Śmierć Politkowskiej

To nie pierwsze zabójstwo dziennikarza w Rosji, ale śmierć Anny Politkowskiej zdaje się ostatecznym memento dla wolności słowa w tym kraju i dla Czeczenów, w imieniu których ta odważna kobieta przemawiała od siedmiu lat. Od wybuchu drugiej wojny czeczeńskiej miesiąc w miesiąc jeździła na Kaukaz, nie było dziury w Czeczenii, do której by nie dotarła. Plonem tych podróży były wstrząsające reportaże, publikowane w moskiewskiej "Nowej Gazietie" - jedynej, jakiej Władimir Putin dotąd nie ujarzmił. Opisywała barbarzyństwa, jakich armia rosyjska dopuszczała się wobec kobiet, dzieci i starców. Rychło stała się znienawidzona przez generalicję i Federalną Służbę Bezpieczeństwa - generałowie nie skrywali, że "trzeba tę sukę zlikwidować". Wiedziała, że to nie żarty. Mogła przestać pisać o Czeczenii, mogła wyjechać z Rosji, co radzili jej szefowie z redakcji. Wyjechała, po miesiącu wróciła i znów jeździła do Czeczenii.
Czyta się kilka minut

W imię jakich racji ryzykowała życiem? Po czyjej stronie stała? Po stronie człowieka. Potępiała czeczeński terroryzm, ale broniła cywilnych ofiar brudnej wojny. Pisała o spustoszeniach moralnych, jakie "zaprowadzanie konstytucyjnego porządku" czyni w społeczeństwie rosyjskim i czeczeńskim. Krytykowała Zachód za to, że stosuje podwójne standardy, przyzwalając Kremlowi na wymordowanie całego narodu. Była sumieniem Rosji, jedną z nielicznych, którzy ratowali jej honor.

Myślę, że robiła to z miłości do Rosji. Gdy terroryści zaatakowali teatr na Dubrowce, była w USA. Natychmiast wsiadła w samolot do Moskwy. Terroryści Barajewa chcieli rozmawiać tylko z nią, wiedząc, że ona nigdy nie kłamie. Pośredniczyła w pertraktacjach między terrorystami a oddziałami specjalnymi, sama jedna nosiła żywność i wodę dla zakładników. W końcu była świadkiem szturmu na teatr. Winą za śmierć zakładników obarczała władzę. Potem nastąpił atak na Biesłan. Poleciała tam. Ale nie doleciała - na pokładzie samolotu ktoś chciał ją otruć.

Jestem pewien, że nigdy nie poznamy sprawców zbrodni popełnionej w moskiewskiej windzie. I że nieprędko pojawi się w Rosji równie odważny dziennikarz, który przemówi w imieniu osamotnionego narodu czeczeńskiego, protestując przeciwko utożsamianiu każdego Czeczena, nawet dziecka, z terrorystą, i przeciw odpowiedzialności zbiorowej. "Ani w Polsce, ani w Rosji nie brakuje przestępców - mówiła mi. - Ale pan ani ja nie odpowiadamy za ich czyny życiem".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 42/2006