Jest prawdopodobnie jedną z najważniejszych kobiet w polskiej historii: Jadwiga Andegaweńska, urodzona 650 lat temu, w 1384 r. koronowana na władcę Polski. Półtora roku później poślubiła wielkiego księcia litewskiego Jagiełłę. Litwa dzięki temu doczekała się chrystianizacji, a my unii polsko-litewskiej i późniejszego rozkwitu pod rządami dynastii Jagiellonów.
Niestety sama Jadwiga zmarła 17 lipca 1399 r. w połogu, tuż po zgonie swego jedynego i długo wyczekiwanego dziecka, córeczki.
Kobieta na tronie
Koncepcja, że władzę po ojcu może przejąć córka, a nie jedynie syn, nie była obca społeczeństwom słowiańskim. Wincenty Kadłubek pisał, że choć książę Krak miał dwóch synów, rządy po nim przejęła córka Wanda, gdyż jeden z synów Kraka zabił drugiego, za co został wygnany. Wanda nie wyszła za mąż, więc nie dzieliła się z nikim władzą (wedle tej najwcześniejszej legendy nie utopiła się też w Wiśle, to odtrącony przez nią niemiecki zalotnik popełnił samobójstwo).
Z kolei czeskie kroniki mówią, że po legendarnym władcy wczesnośredniowiecznych Czech, Kroku, rządy przejęła jego córka Libusza. Ona jednak zdecydowała się wyjść za mąż, wybierając prostego chłopa: Przemysła Oracza, który stał się protoplastą dynastii Przemyślidów.
To jednak legendy. W państwie Piastów władzę po ojcach przejmowali synowie. Kazimierz Wielki, nie doczekawszy się syna z prawego łoża, uczynił spadkobiercą swojego siostrzeńca Ludwika, króla Węgier. Ten też nie miał syna i w końcu jego dwa trony przejęły jego córki: Maria została królową Węgier, a Jadwiga – Polski.
Obie wychowywały się na dworze przesiąkniętym zachodnioeuropejskim dziedzictwem. Znały świecką literaturę, lubiły otaczać się luksusowymi przedmiotami z importu. Wiemy też, że Jadwiga preferowała delikatną i wykwintną kuchnię o korzeniach francuskich i włoskich, podczas gdy Jagiełło wolał cięższe potrawy w tradycji polsko-litewskiej.
Prawdopodobnie to dlatego małżonkowie nie jadali razem i mieli osobnych kucharzy – nie musiało to wcale świadczyć o złych stosunkach w ich małżeństwie. Z drugiej strony przekazy jasno mówią, że związek ten nie był wolny od kryzysów.
Jadwiga i Wilhelm
W dzieciństwie Jadwiga została zaręczona z austriackim księciem Wilhelmem Habsburgiem, niewiele od niej starszym. Ale gdy objęła polski tron, możnowładcy zdecydowali, że lepszą politycznie opcją będzie unia Polski z Litwą, chrystianizacja tej ostatniej i wybór Jagiełły na męża dla Jadwigi.
Na mocy Unii w Krewie z 1385 r. Jagiełło zobowiązał się zapłacić 200 tys. florenów za zerwanie umowy z Wilhelmem. Młody Habsburg nie zamierzał się jednak poddawać: przybył do Krakowa, a Jadwiga wymykała się na spotkania z nim do klasztoru Franciszkanów, jak przekazał Jan Długosz. Raz nawet miała zaatakować siekierą zamknięte drzwi na Wawelu, aby wydostać się z zamku! Wówczas powstrzymał ją Dymitr z Goraja, marszałek wielki koronny i orędownik unii z Litwą.
Oczywiście także Wilhelm miał nad Wisłą „swoich” ludzi – przede wszystkim ideę osadzenia Habsburga u boku Jadwigi wspierał podkomorzy krakowski Gniewosz z Dalewic. Nawiasem mówiąc, gdy Wilhelm ostatecznie uciekł z Krakowa, Gniewosz przywłaszczył sobie wszystkie kosztowności, które książę u niego zdeponował.
Proces w Wiślicy
Nawet po ślubie Jagiełły z Jadwigą podkomorzy nie dał za wygraną i podjął próbę rozbicia ich małżeństwa. Jadwidze szepnął, że Władysław na Litwie ma jakieś miłostki, a królowi, że jego małżonka miała romans z Wilhelmem, gdyż Habsburg miał w tajemnicy ponownie przybyć do Krakowa, przebrany za kupca.
Długosz zaznacza, że dopiero odkrycie, iż to Gniewosz „na dwa fronty” podsyca konflikt, sprawiło, że Jadwiga i Jagiełło pogodzili się. O ile jednak oskarżenie Władysława o trzymanie nałożnic przeszło w zasadzie bez echa, o tyle naruszenie czci królowej nie mogło pozostać bez odpowiedzi. Jadwiga zdecydowała się na mocny krok: pozwała Gniewosza za oszczerstwo.
Proces odbył się w Wiślicy, a Jadwigę reprezentował kasztelan wojnicki Jaśko z Tęczyna. Okazało się, że Gniewosz nie potrafił przedstawić żadnych dowodów na cudzołóstwo królowej. Na zarzuty nie odpowiedział nic. Zapewne mowę mu odjęło, gdy dwunastu znakomitych rycerzy zadeklarowało chęć wyzwania go na pojedynek, by w ramach „sądu bożego” udowodnić rację Jadwigi.
Milczenie uznano za przyznanie się do winy. Gniewosz został skazany na zapłacenie 60 grzywien kary i publiczne odszczekanie zarzutów. Jak napisał Długosz: „musiał schyliwszy grzbiet wleźć pod ławę; a po jawnym zeznaniu, iż fałszem było i niegodziwą potwarzą, co przeciw królowej Jadwidze nakłamał, głośno zaszczekał”.
![Karta 3r z Psałterza Floriańskiego, Psalm 1 z monogramem MM obok inicjału B[eatus vir], koniec XIV w., Biblioteka Narodowa w Warszawie Rps 8002 III. // Fot. Polona.pl / domena publiczna Karta 3r z Psałterza Floriańskiego, Psalm 1 z monogramem MM obok inicjału B[eatus vir], koniec XIV w., Biblioteka Narodowa w Warszawie Rps 8002 III. // Fot. Polona.pl / domena publiczna](/sites/default/files/styles/w784/public/2024-07/57-historia_psalterz.jpg.webp?itok=aaguj-l5)
Silny charakter
Jadwiga potrafiła zaskarbić sobie miłość poddanych, a gdy zmarła, szczerze ją opłakiwali. Jej grób stał się w XV w. miejscem pielgrzymek. Z czasem jednak jej kult przycichł. W XIX stuleciu historia Jadwigi stała się natomiast inspiracją dla malarzy, poetów i dramaturgów – z jednej strony ze względu na emocjonalny potencjał opowieści o miłosnej relacji między Jagiełłą, Jadwigą i Wilhelmem, ale też dlatego, że dla ówczesnych Habsburg w tej opowieści uosabiał zaborcę.
W tej sytuacji uznano, że Jadwiga poświęciła osobiste szczęście na ołtarzu ojczyzny. Wiek XX przyniósł starania o jej kanonizację, w 1997 r. uwieńczone sukcesem, przez co postrzegamy ją dziś przede wszystkim jako pobożną, skromną, pokorną.
Tymczasem Jadwiga Andegaweńska była młodą kobietą o silnym charakterze, zaangażowaną w politykę i potrafiącą wyrazić swoje zdanie. Krzyżackie kroniki z epoki (swoją drogą bardzo negatywnie nastawione do Jagiełły i podsycające plotki o problemach w królewskim małżeństwie) notują, że Jadwiga odważyła się nawet nakazać milczenie spowiednikowi, który śmiał upomnieć ją, że winna być uległa wobec męża.
Nie pasuje to do wizerunku świętej niewiasty – podobnie jak nie pasuje do niego zainteresowanie średniowiecznymi rycerskimi romansami. Tymczasem wydaje się, że Jadwiga nie gardziła świecką literaturą.
Co po niej zostało?
Niestety, choć Jadwiga z pewnością posiadała liczne luksusowe przedmioty, większość nie zachowała się. Resztki tkanin znalezione w jej grobie są mizerną pozostałością wspaniałych sukien, wykonanych z kosztownych i egzotycznych materiałów.
Wiemy, że Jadwiga miała własny księgozbiór, a w nim także teksty tłumaczone na język polski (choć znała niemiecki i łacinę). Z tej biblioteki udało nam się odzyskać trójjęzyczny psałterz, od XVII w. przechowywany w austriackim opactwie Sankt Florian, a w międzywojniu odkupiony (za niemałe pieniądze) przez rząd odrodzonej RP.
Psałterz Floriański, bo o nim mowa, dziś jest w Bibliotece Narodowej w Warszawie. Niedokończony rękopis powstawał zapewne dla Jadwigi, lecz jej śmierć przerwała pracę. W księdze jest herb Andegawenów i osobisty monogram królowej (splecione litery MM).
Wyjątkowość tego rękopisu polega na tym, że każdy wers psalmów zapisano w przekładach łacińskim, niemieckim i… staropolskim! Dekoracje nie są spektakularne, ale zawierają tzw. droleria (fr. drôleries: śmieszne, zabawne): groteskowe motywy na marginesach, w tym wiele postaci nagich. Nie są to obrazy szczególnie nieprzyzwoite – owe golasy to raczej wesoły komentarz, może wizerunki grzeszników i głupców, do których psalmy czasem się odnoszą.
Tak czy inaczej Jadwiga, kobieta późnego średniowiecza, z pewnością nie widziała nic złego w mieszaniu sacrum i profanum.
Nie podważając pobożności Jadwigi ani jej uczciwości małżeńskiej, sądzę, że nie odmawiała sobie przyjemności konsumowania czysto świeckiej kultury. Że nie gardziła średniowiecznymi romansami. A musimy pamiętać, że wiele z nich zawierało przekaz kontrowersyjny moralnie. Czasem były to historie z tragicznym finałem, czasem rubaszne ludowe powiastki. Ale, tak czy inaczej, ich konstrukcja sprawiała zwykle, że odbiorcy kibicowali grzeszącym kochankom, a nie zdradzanym mężom – nawet jeśli ci ostatni byli bohaterami pozytywnymi, jak król Artur (mąż Ginewry) czy król Marek (mąż Izoldy).
Artefakty z Paryża
W katedrze na Wawelu zachowały się dwa wyjątkowe przedmioty, które – choć nie zostały ozdobione herbami ani monogramami – uznajemy za należące do Jadwigi. To skrzyneczka z kości słoniowej i torebka (zwana jałmużniczką), obie z XIV w.
Wydaje się, że oba te przedmioty pochodzą z Paryża – w różnych kolekcjach na świecie znajdziemy podobne egzemplarze, datowane na drugą ćwierć XIV w. Paryż był wówczas wiodącym ośrodkiem produkcji luksusowych drobiazgów, uwielbianych przez bogate damy z całej Europy.

Nawet jeśli skrzyneczka i jałmużniczka powstały kilkadziesiąt lat przed narodzinami Jadwigi, jest prawdopodobne, że mogła wejść w ich posiadanie, biorąc pod uwagę międzynarodowe kontakty na węgierskim dworze Andegawenów. Do dziś przetrwały zapewne dlatego, że – niezgodnie z pierwotnym przeznaczeniem – stały się relikwiarzami.
To tylko hipoteza, ale być może to właśnie opinia świętości, w jakiej zmarła królowa, sprawiła, że jej przedmioty zachowano w katedrze, by trzymać w nich relikwie – choć były zdobione zupełnie niereligijnymi dekoracjami.
W inwentarzu katedry krakowskiej z 1563 r. w Kaplicy Mansjonarskiej zanotowano „kalietka cum reliquis” – uważa się, że chodzi właśnie o tę jałmużniczkę. Tymczasem skrzyneczka z kości słoniowej w tym samym inwentarzu wzmiankowana jest jako wymagająca naprawy – noszono w niej na feretronie relikwie różnych świętych w procesjach podczas tzw. dni krzyżowych.
Dziś oba artefakty są prezentowane w Muzeum Katedralnym na Wawelu.
Romansowe pudełeczko
Wawelska skrzyneczka z kości słoniowej należy do grupy co najmniej ośmiu tego typu zabytków przechowywanych w kolekcjach na świecie. Jest niewielka (jej szerokość to zaledwie 26 cm), ale dekoruje ją aż 17 scen. Na wieczku widnieją trzy pary kochanków, turniej, któremu przyglądają się damy, a także dworska zabawa w oblężenie Zamku Miłości (rycerze szturmują, panie się bronią).

Na dłuższym boku od frontu zilustrowano opowieści o Filis i Arystotelesie oraz o Pyramie i Tysbe. Ta pierwsza to historia ośmieszająca starcze chucie: filozof pragnący Filis, młodej kochanki Aleksandra Wielkiego, zgodził się na czworakach wozić ją na swych plecach, nie wiedząc, że władca będzie świadkiem jego upokorzenia.
Druga zaś opowieść, znana z twórczości Owidiusza, to pierwowzór historii Romea i Julii: młodzi kochankowie ze zwaśnionych rodów spotykali się potajemnie. Pewnego dnia Tysbe została zaatakowana przez lwa. Uciekła, lecz gdy Pyram zobaczył płaszcz ukochanej w lwim pysku, uznał, że zginęła, i popełnił samobójstwo. Następnie Tysbe, znalazłszy ciało ukochanego, rzuciła się na jego miecz.
Na tylnym dłuższym boku skrzyneczki są natomiast ilustracje opowieści o Rycerzach Okrągłego Stołu: zmagania Lancelota, gdy walczył o względy Ginewry (żony Artura), a także przygoda Gawaina, który uwolnił panny uwięzione w zamku. Na krótszych bokach znajdziemy przedstawienia Tristana i Izoldy, polowanie na jednorożca (złapać go mogła tylko dziewica) i historię starego rycerza Enyasa, który uratował damę z łap Dzikiego Człowieka, ale na koniec został przez nią porzucony dla młodszego rycerza.
Całość dekoracji skrzyneczki to mozaika różnych historii: śmiesznych i tragicznych, opowiadających o szlachetnych uczuciach i grzesznych popędach, o czystości oraz o wiarołomności. To po prostu obraz świata, którym rządzi miłość.
Torebka eleganckiej kobiety
Drugi przedmiot, jałmużniczka, to większa sakiewka, którą na tasiemkach przypinało się do paska. W późnym średniowieczu na ramionach noszono płaszcze bez rękawów, a najmodniejsze damskie suknie i męskie kubraki miały szerokie zwisające rękawy – w takim stroju nie byłoby czymś wygodnym zakładać pasek torby na ramię. Zestaw podręczny (dziś powiedzielibyśmy: klucze, portfel, telefon) najwygodniej było trzymać w torebkach przypiętych do paska na biodrach.
Nazwa „jałmużniczka” wywodzi się stąd, że przedstawiciele wyższych sfer częściej sięgali do osobistej sakiewki, aby dokonać pobożnego uczynku i dać drobne jakiemuś biedakowi, niż żeby zapłacić za zakupy (o to dbała zwykle służba). Niemniej dla wielu kobiet, szczególnie mieszczek, jałmużniczka była po prostu torebką.
Z prawdopodobnie olbrzymiej ilości jałmużniczek, jakie wyprodukowano w Paryżu w XIV w., zachowało się niewiele. A tylko kilka, ozdobionych scenami romansowymi, można porównać do naszej. W większości przypadków ich dekoracje są opisywane jako „przedstawienie kochanków”.
Nie jest jasne, jaką historię zilustrowano na wawelskiej torebce. Być może, jak sugerowali różni badacze, to mniej znana scena z jakiejś wersji legendy o Tristanie i Izoldzie. Ostatnio Janina Ramirez w książce „Femina: A New History of the Middle Ages, Through the Women Written Out of It” (wyd. 2023) zaproponowała interpretację tych przedstawień w odniesieniu do epizodów, które występują w nielicznych rękopisach: o tym, jak Tristan udawał szaleńca, aby niepostrzeżenie zbliżyć się do Izoldy, oraz o tym, jak pustelnik Ogrin przekonał Izoldę, iż powinna wrócić do swego męża.
Niewykluczone jednak, że torebkę ozdobiono ilustracjami zupełnie innej legendy – być może takiej, której zapis nie zachował się do dziś.
Własna przestrzeń komfortu
Czy wszystkie te rzeczy naprawdę należały do Jadwigi? Na pewno tego nie wiemy, ale to prawdopodobne. W każdym razie nawet jeśli nie te, to podobne przedmioty z pewnością były w jej posiadaniu.
W średniowieczu nie istniało pojęcie „nastolatka”: osoby nieletniej, ale niebędącej już dzieckiem. W wieku 12 lat dziewczynka prawnie stawała się dorosłą kobietą. Od Jadwigi wymagano wówczas nie tylko, że zostanie żoną (obcego mężczyzny, z którym nic jej nie łączyło) i matką (możliwie jak najszybciej), ale i tego, że jako koronowany władca będzie rządzić krajem i podejmować decyzje: militarne, polityczne, ekonomiczne.
Źródła pozwalają nam sądzić, że Jadwiga była wrażliwa i inteligentna – sądzę, że wobec wszystkich tych oczekiwań i presji musiała zbudować sobie przestrzeń komfortu. Częściowo może w modlitwie i pobożności, ale zapewne też w szerokiej ofercie ówczesnej romansowej literatury.
Nawet święci lubią czasem zagłębić się w tragiczne lub komiczne opowieści o żonach, mężach i kochankach – to nie zmieniło się od średniowiecza. Być może gdyby żyła dziś, szukałaby ukojenia w śledzeniu perypetii bohaterów różnych seriali. W wieku XIV miała do wyboru książki i dzieła sztuki. Oraz może jeszcze pieśni, śpiewane przez nadwornych poetów.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















