Modlić się czy medytować?

Chrześcijańska medytacja przeżywa renesans, ale też budzi wiele obaw. Czym naprawdę jest praktyka kontemplacji?
Czyta się kilka minut
Heilig-Kreuz-Kirche, centrum chrześcijańskiej medytacji i duchowości. Frankfurt, 19 stycznia 2021 r. Fot. PAP / DPA
Heilig-Kreuz-Kirche, centrum chrześcijańskiej medytacji i duchowości. Frankfurt, 19 stycznia 2021 r. Fot. PAP / DPA

„Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu” (Mt 6, 6). Te słowa Jezusa jednoznacznie wskazują, jak ma wyglądać modlitwa. Ale jak rozumieć owo „wejście do środka” i trwanie w obecności niewidzialnego Boga? Odpowiedzi udziela chrześcijańska praktyka kontemplacji.

Inne słowa Jezusa – „Modląc się, nie bądźcie gadatliwi jak poganie!” (Mt 6, 7) – zachęcają do modlitwy opartej na milczącej komunii z Bogiem, czyli praktykowaniu wewnętrznej ciszy. Nie chodzi o negowanie modlitwy ustnej czy przeciwstawianie modlitw indywidualnej i wspólnotowej. Ale to milczący spoczynek w Bogu uważa się za cel wszystkich modlitw i ich ukoronowanie. 

Czy aby to osiągnąć, musimy, jak twierdził na tych łamach o. Wojciech Drążek, „zostawić wszystkie myśli o Nim i pobożne praktyki i otworzyć się na ciszę”?

O co jest oskarżana chrześcijańska kontemplacja

Chrześcijaństwo zna trzy nurty poszukiwania spoczynku w Bogu: modlitwę monologiczną (np. modlitwa Jezusowa), modlitwę Biblią (lectio divina) i praktykę kontemplacji. Ta ostatnia określana jest dzisiaj zbiorczo medytacją chrześcijańską, choć należą do niej zarówno modlitwa głębi, jak i modlitwa skupiona na powtarzaniu określonych słów czy wezwań i z tego powodu nazywana niedyskursywną medytacją monologiczną. Ani modlitwa monologiczna, ani lectio divina („święte czytanie”) nie budzą w Kościele kontrowersji. Wręcz przeciwnie: wskazywane są jako właściwe formy chrześcijańskiej medytacji i kontemplacji. Inaczej wygląda sprawa z modlitwą głębi czy z „chrześcijańską mantryczną modlitwą monologiczną”, którą jej zwolennicy, skupieni wokół Światowej Organizacji Medytacji Chrześcijańskiej (WCCM), nazywają po prostu medytacją chrześcijańską.


Jak słyszymy, chrześcijańska praktyka kontemplacji przeżywa swój renesans w Kościele. Jednak z drugiej strony padają oskarżenia, że ów „renesans” niewiele ma wspólnego z autentyczną tradycją modlitwy chrześcijańskiej, a więcej – z synkretyzmem religijnym i uleganiem fascynacji medytacją Wschodu. Krytycy argumentują, że Biblia nigdzie nie mówi o modlitwie pozbawionej słów, myśli czy obrazów. Ani o tym, że jest ona kwestią milczenia czy „zlania z boskością”. 

Wątpliwości i uprzedzenia co do modlitwy głębi są na tyle silne, że Ruch Odnowy Kontemplacyjnej spotyka się w Polsce ze stanowczą krytyką biskupów i działa poza strukturami parafialnymi. Wśród jego największych krytyków jest m.in. bp Andrzej Siemieniewski, ordynariusz legnicki, autor wydanej ostatnio książki „Medytacja chrześcijańska” (W drodze, 2024). 
Czy jest wyjście z tego impasu?

Spoczynek w Bogu czy odpoczynek w nas samych

Poszukiwanie i doświadczenie „spoczynku w Bogu” na modlitwie nie jest w tradycji chrześcijańskiej powiązane z opanowaniem jakiejś techniki relaksacyjnej, ale z przyjęciem odpowiedniej postawy wobec Boga. Kiedy wchodzimy do „wewnętrznej izdebki” i modlimy się do Ojca w ukryciu, uczestniczymy – zdaniem świętych Ambrożego i Augustyna – przez akt stworzenia w odpoczynku Boga w nas samych, w „Boskim Szabacie” w głębiach naszego umysłu czy serca.

Nie znaczy to bynajmniej, że postawa ciała i praca z oddechem nie mają żadnego znaczenia (co widać chociażby w niektórych naukach o modlitwie Jezusowej, zawartych w „Filokalii” – zbiorze tekstów z zakresu ascetyki i duchowości w tradycji prawosławnej od IV do XV w.). Niemniej w centrum modlitwy jest akt wiary w działanie łaski. Taka postawa wyrasta z przekonania, że „wolą Boską jest nasze uświęcenie” (1 Tes 4, 3), a przez fakt stworzenia człowiek to capax Dei – istota zdolna do kontaktu z Bogiem. Łaska stworzenia „na obraz i podobieństwo Boga” (Rdz 1, 27) „wytwarza” pomiędzy człowiekiem a Trójjedynym Bogiem intymną więź, której „spoiwem” jest śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Nie jest to zatem „naturalny potencjał” ludzkiej natury, tylko jej „naturalne” przeznaczenie.

Słowa nie mają znaczenia, ale ważną rolę

Medytacja niedyskursywna, czyli modlitwa, która nie polega na rozmyślaniu czy aktywowaniu wyobraźni, budzi wiele nieporozumień. Dotyczą one zwłaszcza „pracy z umysłem” i idei „czystej modlitwy”. Anonimowy, średniowieczny mnich angielski (najprawdopodobniej kartuz), autor „podręcznika” do kontemplacji chrześcijańskiej pod tytułem „Obłok niewiedzy”, nauczał, że „dla człowieka pragnącego kontemplacji wszelka myśl, mimo całej swojej dobroci i świętości, jest większą przeszkodą niż pomocą”. Z tego powodu zalecał, by „pozostać przy czystej intencji skierowanej ku Bogu i tylko ku Niemu”, powtarzając jedno- lub dwusylabowe słowo pochodzące z Biblii (np. „Bóg”, „Jezus”, „amen”, „maranatha”), bez zastanawiania się nad jego treścią.


Krytycy tej formy modlitwy, których reprezentuje urzędowo bp Siemieniewski, słusznie zauważają, że przy takiej praktyce słowa są tylko narzędziem utrzymywania skupienia czy podtrzymywania intencji i nie czyni się użytku z ich znaczenia. Z czego jednak wyciągają błędny wniosek, że słowa spełniają tu podobną funkcję jak mantra w religiach Wschodu. Nic bardziej mylnego, skoro mantra, poza powtarzającą się sekwencją dźwięków, związana jest z ukrytą w boskich imionach czy atrybutach „duchową mocą” oraz z ich kultem.

Chrześcijańska medytacja to nie mantra

Medytacja niedyskursywna nie jest żadną „chrześcijańską mantrą”, bo żadne słowo nie opiera się na ukrytej w nim mocy. Słowo „Bóg”, odmieniane w różnych przypadkach, nie jest imieniem własnym, tylko tytułem normatywnym. Stwórca nie może być nazwany – objawione imię Boga (YHWH) jest niewymawialne. 

Wypowiadanie na modlitwie imienia „Jezus” jest głębokim aktem wiary, ale nie w owo imię, tylko w Niego samego, w Chrystusa (to słowo też nie jest ani imieniem, ani nazwiskiem). W języku greckim formuła „Pan Jezus” jest wołaczem, wskazującym bezpośredniego adresata. Tylko dlatego jest uprzywilejowana w modlitwie. Z kolei aramejski zwrot „Maranatha” (1 Kor 16, 22), czyli „Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22, 20), to też nie mantra, jak błędnie sugerują to sami członkowie WCCM, tylko modlitwa o nastanie chwalebnej paruzji Pana Jezusa.  

Bo samo mechaniczne powtarzanie słowa nie jest modlitwą, ale gadulstwem, jak ostrzegał Jezus – „Nie każdy, który mi mówi: »Panie, Panie!«, wejdzie do królestwa niebieskiego” (Mt 7, 21). 
Kłopot z chrześcijańską medytacją niedyskursywną pojawia się wtedy, gdy sprowadzimy modlitwę do techniki, która jest zaprzeczeniem kontemplacji. Mantra jest techniką modlitwy. W przeciwieństwie do modlitwy kontemplacyjnej, która jest wyzbyciem się techniki w relacji do Boga – jej warunkiem wstępnym jest przecież zgoda na „ubóstwo duchowe”. Nie ma chrześcijańskich technik kontemplacji ani mantr. Są tylko pragnienie i tęsknota „przekuwane” w modlitwę w różnych jej formach. „Możliwe jest bowiem kochać Boga, ale nie myśleć o Nim. Miłością można Go pochwycić, nigdy jednak myśleniem” („Obłok niewiedzy”). 

Co jednak niekoniecznie oznacza, że „doświadczenie duchowe jako takie jest raczej bezpostaciowe”. Raczej – że „nikt nigdy Boga nie widział” (J 1, 18). Miłość nie może być bezpostaciowa. Nie ma więc bezpostaciowego doświadczenia modlitwy. Choć istnieje bezpostaciowe doświadczenie medytacji.

Medytacja a ćwiczenie umysłu

W centrum obu chrześcijańskich tradycji modlitewnych – modlitwie monologicznej, gdzie treść powtarzanej frazy ma znaczenie, oraz w medytacji niedyskursywnej, która nie skupia się wprost na słowach – jest intencja modlącego się, a więc skupienie się na Bogu. Obie również wskazują, że tę intencję powinna wspierać uważność, ponieważ nasz umysł bez przerwy się rozprasza, co widać jak w soczewce w czasie modlitwy. 

Uczenie się właściwego podejścia do rozpraszających stanów mentalnych jest więc pierwszym celem praktyki kontemplacji, która starając się „skierować umysł ku Bogu” równocześnie ten umysł ćwiczy. Modlitewne ćwiczenie umysłu opiera się na dwóch procesach: koncentracji i poszerzaniu świadomości, zgodnie z biblijnym wezwaniem „Zatrzymajcie się i wiedzcie, że Ja jestem Bogiem” (Ps 46, 11).


Niedyskursywna medytacja chrześcijańska jest zawsze modlitwą monologiczną, przynajmniej w swej początkowej fazie. Dzieje się tak właśnie ze względu na intencję. Traktowanie tej modlitwy jako „chrześcijańskiej mantry” wynika z niezrozumienia jej sensu. Mantra jest praktyką ezoteryczną, opartą na inicjacji i jej kolejnych stopniach. W medytacji chrześcijańskiej jedynym „guru” jest Duch Święty („wewnętrzny Nauczyciel”) – „On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14, 26). Żadne słowo czy fraza w medytacji chrześcijańskiej nie mogą być „tajemne”. „Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło” – mówił Jezus (Łk 8, 17).

Co odróżnia medytację chrześcijańską od praktyk Wschodu

Chrześcijaństwo naucza, że modlitwa jest darem, a pragnienie kontaktu z Bogiem – łaską, która uprzedza naszą motywację. Pragniemy Boga, bo On chce dać się znaleźć, dając się poznać. Przeszkodą w kontemplacji nie może być Objawienie, tylko co najwyżej nasze ludzkie ograniczenia w jego przyjęciu.

Właśnie dzięki intencji chrześcijańska medytacja niedyskursywna staje się modlitwą. W przeciwieństwie choćby do medytacji buddyjskiej, mimo wielu zewnętrznych podobieństw. Różnica staje się wyraźna, gdy spytamy buddystę zen, pracującego z koanem (paradoksalnym stwierdzeniem, wybijającym z myślowej rutyny) albo z oddechem, czy robi to samo, co medytujący chrześcijanie. Medytujący buddyści nie powiedzą, że się modlą.

Heilig-Kreuz-Kirche, centrum chrześcijańskiej medytacji i duchowości. Frankfurt, 19 stycznia 2021 r. Fot. PAP / DPA


Podobne różnice wychodzą pomiędzy praktykami kontemplacji chrześcijańskiej a zwolennikami Medytacji Transcendentalnej. W medytacji chrześcijańskiej nie dąży się do tego, by odkryć, że człowiek ma już w sobie wszystkie zasoby duchowe, tylko – co najwyżej – nie jest ich świadomy. Modlitwa Jezusowa jest, owszem, „modlitwą serca”, ale nie jest kulturową wariancją uniwersalnej „modlitwy serca” praktykowanej w innych religiach i ścieżkach duchowych.

Modlitwa czysta: bez słów, obrazów i myśli

W kościelnej dyskusji o modlitwie kontemplacyjnej największe kontrowersje budzi założenie, że dojrzała modlitwa to „modlitwa bez słów, obrazów czy myśli”, i że językiem relacji z Bogiem pozostaje wewnętrzna cisza. Problem jednak polega nie na tym, że zwolennicy medytacji chrześcijańskiej „małpują” medytację Wschodu, jak twierdzi bp Siemieniewski, ale że taka „czysta modlitwa” była nauczana i propagowana przez żyjącego w V wieku Ewagriusza z Pontu, najbardziej subtelnego teologicznie pisarza i systematyka duchowości ojców pustyni. Prawosławni uważają go do dzisiaj za nauczyciela modlitwy w całym tego słowa znaczeniu. To od niego uczył się Jan Kasjan, traktowany przez krytyków niedyskursywnej medytacji chrześcijańskiej jako jedyny autentyczny spadkobierca duchowości pustyni na Zachodzie.

Ewagriusz nauczał, że modlitwa to coś więcej niż opanowanie myśli – to uwolnienie się od nich. Porzucanie myśli przybiera różną postać w trakcie naszego rozwoju duchowego. Zaczyna się od umiejętności odrzucania rozpraszających myśli dnia codziennego, potem przechodzi w zdolność do stawiania oporu grzesznym pasjom (logismoi) i eliminacji konstruktów mentalnych, opartych na codziennym warunkowaniu „ja”, a w końcu umysł pozbawiony treści wchodzi w stan czystej kontemplacji („intelektualnego oświecenia”).

Na tym etapie modlitwa nie jest już aktywnością, ale stanem. Kontemplatyk odkrywa swoją prawdziwą naturę, „stając twarzą w twarz” z „bezforemnym” Bogiem w Jego prostej naturze. Ta najwyższa forma modlitwy nie jest ekstazą, rozumianą źródłowo jako „wyjście poza siebie” (ekstasis), tylko katastazą (katastasis), a więc powrotem do swojego naturalnego stanu i odkryciem, że poczucie oddzielenia od Boga jest iluzją. 

Zjednoczenie z Bogiem jest „naturalnym” stanem umysłu, bo „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17, 28), ale nie osiągnie się go bez współpracy z łaską.

Chrześcijaństwo: boskość człowieka i człowieczeństwo Boga

Czym jest jednak ta jedność? Z interpretacją tego stanu jest niemały problem. Praktycy kontemplacji chrześcijańskiej ujmują go w kategoriach „transpersonalnych stanów świadomości”, co znaczy, że odwołują się do subiektywnego doświadczenia, propagując tzw. niedualne chrześcijaństwo. Skoro „nasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu” (Kol 3, 3), to nie istnieje niezależne „Ja” czy samoistna „dusza”. Co jednak nie oznacza, że nie ma i nas. Istniejemy dzięki Bogu. I nie tylko dzięki Niemu, ale i w Nim. Możemy o sobie powiedzieć „Ja” dzięki Chrystusowi – dzięki różnicy w Bogu, a nie rozdzieleniu w Nim. „On jest obrazem Boga niewidzialnego. Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone” (1 Kol, 15-16).


Nasza „bliźniaczość” z Bogiem nie jest uzurpacją, ale faktem. Czymś więcej niż zewnętrzne podobieństwo. Dlatego ostatecznym celem rozwoju duchowego jest nasze przebóstwienie. Praktyka kontemplacji służy do tego, by nie tyle przekroczyć człowieczeństwo, ile w pełni je odkryć, poprzez dyscyplinę wglądu w siebie i śmierć „ego”. „Bóg stał się człowiekiem po to, by człowiek mógł stać się Bogiem” – pisał św. Ireneusz. 

Jest to równocześnie poznawanie siebie i oddawanie czci Bogu, boskości człowieka i człowieczeństwu Boga. Chrześcijaństwo nie jest szukaniem Boga w sobie, tylko siebie w Bogu, ponieważ On jest „głębszy i większy” niż nasza świadomość.

Zapominają o tym zarówno sympatycy, jak i krytycy niedyskursywnej medytacji chrześcijańskiej. I stąd dylematy, czy się modlić, czy medytować.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Modlić się czy medytować