Prace domowe? Według sondażu Polki i Polacy chcą decydować sami

Nowa władza miała decentralizować oświatę, ale odgórne ograniczanie zadań domowych jest tego zaprzeczeniem.
Czyta się kilka minut
Minister edukacji Barbara Nowacka podczas spotkania z uczniami i nauczycielami II LO im. Marii Skłodowskiej-Curie w Gorzowie Wielkopolskim. 15 kwietnia 2024 r. // Fot. Lech Muszyński / PAP
Minister edukacji Barbara Nowacka podczas spotkania z uczniami i nauczycielami II LO im. Marii Skłodowskiej-Curie w Gorzowie Wielkopolskim. 15 kwietnia 2024 r. // Fot. Lech Muszyński / PAP

Ministerstwo nie chce zadań domowych, Polacy nie chcą wszechwładzy ministerstwa – tak można skomentować zaskakujące wyniki sondażu Ipsos dla OKO.press i TOK FM. Na pytanie, kto powinien „decydować o zasadach zadawania prac domowych”, tylko co piąty respondent (21 proc.) wskazał na MEN. Znacznie częściej pojawiały się wskazania instancji oddolnych: 37 proc. stawia na nauczycielki i nauczycieli, a 35 proc. wybrało odpowiedź „szkoła powinna wypracować własne zasady obowiązujące nauczycieli”. Co ciekawe, odsetek wskazań na MEN jest tylko śladowo wyższy (23 proc.) w elektoracie Koalicji Obywatelskiej, a istotnie ogólną średnią przewyższa jedynie wśród wyborców Lewicy (42 proc.).

Ten sprzeciw nie oznacza poparcia dla prac domowych w dotychczasowym wymiarze: np. w sondażu SW Research dla rp.pl za ich ograniczeniem było pod koniec stycznia 40,7 proc. pytanych, przy 37,8 proc. będących na nie. Co do tego, że problemem polskiego ucznia bywa przeciążenie, zgadza się większość oświatowych ekspertów. A nowa ekipa MEN zdaje się ten pogląd podzielać, skoro ograniczanie zadań (przypomnijmy: od 15 kwietnia w klasach 1-3 nie wolno zadawać do domu, z wyjątkiem tzw. motoryki małej, czyli np. ćwiczenia szlaczków, a w klasach 4-8 zadania są nieobowiązkowe i nie mogą być oceniane) stanowi tylko jedno z działań mających ulżyć uczniom. Od września mają obowiązywać nieco okrojone podstawy programowe, na kolejne lata rząd zapowiedział kompleksową reformę podstaw; KO przed wyborami obiecywała też jednozmianową szkołę i uwolnienie dzieci od ciężkich plecaków.

Inną ważną składową dobrej zmiany w oświacie miała być jej decentralizacja. Poprzednik Barbary Nowackiej, Przemysław Czarnek, oddawał władzę w ręce rodziców, ale tylko w wywiadach. W praktyce robił wszystko, by decyzje podejmowali urzędnicy (np. mianowani politycznie kuratorzy mieli – w ramach szczęśliwie utrąconego przez prezydenta lex Czarnek – cenzurować zajęcia dodatkowe prowadzone przez organizacje pozarządowe). Teraz miało być inaczej, ale akurat nowe prawo dotyczące zadań temu przeczy. Co najwyraźniej zauważyli nie tylko nauczyciele, ale i tzw. zwykli Polacy. Nie wróży to za dobrze skutecznemu wprowadzaniu nowego rządowego prawa w życie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Na okładce: Chrystus Pantokrator zXIX w., autor nieznany, galeria miejska wJaninie, Grecja // Historic Images / Alamy Stock Photo

Artykuł pochodzi z numeru Nr 17-18/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Co zadał MEN