Aborcja wróciła do Sejmu: czy ludowcy zmienią front?

Dekryminalizacja aborcji to maksimum tego, co może „dowieźć” Donald Tusk. Większości dla obiecanej legalizacji aborcji do 12. tygodnia ciąży po prostu w koalicji nie ma.
Czyta się kilka minut
Premier Donald Tusk, za nim szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz / JACEK DOMINSKI/REPORTER
Premier Donald Tusk, za nim szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz / JACEK DOMINSKI/REPORTER

Sejm będzie pracować – ponownie – nad projektem zmian w Kodeksie karnym, które mają na celu depenalizację i dekryminalizację aborcji. A mówiąc konkretnie – pomocnictwa w aborcji, bo chodzi o zdjęcie zagrożenia karą z osób, które kobiecie umożliwiły przerwanie ciąży. Kobieta za przerwanie własnej ciąży karana bowiem nie jest.

Projekt depenalizacji był już raz głosowany

Projekt był już procedowany – od kwietnia do lipca. W lipcu zabrakło czterech głosów do uchwalenia ustawy (którą, co przyznawali politycy koalicji, prezydent Andrzej Duda i tak by zawetował). Przeciw ustawie zagłosowali niemal wszyscy posłowie PSL, co zostało słusznie uznane za pierwszy widoczny kryzys w koalicji rządzącej. Gromy posypały się na ludowców, ale też na lidera całego bloku, premiera Donalda Tuska, który ewidentnie scedował wodowanie ustawy na posłanki Koalicji Obywatelskiej, „zapominając” (a może rzeczywiście zapominając, co wcale nie byłoby lepszą wiadomością), że w klubie PSL kluczowe decyzje podejmują mężczyźni, i to zdecydowanie bardziej konserwatywni niż przeciętny wyborca obozu demokratycznego.

Jednocześnie dekryminalizacja to – w tym Sejmie – maksimum tego, co Donald Tusk może dowieźć wyborcom i wyborczyniom. Nawet zakładając, że latem zmiana lokatora w Pałacu Prezydenckim będzie po myśli koalicji rządzącej, większości dla obiecanej legalizacji aborcji do 12. tygodnia ciąży po prostu nie ma. Na to nie zgodzi się ani PSL, ani też duża część klubu TD Polska 2050. Tusk powinien więc zrobić wszystko (powinien był to zrobić latem, patrząc z politycznego punktu widzenia), by ustawa została uchwalona.

Jak zagłosowali ludowcy

Piątkowa decyzja Sejmu wywołała w środowiskach pro-life falę oburzenia i krytyki, a ostrze gniewu skierowane zostało przeciw ludowcom, którzy – rzekomo – zmienili front. W podobnym duchu zresztą brzmiały komentarze zwolenników ustawy, którzy – mylnie – zestawiali najnowsze głosowanie z lipcowym, gdy Sejm kończył prace nad ustawą i decydował o jej uchwaleniu.

Nie ma podstaw ani do twierdzeń, że ludowcy przeszli na stronę „przeciwników życia”, ani do tego, że poszli po rozum do głowy i chcą „ulżyć kobietom”. W kwietniu, gdy Sejm – tak jak w piątek – głosował nad wnioskiem o odrzucenie tego samego (choć nie do końca takiego samego) projektu zmian w Kodeksie karnym w pierwszym czytaniu, aż piętnastu ludowców wstrzymało się od głosu – teraz zrobiło to trzech.

Siedmiu zagłosowało razem z PiS i Konfederacją za wnioskiem o odrzucenie (teraz zrobiło to więcej, bo jedenastu). Wzrosła liczba tych, którzy głosowali przeciw wnioskowi, razem z pozostałymi klubami koalicji rządzącej – ale to nie daje żadnej gwarancji, że podczas uchwalania ustawy posłowie zachowają się tak samo. To są dwie niezależne decyzje, dwa niezależne głosowania.

Argumenty Koalicji Obywatelskiej za zniesieniem penalizacji

Koalicjanci ludowców zdają sobie z tego sprawę. „W Polsce przerwanie przez kobietę własnej ciąży nie jest przestępstwem, jednak nie ma ona żadnego wsparcia udzielonego przez państwo. Restrykcyjne prawo aborcyjne, z którego tak państwo jesteście zadowoleni, nie sprawia, że kobiety nie przerywają ciąż. Robią to poza systemem. Żeby było im jeszcze trudniej, państwo chce je zostawić w tym procesie całkowicie samotnymi, bo o ile sama kobieta nie poniesie kary za aborcję, o tyle osoba, która udzieli jej wsparcia, najczęściej osoba najbliższa, matka, siostra, przyjaciółka, mąż lub partner, ponosi odpowiedzialność karną za tę pomoc” – przypominała podczas środowej debaty Dorota Łoboda (Koalicja Obywatelska).

Przypominała, trudno oprzeć się wrażeniu, nie tylko posłom PiS i Konfederacji, ale również konserwatywnym koalicjantom. Jednocześnie mniej lub bardziej otwarcie posłowie KO, Polski 2050, a nawet Lewicy przyznawali, że jeśli projekt uda się skierować do komisji, są i będą otwarci na jego modyfikacje tak, by jak największa część PSL mogła go poprzeć.

Zaangażowanie Romana Giertycha

Swoją poprawkę publicznie zaprezentował Roman Giertych, który w poprzednich głosowaniach nad depenalizacją, zarówno w kwietniu, jak i w lipcu, nie wziął udziału (za co został ukarany, ale w klubie KO pozostał). „Mam trzy córki i nikt mnie nie prześcignie w walce o prawa kobiet. Przedłożyłem więc do Prezydium Klubu KO poprawkę do kodeksu karnego, która może być rozważona w ramach dyskusji na komisji, o ile dzisiejszy projekt o tzw. dekryminalizacji zostanie do komisji skierowany. W poprawce tej proponuję, aby ściganie aborcji przeprowadzonej w okresie, kiedy od poczęcia nie upłynęło jeszcze 12 tygodni, odbywało się wyłącznie na wniosek kobiety, której ciążę przerwano. Dodatkowo zaproponowałem, aby zapis z ustawy przedstawianej przez Lewicę o tym, że lekarz nie ponosi odpowiedzialności karnej, jeżeli ratując zdrowie lub życie kobiety przerwie jej ciążę, również został przyjęty jako niekontrowersyjne uszczegółowienie ogólnych zapisów o stanie wyższej konieczności” – napisał polityk na platformie X.

Zaangażowanie Romana Giertycha w prace nad projektem depenalizującym aborcję może mieć dużo większe znaczenie niż fakt, że inaczej niż pół roku temu rozłożyły się głosy w klubie PSL. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”