Księdza Kaczkowskiego życie po życiu. Co po nim zostało?

Dekada po odejściu puckiego duchownego to już okres trzykrotnie dłuższy niż czas jego ziemskiej sławy. Ale dla wielu nadal jest wzorcem księdza i szefa hospicjum.
Czyta się kilka minut
Ks. Jan Kaczkowski podczas spotkania autorskiego. Warszawa, 18 kwietnia 2015 r. // Fot. Andrzej Hulimka / Reporter
Ks. Jan Kaczkowski podczas spotkania autorskiego. Warszawa, 18 kwietnia 2015 r. // Fot. Andrzej Hulimka / Reporter

Na odkrytym w sierpniu 2023 r. muralu duchownego widać, poza nim samym „spoglądającym” z okna, cytat: „Czas to jest coś najcenniejszego, co możemy dać drugiemu człowiekowi”. Ta wyświechtana już dość mocno – podobnie jak inne krążące po sieci cytaty z ks. Kaczkowskiego – sentencja jest jednak równocześnie kluczem do zrozumienia jego fenomenu z ostatniego okresu życia. 

Gdy pod koniec listopada 2012 r. drukowaliśmy w „Tygodniku” pierwszy wywiad z księdzem Kaczkowskim, nie był on jeszcze postacią znaną w całej Polsce. Pik rozpoznawalności i obecności w mediach duchownego z nieuleczalnym glejakiem mózgu to lata 2013, 2014 i 2015 – z kilkoma miesiącami roku kolejnego naznaczonymi już cierpieniem i odchodzeniem z tego świata. 

Jak Kaczkowski wykorzystał ostatnie lata życia

Te trzy lata, a więc tysiąc dni z hakiem to krótki okres rozciągnięty przez niego do niebotycznych rozmiarów – „cenny czas”, który jakimś cudem wystarczył mu na setki mszy, godziny przy łóżkach chorych w hospicjum, niezliczone wywiady, vlogi, kilka napisanych książek, dziesiątki odczytów i konferencji. 

A wszystko w warunkach choroby, która wymagała od niego regularnych badań, operacji, przyjmowania chemii i sterydów, krążenia po Europie, odwiedzania lekarzy itd. 

Od jego śmierci 28 marca 2016 r. minęła już dekada, czyli ponad trzykrotnie więcej niż czas jego ziemskiej sławy – a ks. Kaczkowski nadal pozostaje dla wielu wzorem. Gdy pytanie, co pozostało po puckim duchownym zadaję dziennikarzowi Piotrowi Żyłce, a więc przyjacielowi Kaczkowskiego i współautorowi ich książki „Życie na pełnej petardzie”, nawiązuje właśnie do cytatu z sopockiego muralu. 

Dlaczego książki ks. Kaczkowskiego wciąż są popularne

– W listopadzie 2016 r., a więc niedługo po odejściu Jana powstała Zupa na Plantach, inicjatywa na rzecz osób w kryzysie bezdomności, której byłem współzałożycielem. Minęło prawie 10 lat, a my dalej działamy. Dziś wyraźnie widzę, że ta pozornie wyświechtana sentencja z „janowego” muralu jest sednem naszej pracy: dajemy ludziom czas, bez względu na to, czy przyniesie to jakiś spektakularny efekt, czy może niekoniecznie. Właśnie to przekonanie o wartości dzielenia się czasem z drugim człowiekiem zostało we mnie z przyjaźni z Janem – mówi Żyłka. 

I dodaje do tego drugi z osobistych wątków ich relacji: – Poznałem Jana w momencie, w którym zadawałem sobie bardzo ważne pytania. To był początek kryzysu zaufania do Kościoła, zaczęły wychodzić na jaw seksualne skandale.

Jan pokazał mi, że przeżywanie miłości do Kościoła i wolności w nim nie ma niczego wspólnego ze ślepym posłuszeństwem i bronieniem instytucji. I że „walka o Kościół” to coś głębszego, co może czasem prowadzić do zwarcia z władzami hierarchicznymi, które potrafią się bardziej troszczyć o wizerunek niż skrzywdzonego człowieka. Tej wolności bym pewnie nie miał, gdyby nie on. 

Dziedzictwo Kaczkowskiego to działania społeczne

Co zostało po ks. Kaczkowskim w sferze publicznej? Jego książki, sprzedawane od kilkunastu lat przez kilka wydawnictw, są dzisiaj kupowane nadal – te najpopularniejsze nawet w kilku tysiącach egzemplarzy rocznie. Gdy pytam o źródła tego fenomenu Sławomira Rusina, redaktora naczelnego Wydawnictwa WAM, które wypuściło na rynek wiele pozycji sygnowanych przez szefa puckiego hospicjum, odwołuje się do niezaspokojonej tęsknoty czytelników.

– Chodzi mi o potrzebę obcowania z autentycznymi, głęboko wierzącymi duchownymi – mówi Rusin. – Wydaliśmy niedawno rozmowę Katarzyny Olubińskiej z o. Krzysztofem Pałysem, który właśnie kimś takim jest, ale podobnych duchownych wcale nie ma wielu. I pewnie dlatego książki Kaczkowskiego i o Kaczkowskim, który mówił o życiu, chorobie, śmierci i wierze językiem dalekim od kaznodziejskiego, są nadal popularne. Tak jak ks. Tischner zostawił ludziom słowo, tak ks. Kaczkowski pozostawił doświadczenie. 

– Ważne, że to doświadczenie było spójne z tym, co mówił. To mu dodawało „poweru autentyczności” – mówi Piotr Żyłka. – Byłem na projekcji filmu „Johny”, dzięki któremu wielu młodych ludzi odkryło dla siebie ks. Kaczkowskiego, i właśnie na to zwracali uwagę w rozmowach po seansie: że jego duszpasterstwo „to nie tylko słowa”.  

– Jan jest również pamiętany jako założyciel i szef hospicjum – dodaje Żyłka.  – Na spotkaniach autorskich, które nie dotyczą tylko mojej książki z nim [Piotr Żyłka opublikował ostatnio m.in. wywiad-rzekę z Muńkiem Staszczykiem – red.] co i rusz ktoś podkreśla, że albo dzięki ks. Kaczkowskiemu trafił do pracy w hospicjum, albo ks. Kaczkowski dał mu do sposobu wykonywania tej pracy inspirację. 

Rodzaj wrażliwej "instrukcji obsługi” ciężko chorującego i cierpiącego człowieka. Ale też szerzej – ludzie mówią, że dzięki niemu na nowo odkryli znaczenie bliskości i czułości w relacjach. 

10. rocznica śmierci ks. Jana Kaczkowskiego

Obchody 10. rocznicy śmierci duchownego odbędą się w Trójmieście. W Gdyni na godz. 14.00 zaplanowano przedpremierowy pokaz filmu „Dzień dziecka księdza Jana Kaczkowskiego” w reżyserii Artura Wierzbickiego, a w Sopocie o 18.00 odprawiona zostanie Msza święta w intencji zmarłego. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”