Na odkrytym w sierpniu 2023 r. muralu duchownego widać, poza nim samym „spoglądającym” z okna, cytat: „Czas to jest coś najcenniejszego, co możemy dać drugiemu człowiekowi”. Ta wyświechtana już dość mocno – podobnie jak inne krążące po sieci cytaty z ks. Kaczkowskiego – sentencja jest jednak równocześnie kluczem do zrozumienia jego fenomenu z ostatniego okresu życia.
Gdy pod koniec listopada 2012 r. drukowaliśmy w „Tygodniku” pierwszy wywiad z księdzem Kaczkowskim, nie był on jeszcze postacią znaną w całej Polsce. Pik rozpoznawalności i obecności w mediach duchownego z nieuleczalnym glejakiem mózgu to lata 2013, 2014 i 2015 – z kilkoma miesiącami roku kolejnego naznaczonymi już cierpieniem i odchodzeniem z tego świata.
Jak Kaczkowski wykorzystał ostatnie lata życia
Te trzy lata, a więc tysiąc dni z hakiem to krótki okres rozciągnięty przez niego do niebotycznych rozmiarów – „cenny czas”, który jakimś cudem wystarczył mu na setki mszy, godziny przy łóżkach chorych w hospicjum, niezliczone wywiady, vlogi, kilka napisanych książek, dziesiątki odczytów i konferencji.
A wszystko w warunkach choroby, która wymagała od niego regularnych badań, operacji, przyjmowania chemii i sterydów, krążenia po Europie, odwiedzania lekarzy itd.
Od jego śmierci 28 marca 2016 r. minęła już dekada, czyli ponad trzykrotnie więcej niż czas jego ziemskiej sławy – a ks. Kaczkowski nadal pozostaje dla wielu wzorem. Gdy pytanie, co pozostało po puckim duchownym zadaję dziennikarzowi Piotrowi Żyłce, a więc przyjacielowi Kaczkowskiego i współautorowi ich książki „Życie na pełnej petardzie”, nawiązuje właśnie do cytatu z sopockiego muralu.
Dlaczego książki ks. Kaczkowskiego wciąż są popularne
– W listopadzie 2016 r., a więc niedługo po odejściu Jana powstała Zupa na Plantach, inicjatywa na rzecz osób w kryzysie bezdomności, której byłem współzałożycielem. Minęło prawie 10 lat, a my dalej działamy. Dziś wyraźnie widzę, że ta pozornie wyświechtana sentencja z „janowego” muralu jest sednem naszej pracy: dajemy ludziom czas, bez względu na to, czy przyniesie to jakiś spektakularny efekt, czy może niekoniecznie. Właśnie to przekonanie o wartości dzielenia się czasem z drugim człowiekiem zostało we mnie z przyjaźni z Janem – mówi Żyłka.
I dodaje do tego drugi z osobistych wątków ich relacji: – Poznałem Jana w momencie, w którym zadawałem sobie bardzo ważne pytania. To był początek kryzysu zaufania do Kościoła, zaczęły wychodzić na jaw seksualne skandale.
Jan pokazał mi, że przeżywanie miłości do Kościoła i wolności w nim nie ma niczego wspólnego ze ślepym posłuszeństwem i bronieniem instytucji. I że „walka o Kościół” to coś głębszego, co może czasem prowadzić do zwarcia z władzami hierarchicznymi, które potrafią się bardziej troszczyć o wizerunek niż skrzywdzonego człowieka. Tej wolności bym pewnie nie miał, gdyby nie on.
Dziedzictwo Kaczkowskiego to działania społeczne
Co zostało po ks. Kaczkowskim w sferze publicznej? Jego książki, sprzedawane od kilkunastu lat przez kilka wydawnictw, są dzisiaj kupowane nadal – te najpopularniejsze nawet w kilku tysiącach egzemplarzy rocznie. Gdy pytam o źródła tego fenomenu Sławomira Rusina, redaktora naczelnego Wydawnictwa WAM, które wypuściło na rynek wiele pozycji sygnowanych przez szefa puckiego hospicjum, odwołuje się do niezaspokojonej tęsknoty czytelników.
– Chodzi mi o potrzebę obcowania z autentycznymi, głęboko wierzącymi duchownymi – mówi Rusin. – Wydaliśmy niedawno rozmowę Katarzyny Olubińskiej z o. Krzysztofem Pałysem, który właśnie kimś takim jest, ale podobnych duchownych wcale nie ma wielu. I pewnie dlatego książki Kaczkowskiego i o Kaczkowskim, który mówił o życiu, chorobie, śmierci i wierze językiem dalekim od kaznodziejskiego, są nadal popularne. Tak jak ks. Tischner zostawił ludziom słowo, tak ks. Kaczkowski pozostawił doświadczenie.
– Ważne, że to doświadczenie było spójne z tym, co mówił. To mu dodawało „poweru autentyczności” – mówi Piotr Żyłka. – Byłem na projekcji filmu „Johny”, dzięki któremu wielu młodych ludzi odkryło dla siebie ks. Kaczkowskiego, i właśnie na to zwracali uwagę w rozmowach po seansie: że jego duszpasterstwo „to nie tylko słowa”.
– Jan jest również pamiętany jako założyciel i szef hospicjum – dodaje Żyłka. – Na spotkaniach autorskich, które nie dotyczą tylko mojej książki z nim [Piotr Żyłka opublikował ostatnio m.in. wywiad-rzekę z Muńkiem Staszczykiem – red.] co i rusz ktoś podkreśla, że albo dzięki ks. Kaczkowskiemu trafił do pracy w hospicjum, albo ks. Kaczkowski dał mu do sposobu wykonywania tej pracy inspirację.
Rodzaj wrażliwej "instrukcji obsługi” ciężko chorującego i cierpiącego człowieka. Ale też szerzej – ludzie mówią, że dzięki niemu na nowo odkryli znaczenie bliskości i czułości w relacjach.
10. rocznica śmierci ks. Jana Kaczkowskiego
Obchody 10. rocznicy śmierci duchownego odbędą się w Trójmieście. W Gdyni na godz. 14.00 zaplanowano przedpremierowy pokaz filmu „Dzień dziecka księdza Jana Kaczkowskiego” w reżyserii Artura Wierzbickiego, a w Sopocie o 18.00 odprawiona zostanie Msza święta w intencji zmarłego.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















