Kiedy piętnaście lat temu „Dzicy detektywi” ukazali się po raz pierwszy po polsku w przekładzie Tomasza Pindla i Niny Pluty, wydawnictwo reklamowało książkę jako „najwybitniejszą powieść latynoamerykańską ostatniego ćwierćwiecza”.
To hasło, równie chwytliwe, co nieweryfikowalne i elastyczne, bo dające się rozciągać na półwiecza i stulecia, ma jednak w sobie zaskakującą prawdziwość, widoczną przy okazji drugiego polskiego wydania wielkiej powieści Roberta Bolaña. Z perspektywy lat, jakie minęły od hiszpańskiej premiery książki, wyraźnie zarysowuje się pozycja „Dzikich detektywów” w kanonie nie tylko literatury hiszpańskojęzycznej, ale i światowej.
Wielu krytyków stawiało wydaną w 1998 r. powieść Chilijczyka na równi z „Grą w klasy” Julia Cortázara (jednego z nielicznych autorów, których Bolaño darzył niesłabnącą estymą), czy latynoskimi arcydziełami takimi jak „Raj” José Lezamy Limy czy nietłumaczony na polski „Adán Buenosayres” Leopolda Marechala. Prestiżowa nagroda Rómulo Gallegosa, którą jako pierwsi otrzymali kolejno Llosa, Marquez i Fuentes, przyznana Chilijczykowi rok po wydaniu „Dzikich detektywów”, potwierdziła jego status gwiazdy.
Niestety, nie cieszył się nim długo. Zmarł w 2003 r., zostawiając po sobie drugie powieściowe arcydzieło, literackie perpetuum-mobile: książkę „2666”. To właśnie ona całkiem niedawno znalazła się na szóstym miejscu najwybitniejszych powieści stulecia w rankingu „New York Timesa”. „Dzicy detektywi” zajęli miejsce w połowie czwartej dziesiątki, do czego być może nie należy przywiązywać wielkiej wagi. Amerykański rynek potraktujmy po prostu jako probierz mityczności.
Biografia Bolaña, skupiając w sobie całą stereotypową latynoamerykańskość XX w., z jej szaleństwami, zrywami i gorączkami, stała się bowiem nie tylko legendą, ale przede wszystkim wehikułem jego twórczości – między innymi w Stanach Zjednoczonych właśnie, gdzie przekłady stanowią zwykle niewielki procent rynku.
Mit Bolaña
Legenda Bolaña znacząco wykracza bowiem poza jego umiejętności pisarskie. Dla Chilijczyka jednym z pól twórczości i przestrzenią nieskrępowanej kreatywności była własna biografia. Na jej temat konfabulował z urokiem szulera. Jak się okazuje, skutecznie. We wstępie do nowego wydania angielskiego przekładu „Chilijskiego nokturnu” pisarka Nicole Krauss nazywa „Dzikich detektywów” powieścią autobiograficzną opartą na pamiętnikach Bolaña, dając się tym samym zwieść pierwszoosobowej narracji oraz luźnym związkom książki z życiorysem.
Rzeczywiście, po przyjeździe do miasta Meksyk w latach 70., pisarz romansował z poetycką awangardą i współtworzył ruch tzw. infrarealistów, których celem było „rozwalić mózgi oficjalnej kultury”. W powieści czytamy z kolei o „bebechorealistach”. Narracyjną fikcję traktował Bolaño jako przedłużenie aktu poetyckiego, czerpiąc z technik i ducha poezji. Lubił powtarzać za chilijskim matematykiem i poetą Nicanorem Parrą, że najlepsze powieści powstały w metrum, a za Amerykaninem Haroldem Bloomem, że najlepsza poezja XX w. zapisana jest prozą.
Dlatego jego „Dzicy detektywi” to powieść o poezji i poetach, w której nie cytuje się ani jednego wiersza. Jednak, jak słusznie zauważył Daniel Zalewski w „New Yorkerze”, pisarstwo Bolaña jest w dużej mierze ironiczną mitologizacją osobistej historii, a „Dzicy detektywi” najbardziej zbliżają się do tego, co latynoamerykańscy pisarze nazywają jego „legendą”. Co się na nią złożyło?
Mitowi Bolaña jako „latynoskiego kaskadera literatury” przysłużyła się ciężka choroba wątroby, w zasadzie wyrok śmierci wydany na początku lat 90. Kompulsywne pisanie stało się nie tylko obsesją, ale też dodatkowym sposobem utrzymania powiększającej się rodziny. „Wiedziałem, że nie jestem nieśmiertelny, ale w wieku trzydziestu ośmiu lat nadszedł najwyższy czas, by się tego nauczyć” – powiedział pisarz w ostatnim wywiadzie. Mit został domknięty.
Twórczość i życie Roberta Bolaña
Symptomem rozmycia się biografii autora w jego dziele jest fakt, iż ponad 20 lat po śmierci pisarza nadal nie ukazała się jego biografia. Autorka ostatniej z nim rozmowy, argentyńska dziennikarka Mónica Maristain, opublikowała w 2014 r. dość powierzchowną „Biografię w rozmowach”, która z pewnością nie wyczerpuje tematu.
Na przeszkodzie stoi między innymi wdowa po pisarzu, Carolina López. Strzeże ona archiwum, na które składa się blisko piętnaście tysięcy stron materiałów – ich część została pokazana ponad dziesięć lat temu na barcelońskiej wystawie, będącej efektem kwerendy Valerie Miles, niestrudzonej popularyzatorki iberoamerykańskiej literatury, poproszonej przez López o stworzenie „wyselekcjonowanej autobiografii, wyboru cytatów zaczerpniętych z tych notatników i dokumentów”.
To właśnie Miles w tekście o swojej pracy podkreślała, że „pośmiertny sukces Bolaña to okres przepychanek, tworzenia mitów i zaprzeczeń”. Wdowa po pisarzu w 2013 r. złożyła kilka pozwów o „naruszenie intymności i honoru” w związku z wypowiedziami, które pojawiały się w mediach. Pięć lat później pozwała Ignacia Echevarríę, krytyka i przyjaciela chilijskiego pisarza. Poszło o artykuł, w którym omawiał on życie osobiste Bolaña.
Potyczki te nie zdawały się jednak wpływać na pozycję autora „Dzikich detektywów”, który nie tylko umacniał się jako jeden z najważniejszych głosów literatury iberoamerykańskiej przełomu wieków, ale znajdował także znakomitych pogrobowców, jak Alejandro Zambra, autor „Chilijskiego poety”, powieści wprost nawiązującej do wznowionego właśnie po polsku arcydzieła.
Szczęśliwie w 2022 r. ukazała się książka Davida Kurnicka proponująca nowe odczytania „Dzikich detektywów”, zrywająca z autobiografizującymi interpretacjami i próbująca zrozumieć fenomen Bolaña wśród amerykańskich czytelników. Zdaniem krytyka jest to powieść, która przygotowała nam grunt pod nowy świat. Taki, w którym amerykańska kultura traci swoje domniemane centralne miejsce. Być może dlatego w zeszłym roku wydawnictwo Picador wznowiło książki Bolaña w nowej szacie graficznej.
Monografia pokolenia emigracji
Sam autor nazywał „Dzikich detektywów” „powieścią o przygodzie, która zawsze jest nieoczekiwana”. Przede wszystkim jest to jednak kubistyczna historia o zniknięciu, w której (co widzimy dopiero dzisiaj) rozmył się i rozpuścił także pisarz. Poszukiwanie dwojga zaginionych poetów i założycieli ruchu bebechorealistów, rozciągające się na kilka dekad i kontynentów, jest jednocześnie hołdem dla literatury, Meksyku i pokolenia, które pokładało w niej większe nadzieje niż w rewolucji.
Wspomniany już Zalewski twierdzi, że „Dzicy detektywi” długimi fragmentami przypominają „kronikę rozproszonego potencjału”, a „fetyszyzacja utraconej młodości w powieści graniczy z romantyzmem”. Należy jednak pamiętać, że młodość została chilijskim przeciwnikom Pinocheta brutalnie odebrana, a emigracja i włóczęga stały się ich przeznaczeniem.
Bolaño finansowy i egzystencjalny spokój znalazł dopiero w połowie lat 80. w Blanes, na katalońskim wybrzeżu, gdzie pracował między innymi jak stróż nocny na polu campingowym (echa tych zajęć wybrzmiewają w „Dzikich detektywach”). Na wizytówce z tamtych czasów nazywał siebie „poetą i leniem”.
Inny krytyk, autor nośnego cytatu głoszącego, że „Dzicy detektywi” to „rodzaj powieści, którą mógłby napisać Borges”, podkreślał po śmierci pisarza, że jest to przede wszystkim powieść w ciągłym rozwoju: „nie przestała rosnąć od momentu publikacji. Kiedy ją recenzowałem, nazywając niesamowitym dziełem, nie miałem pojęcia, lub miałem bardzo małe pojęcie, jak ważna będzie, jaką kluczową rolę odegra, ani o wielkości pisarza, który za nią stoi”.
Cóż, książka ta, przy pomocy chóru narratorów (ponad pięćdziesięciu!), zdołała z dokumentalną wrażliwością uchwycić fenomen świata rozpadającego się na dziesiątki mikrohistorii, z których niekoniecznie musi wyłonić się portret jakiejkolwiek całości.
Celem śledztwa prowadzonego w „Dzikich detektywach” jest przechadzka po lesie fikcji. Jej niemalże halucynacyjne bogactwo jest odbiciem świata, skazaną na epicką porażkę próbą zbadania wszystkich możliwości, jakie ma on do zaoferowania. Na dziesięć lat przed „Biegunami” Bolaño stworzył monografię ruchliwości.
Miłość i spełnienie
Umberto Eco postulował, aby każdy tekst czytać dwukrotnie: przy pierwszej lekturze dowiadujemy się, o czym tekst traktuje, przy drugiej – w jaki sposób.
Moja pierwsza lektura „Dzikich detektywów” zbiegła się z czasem, gdy sam byłem aspirującym młodym poetą, dlatego wywołała we mnie intensywny wanderlust, latynoamerykańską gorączkę trudną do powstrzymania. Z łatwością uległem zaczadzeniu historią wagabundów, idealistów, dla których poza literaturą świat nie istniał. Na ich podobieństwo kradłem książki i kompulsywnie pisałem wiersze, fantazjując o czekającej mnie wielkiej włóczędze. Wiem, że nie byłem w tym doświadczeniu odosobniony. Każdy czytelnik chilijskiego pisarza zapragnął być samotnym apostołem bebechorealizmu, pierwszym i ostatnim meksykańskim dadaistą na polskiej ziemi.
Ponowna lektura powieści piętnaście lat po pierwszym polskim wydaniu była innym doświadczeniem. Jej wielogłosowość i rozmach wydają się jeszcze bardziej adekwatnym i uniwersalnym sposobem opisu współczesnej rzeczywistości, która nie ma przecież zbyt wielu znamion koherencji, a pozorna apolityczność niesie wyjątkowo mocne oraz uniwersalne pragnienia: wolności, miłości i spełnienia.
„Dzicy detektywi” są teraz w znacznie mniejszym stopniu powieścią, którą chciałbym zawłaszczyć tylko dla siebie, bo nie tylko do mnie zdaje się przemawiać jej szczodrość w portretowaniu świata, uważność w traktowaniu głosów na równi, humor i niewyczerpana literackość. To wielki atut bolañowskiej fikcji: stworzenie powieściowego świata tak pojemnego i gościnnego, że trudno się w nim nie zatrzymać. A przy tym tak chłonnego, że jej autor zdaje się niemożliwy do wydestylowania z własnej prozy.
Chilijczyk wspominał, że gdyby nie został pisarzem, byłby wspaniałym detektywem. Kimś, kto „wraca na miejsce zbrodni sam, nocą, i nie boi się duchów”. Śledztwo w sprawie duchów, a także konsekwentne powracanie do miejsc, w których duchy odciskały swoje ślady, jest próbą odtworzenia świata nieskończonych możliwości.
Odpowiedzią na niemożliwość bezpośredniego poznania i stworzenia kompletnego portretu przeszłości jest jej fikcjonalizacja, czyli w rozumieniu pisarza: uporządkowanie. To, co hipotetyczne, jest w „Dzikich detektywach” tym, co najbardziej możliwe, a na pewno najciekawsze.
Świat powieści jest znacznie szerszy niż nasz, a styl Bolaña, rozciągający się między kpiną, romantyzowaniem ucieczki i młodości, latynoamerykańskim maczyzmem oraz ekstremalną metatekstualnością, nie może przyćmić uniwersalnego znaczenia jego dzieła. Znaczenia, które odkleiło się już od czasu i przestrzeni jego powstania, i orbituje wysoko nad pustynią Sonora.
BARTOSZ SADULSKI jest pisarzem i redaktorem naczelnym kwartalnika „Herito”.

Roberto Bolaño, DZICY DETEKTYWI, PRZEŁ. Tomasz Pindel, Nina Pluta, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2025
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















