Krzysztof Stanowski: błazen czy sumienie polskiej polityki?

Dla jednych talent i wizjoner, dla innych medialny przemocowiec, który do sukcesu doszedł, schlebiając niskim instynktom. Co kariera szefa Kanału Zero mówi o polskich mediach i polityce? I co Stanowski powiedział „Tygodnikowi Powszechnemu”?
Czyta się kilka minut
Krzysztof Stanowski przed debatą telewizyjną w Końskich. 11 kwietnia 2025 r. // Fot. Andrzej Iwańczuk / Reporter
Krzysztof Stanowski przed debatą telewizyjną w Końskich. 11 kwietnia 2025 r. // Fot. Andrzej Iwańczuk / Reporter

Scena pierwsza, początek kampanii – Krzysztof Stanowski wygłasza „orędzie do narodu”. Na tle flag (w tym niemieckiej), w dobrze skrojonym garniturze zwraca się do obywateli „w sprawach wagi najwyższej”. Ale już w pierwszej minucie pod jego mowę podłożony zostaje głos gen. Jaruzelskiego („Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią” itd.), zaś pod koniec Stanowski zaczyna… zrzucać z siebie górną część garderoby, by w puencie wystąpić w koszulce Leo Messiego

Scena numer dwa, finisz kampanii. W debacie prezydenckiej Stanowski pokazuje do kamery zieloną teczkę. W środku, jak mówi, są kartki od przedszkolaków z prośbą, by ratować ich koleżankę, której leczenie nie jest finansowane przez państwo. 2 mln udało się zebrać, ale fakt ten – zaznacza kandydat – obciąża państwo i ministrę zdrowia.

Który Stanowski jest prawdziwy: błazen czy sumienie polskiej sceny politycznej? I po co w ogóle wystartował?

Czy Krzysztof Stanowski to ukryta opcja PiS-owska? 

– Jego start jest ośmieszaniem państwa, skoro mówi, żeby na niego nie głosować. To zupełnie inne podejście niż nawet Jana Pietrzaka przed laty – ocenia marszałek senior Sejmu Marek Sawicki z PSL.

Pytani o Stanowskiego inni politycy koalicji zaliczają go do kategorii „folklor”. Mariusz Witczak z PO ocenia, że jego start ma charakter satyryczno-biznesowy i jest nastawiony na zbudowanie szerszej rozpoznawalności. Z kolei politolog prof. Jacek Wódz zauważa, że tacy kandydaci jak Stanowski pojawiają się i w bardziej dojrzałych demokracjach, np. francuskiej. – Tam zyskali nawet specjalne miano: „kandydatów z własnej fantazji” – dodaje prof. Wódz. – Pytanie tylko, czy pozostali kandydaci powinni czynić z niego prawdziwego aktora politycznego.

– Jego start jest ośmieszaniem państwa – ocenia marszałek senior Sejmu Marek Sawicki

Krzysztof Łapiński, ekspert ds. PR i były rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy, przyznaje, że Stanowski traktuje start w wyborach jak autopromocję, zarazem jednak „nakłuwa” balon polityki i upuszcza z niej nieco powagi. – Zastrzega, że prezydentem nie chce być, i w tym jest uczciwy, natomiast zwraca uwagę na słabości systemu, takie jak wiecznie niespełniane obietnice – uważa Łapiński, którego zdaniem Stanowski to, zachowując proporcje, Stańczyk współczesnego polskiego życia publicznego.

W rozmowach, zwłaszcza z politykami, pojawia się jeszcze jeden wątek. Jarosław Urbaniak z PO uważa, że Stanowski odgrywa rolę tzw. flary – kogoś, kto ma przyciągać wyborców niezdecydowanych, którzy finalnie w drugiej turze poprą Nawrockiego.

Politycy PiS częściowo to potwierdzają. – Wykonuje dobrą robotę, jest nawet lepszy od nas w demaskowaniu Trzaskowskiego. Równocześnie jest niesterowalny – mówi posłanka PiS. W ugrupowaniu Kaczyńskiego podobał się zwłaszcza fragment debaty w Telewizji Republika, gdy Stanowski w prześmiewczej konwencji przeczytał fragment wywiadu rzeki z Trzaskowskim, w którym ten opowiadał o pływaniu z rekinami.

 – Wykonuje dobrą robotę, jest nawet lepszy od nas w demaskowaniu Trzaskowskiego – mówi Tygodnikowi posłanka PiS

Politolog prof. Maciej Górecki z UW także uważa, że Stanowski jest stronniczy, bo krytykuje przede wszystkim Trzaskowskiego. – Czasem udaje, że atakuje PiS czy całą klasę polityczną, ale tak naprawdę sytuuje się po stronie konserwatywnej – mówi prof. Górecki. Ekspert od wizerunku Mirosław Oczkoś jest wręcz zdania, że decyzja o starcie Stanowskiego zapadła w porozumieniu z PiS. Może o tym świadczyć fakt, że bodaj najczęściej poruszanym przezeń tematem w debatach jest zmiana poglądu Trzaskowskiego i Platformy w sprawie bariery na granicy polsko-białoruskiej oraz migrantów, podsyłanych przez Aleksandra Łukaszenkę.

Od niektórych polityków słyszymy nawet hipotezę, że właściciel Kanału Zero swój start mógł uzgodnić z szefem gabinetu prezydenta Marcinem Mastalerkiem, którego zna od dawna. I że wszystko razem ma być elementem szerszego planu: jeśli start Stanowskiego okaże się sukcesem, na bazie jego, a także poparcia Mentzena, można by zbudować nowy prawicowy ruch. Którego PiS – albo to, co po nim zostanie – byłby jednym z elementów.

Sam Stanowski w rozmowie z „TP” tego rodzaju hipotezy zbywa śmiechem. – Chodziło wyłącznie o zaspokojenie dziennikarskiej ciekawości – mówi. – Ja naprawdę marzę o tym, by dostać jak najmniejsze poparcie. Wysoki wynik, np. pięć procent, uznałbym za niebezpieczny. W tym sensie, że za jego sprawą w głowach ludzi, w tym polityków, jeszcze mocniej pojawiłaby się wątpliwość: „A może za tym stoi rosnący w siłę polityczny ruch?”.

– Ja naprawdę marzę o tym, by dostać jak najmniejsze poparcie. Wysoki wynik, np. pięć procent, uznałbym za niebezpieczny  – mówi Krzysztof Stanowski w rozmowie z Tygodnikiem

Tych pięciu procent nie da się wykluczyć – w końcu kariera Stanowskiego od początku obfituje w zwroty akcji, których nie mógł się spodziewać nawet on sam.

Zwroty akcji w karierze Stanowskiego

Jest druga połowa lat 90., dziennik „Przegląd Sportowy” przyjmuje do pracy uzdolnionego 14-latka. Na początek będzie odbierał telefony i pisał relacje z meczów, choć szybko da się też poznać jako złośliwy recenzent środowiska piłkarskiego. Pokazuje to pochodząca z tamtych czasów anegdota. Na obiektach Legii zaczepia Stanowskiego ówczesny dyrektor sportowy klubu Władysław Stachurski. „Widzisz tę tuję? Ładna, prawda?” – pyta. „No, ładna” – pada odpowiedź. „A wiesz, co by o niej napisał red. Stanowski? – puentuje słynny trener. »Dlaczego, kurwa, tylko jedna, a nie dwie!«”.

Młody red. Stanowski ochoczo wchodzi w konflikty. Po latach będzie zestawiany ze znanymi fighterami polskiego dziennikarstwa sportowego – Januszem Atlasem i Pawłem Zarzecznym. Pokazują mu, „że nie trzeba wstrzymywać pióra, a nawet można piórem kogoś posiekać na kawałki. To dość bliska mi filozofia” (wypowiedź dla magazynu „Press”). Zarzeczny, tak przynajmniej twierdzą nasi rozmówcy ze środowiska dziennikarzy sportowych, otrzyma od prezydenta Dudy pośmiertne odznaczenie właśnie dzięki wpływom Stanowskiego.

„Nie wstrzymywać pióra, a nawet piórem siekać na kawałki. To dość bliska mi filozofia” – wypowiedź Krzysztofa Stanowskiego dla magazynu „Press”

Głód „wolności siekania” stoi też najwyraźniej za założeniem w 2008 r. portalu Weszlo.com, który w późniejszych latach stanie się częścią grupy medialnej. „Dla nas od początku nie było ważne, czy piłkarz się obrazi, czy zdenerwuje […] Trzeba było zerwać się z tych kajdan, żeby założyć Weszlo.com” – mówił Stanowski „Pressowi”.

Jeden z doświadczonych dziennikarzy, który zgodził się porozmawiać z nami anonimowo, wspomina zdarzenie z tamtych lat. Dzwoni, przedstawiając się, do trenera z ekstraklasy, a ten w odpowiedzi go… wyzywa: „Won, nie będę z wami rozmawiał!”. Po czasie oddzwania, tym razem z przeprosinami: „Nie mam wpisanego pana telefonu i myślałem, że to te sk….syny z Weszło się pod pana podszywają. Oni są zdolni do wszystkiego”.

W latach dwutysięcznych powstają głośne książki Stanowskiego o piłkarzach: Wojciechu Kowalczyku (2003), Andrzeju Iwanie (2012) czy Grzegorzu Szamotulskim (2013). Dziś przestrzeń internetowa pełna jest entuzjastycznych recenzji tych pozycji, i choć wiele z nich to komplementy samego Stanowskiego pod własnym adresem (szef „Zera” lubi się chwalić głównie nakładami), to dobre zdanie o nich wygłaszają też inni.

– W porównaniu do Stanowskiego ja bym w niektórych momentach odpuścił z agresją. Z drugiej strony, dawny Tomasz Lis, Rafał Ziemkiewicz czy Jacek Kurski byli mniej jadowici? – pyta Marcin Meller, dziennikarz do niedawna współpracujący z „Kanałem Zero”.

– Talent – mówi krótko Marcin Meller, dziennikarz do niedawna współpracujący ze Stanowskim, gdy pytamy, czy właściciel „Zera” swoją wczesną karierę zawdzięczał uzdolnieniom, czy agresji. – Kupiłem jego książkę o Iwanie i od razu napisałem o tym felieton do „Newsweeka”. To była najlepsza sportowa książka, jaką kiedykolwiek czytałem.

– A co z tą agresją? – pytamy Mellera.

– Powiem tak, ja bym w niektórych momentach odpuścił, ale to nie ja mam miliony wyznawców w internecie. Z drugiej strony, dawny Tomasz Lis, Rafał Ziemkiewicz czy Jacek Kurski byli mniej jadowici? Mówienie o kimś, kto walczy w klatce MMA, że zadaje za dużo ciosów, ma ograniczony sens. 

Marcin Meller. Warszawa, 23 października 2024 r. // Fot. Paweł Wodzyński / East News

„Fenomen Stanowskiego” czy „paradoks Stanowskiego”?

Twarz, mimika. Na ten element uwagę zwraca medioznawca prof. Wiesław Godzic, gdy pytamy o składowe „fenomenu Stanowski”. – Chodzi mi o ten jego uśmieszek zwiastujący satyryczne podejście do rzeczywistości – precyzuje. – Ale Stanowski ma też przynajmniej jedną ważną umiejętność: prowadzenia rozmowy. Potrafi nadać jej formę niby-pogawędki, nad którą jednak panuje, i w ramach której zadaje niewygodne pytania.

Twarz Stanowskiego na dobre rozpoznawalna staje się w roku 2020, gdy rusza Kanał Sportowy. Pierwszą polską telewizję internetową o tym profilu zakłada czterech dziennikarzy sportowych: poza nim Mateusz Borek, Michał Pol i Tomasz Smokowski. W ten sposób Stanowski współtworzy kolejny – po pojawieniu się Weszlo.com – przełom na polskim rynku medialnym. Następnym będzie Kanał Zero, który stworzy po konflikcie z trójką kolegów.

Właśnie z KS pochodzą  jego najgłośniejsze produkcje, pokazujące jaskrawo „paradoks Stanowskiego”. Medialnej postaci, która próbuje ratować honor mediów, a równocześnie ich standardy dewastuje. Np. jego kilkuodcinkowy materiał o Natalii Janoszek zdemaskuje zmyśloną karierę rzekomej gwiazdy Bollywood i obnaży wielkie media, które się na tę „karierę” nabrały, ale też będzie ociekał agresją. Podobnie inne seriale. Stanowski to rzuca obelgami („człowiek mem”; „gówno widział w piłce nożnej”), to drze na wizji recenzowaną przez siebie książkę Małgorzaty Domagalik o trenerze Jerzym Brzęczku.  

W przypadku Janoszek wrażenia na Stanowskim nie zrobią nawet jej wyznania, że po jego materiałach miała myśli samobójcze. „Ja też miałem myśli samobójcze, gdy słuchałem jej setnej zmyślonej historii. W myślach samobójczych mamy więc 8:8 i możemy iść do przodu bez tych ckliwych bzdur” – rzuca na platformie X.

Tweet Krzysztofa Stanowskiego o Natalii Janoszek / x.com/K_Stanowski

Psychiatra: Stanowski szkodzi osobom w kryzysie psychicznym

Podobnym tropem podąża w serialu o wspomnianej książce Domagalik (zarzuca jej, że jest nudna, źle napisana i panegiryczna): „To jest książka o Pani urojeniach […] To jest książka, nad którą naprawdę ktoś powinien się pochylić i zastanowić się, w jakim stanie psychicznym się Pani aktualnie znajduje”.

– Wypowiedzi te w formie przypominają anonimowe internetowe hejty. One wiele nam mówią nie tylko o autorze, ale też o czasach, w jakich żyjemy – uważa prof. Bogdan de Barbaro, psychiatra i psychoterapeuta. I dodaje: – Pokazują, że oswoiliśmy się z niegodziwymi inwektywami, uznając, że to coś dopuszczalnego. Tymczasem takie komunikaty nie tylko stygmatyzują adresatów, ale także – pośrednio – poniżają osoby w kryzysie psychicznym. Przecież Stanowski, imputując komuś objawy choroby, nie dokonuje diagnozy psychiatrycznej, co zresztą też byłoby niedopuszczalne. On z przejawu choroby czyni unieważniającą obelgę. Tę praktykę, i jako obywatel, i jako psychiatra uważam za skrajnie szkodliwą. Nienawiść jest niezdrowa i dla adresatów, i dla nadawców.

– Stanowski, imputując komuś objawy choroby, z przejawu choroby czyni unieważniającą obelgę. Tę praktykę, i jako obywatel, i jako psychiatra uważam za skrajnie szkodliwą – uważa prof. Bogdan de Barbaro, psychiatra i psychoterapeuta

Stanowski rozdaje razy, samemu pozostając na ciosy odpornym. Przyczyna jest prosta: zręcznie operuje autoironią, za pomocą której rozbraja zarzuty. Gdy np. krytycy wyciągają mu wygłoszoną lata temu opinię o Robercie Lewandowskim, że „napastnik bez dryblingu wyżej dupy nie podskoczy”, ten odpowie: „Ja w życiu miałem tyle nietrafionych prognoz, że można by nimi wytapetować kibel, i to nie taki domowy, tylko na dworcu w dużym mieście”.

Podobnie rozmawia z nami. Pytany, czy żałuje jakichś publicznych słów, odpowiada, że na pewno tak, ale konkretnych sytuacji nie pamięta. Gdy przykłady (nawiązanie do próby samobójczej Janoszek i do zdrowia Domagalik) podajemy mu sami, przyznaje: – Druga wypowiedź być może była przekroczeniem. A co do pani Janoszek, nie żałuję. Zastosowała charakterystyczny dla wielu celebrytów szantaż emocjonalny, na który odpowiedziałem, używając tej samej karty – ucina Stanowski, a gdy zauważamy, że psychiatryczne etykiety mogą szkodzić wielu ludziom, odpowiada:

– Kiedyś powiedzieć na kogoś, kto robił coś dziwnego „ty wariacie”, było normalne. Teraz może poczuć się urażony. Rozumiem to i przyjmuję, że tego rodzaju delikatności mi czasem brakuje.

Według prof. Godzica, publiczna agresja Stanowskiego to medialny konstrukt: – Widziałem sporo osób walczących ze sobą, a na ich twarzach łatwo było dostrzec autentyczną zaciekłość. Stanowski jest tu raczej podobny do Kuby Wojewódzkiego, który przybiera maskę hejtera, prywatnie pozostając inną osobą.

Poglądy Krzysztofa Stanowskiego? Kanał Zero

Jakie ma poglądy? Sporo mówi o tym opowiadana nam przez Marcina Mellera historia ich spotkań. – Pierwsze było niedoszłe, gdy zaprosiłem go do prowadzonego przeze mnie w TVN24 programu „Drugie śniadanie mistrzów” – opowiada Meller, który następnie przeniósł swój program do „Zera”, by na czas kampanii go zawiesić. – Zostałem przed programem wezwany na dywanik, gdzie usłyszałem, że „najwyższe standardy stacji” nie pozwalają na zapraszanie „kogoś takiego”. Próbowałem wymusić uzasadnienie, ale niczego przekonującego nie uzyskałem. Prawda jest taka, że oni go już wtedy serdecznie nie cierpieli.

– Skutecznie spotkaliśmy się w Kanale Sportowym, gdy to on zaprosił mnie – kontynuuje Meller. – Głośno było akurat o Piotrze Kraśce, jego jazdach samochodem bez prawa jazdy i niepłaceniu podatków. No i oczywiście: pojawiam się u Stanowskiego, a jedno z pierwszych pytań brzmi: „A wy tam w TVN wszyscy łamiecie prawo?”. Spociłem się, odpowiadając, bo z jednej strony nie mogłem robić z siebie idioty, mówiąc, że sprawa Kraśki to „prawicowy spisek”, a z drugiej obowiązywała mnie jakaś elementarna lojalność. Więc powtarzałem jak mantrę, niczym ten słynny już na YouTubie rzecznik kieleckich wodociągów, że ja podatki płacę i mam samochodowe dokumenty. A Stanowski swoim zwyczajem powtarzał pytanie.

Te dwie sceny ilustrują nie tyle poglądy szefa „Zera”, co rozkład jego sympatii i antypatii. – Ma autentyczną pogardę dla zakłamania świata lewicowo-liberalnego – mówi Meller. – Z jednej strony nie kryje doń niechęci, z drugiej go nie rozumie. To napęd wielu jego zachowań.

 – Jego dwa główne poglądy to „Krzysztof Stanowski” i „Kanał Zero” – mówi Marcin Meller

Te niekoniecznie rymują się z jego faktycznymi poglądami. Gdy w rozmowie przypisujemy mu kojarzone z Konfederacją skrajnie liberalne zapatrywania na gospodarkę, ilustrując to jego internetowym sporem z lewicowcem i poetą Jasiem Kapelą o państwowe dotacje dla ludzi kultury, odpowiada: – Ja mam zawsze pogląd przeciwny do rozmówcy. Tak naprawdę jestem za wolnością gospodarczą, ale też za tym, by państwo wspierało najsłabszych.

– A pana poglądy obyczajowe? – dopytujemy. – Związki partnerskie?

– W ogóle mi nie przeszkadzają – odpowiada.

– Adopcja dzieci przez pary jednopłciowe?

– To mi przeszkadza. Zakorzeniło się we mnie przekonanie, iż dziecko powinno mieć rodzinę z tradycyjnymi wzorcami postaw: męskim i damskim.

Aborcja?

– Nie jestem za bezmyślnym usuwaniem ciąży, ale też nie jestem za tym, by cały aparat państwowy biegał za osobami, które widzą to inaczej.

Meller: – Jego dwa główne poglądy to „Krzysztof Stanowski” i „Kanał Zero”. W tym sensie jest podobny np. do Zuckerberga i innych, dla których wartością jest rozwój ich firm.

„Inteligentny, cyniczny. Uwikłany w bukmacherkę”

Co zyskał na kampanii? – Udało mi się być w miejscach i zaobserwować rzeczy, których normalnie dziennikarz nie ma szans zweryfikować, a które mówią dużo o tym, na ile mamy do czynienia z uczciwymi wyborami – mówi. – Na każdym etapie tej przygody natrafiałem na paradoksy. Np. fakt, że kupowany głos daje w czasie zbierania podpisów gwarancję, iż każda rubryczka będzie prawidłowo wypełniona, a głos zdobyty uczciwie już nie, bo sporo tych osób popełnia błędy przy wypełnianiu.

Według Marcina Mellera odpowiedź na pytanie, kto na tej kampanii zyskał, jest oczywista: to Stanowski. – Gdy inne media plączą się we własne nogi zobowiązań politycznych, on punktuje. Np. organizując debaty, w których uczestniczą wszystkie strony sporu, albo zadając władzy pytania, których inni nie zadają.

1,5 proc. głosów – szacunek wyborczy firmy STS dotyczący szans Krzysztofa Stanowskiego w wyborach prezydenckich

Choćby z tego powodu Stanowski zostanie zapewne, wbrew hipotezom polityków i ekspertów, przy świecie mediów. Nadal próbując je naprawiać, i nadal je dewastując. Co bardziej? – odpowiedź na to pytanie zależy od tego, kogo zapytać.

Marcinowi Mellerowi Stanowski kojarzy się z Mariuszem Walterem, założycielem TVN i przedsiębiorcą. – Tak jak Walter wizjonersko trafił w moment ze stworzeniem tradycyjnej telewizji, tak Krzysztof trafił z TV internetową.

Dwaj doświadczeni dziennikarze sportowi nie wypowiadają się o Stanowskim przychylnie. Szef „Zera” to dla nich nieodrodne dziennikarskie dziecko Pawła Zarzecznego – mającego według nich za nic zasady, dążącego po trupach do celu. O Stanowskim mówią: inteligentny, znający wszystkich, których znać należy, kiedyś świetny dziennikarz sportowy, mający talent do robienia pieniędzy, ale też cynik nieznający pojęcia konfliktu interesów, uwikłany w związki z firmami bukmacherskimi. Właśnie ten zarzut – zarabiania na bukmacherce, od której mogą się uzależniać także młodzi ludzie – ciągnie się za Stanowskim od lat.

Gdyby posłużyć się bukmacherskimi kursami na wybory, szanse Stanowskiego na sukces są zerowe (firma STS szacuje jego potencjał na 1,5 proc. głosów). Dokładnie odwrotnie niż szanse na to, że Kanał Zero i inne biznesy Stanowskiego wyjdą z tych wyborów wzmocnione.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 19/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Paradoks Stanowskiego