Strach ma polskie oczy

Widmo kolorowej rewolucji krąży po administracji prezydenta Białorusi. Odizolowany od świata dyktator, który jedynym oknem spogląda wyłącznie w stronę Moskwy, popada w coraz większy obłęd. Popędzani jego krzykiem oprycznicy tropią spiski, rzucają wyzwanie dybiącemu na niepodległość Białorusi Waszyngtonowi i jego europejskim sługusom, przyczajonym tuż za zachodnią granicą.
Czyta się kilka minut

Realizowane na Białorusi przez ostatnie lata “porządki", polegające na eliminacji niewygodnych ludzi i organizacji, doszły do sektora pozarządowego. Wrogiem numer jeden ogłoszono nowe, wybrane demokratycznie władze Związku Polaków na Białorusi. Telewizja białoruska w seansach nienawiści przedstawia winnych nieposłuszeństwa i zagranicznych podżegaczy, knujących przeciw prawowitemu władcy. Ostatnio dostało się Fundacji Sorosa, polskiemu MSZ i dziennikarzom za opracowywanie planu rewolucji.

Coraz bardziej absurdalne oskarżenia wysuwane przez Mińsk pod adresem sąsiadów to świadectwo przerażenia białoruskiego prezydenta. Skąd ten strach, skąd ta panika, skąd wściekłość? Czy wynikają z tego, że Polska i Litwa w kłopotliwej sprawie niedemokratycznego traktowania mniejszości narodowych mogą się zwrócić do Brukseli i tam szukać rozwiązania? Wiele wskazuje, że umiędzynarodowienie problemu łamania praw człowieka to wariant dla Mińska wielce niepożądany, jak i uruchamianie wolnego białoruskojęzycznego radia.

Satrapa może liczyć tylko na jednego sojusznika: Moskwę. Właśnie dlatego z Moskwą o Białorusi rozmawiać nie wolno. Moskwa i Mińsk uprawiają politykę zakulisową i w podobną grę mogłyby wciągnąć Polskę. A to rzecz niebezpieczna: żadnych gwarancji powodzenia i pełna gwarancja kompromitacji. Więcej: zastosowanie wobec reżimu w Mińsku sankcji ze strony UE byłoby Moskwie bardzo nie na rękę. Bo w takiej sytuacji tylko Kreml pozostałby jedynym wsparciem dla dyktatora. Rzecz wstydliwa dla światowej potęgi, za jaką chce na salonach uchodzić Rosja.

Obserwując narastającą agresywność białoruskiego lidera, trudno uwolnić się od wrażenia, że w razie bezpośredniego zagrożenia władza nie cofnie się przed użyciem przemocy. Wiosną w zachodniej Białorusi przeprowadzono manewry, na których ćwiczono likwidację konfliktu lokalnego. A niedawno prezydent pojechał do przyjaciela z Kremla pogadać przy herbacie. O czym rozmawiali dwaj panowie, u których wspomnienie kolorowych rewolucji wywołuje nerwowe tiki, świat się nie dowiedział. Bo świat też powinien się bać.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 33/2005