Mija rok od czasu powołania rządu Donalda Tuska, więc w naturalny sposób większość analiz skupia się na kondycji Koalicji 15 października. Zdecydowanie mniej „doświetlona” jest druga strona politycznego sporu. Tymczasem na prawicy ostatnie miesiące były nie mniej ciekawe. Choć PiS ma dziś podobne notowania co przed rokiem, to pod dywanem pozornej stabilizacji kumulują się niepokojące procesy, a nad głowami liderów kłębią czarne chmury.
Średnie sondażowe poparcie dla PiS liczone przez portal Politico wynosi 33 proc., czyli niemal tyle samo, ile w czasie, gdy partia oddawała władzę. W porównaniu z innymi ugrupowaniami, które po wyborach znalazły się w podobnej sytuacji, to bardzo dobry rezultat. Platforma Obywatelska w 2016 r., czyli rok po oddaniu rządów, miała poparcie na poziomie 15 proc. i wyprzedzała ją Nowoczesna.
Dlaczego rząd traci poparcie
Najtrudniejszy dla PiS był początek roku. W marcu partia zjechała w sondażach (po raz pierwszy od dekady) poniżej 30 proc. i miało to przełożenie na wyniki wyborcze. O ile w październiku 2023 r. ugrupowanie Kaczyńskiego było na pierwszym miejscu z przewagą prawie 5 punktów procentowych nad Koalicją Obywatelską (35,38 proc. vs 30,70 proc.), to w wyborach europejskich pół roku później KO była już przed PiS, choć minimalnie (37,06 proc. vs 36,16 proc.). Oddanie kilku mandatów do Parlamentu Europejskiego czy kilku województw po wyborach samorządowych to jednak koszt wliczony w rachubę, mając na uwadze naturalną premię dla nowej władzy. Przede wszystkim PiS „ustał” najtrudniejszy moment i od tego czasu notuje stabilne poparcie, choć cały czas jest minimalnie za KO.
Oceniając sytuację polityczną w Polsce należy mieć na uwadze kluczowy kontekst. Badania CBOS pokazują, że zaufanie do rządu Donalda Tuska spadło w zaskakującym tempie. Aby oddać poziom społecznych emocji, warto przytoczyć fakt, iż „mijanka” zwolenników i przeciwników rządu Mateusza Morawieckiego miała miejsce dopiero po siedmiu latach władzy PiS. W przypadku rządu Tuska przeciwnicy górowali nad zwolennikami po siedmiu, ale… miesiącach. Trzeba jednak przyznać, że brak wzrostu poparcia dla PiS w sytuacji dotychczasowych, miernych efektów pracy rządu Tuska to nie jest sukces formacji Kaczyńskiego. Rozczarowani wyborcy koalicji idą najczęściej nie do PiS, ale na polityczną emigrację, i to jest w pewnym sensie sukcesem premiera, który rozliczenia afer z ośmioletniej epoki rządów prawicy postawił na pierwszym miejscu.
Problem Nowogrodzkiej nie ogranicza się do błędów z przeszłości; widać wyraźnie, że partia ma problemy, aby reagować na bieżące wydarzenia. Politycy PiS „przegrzewają” tematy, także tam, gdzie są silne podstawy do krytyki rządzącej koalicji. Partia w swoim przekazie zamiast punktowych, precyzyjnych uderzeń używa zazwyczaj najcięższej artylerii. Pomimo tego polityczny front się nie zmienia, a w środowisku brakuje pomysłu, jak go przełamać. Najcięższe oskarżenia pod adresem rządu Tuska, które wypływają od liderów PiS, mobilizują co prawda twardy elektorat, ale są tak powtarzalne i nużące, że zniechęcają pozostałych.
Największe wyzwania są jednak dopiero przed Nowogrodzką. Ponure chmury już widać na horyzoncie i mogą one w najbliższym czasie spowodować, że obecna pozycja PiS okaże się politycznym „sufitem”, a nie „podłogą”, od której można się odbić tylko w górę.
PO na terytoriach PiS
Największy rywal partii Kaczyńskiego ostatni rok może zaliczyć do udanych. Notowania Koalicji Obywatelskiej (czyli de facto PO) wolno, ale stabilnie rosły – według Politico – z 31 proc. do 33 proc. Niewielkim pocieszeniem dla PiS może być fakt, że odbywało się to głównie kosztem koalicjantów Platformy. Ich stopniowe podporządkowywanie Tuskowi daje mu silniejszą władzę, niż to wynika z arytmetyki. Na korzyść premiera przemawia nie tylko jego taktyczna zręczność, ale także konflikty u sojuszników. Podziały na lewicy oraz spory w Trzeciej Drodze osłabiają te podmioty w relacjach z Tuskiem, który bez większych trudności narzuca kurs całej koalicji.
Głównym powodem siły PO jest to, że obecna władza prowadzi w wielu miejscach… pisowską politykę. W kwestiach ukraińskich, migracyjnych, polityki społecznej, gospodarczej czy klimatycznej rząd działa podobnie jak poprzednicy, stosując niejednokrotnie narrację mocno zbliżoną do formacji Kaczyńskiego. Taka strategia utrudnia PiS-owi krytykę, bo przecież premier, mimo oskarżeń o służenie Berlinowi i Brukseli, sprzeciwia się federalizacji UE, paktowi migracyjnemu, Zielonemu Ładowi, umowie z krajami Mercosur – czyli ucieka z narożników, do których PiS stara się Tuska wepchnąć. Co więcej, jest on aktywny także w tematach, które PiS traktuje jako „swoje” – ekshumacje na Wołyniu, wzmocnienie granicy z Białorusią, reparacje od Niemiec czy duże wydatki zbrojeniowe.
Już niedługo Tusk może w rywalizacji z Kaczyńskim zyskać potężną przewagę, jeśli Rafał Trzaskowski wygra w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Dziś PiS ma duży wpływ na prezydenta Andrzeja Dudę, który stanowi ważną przeszkodę dla rządowej koalicji. Gdy zabraknie tej reduty, a system władzy się domknie, PiS może zostać jeszcze mocniej „dociśnięty”.
Oczywiście w prezydenckiej kampanii może się jeszcze wiele zdarzyć, ale scenariuszem bazowym pozostaje zwycięstwo Trzaskowskiego, szczególnie że kandydat PiS Karol Nawrocki nie wykorzystał szansy na efekt „wow” na progu swojej kampanii. Zresztą, sam wybór Nawrockiego dobrze pokazuje kondycję partii. Decyzja, aby postawić na kandydata nie tylko szerzej nieznanego, ale przede wszystkim o widocznych deficytach, pokazuje problem kadrowy Nowogrodzkiej. Wystąpienia Nawrockiego pisane są przez sztabowców PiS i widać po nich, że mają problem z generowaniem świeżego przekazu. PiS tak bardzo zapętlił się w narracji adresowanej do twardego elektoratu, że stracił zdolność komunikacji z pozostałymi grupami społecznymi.
Wybór Nawrockiego, mimo że na giełdzie nazwisk pojawiali się kandydaci mający większe szanse w starciu z Trzaskowskim – choćby Jacek Siewiera czy Marek Magierowski – również wiele mówi. Fakt, że wymienieni kandydaci nawet nie byli brani pod uwagę, klarownie dowodzi kolejnej blokady rozwojowej w PiS. Kaczyński woli, żeby przegrał Nawrocki, niż żeby wygrał inny kandydat popierany przez PiS, wobec którego istniałby cień obawy, że zacznie tworzyć niezależny od Nowogrodzkiej ośrodek władzy na prawicy.
Dlaczego PiS może obawiać się Konfederacji
Truizmem jest stwierdzenie, że PiS nie rządzi nie dlatego, że ma małe poparcie, ale dlatego, że nie posiada zdolności koalicyjnej. Wybory w 2023 r. zamanifestowały ten problem i można by sądzić, że partia zacznie swą regenerację od budowy relacji z przyszłymi potencjalnymi sojusznikami. Tymczasem w ciągu roku niewiele się zmieniło i to jest kolejna chmura nad PiS. Owszem, są tam politycy, którzy rozumieją, że trzeba wykonać pracę na tym froncie, a nawet o tym głośno mówią, jak Czarnek czy Morawiecki. Ale sam Kaczyński nie wysłał czytelnego sygnału, że jest mu to potrzebne. Tymczasem odbudowa względnego zaufania, np. z PSL, byłaby dla PiS korzystna, ponieważ dałaby mu pewną przestrzeń do politycznego rozgrywania koalicjantów w rządzie. Co ciekawe, taki gest wobec ludowców wykonał Duda, osiągając drobną obopólną korzyść, ale za tym kursem nie podążył Kaczyński.
Relacje z Konfederacją również nie są dobre, choć pewne zbliżenie następuje naturalnie, z uwagi na fakt, że Konfederacja nie musi pilnować równego dystansu między PiS a PO, co miało miejsce w czasach rządu Zjednoczonej Prawicy.
Największym problemem PiS z Konfederacją nie są jednak wzajemne relacje, ale następna czarna chmura – ryzyko stopniowego słabnięcia jej kosztem. Wynika to z podziału pokoleniowego na prawicy. O ile partia Kaczyńskiego jest pierwszym wyborem dla ludzi starszych, o tyle dla młodszych prawicowców takim wyborem jest formacja Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena – przewaga PiS w sondażach wynika głównie z tego, że starsze roczniki są liczniejsze od młodszych. Taka sytuacja jest dla PiS niebezpieczna, bo długofalowo grozi stopniowym słabnięciem kosztem Konfederacji i to bez konieczności przepływu elektoratu między tymi formacjami.
Sondaże pokazują, że sukces Konfederacji może nastąpić szybciej niż w perspektywie jednego pokolenia. Formacja ta w ciągu roku urosła z 9 do 13 proc. i przestała być „sezonowym” produktem, a stała się solidnym „drugoligowcem” z perspektywami. Do pewnego stopnia nastąpiło to kosztem wyborców PiS, nienależących do „twardego” elektoratu. Z raportu Przemysława Sadury i Sławomira Sierakowskiego „Ukryty kryzys władzy” wynika, że na tym transfer wyborców może się nie skończyć, ponieważ duża część popierających PiS deklaruje obniżenie poziomu lojalności wobec tej partii i jej lidera. Jednym z powodów są liczne afery, które miały miejsce w czasach rządów Zjednoczonej Prawicy, a które stale są przypominane przez obecną władzę. Co więcej, badania wskazują, że Konfederacja zbudowała własny „twardy” elektorat, a przecież jeszcze niedawno była uznawana za niespójny zlepek, kwestią czasu zaś miał być rozpad. Dodatkowo problemy identyfikacyjne Trzeciej Drogi tworzą przestrzeń, by zbierać ludzi zmęczonych duopolem PO-PiS.
Konfederacja urosła nie tylko w sondażach. Badania CBOS dowodzą, że wzrasta również zaufanie społeczne do Krzysztofa Bosaka. Paradoks polega na tym, że to nie wicemarszałek z Konfederacji, ale lider Trzeciej Drogi – marszałek Szymon Hołownia – miał zyskiwać na swej funkcji. Tymczasem po krótkim wzlocie (przed inauguracją gabinetu Tuska), Hołownia od miesięcy znajduje się na fali opadającej.
Wiele wskazuje, iż to właśnie Bosak może być najważniejszym liderem prawicy, gdy po odejściu Kaczyńskiego nastąpi nowe rozdanie. Badania Sadury i Sierakowskiego wskazują, że oprócz części wyborców PiS, Bosak cieszy się szacunkiem także w elektoracie PSL, Polski 2050, a nawet KO i lewicy.
W analizach często prognozuje się, że gdyby wybory parlamentarne odbyły się w najbliższą niedzielę, to obecna koalicja utraciłaby władzę na rzecz sojuszu PiS i Konfederacji. Tymczasem o ile z pewnością PiS byłby chętny na takie rozwiązanie, to nie jest to wcale oczywiste dla Konfederacji. Liderzy tej partii są cierpliwi i wiedzą, że czas działa na ich korzyść, a sojusz z PiS mógłby zatrzymać wzrost. Dlatego rosnąca Konfederacja dla PiS będzie tyleż nadzieją na koalicjanta, co zmartwieniem z powodu konkurencji o wyborców.
Wewnętrzne słabości PiS
Nie wiadomo, jak sobie z tym poradzi Nowogrodzka, skoro nie widać tam żadnego powiewu świeżości – nowych twarzy, nowego przekazu. Charakterystyczny był wrześniowy kongres partii, na którym nic ważnego się nie wydarzyło. Trudno bowiem za takie uznać zmiany strukturalne i połączenie z Suwerenną Polską.
PiS się mentalnie starzeje; widać, że lider znalazł się w intelektualnej stagnacji – jest w na tyle dobrej formie, by przewodzić partii, ale zarazem w na tyle słabej, że nie jest w stanie tchnąć w nią odrobiny świeżości. To kolejna czarna chmura: mentalność oblężonej twierdzy, z nastawieniem na trzymanie wysoko gardy. Zarazem walka o stworzenie wrażenia jedności uniemożliwia podjęcie realnej dyskusji wewnętrznej – ta toczy się dziś w nieformalnych małych podgrupach, z czego niewiele wynika poza frustracją co bardziej ambitnych i nastawionych „reformatorsko” polityków. Co ciekawe, Kaczyński bohatersko rozwiązuje problemy, które sam wykreował, tolerując albo podsycając spory, a potem grając rolę arbitra między skłóconymi frakcjami.
Potrzeba jedności (w obliczu polityki rozliczeń nowej władzy z epoką PiS) była decydująca dla decyzji o rezygnacji z prawyborów. O ile jeszcze miesiąc temu wydawało się, że PiS może ukraść wszystkim medialne show, o tyle finalnie nie dość, że oddał „czas antenowy” KO, to jeszcze pozwolił zademonstrować Tuskowi różnicę w podejściu do demokracji między KO i PiS. I nawet jeśli dużo prawdy było w tezie o pozornym charakterze prawyborów w KO, to i tak kontrast między tymi formacjami zadziałał na korzyść Tuska.
Perspektywy PiS po roku rządów Koalicji
Na tym nie koniec wyzwań. Badania fokusowe pracowni IBRiS Marcina Dumy pokazują, że istnieje społeczna emocja oczekiwania na nowego kandydata w zbliżających się wyborach prezydenckich. To przysłowiowy elektorat „CPK” albo „Kanału Zero”, który nie jest politycznie zagospodarowany, jednak doświadczenie np. kampanii Pawła Kukiza dowodzi, że taki kandydat może się pojawić raptem na kilka miesięcy przed wyborami. Nawet jeśli nie wygra, to wzorem Kukiza, Hołowni czy wcześniej Andrzeja Olechowskiego dobry wynik pozwoli mu na zbudowanie nowej formacji politycznej.
Pojawienie się takiego kandydata byłoby dla PiS zagrożeniem, ponieważ zanegowałby on prosty mechanizm, w który partia gra: czekać cierpliwie, aż władza się wypali, a zmęczeni wyborcy wrócą do PiS. Nowy kandydat, a być może zbudowana potem przez niego formacja będą stanowić trudną konkurencję.
Faktem pozostaje, że PiS w mijającym roku mocno okopał się na swoich pozycjach i nic nie wskazuje, by w najbliższym czasie miało nastąpić załamanie politycznego frontu, który stworzył. Z drugiej jednak strony liczne zagrożenia pokazują, że strategiczna sytuacja jest trudna, a partia nie wykazuje żadnej refleksji. Co więcej, nie tylko nie wysyła żadnych reformatorskich sygnałów, ale nie sprawia nawet wrażenia, że byłoby to potrzebne. Kurs na jedność tworzy stan permanentnego stanu wyjątkowego, w którym radykalnie ograniczony jest pluralizm i dyskusja wewnętrzna. Wiele wskazuje na to, że bez działań „ofensywnych” i wychodzących poza sprawdzone szablony PiS władzy łatwo nie odzyska.
Może oczywiście liczyć na łut szczęścia i kryzys politycznych rywali, ale traktowanie tego scenariusza jako bazowego jest tyleż ryzykowne, co nieroztropne. Może bowiem sprawić, że beneficjentem erozji władzy stanie się ktoś inny. PiS-owi na prawo już wyrósł groźny rywal, mający zdolność przyciągnięcia przynajmniej części wyborców, dotychczas głosujących na partię Kaczyńskiego. Zarazem istnieje społeczny popyt na nowe polityczne projekty, które również stałyby się dla PiS konkurencją. Czy partia zdoła uniknąć czarnych chmur? Czas pokaże, ale na dziś niewiele jest dla pisowców racjonalnych podstaw do optymizmu.
Autor jest prezesem Klubu Jagiellońskiego.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















