Było długo i najczęściej nudno. Zarazem sposób odpowiadania na pytania dziennikarzy, bliższy lub dalszy od tematu, dobrze pokazywał kompetencje kandydatów. Zadawanie sobie wzajemnych pytań pokazało też, kto kogo uważa za największego rywala. Jeśli zaś liczbę stawianych przez kontrkandydatów pytań uznać za miarę ich notowań, to pierwszą trójkę stanowiliby Rafał Trzaskowski, Szymon Hołownia i Karol Nawrocki.
Kto zyskał, kto stracił po debacie prezydenckiej
Przy ocenie takich debat kluczowa jest odpowiedź na pytanie, kto wykorzystał szansę na pozyskanie nowych wyborców lub stracił dotychczasowych. W tym kontekście najwięcej mógł zyskać Hołownia, który jak zwykle dobrze się odnajdował w formule telewizyjnego starcia, a dzięki liczbie pytań miał największe szanse, by wypowiedzieć się na wszelkie możliwe tematy – od aborcji, przez pokój na Ukrainie i ekshumacje na Wołyniu, po rolnictwo. Złożył też mocną deklarację polityczną o wyjściu Polski 2050 z koalicji, jeśli nie będzie uchwalona ustawa o asystencji osobistej. To on, podobnie jak Trzaskowski, na zadawane pytania odpowiadał też najbardziej na temat.
Prezydent Warszawy znowu nie olśnił, ale unikał pułapek, takich jak pytania Nawrockiego o odpowiedzialność za eksmisje w stolicy. Tradycyjnie też najwięcej uwagi poświęcił kandydatowi PiS, dezawuując go w związku ze słynną sprawą kawalerki Jerzego Ż. Sam Nawrocki był w miarę sprawny, zapewne nie stracił tych wyborców, którzy są do niego przekonani, ale też nie wykorzystał okazji, by przekonująco wytłumaczyć się z zarzutów.
Nie odpowiedział również na pytanie Trzaskowskiego o to, czy zwrócił pieniądze za eksploatowanie niegdyś apartamentu należącego do Muzeum II Wojny Światowej. Nie był też w stanie zadać szczególnie trudnych pytań Trzaskowskiemu, tradycyjnie krążąc wokół dyżurnego tematu nielegalnych migrantów. A gdy potwierdził swoją niechęć do akcesji Ukrainy do NATO i UE, został przez Magdalenę Biejat przyszpilony cytatem z Lecha Kaczyńskiego, popierającego członkostwo Ukrainy w obu gremiach.
Mentzen kontra Braun i Biejat kontra Zandberg
Sławomir Mentzen wypadł poprawnie. Najwyraźniej pogodził się, że nie dogoni już Nawrockiego, więc nie podjął tematu mieszkania tego ostatniego, a jedyny spór z kandydatem PiS dotyczył pokrycia w budżecie postulatu Nawrockiego wprowadzenia kwoty wolnej w wysokości 140 tys. zł dla rodziców dwójki dzieci. Z Mentzenem na eurosceptycyzm rywalizował Grzegorz Braun, który w przeciwieństwie do debaty w „Super Expressie” tym razem oszczędził widzom szczególnie szokujących wypowiedzi.
Analogiczna rywalizacja toczyła się też wśród kandydatów lewicy – między Magdaleną Biejat a Adrianem Zandbergiem widać było wyraźnie napięcie, podobne do tego między Nawrockim i Trzaskowskim. Wicemarszałkini Senatu tradycyjnie zarzucała liderowi Razem niechęć do brania odpowiedzialności za rządzenie, on zaś jej rezygnację z realizacji ważnych społecznych postulatów w imię udziału we władzy. W niedzielę dowiemy się, kto z nich przekonał więcej lewicowych wyborców.
Groteskowa była rywalizacja na antyukraińskość i prorosyjskość między Braunem a Maciejem Maciakiem, gdy ten ostatni atakował europosła Konfederacji za to, że chciałby karać śmiercią za dezercję, co musi oznaczać, że tak naprawdę nie jest przeciwny wojnie.
Joanna Senyszyn tradycyjnie akcentowała ulubione wątki antyklerykalne i podobnie jak Braun ograniczyła typowe dla siebie ekstrawagancje. Momentami dość dziwaczne były wypowiedzi Marka Jakubiaka, który w pewnym momencie zaprezentował się nawet jako rzecznik interesów USA kosztem Polski.
Ostatnie spotkanie kandydatów
Z reguł debaty najbardziej wyłamał się Krzysztof Stanowski. Otoczony gadżetami w postaci licznych flag i swobodnie odpowiadający na pytania, w pewnym momencie ostro zaatakował prowadzącą debatę dziennikarkę TVP Dorotę Wysocką-Schnepf, znienawidzoną przez prawicę. Atakując ją Stanowski pokazał, że wbrew temu co twierdzi, nie jest mu tak samo daleko do obu głównych obozów. Przede wszystkim jednak wykorzystał debatę do zbiórki pieniędzy na leczenie w USA śmiertelnie chorego chłopca, próbując tym samym zdjąć z siebie zarzut, że używa wyborów tylko do promocji własnej działalności biznesowej.
Stanowski wyrażał żal, że w tym składzie już się na kolejnej debacie nie spotkają. Można się z nim zgodzić – debata, choć nużąca, była okazją do prezentacji na jednym forum niemal wszystkich występujących w społeczeństwie poglądów, co w naszym politycznym świecie podzielonym na „bańki” zdarza się niezwykle rzadko.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















