50-letni mężczyzna wybiega z kamienicy wyposażony w młotek, tłuczek do mięsa i metalową rurę. Demoluje samochody, niszczy witryny sklepowe. Kiedy na miejsce przyjeżdżają policjanci, rzuca się na nich, niszcząc radiowóz. Nieco później wyrzuca niebezpieczne przedmioty i ucieka, a policjanci oddają w jego kierunku kilkanaście strzałów. Jeden z nich trafia napastnika w nogę – ten zostaje odwieziony do szpitala.
To nie pierwszy przypadek wywołujący dyskusję: kiedy policjant powinien mieć prawo użyć broni? Czy obecne procedury dają funkcjonariuszowi zbyt dużą wolność? A może odwrotnie: sprawiają, że ten nie może się czuć bezpiecznie i dawać bezpieczeństwa innym?
Jak na tle tej dyskusji wygląda służbowa codzienność: niedoszkoleni policjanci, zbyt rzadkie zajęcia na strzelnicy, niedobory amunicji? Ale nie tylko: sytuacje nieoczywiste – taka miała miejsce w Gorzowie – dopuszczają zapewne, a czasami wręcz wymagają, nieoczywistych reakcji. Te wymagają zaś wyposażenia i umiejętności. Adam Rapacki, były zastępca komendanta głównego policji, mówił w ubiegłym tygodniu w TVN24, że policjanci z Gorzowa mogli użyć paralizatora, jednak zapewne „nie mieli go na wyposażeniu”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















