Film „Armagedon”: niepoprawny dziadek wspiera wnuka w buncie przeciwko światu

Niepokazywany w polskich kinach film z Anthonym Hopkinsem to opowieść o ponadpokoleniowej więzi silniejszej niż bezwzględna rzeczywistość. Historia zanurzona w nostalgii, lecz wychylona w teraźniejszość.
Czyta się kilka minut
Banks Repeta i Anthony Hopkins w filmie „Armagedon”, reż. James Gray, 2022 r. // Materiały prasowe RT Features
Banks Repeta i Anthony Hopkins w filmie „Armagedon”, reż. James Gray, 2022 r. // Materiały prasowe RT Features

James Gray uchodzi za jednego z najbardziej nowojorskich twórców filmowych, czemu dał wyraz już w świetnym debiutanckim kryminale „Mała Odessa” (1994), rozegranym w społeczności żydowskiej pochodzącej z Europy Wschodniej. W podobnej, dobrze mu znanej scenerii umieścił potem „Królów nocy” (2007), „Kochanków” (2008) czy nawet kostiumową „Imigrantkę” (2013). Jednak żaden z tych tytułów nie był aż tak mocno nasycony osobistymi przeżyciami, jak najnowszy „Armagedon”.

Akcja dzieje się w 1980 roku, kiedy to Gray miał jedenaście lat i mieszkał w dzielnicy Queens, marząc o byciu artystą. Zaliczył wówczas prestiżową szkołę, do której wcześniej uczęszczał Donald Trump i jego starsza siostra Maryanne, skądinąd znana prawniczka (gra ją w filmie Jessica Chastain). Ale nie o nich jest ta opowieść, choć nadchodząca właśnie epoka Reagana powoli przygotowuje grunt pod dzisiejszy trumpizm. Oglądamy przede wszystkim historię o dorastaniu, mocno naznaczonym przez miejsce i czas. A osobą, która nada temu procesowi decydujący kierunek, jest dziadek – wyraźnie wyprzedzający swoją epokę i całą żydowską rodzinę, skupioną na awansie społecznym i asymilacji. 

  • ARMAGEDON – reż. James Gray. Prod. USA/Brazylia 2022. SkyShowtime, Premiery CANAL+, Rakuten, Prime Video, Apple TV

Banks Repeta wciela się w postać Paula Graffa, szóstoklasisty ze szkoły publicznej, który ze względu na „złe towarzystwo” (przyjaźni się z czarnoskórym, powtarzającym klasę Johnny'm) i niewłaściwe aspiracje (marzy o malowaniu) zostaje wbrew swojej woli przeniesiony do prywatnej placówki. Dla imigranckiej rodziny na dorobku to obietnica sukcesu w amerykańskim stylu. Dla wrażliwego i zarazem charakternego chłopca – niekoniecznie. Narasta w nim bunt wobec zaprogramowanego świata, opartego na sztywnych podziałach i pod tym względem bezlitosnego, a dziadek Aaron, wyraźnie niepoprawny w swoich poglądach, utwierdza go w tym sprzeciwie. Prawdziwym „dziadersem” jest ojciec (gra go znany z serialu „Sukcesja” Jeremy Strong) i to za jego sprawą sympatyczna żydowska rodzina ujawnia z czasem swoje ciemniejsze strony (w bardzo dobrej roli matki wystąpiła Anne Hathaway).  

Stosując dziecięcy filtr, ale też podążając za coraz bardziej rozbudzoną świadomością małego Paula, opowiada Gray o poszukiwaniu własnego kompasu, czasem wbrew swojemu pochodzeniu. Wpisane w rodzinny genotyp traumatyczne doświadczenia, jak Zagłada czy pogromy, naznaczają kolejne pokolenia, zamieniając ich życie w ciągłą walkę o przetrwanie, naznaczoną strachem, lecz także rasizmem, nieukrywanym w domowym zaciszu. „Nie starzej się” – to jedna z maksym, jakimi dziadek zdąży obdarzyć ukochanego wnuka. I ma na myśli to, co chciałaby wykasować w Paulu elitarna i umundurkowana szkoła: jego wielką pasję do rysowania i historii sztuki, otwartość na innych, ciekawość tego, co znajduje się po drugiej stronie klasowych i rasowych murów. Nie sięga przy tym Gray po romantyczne chwyty spod znaku „Stowarzyszenia Umarłych Poetów”.

Mentor grany przez Anthony’ego Hopkinsa tylko przez chwilę kojarzyć się może z sympatycznym staruszkiem, który podczas lockdownów grał na pianinie swojemu kotu.  W „Armagedonie” to prawdziwy buntownik, dający potomkowi lekcję najlepszą z możliwych. Dzięki takiej postawie czarnoskórzy chłopcy, jak Johnny zagrany przez Jaylina Webba, mogliby spełnić kiedyś swoje marzenia o byciu astronautami (tu: mrugnięcie w stronę „Ad astra” tego samego reżysera), a James Gray mógł zostać wybitnym reżyserem wbrew woli własnego ojca (zmarł na covid tuż przed premierą filmu). Oryginalny tytuł nawiązuje do utworu „Armagideon Time” w punkowym wykonaniu The Clash, ale też do ówczesnej reaganowskiej retoryki, wymierzonej w seksualne mniejszości. W ten sposób film, wyglądający w cyfrowej kamerze Dariusa Khondjiego jakże nostalgicznie i raczej poczciwie, odrzuca polukrowaną wizję dzieciństwa i amerykańskiej przeszłości.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”