W Polsce „Rozmowa” F.F. Coppoli pojawi się za sprawą firmy dystrybucyjnej Reset, która ostatnio wprowadziła do naszych kin „Opętanie" i „Szamankę" Andrzeja Żuławskiego oraz „Na samym dnie” Jerzego Skolimowskiego. Jak dziś prezentuje się filmowy klasyk z Gene’em Hackmanem w roli głównej? I co może powiedzieć o naszych czasach, naznaczonych przez nowoczesne afery podsłuchowe, wojny hybrydowe i „kapitalizm inwigilacji”?
Historia „pluskwiarza” z San Francisco, który podsłuchuje na zlecenie możnych, aż zostaje pobity własną bronią, najczęściej funkcjonowała jako przykład zakamuflowanej politycznej krytyki. Amerykańskie kino, naznaczone przez Watergate, Wietnam i polityczne zamachy, w latach 70. przeżywało swoją najbardziej twórczą dekadę, dokonując ważnych i odważnych rozrachunków. I świetnie oddając zbiorowy stan ducha, przepełniony obywatelską bezradnością, wyrosłą z braku zaufania wobec państwowych instytucji (patrz: „Taksówkarz” Martina Scorsesego, „Trzy dni Kondora” Sydneya Pollacka czy „W mroku nocy” Arthura Penna).
Dlatego „Rozmowa”, której scenariusz rodził się od połowy lat 60., a więc przed dojściem Nixona do władzy, nabierał zaś ostatecznych kształtów przed jego ustąpieniem i ujawnieniem wszystkich wątków afery związanej z prezydencką inwigilacją, mimo woli stała się kinem bardzo upolitycznionym. Przejęła również odradzający się wówczas filmowy język, nazwany neo noirem, żaden bowiem inny gatunek nie oddawał tak dobrze samotności głównego bohatera i osaczającej go moralnej korupcji, jak właśnie czarny kryminał.
Ale „Rozmowa” nie zestarzała się dlatego, że bez względu na polityczne skojarzenia jest doskonale opowiedzianą historią ludzkiego błądzenia czy wręcz filozoficzną przypowieścią o nieprzejrzystości świata. Harry Caul w powściągliwej interpretacji Hackmana to modelowy człowiek klęski. Poznajemy go jako superfachowca od podsłuchów, który nie zadaje zleceniodawcom żadnych pytań, lecz w końcu dostrzega, że to, co robi, nie jest moralnie obojętne. Wynajęty przez tajemniczego dyrektora do nagrywania dwojga młodych ludzi spotykających się na mieście, zaczyna podejrzewać, iż jego profesjonalizm może się przyczynić do ich zguby. Na dodatek ów samotny wilk, niezdolny do jakichkolwiek bliższych relacji, przekonuje się na własnej skórze, czym są naruszenia intymności. Jednakże zabrnął już zbyt daleko, a kiedy uświadamia sobie, że został wmanewrowany w zupełnie inną intrygę, perfekcjonizm i zawodowa nieufność powoli zamieniają się w niszczącą go obsesję.
„Nudnik” – takim słowem, pochodzącym z języka jidysz, określał Coppola powierzchowność i temperament swojego bohatera. Miał wyglądać na typowego marudę i nudziarza: ot, przeciętny wąsacz w szarym płaszczu przeciwdeszczowym i źle dobranych oprawkach okularów. Dla scenariusza najważniejszą inspiracją było „Powiększenie” (1966) Michelangela Antonioniego, film o pułapkach podglądania. Coppola, zafascynowany w owym czasie aparaturą nagrywającą, pokazał pułapki „życia na podsłuchu”, chociaż śledzenie, jak i bycie śledzonym odbywa się u niego dwutorowo: i w nasłuchu, i w podglądzie. Stąd zdjęcia Billa Butlera nieraz przypominają „chłodne oko” kamer przemysłowych. Zresztą Haskell Wexler, twórca legendarnego filmu „Chłodnym okiem”, w oryginale „Medium Cool” (1969), był początkowo operatorem „Rozmowy” i to on nakręcił ujęcie otwierające, czyli brawurowy zoom z lotu ptaka na zatłoczony Union Square.
Tym bardziej skojarzenia z teorią mediów Marshalla McLuhana nie mogą być przypadkowe. Coppola opowiada, jak technologia przestaje być narzędziem neutralnym, jak stopniowo wymyka się spod kontroli i staje się naszym przedłużeniem. Przejmuje władzę nad tymi, przeciwko którym bywa używana, ale i nad tymi, którzy dotychczas trzymali ją krzepko w swoich rękach. W dobie lęków przed całkowitą utratą prywatności oraz dylematów spod znaku „bezpieczeństwo czy wolność”, ten hitchcockowski thriller szpiegowsko-egzystencjalny, nakręcony grubo przed erą wirtualnych panoptykonów, bywa dziś postrzegany niczym dzieło prorocze. Jakże znacząca jest scena, w której Caul, głęboko wierzący katolik, dręczony wyrzutami sumienia, pod wpływem narastającej paranoi na punkcie ukrytych w jego domu „pluskiew”, roztrzaskuje drogą mu figurkę Matki Boskiej.
Przed nami tytuł powszechnie doceniany (nagrodzony między innymi Złotą Palmą w Cannes) i jednocześnie pechowy. Mógł powstać dzięki komercyjnemu sukcesowi „Ojca chrzestnego”, aczkolwiek jego sequel skanibalizował potem oscarowe szanse dla „Rozmowy” (oba startowały w tym samym roku). Oscara za scenariusz, nominację i nagrodę za reżyserię oraz główną statuetkę przyznano Coppoli za drugą część gangsterskiej trylogii. Nagrody nie otrzymał nawet dźwiękowiec Walter Murch, choć to film wybitnie audialny, w którym nie tylko słowa, ale trzaski, szumy, piski i wszelkie odgłosy tła odgrywają rolę szczególną. A fortepianowe repetycje Davida Shire’a dopełniają tę niepokojącą fonosferę.
Ponadczasowość „Rozmowy” nie polega również na tym, że łatwo byłoby wyobrazić sobie w miejscu Caula na przykład współczesnego informatyka, który wykonując powierzone mu zadania hakuje czyjeś życie intymne i tłumaczy się tym, że tylko „robi swoje”. Geniusz Coppoli, na długo przed bolesnymi eksperymentami z widzem w wykonaniu Michaela Hanekego, to nas, oglądających, ustawia na celowniku, zmuszając do ciągłego kwestionowania tego, co widzimy i słyszymy. Tę dezorientację i dyskomfort zwielokrotniają liczne powtórzenia kluczowych fragmentów ścieżki dźwiękowej, które za każdym razem oznaczają coś innego.
Budując filmową rzeczywistość z jawy, sennych koszmarów i obłąkańczych wizji, Coppola mąci obiektywne subiektywnym, co nie znaczy, że możemy umościć się w roli bezwolnych ofiar. Bylibyśmy wówczas niczym bohater, który na gruzach swojego życia wyciąga ukochany saksofon i zaczyna grać jazz. Okrutna jest ironia tej sceny, albowiem daje i jednocześnie odbiera bohaterowi resztki wolności. My, na szczęście, mamy jeszcze wolność interpretacji.
ROZMOWA (The Conversation) – reż. Francis Ford Coppola. Prod. USA 1974. Dystryb. Reset. W kinach od 5 lipca.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















