Słodkie oblężenie

Średniowieczne Walentynki? W rycerskich romansach miłość może i przedstawia się jako pochłaniająca i szlachetna – ale na pewno nie jako „czysta”.

Reklama

Słodkie oblężenie

Słodkie oblężenie

10.02.2020
Czyta się kilka minut
Średniowieczne Walentynki? W rycerskich romansach miłość może i przedstawia się jako pochłaniająca i szlachetna – ale na pewno nie jako „czysta”.
Oblężenie Zamku Miłości, na marginesie fol. 75v Psałterza Luttrell (Add MS 42130, British Library), ok. 1325-1340
W

W roku 1214 w Treviso, jak zanotował Ronaldino z Padwy, odbyła się popularna zabawa w Oblężenie Zamku Miłości. Zbudowano sztuczną fortecę, w której zabarykadowały się najpiękniejsze damy z Padwy. Następnie natarli na nią młodzieńcy, atakując za pomocą owoców, kwiatów oraz perfum. W tym przypadku jednak zabawa nieoczekiwanie przerodziła się w prawdziwą walkę, ponieważ zamek szturmowali także goście z Wenecji, którzy po kapitulacji fortecy triumfalnie ozdobili ją swym sztandarem św. Marka. To nie spodobało się miejscowym – sztandar został zerwany i podarty, a panowie z obu stron przeszli do walki między sobą.

Zapewne właśnie z powodu tego incydentu Ronaldino wspomniał o owej zabawie – i tak się składa, że notka ta jest najstarszą zachowaną wzmianką o Oblężeniu Zamku Miłości.

Szturm po nagrodę

Uważa się jednak, że zabawa ta była popularna w Europie już wcześniej....

19084

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

rozwój pornografii w średniowieczu to drugie. Na przeciwnym biegunie kulturowych wizji miłości "czystej" mamy np. drzewka z peniskami w erekcji, do których sięgają damy z koszykiem w ręku. W który nurt badań należy wpisać przywołane przez autorkę przedstawienia, tego się tutaj nie dowiemy, w każdym trudno ową miniaturę (trzeba niewiasty na jednego gostka) traktować jako kod kulturowy realiów życia erotycznego na dworach, raczej jako zawoalowaną formę inicjującą wyobrażenia pornograficzne, których artysta nie mógł przedstawić wprost. Troszku razi mnie niedojrzałość duchowa i brak głębszej refleksji co w połączeniu z warsztatem doktorskim i zdolnościami pisarskimi przekłada się na efektowny, kreatywny tekst, ale płytki, nie dotykający człowieczeństwa.

To jest tekst o Walentynkach w średniowieczu, nie człowieczeństwie, Zycie erotyczne w tym czasie nie zostało jeszcze napiętnowane celibatem kleru, Pornografia wcale nie jest na drugim biegunie miłości, raczej z nią nic wspólnego nie ma. Jest bardziej pragnieniem walki z tabu, odkrywaniem co zostało zakryte, taką furtką w fortyfikacji moralności. W kulturach gdzie seks nie jest tabu, pornografia nie istnieje, nawet jeśli przedstawia się obnażone narządy to nie jest to pornografia.

Pragnienia ludzkie i próba ich dosiężenia to właśnie człowieczeństwo, to właśnie miałem na myśli, że autorka nie interpretuje obrazów czy tekstów pornograficznych jako form zaspokojenia intensywnych pragnień. To raz. A po dwa, Twoja definicja pornografii to najszlachetniejsza nobilitacja aktorów i widzów porno, bez dwóch zdań:) Platoniczna miłość dworska to pikuś wobec Twojego ideału. A gdzie seks nie jest tabu, można w jakiejś kulturze znającej technikę malarska, foto czy wideo oglądać bez niej seks na żywo, czy jak?

Piękny tekst, za który Autorce bardzo dziękuję:)))

Zgadzam się z Kaliną! Pięknie napisany, bardzo interesujący, poparty konkretną wiedzą i niebanalny artykuł niezawodnej pod tym względem Autorki. Jeśli nawet na plan pierwszy wysuwa się tematyka erotyczna - niby czemu pani Magdalena miałaby się wstydzić pisać o takich rzeczach? - to przecież jest tu krytyczne (w sensie: analityczne, głębsze, rozumiejące) spojrzenie na problematykę miłości dwornej, jej średniowiecznego kontekstu społeczno-politycznego (związek z feudalnym senioratem) i nowożytnych losów pojęcia w dobie romantyzmu. Za mało na walentynkowy artykuł w magazynie społeczno-kulturalnym? Pewnie, że jak każdy temat, tak i ten może rozgałęziać się w nieskończoność. Metafora Zamku Miłości ma na przykład w średniowiecznych tekstach aspekt teologiczny z oczywistym odniesieniem do Maryi Dziewicy, ale także pojawiała się w bardziej złożonych konstrukcjach intelektualnych typu "Chasteau d'amour" Roberta Grosseteste, biskupa Lincolnu i nauczyciela Bacona (oraz, zdaniem niektórych historyków nauki, "najwybitniejszego uczonego w historii Oksfordu"), gdzie czyni tę metaforę centrum swojej teologii zbawienia. Wracając do miłości dwornej i jej mniej romantycznych aspektów, warto wspomnieć jednego z wczesnych trubadurów imieniem Marcabru. Poeta, któremu zarzucano hermetyczność myśli i stylu, mizoginię i pesymizm, wywodził się z niskiego stanu. Być może dlatego w erotycznych podchodach i igraszkach dzielnych rycerzy i pięknych dam dostrzega rzeczy przykre: koszty moralne cichego przyzwolenia na wiarołomstwo i rozpustę, gloryfikowane dodatkowo w poezji i pieśni, krzywdę zdradzanych mężczyzn i porzucanych kobiet, degenerację więzów rodzinnych - sam był prawdopodobnie dzieckiem nieślubnym lub nawet znajdą. Nie zapominał też o kobietach z ludu, w których szlachetni panowie widzieli łatwe narzędzie zaspokojenia ordynarnej chuci. I potrafił sportretować je jako osoby pełne godności i dowcipu. Dosłyszymy to w pastoreli, znanej jako "L'autrier jost'una sebissa". Bardzo zgrabnie ją przełożył i zaśpiewał po polsku Jacek Kowalski (https://youtu.be/2aEHfTf8LzI). Serdeczności.

Pani Magdalena przepięknie pisze o średniowiecznej ikonografii zawartej w manuskryptach, a Pan pisze pięknie o literaturze:))) I tak mogliśmy się dowiedzieć, jak piękna kultura wyrosła w tym okresie we Francji. Może i jedliśmy wcześniej widelcem, niemniej cała reszta lezała niestety odłogiem, w warstwach wyższych również. W porównaniu z tym francuskim wdziękiem "Opowiesci Kanterberyjskie" są jedynie przaśną powiastką. Zapewne nie od rzeczy była znajomość tradycji starożytnej na uniwersytetach i nie tylko (ustęp z "Powiesci o Róży" tyczący wspólnego dążenia do finału, to przecież powtórzenie zaleceń Owidiusza zawartych w "Ars Amandi":))) Osobiscie kocham Francois Villona i jego grubą Małgoskę, a głównie dlatego, ze gardza światem w odwet za pogardę okazywaną im przez tenze swiat:)))

Bardzo Państwu dziękuję za wszystkie komentarze! :)

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]