorobie Alzheimera i chorobie niedokrwiennej mózgu.

Gips w gratisie

Interakcje między suplementami a lekami mogą być przyczyną poważnych problemów. Cenna dla zdrowia ashwaganda, przywołana na początku artykułu, osłabia działanie leków stosowanych przy nadciśnieniu, a nasila wpływ przeciwcukrzycowych. Jednak pomimo licznych apeli lekarzy i naukowców, by takie produkty objąć większą kontrolą, w tym weryfikacją jakości, ich obecność na rynku reguluje tylko ustawa o bezpieczeństwie żywności i żywienia.

To furtka dla nieuczciwych producentów. NIK wykazała wiele nieprawidłowości i różnic między deklarowanym na ulotce składem produktu a rzeczywistością. I tak jeden z suplementów na „poprawienie męskości” zawierał substancje przynależne wyłącznie lekom, inny – wspomagający odchudzanie – zawierał dimetylotryptaminę, substancję psychoaktywną zakazaną ustawą o przeciwdziałaniu narkomanii. Z kolei niektóre produkty chińskiej medycyny naturalnej zanieczyszczone były m.in. prometazyną i klometiazolem (mają działanie uspokajające i nasenne). Badania ujawniły również suplementy, w których substancją pomocniczą był gips, a barwnikiem tusz używany w drukarkach. Wszystkie one zostały wycofane z rynku, ale brak dbałości w przestrzeganiu procedur i materiałów używanych do produkcji i tak się opłaca. Zyski są ogromne, a wykrywalność nieprawidłowości minimalna, kary zresztą też.

– Główny Inspektorat Sanitarny nie prowadzi skomplikowanych analiz tego rynku. Kompetencje do prowadzenia działań kontrolnych, wydawania decyzji administracyjnych i nakładania kar mają terenowe organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej. W 2023 r. wydały one łącznie 90 decyzji zakazujących wprowadzenia do obrotu różnych produktów kwalifikowanych do grupy suplementów diety. Kiedy dochodzi do takiej sytuacji, na stronie internetowej publikowane są ostrzeżenia publiczne na temat produktu – wyjaśnia Marek Waszczewski, rzecznik prasowy GIS.

Z danych sporządzonych w 2022 r. na podstawie wpisów do KRS wynika, że na polskim rynku działa około 30 tys. podmiotów związanych z produkcją i dystrybucją suplementów. Najstarszą i najliczniejszą organizacją branżową jest Krajowa Rada Suplementów i Odżywek; jej członkowie współtworzyli m.in. Kodeks Dobrych Praktyk Reklamy Suplementów Diety (2017) i od lat działają na rzecz zwiększenia świadomości konsumentów oraz promowania pozytywnego wpływu świadomej i zrównoważonej suplementacji na zdrowie.

– Trzeba pamiętać, że suplementy to żywność służąca uzupełnieniu diety, mają na celu wspomaganie zdrowia i dobrostanu organizmu. Suplementacja nie zastąpi jednak ani zdrowego trybu życia, ani aktywności fizycznej czy też leczenia w chorobie – podkreśla dr Joanna Uchańska, wiceprezeska zarządu KRSiO.

***

Raport „Polacy a suplementy diety” z 2022 r. podaje, że najczęściej kupujemy produkty witaminowo-mineralne (81 proc.), na drugim miejscu są preparaty poprawiające wygląd skóry, włosów i paznokci – trzecią pozycję zajmują specyfiki wzmacniające stawy i kości. Jednym z najbardziej popularnych w suplementacji pierwiastków jest magnez i choć obniża on skuteczność leków stosowanych w nadciśnieniu tętniczym, zmniejsza absorpcję leków przeciwbakteryjnych i przeciwzakrzepowych, to aplikujemy go sobie bez umiaru i zazwyczaj bez konsultacji z lekarzem.

– Suplementy wzmacniają relatywnie szybko i niedrogo poczucie sprawstwa i poprawiają samopoczucie osobom zatroskanym o swoje życie. Mogą być też sposobem na radzenie sobie z poczuciem winy, które nas dopada, kiedy przyglądamy się naszemu życiu i widzimy, że znacznie odbiega ono od społecznych czy też wewnętrznych oczekiwań – podsumowuje dr Łukasz Jach.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 40/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Zdrowie w podejrzanie dobrej cenie