„Megalopolis” Francisa Forda Coppoli: przerost ambicji nad możliwościami, niekoniecznie finansowymi

Patos wypada tu zbyt patetycznie, halucynacje tandetnie, satyra nazbyt ciężko. Wielkie filmowe marzenie Coppoli za bardzo grzeszy reżyserską pychą. Ale kto bogatemu zabroni?
Czyta się kilka minut
Adam Driver i Nathalie Emmanuel w filmie „Megalopolis”, reż. Francis Ford Coppola, 2024 r. // Fot. Gutek Film / Mteriały prasowe
Adam Driver i Nathalie Emmanuel w filmie „Megalopolis”, reż. Francis Ford Coppola, 2024 r. // Fot. Gutek Film / Mteriały prasowe

„Prawdopodobnie mam w sobie geniusz. Ale nie posiadam talentu” – mówił magazynowi „Rolling Stone” w najlepszym dla siebie czasie, niedługo po nakręceniu tytułów, które zmieniły historię kina. W 1991 r. w wywiadzie dla BBC Francis Ford Coppola podsumował siebie nieco inaczej: „Jestem tak samo dumny ze swoich porażek, jak ze swoich sukcesów”. Te dwa cytaty doskonale zarysowują dzisiejszy autoportret mistrza i rezonują z jego najnowszym dziełem.

Żaden bon mot („łabędzi śpiew”, „piękna katastrofa”, „zmierzch bogów”) nie oddaje tego, czym jest „Megalopolis” – tytuł mówi sam za siebie. Lecz kto bogatemu zabroni? Twórca „Ojca chrzestnego” wyłożył 120 milionów dolarów z własnej kieszeni, by sfinalizować wielkie filmowe marzenie. W efekcie dostajemy gorączkę obrazów, bieżączkę idei, gonitwę myśli – przenoszonych aż czterdzieści lat i jednocześnie jakby zastygłych w swoim niedomyśleniu. Wieszczących upadek imperium amerykańskiego i świata w ogóle z pozycji spóźnionego proroka. Stęsknionych za kinem, którego dawno nie ma i raczej już nie będzie – łączącego autorstwo z gigantomanią.

Odnajdziemy w tym i przebłyski geniuszu, jak i, niestety, uwiąd talentu. Ów proces zaczął się już w latach 80., gwałtownie przyspieszając po „Draculi” (1992). Potem Coppola kręcił filmy na tyle sporadycznie, że każdy kolejny wydawał się ostatecznym, acz ciągle niespełnionym pożegnaniem. I właśnie „Megalopolis” mogło być ową spektakularną kodą na miarę tego twórcy – gdyby tak mocno nie przestrzelił (i zarazem nie odpuścił) na wielu polach.

Adam Driver gra tu poniekąd młodsze alter ego Coppoli dzisiaj, czyli wizjonerskiego architekta i prawdziwego artystę. Jego spojrzenie zatrzymuje czas niczym w stopklatce, a genialny wynalazek, jakim jest niezniszczalny materiał o nazwie megalon, może zbawić świat. Cezar Catillina (kombinacja antycznych nazwisk nieprzypadkowa) to potomek uprzywilejowanego rodu i świeżo upieczony noblista, który zamierza radykalnie zrewitalizować Nowy Rzym. Czytaj: dystopijny Nowy Jork, miasto betonu i stali, zdegenerowanych oligarchów, skorumpowanych mediów i ukrytej nędzy. 

W przeciwnym razie jego koniec, wzorem dawnych imperiów, będzie nieuchronny. Tak oto, za pomocą starożytnego sztafażu wpisanego w science fiction i podpartego lekturami (od cytowanych tu wprost mów Cycerona i sztuk Szekspira, przez Jana Jakuba Rousseau i Ralpha Waldo Emersona, aż po bezpośrednie czerpanie ze „Źródła” Ayn Rand), opowiada Coppola odwieczną historię idealisty stającego naprzeciw potężnych i złych. Za swoim bohaterem próbuje odbudować skruszałe pomniki i ożywić zwietrzałe utopie, ostrzega przed populizmem, a nawet (dosłownie!) przed Mussolinim i Hitlerem. Szkoda jednak, że robi to w sposób tak bałaganiarski, trwoniąc nie tylko własną fortunę czy cnoty warte przypominania, zwłaszcza w przededniu prezydenckich wyborów w USA, ale i zgromadzone przed kamerą talenty – Giancarla Esposito, Jona Voighta, Laurence’a Fishburne’a, Aubrey Plazy, Shii LaBeoufa czy Dustina Hofmana. Operową epickość zastąpił mało kreatywny chaos.

W każdej niemal scenie czuje się jej zakulisowy ciężar. Że ten przeładowany film powstawał za długo, za bardzo „na raty”, w atmosferze niespodziewanych trudności i personalnych konfliktów, a improwizacje reżysera i aktorów na planie nie zawsze przyniosły odświeżający efekt. Nawet potencjał antyku – polityczne spory, nieczyste rozgrywki czy łacińskie maksymy, i jeszcze te wszystkie uczty, gladiatorzy, rydwany – nie zostały wykorzystane z inwencją i rozmachem, jakich można się spodziewać po takim artyście. Tym bardziej po takim budżecie. Aż chciałoby się przytaknąć cynicznemu Cicero, burmistrzowi Nowego Rzymu, stawiającemu na patodeweloperkę i kasyna, kiedy ostrzega, iż utopia w praktyce zamienia się we własne przeciwieństwo. Albo, jak scenariusz filmu, staje się swoim bladym cieniem, chociaż Coppola dwoi się i troi wizualizując futurystyczne fantazje Catilliny, na granicy szalonego marzenia i alkoholowego delirium.  

Doceńmy za to kinofilskie mrugnięcia okiem, jak podzielony ekran, który ma być hołdem złożonym „Napoleonowi” (1927), niememu klasykowi Abla Gance’a. Albo jawne czerpanie z „Metropolis”, „Blade Runnera” czy „2001: Odysei kosmicznej”, aczkolwiek pod względem nowatorstwa dzielą go od tych tytułów lata świetlne, a wątek uderzającego w miasto radzieckiego satelity wydaje się wręcz kuriozalny. Na pewno też inaczej ogląda się żałobę Catilliny po śmierci żony, mając świadomość, iż małżonka reżysera, będąca z nim przez ostatnie sześćdziesiąt lat, zmarła tuż przed canneńską premierą filmu i właśnie Eleanor Coppoli został on potem dedykowany. To zresztą kolejny niewykorzystany w pełni wątek – uciec od przeszłości w przyszłość – przykryty naiwną historią miłosną, pieprznymi intrygami pomiędzy alkową a tronem i odmienianym przez wszystkie przypadki pojęciem Czasu, niczym bez mała u Nolana. 

„Kiedy robimy skok w nieznane, to dowód, że jesteśmy wolni” – powtórzyłby pewnie autor za swoim protagonistą. Tej totalnej wolności w kinie mógłby mu pozazdrościć dzisiaj niejeden filmowiec. Oraz niespożytej pasji i wiary, że sztuka uratuje świat. Bo w kontekście „Megalopolis”, które sam twórca nazywa skromnie baśnią, a którego wyniki kasowe również okazały się nader skromne, brzmi to ironicznie. Z cmentarzyska wybujałych pomysłów zostaje w sumie niewiele. Patos wypada na ekranie za bardzo patetycznie, halucynacje zbyt tandetnie i mgliście, satyra nazbyt ciężko. Dostajemy filmowe igrzysko, choć i nim nie sposób się nasycić – zwłaszcza gdy na każdym kroku czuć przerost ambicji nad realnymi, niekoniecznie finansowymi możliwościami.

I tak jak po „Czasie apokalipsy” mówiło się, że tamten film wcale nie był o Wietnamie, lecz „był Wietnamem”, w sensie włożonych weń gigantycznych środków, artystycznego szaleństwa i amerykańskiego prężenia muskułów, tak o „Megalopolis” można rzec podobnie. Sęk w tym, że nowe dzieło Coppoli, zrodzone z troski o upadający świat, który wszyscy, a zwłaszcza ci trzymający władzę, muszą przemyśleć na nowo, nie jest już dziełem kinowego „rewolucjonisty” (taki tytuł nosi jego biografia, niedawno u nas wydana). Za bardzo grzeszy reżyserską pychą, a ta, jak wiadomo, kroczy przed upadkiem i źle się sprzedaje w kinie, coraz bardziej wyczulonym na wszelkie przejawy megalomanii. Może dlatego śmiech na sali słychać było w niezamierzonych przez twórcę momentach.

MEGALOPOLIS – reż. Francis Ford Coppola. Prod. USA 2024. Dystryb. Gutek Film. W kinach.

Francis Ford Coppola – amerykański reżyser, scenarzysta, producent, biznesmen, głowa filmowego klanu – funkcjonuje w branży od ponad sześćdziesięciu lat. Był twórcą kina niezależnego, jednym z reformatorów Hollywoodu i ma na koncie parę arcydzieł, by wymienić tylko „Czas apokalipsy”, „Rozmowę” czy „Ojca chrzestnego”. Na swój nowy film kazał widzom czekać aż trzynaście lat. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 44/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Gigantomania