Nariman Dżelal, rocznik 1980, jest wiceprzewodniczącym Medżlisu, samorządu Tatarów Krymskich (Rosja uznaje Medżlis za organizację ekstremistyczną).
Po aneksji w 2014 r. Dżelal został na Krymie, krytykował działania rosyjskich władz, które w ciągu ostatniej dekady prowadziły rusyfikację półwyspu, sprowadzając tam ok. pół miliona osadników z Rosji, by zmienić jego strukturę demograficzną. Dżelal był jednym z najważniejszych głosów z okupowanego Krymu i rzecznikiem społeczności krymskotatarskiej (Medżlis szacuje, że liczy ona dziś na Krymie ok. 300 tys. ludzi; to kilkanaście procent ludności). Pytany, czemu nie opuści półwyspu, Dżelal odpowiadał, że żyje na swojej ziemi i nie popełnia przestępstwa, mówiąc głośno o tym, co się tam dzieje.
Jak Nariman Dżelal trafił do łagru?
Za zbrodnię Rosja uznała jego udział w konferencji Platformy Krymskiej, międzynarodowego szczytu poświęconego tematyce półwyspu, która miała miejsce w Kijowie. Rosja uznała ją za atak na jej integralność terytorialną, a przemówienie Dżelala o łamaniu praw człowieka za noszące znamiona terroryzmu.

Aresztowany został 4 września 2021 r., w tydzień po powrocie z Kijowa. Dżelal, a także zatrzymani dzień wcześniej bracia Asan i Aziz Achtemow, zostali oskarżeni o planowanie dywersji na gazociągu w Symferopolu. Został skazany na 17 lat więzienia o zaostrzonym rygorze.
Po niemal trzech latach, 28 czerwca tego roku odzyskał wolność w ramach wymiany jeńców między Rosją a Ukrainą. W więzieniach i łagrach w Rosji pozostaje dziś stu kilkudziesięciu krymskotatarskich więźniów politycznych, zwykle skazanych na wieloletnie łagry w pokazowych procesach.
Rozmawiamy w Kijowie, gdzie Dżelal mieszka dziś wraz z żoną i czworgiem dzieci.
MA
MONIKA ANDRUSZEWSKA: O uwolnieniu ukraińskich jeńców i więźniów politycznych z Rosji mówi się jak o powrocie do domu. Czujesz się teraz jak w domu?
Nariman Dżelal: Nie. Odzyskałem wolność, ale nie dom. Gdy mówię „mój kraj”, mam na myśli Ukrainę, ale Krym to ziemia moich korzeni, narodu i kultury. Mój dom. To nie tylko przestrzeń fizyczna – poza żoną i dziećmi są tam wszyscy moi bliscy. Teraz jestem wolny, ale nie wróciłem do domu i dopóki trwa okupacja, nie mam na to szans. Gdy naczelnik rosyjskiego więzienia poinformował mnie, że trafię na wymianę jeńców, dodał: ale musisz rozumieć, że na Krym drogi już przed tobą nie ma, albo od razu cię tam aresztujemy, albo po prostu nie wpuścimy.
Biorąc od Ciebie komentarze z Krymu, w tym wiele razy dla „Tygodnika”, pytałam: „Jesteś pewien, że można tak napisać?”. Bo wypowiadałeś się przeciw okupacji, wciąż tam żyjąc.
Zależało mi nie tylko na tym, by pozostać na Krymie, ale też, by pozostać wiernym mojemu sumieniu i mojemu narodowi. Okupowany Krym to wielkie więzienie. Mówienie wprost o łamaniu praw człowieka to była jedyna dostępna forma walki. Gdyby strach przed aresztem paraliżował, byłoby to zwycięstwo okupantów.
Każdy, kto żyje na okupowanym Krymie, może trafić pod walec represji. Oni miażdżą wszystko, co się wyróżnia, tworzą jednolity krajobraz projektowany przez propagandę. Ktoś patrzy na tereny okupowane i myśli: bazar działa, ludzie się żenią, życie trwa normalnie. Nie widzą, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Publicznie nawet łez nie możesz pokazać, bo to może zostać odczytane jako nielojalność. Ktoś napisze donos, następnego dnia przyjdzie FSB i zapyta, czemu jesteś niezadowolony z Rosji, niewdzięczny za „wyzwolenie”.
Czy wracając na Krym z Kijowa we wrześniu 2021 r., po udziale w Krymskiej Platformie, miałeś świadomość, że możesz zostać aresztowany?
Gdy jesteś w sytuacji stałego zagrożenia, przed paranoją ratuje cię naiwność, nadzieja, że to jeszcze nie tym razem. Nie możesz przecież codziennie zasypiać z myślą, że rano przyjdzie FSB. W pewnym momencie po prostu już wiesz, że tak będzie, zastanawiasz się tylko, jak to się wydarzy.
Jak wyglądało zatrzymanie?
Doświadczeniem Tatarów Krymskich są funkcjonariusze FSB walący do drzwi wcześnie rano i tak było też w moim przypadku. Żona mnie obudziła, mówiąc po prostu: „Przyszli”. Pobiegła budzić dzieci, by nie dopuścić do sytuacji, że otworzą oczy i zobaczą nad sobą uzbrojonych ludzi w kominiarkach. „Oddam od razu wszystkie hasła do telefonu i komputera, wszystko, co was interesuje, ale mamy malutkie dzieci, nie straszcie ich” – powiedziałem. Chciałem, żeby jak najszybciej dali spokój mojej rodzinie.
Aresztowanego wraz z Tobą Asana Achtemowa FSB próbowała później zmusić torturami, by wypowiedział przygotowany przez reżim tekst „zeznań”, jak to wspólnie planowaliście dywersję na gazociągu. Proces sądowy był pokazowy.
Jesteś z góry uważany za winnego, bo aparat represji tego chce. Wożą cię z miejsca w miejsce z workiem na głowie, wyginają ci ręce w kajdankach na wysokości łopatek, traktują jak groźnego przestępcę. To kafkowska sytuacja. Niezależnie od tego, jak bardzo masz rację, jakby nie starali się twoi adwokaci – i tak nie unikniesz wyroku.
Po roku w areszcie zostałeś przeniesiony do więzienia w głębi Rosji, do Minusińska w Kraju Krasnojarskim na Syberii. W jakim celu?
Według rosyjskiego prawa więzień powinien odbywać karę w miejscu zamieszkania lub w najbliższym mieście. Jednak zarzuty dywersji czy terroryzmu, które stawia się krymskotatarskim więźniom politycznym, pozwalają wysłać człowieka gdziekolwiek. Wywożą nas na Syberię, by utrudnić kontakt z prawnikami i rodzinami, oraz by stworzyć blokadę informacyjną wokół prześladowań politycznych. Rosja tak boi się głosu Tatarów Krymskich, że wysyła nas 6 tys. kilometrów od domu.
Jak wyglądało to uwięzienie na Syberii?
Jak podróż w czasie, do gułagu. Gdy jesteś w systemie kolonii karnych, widzisz wiele oznak dawnych czasów. Prześladowania polityczne w Rosji nie zatrzymały się nawet na moment, a w ostatnich latach liczba więźniów politycznych wielokrotnie wzrosła. W więzieniach są tysiące takich ludzi, szczególnie przedstawiciele rdzennych narodów Federacji Rosyjskiej i ich ruchów patriotycznych. Władze Rosji ożywiają dziś trupa z przeszłości, Frankensteina, który pożera kolejne życia.
Jak więźniowie-kryminaliści reagują na politycznych?
Przyzwyczaili się. Obecność więźniów politycznych była od pokoleń nieodłącznym elementem mikrokosmosu rosyjskich kolonii karnych. Dla samych politycznych to jak trafienie do innego świata. Tam funkcjonują inne zasady, które trzeba poznać, jednocześnie zachowując wobec nich dystans. Czasem polityczni, próbując się w tym odnaleźć, zaczynają współpracować z władzami więzienia albo upodabniają do kryminalistów. Tacy ludzie z czasem zapominają, że są niewinni. Najtrudniejsza rzecz w łagrze to pozostać takim samym człowiekiem jak przed uwięzieniem.
Co się dzieje z człowiekiem wchłoniętym przez ten, jak mówisz, współczesny gułag?
Jest łamany, kawałek po kawałku. Ten system jest nastawiony na niszczenie osobowości więźnia. Tracisz możliwość decydowania o sobie nawet na poziomie rzeczy elementarnych, pozornie błahych. Np. dają ci chleb i zmuszają, abyś go zjadł. Nie masz ochoty, ale stoi nad tobą istota w mundurze i mówi: „Zjedz natychmiast, bo będzie źle”. Istota może cię uderzyć. Nie chodzi o ból, tylko o świadomość, że nie możesz w żaden sposób zareagować.
Przez cały czas jesteś też obserwowany. Od godziny 6 do 22 nie możesz usiąść ani położyć się na łóżku. Więźniów zmuszają do uczenia się, a potem śpiewania hymnu Rosji. To nie tortury, to bardziej znęcanie się, ale to katastroficznie wpływa na stan człowieka. Starasz się modlić, uciekać w literaturę, ale to pomaga tylko częściowo. Nocami masz nadzieję, że ujrzysz dom, że zdołasz stąd uciec choćby w snach. A śni ci się więzienie.
Sądziłeś, że możesz spędzić tam 17 lat? Czy jednak miałeś nadzieję na wcześniejsze uwolnienie?
Wcześniej ostatnia wymiana, w której uwolniono politycznych, była w 2019 r. Wśród uwięzionych są osoby, które w koloniach karnych przebywają ponad 10 lat. Wiedziałem, że oburzenie międzynarodowej opinii publicznej gwarantuje mi w jakiś sposób bezpieczeństwo, bo dzięki niemu nie byłem na przykład torturowany. Ale to także zwiększyło moją wartość jako zakładnika. Wiedziałem, że na zewnątrz trwa o mnie walka, ale i tak cały czas w myślach liczyłem, ile lat będą mieć moje dzieci, gdy odzyskam wolność.
Pisałeś z więzienia odważne listy, komentując sytuację polityczną w Rosji i sytuację na okupowanym Krymie, które Twój prawnik publikował w mediach społecznościowych. Nie bałeś się, że mogą dodać Ci za to nowy wyrok?
Moje poglądy są znane. Wypowiadałem je w sądzie, w więzieniu, w listach. Rozszerzenie wyroku byłoby jak prezent. Przecież zostałem skazany za dywersję, której nie popełniłem. Gdyby doszedł do tego wyrok za moje słowa, reżim Putina wreszcie przyznałby, że Tatarzy Krymscy nie są terrorystami, lecz więźniami sumienia.
Czego najbardziej bałeś się w więzieniu?
Że FSB położy łapy na moich bliskich. Ogarniała mnie panika. Zastanawiałem się, kto się zajmie dziećmi, jeśli aresztują żonę. Wszyscy więźniowie boją się też wpływu rozłąki na kontakty z rodziną. Najmłodsza córeczka miała 11 miesięcy w chwili mojego aresztowania, teraz ma 4 lata. Straciłem chwile, gdy uczyła się chodzić i mówić. Ale dzięki temu, że żona pokazywała jej moje fotografie, wiedziała, że jestem jej tatą. Do innego krymskotatarskiego więźnia politycznego, który jest za kratami od 5 lat, przyjechała na widzenie rodzina. Młodszy syn nigdy wcześniej nie widział ojca. A troszkę starszy synek go nie poznał: „Ten pan nie jest podobny do tatusia, którego widziałem na zdjęciach”. To ból nie do opisania.
Na ile są to wszystko działania systemowe?
Gdyby postrzegać ludobójstwo według klasyfikacji Lemkina, jako „destrukcję narodu bądź grupy etnicznej”, wówczas to, co Rosja robi z naszym narodem po aneksji, nazwałbym hybrydowym ludobójstwem. Choć te działania nie mają wszystkich cech ludobójstwa, ich efekt sprowadza się do zniszczenia narodu. Rosja ma w tym wielkie doświadczenie, przeciw Tatarom Krymskim wykorzystuje wypracowywane schematy. Np. pierwszym szefem FSB na Krymie był człowiek, który wcześniej niszczył ruch narodowy w Baszkirii. Jeśli Rosja nie zostanie w porę powstrzymana, wykorzysta te same metody przeciw kolejnym narodom.
Wielu zachodnich polityków uważa, że Ukraina powinna zaakceptować fakt, iż część jej ziem pozostanie pod kontrolą Rosji. Otwarcie mówił to ostatnio prezydent Czech Petr Pavel. Z kolei Radosław Sikorski na konferencji w Kijowie rozważał przekazanie Krymu pod mandat ONZ. Spotkało się to z ostrą reakcją Medżlisu, Waszego samorządu.
Wśród zachodnich elit wszyscy intensywnie myślą, jak zakończyć wojnę. Cóż, gdy to nie dotyczy ciebie, wydaje ci się, że jesteś gotowy na kompromisy. Cudzym domem łatwo jest zarządzać. Ale gdyby zapytać ich o możliwość rezygnacji z ich własnych ziem ojczystych, gdyby jakieś sąsiednie państwo sobie tego zażądało, będą oburzeni i powiedzą, że ich ziemia jest chroniona przez granice i umowy międzynarodowe. Czemu więc my powinniśmy się na coś takiego zgadzać? Argument, że rezygnacja z Krymu sprawi, iż Rosja się uspokoi, jest chybiony. Od 2014 r. Rosja zajmuje Krym. Czy to ją powstrzymało od pełnowymiarowej agresji przeciw Ukrainie?
Nasza reakcja na słowa ministra Sikorskiego była gwałtowna, bo aneksja Krymu to żywa rana naszego narodu. Żałuję, że w naszym oświadczeniu nie dodaliśmy na początku zdania, że dziękujemy Polsce za jej niezmienny sprzeciw wobec okupacji i za pomoc dla Ukrainy. Jesteśmy też bardzo wdzięczni, że w lipcu polski Sejm uznał, iż deportacja w 1944 r. i jej skutki były aktem ludobójstwa na narodzie krymskotatarskim. To ważne, tym bardziej że pewna forma tego ludobójstwa wciąż trwa, tu i teraz.
Po uwolnieniu stałeś się jakby głosem ukraińskich więźniów politycznych.
Inaczej nie mogę. Piję rano kawę i przypominam sobie, jak piłem ją z przyjacielem, który teraz jest za kratami. Obserwuję, jak bawi się mój syn i staje mi przed oczami dziecko innego więźnia, które czeka na tatę. Kilka razy dziennie przypominam sobie, jakie mam szczęście, że mogę objąć rodzinę, podczas gdy w rosyjskich łagrach są wciąż ukraińscy i krymskotatarscy więźniowie, którzy nie mają takiej możliwości.
Gdy byłem uwięziony, wiedziałem, że na zewnątrz ktoś o mnie walczy. Teraz ja muszę walczyć o innych, to mój dług.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















