Liczby padają różne, od 47 mln do aż 103 mln zł, jak sugerują ludzie z otoczenia premiera oraz były szef PKW Wojciech Hermeliński. PiS straci nie tylko dużą część subwencji z budżetu i dotację podmiotową za bezprawne wykorzystanie w kampanii wyborczej państwowych funduszy na sumę 3,6 mln zł – kara zostanie zapewne wzmocniona odrzuceniem rocznego rozliczenia partii.
To będzie dramat, bo PiS może stracić publiczne fundusze aż na trzy lata i zostanie mu jedynie 28 mln zł dotacji będącej zwrotem za ostatnią kampanię – zdaniem PKW tę sumę trzeba wypłacić. Kłopot w tym, że partia Kaczyńskiego ma jeszcze do spłaty 15 mln kredytu zaciągniętego w PKO BP właśnie w związku z kampanią, więc nie będzie jej stać na organizowanie większych spotkań, o konwencjach nie wspominając. PiS, pozbawiony również wpływu na publiczne media, czeka teraz walka o przetrwanie. Za rok są wybory prezydenckie (na powtórny wybór Dudy wydano w 2020 r. 29 mln zł), a w 2027 r. parlamentarne – w obu przypadkach ta formacja będzie zmuszona przeprowadzić niespotykaną w historii polskiej polityki mobilizację działaczy i elektoratu, aby nadal być częścią duopolu na zmianę rządzącego Polską od 19 lat.
Przelew na konto Prawa i Sprawiedliwości
Pojawiają się głosy, że partia tłustych kotów, zdemoralizowana ośmioma latami u władzy, łatwym dostępem do publicznych pieniędzy oraz lejącą się z ekranów propagandą – może w dłuższej perspektywie zyskać, wracając do korzeni i do pracy organicznej, w czym kiedyś była dobra. Nie bardzo w to wierzę. Pamiętam polityków PiS sprzed kilkunastu lat; dziś to już inni ludzie, bez energii, zgorzkniali, sformatowani, na dodatek coraz bardziej skłóceni i coraz mniej trzymający się zasady prania brudów w ukryciu, o czym świadczą choćby publiczne połajanki między Ryszardem Terleckim i Beatą Szydło. W partii pojawiła się, co prawda, grupa młodych działaczy, których Jarosław Kaczyński chce włączyć do rządzenia, ale nie sądzę, by mogli tchnąć w ugrupowanie nowe życie. Zobaczymy też, jaką lojalnością wykażą się politycy PiS, którzy zostali zobowiązani, aby co miesiąc przekazywać na konto partii 1 tys. (parlamentarzyści) lub 5 tys. zł (europosłowie). Uzyskane w ten sposób blisko 4 mln zł rocznie to co najwyżej jezioro w morzu potrzeb.
Naiwna jest wiara w ratunek, jaki ma przyjść ze strony Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. Nawet jeśli ci nominaci PiS uznają apelację partii, ich decyzja nie zostanie wprowadzona w życie, tak samo jak przywrócenie mandatów poselskich Kamińskiemu i Wąsikowi. Koalicja rządząca może powołać się na wyrok TSUE, który w grudniu stwierdził, że izba nie jest sądem. Nikt w tej sytuacji nie zmusi Donalda Tuska i Andrzeja Domańskiego do wysłania przelewu na konto PiS.
Sprawa oczywiście nie jest jednoznaczna. Przepisy o finansowaniu polskich partii, a zwłaszcza te o prowadzeniu nielegalnej agitacji – są niejasne i wymagają szybkiego uzdrowienia całego kodeksu wyborczego, by reagował na współczesne wyzwania. Powagi problemowi dodaje fakt wstrzymania się od głosu przewodniczącego PKW, Sylwestra Marciniaka. Wchodząc na posiedzenie decydujące o losach sprawozdania PiS, stwierdził: „Idealnie byłoby, gdyby można było rozstrzygnąć sprawę nie tylko zgodnie z prawem, ale i sprawiedliwie. Istnieje jednak także możliwość, że będzie sprawiedliwe rozstrzygnięcie, ale niezgodne z prawem”.
Zasady finansowania partii: zadanie dla władzy
Można domniemywać, że zdaniem Marciniaka PiS należało ukarać za to, że złamał jedną z pięciu zasad demokratycznych wyborów i sprawił, że stały się one nierówne – niemniej uzasadnienie decyzji nie było na tyle przekonujące, by podniósł za nim rękę. Ale nawet jeśli – tak jak w przypadku sposobu przejęcia przez ludzi Tuska mediów publicznych i prokuratury – osoba bezwzględnie szanująca prawo odczuje niesmak wobec poczynań nowej władzy, to z drugiej strony można rzec: kto sieje wiatr, burzę zbiera. Po tym, jak bezwzględnie PiS rozprawił się z Trybunałem Konstytucyjnym, w jaki sposób próbował stłamsić Sąd Najwyższy i prokuraturę, trudno odczuwać empatię wobec Jarosława Kaczyńskiego, nawet jeśli za chwilę będzie musiał zmierzyć się z pustkami w partyjnej kasie. Przecież surowa decyzja PKW też jest pokłosiem poczynań lidera PiS.
Skład komisji w przeszłości był kształtowany przez władzę sądowniczą, a jej członkowie czuli się niezależni. Decyzją zdominowanego przez PiS Sejmu od 2018 r. ciało kontrolujące zgodność wyborów z regułami kształtuje głównie parlament, czyli de facto koalicja większościowa. PiS może więc mieć sam do siebie pretensje także dlatego, że złamał dotychczasowe reguły, podporządkował PKW politykom – a teraz zbiera tego owoce.
Niezwykle ważne zadanie ma przed sobą aktualna władza. Jest nim stworzenie czytelnych zasad finansowania partii (problem dotyczy też Campusu Polska Przyszłości, wspieranego przez samorządy), które choćby częściowo zaakceptuje opozycja oraz środowisko prezydenta Andrzeja Dudy. Inaczej Donaldowi Tuskowi zostanie tylko ostre granie na zniszczenie PiS poprzez doprowadzenie go na skraj bankructwa (już dziś partii nie stać na spłatę rat kredytu) i wywołanie podziałów wewnętrznych. W innym scenariuszu, w którym Kaczyński wraca do władzy w 2027 r., możemy spodziewać się wyłącznie zemsty, z wsadzaniem do więzień polityków obecnej koalicji oraz dzisiejszych członków PKW.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















