Jak umarł Aleksiej Nawalny? Tego nadal nie wiemy. Minęło już niemal dziesięć miesięcy od nagłej, owianej tajemnicą śmierci najważniejszego rosyjskiego opozycjonisty w obozie za kręgiem polarnym, a nadal brakuje wiarygodnego raportu o okolicznościach i przyczynach zgonu. Do sieci co jakiś czas trafiają materiały podważające wersje oficjalnych instytucji państwowych, zajmujących się głównie grą pozorów i myleniem śladów. Nowe dokumenty w sprawie śmierci Nawalnego opublikowała strona The Insider, prowadzona przez dziennikarzy śledczych. Postawiono na ich podstawie nową hipotezę: Nawalny został w łagrze otruty.
Śmierć Nawalnego
Aleksiej Nawalny zmarł 16 lutego br. w łagrze Wilk Polarny, położonym na Dalekiej Północy. Od samego początku władze mataczyły, odmawiały nawet wydania ciała rodzinie, kolportowano uspokajające wersje o naturalnych przyczynach śmierci: Nawalnego miał powalić zator, wywołany oderwaniem się zakrzepu.
O okolicznościach śmierci Nawalnego mówiono znów wiele acz niekonkretnie przy okazji „wielkiej wymiany” więźniów pomiędzy Zachodem a Rosją, do jakiej doszło na początku sierpnia br. Wcześniej bliska współpracownica Nawalnego, Maria Piewczich, ujawniła, że w przeddzień śmierci opozycjonisty otrzymała potwierdzenie, iż negocjacje w sprawie jego wymiany znajdują się na finiszu. Współpracownicy Nawalnego zaraz po tym, jak zaczęła się wojna w Ukrainie, podjęli rozmowy o możliwości wymiany Aleksieja i innych więźniów politycznych na złapanych na Zachodzie rosyjskich agentów.
Według słów Marii Piewczich, Putinowi dano do zrozumienia, że jedyny sposób, aby Krasikow (płatny zabójca na usługach Federalnej Służby Bezpieczeństwa, najważniejsza osoba spośród wymienianych) mógł wrócić do Rosji, to wymiana na Nawalnego. Ale Putin zinterpretował sprawę inaczej – mówiła współpracowniczka Nawalnego – skoro Zachód zasadniczo jest gotowy wydać Krasikowa Rosji, to może on być wymieniony na kogoś innego, a Nawalnego trzeba sprzątnąć.
Być może Putin nie chciał dopuścić do uwolnienia Nawalnego, być może obawiał się, że za granicą opozycjonista stanie na czele rozproszonych sił antyputinowskich, wzmocni antystemowy przekaz, że to z nim Zachód będzie chciał prowadzić dialog itd. To tylko przypuszczenia. Niemniej wielu komentatorów uznało za wiarygodną wersję o zleceniu przez Putina „załatwienia” Nawalnego w łagrze.
W sierpniu (już po „wielkiej wymianie”) Julia Nawalna opublikowała otrzymany od Komitetu Śledczego dokument, w którym stwierdzono, że śmierć Nawalnego nie nosiła znamion przestępstwa i że w związku z tym śledztwo nie zostanie wszczęte. Nawalna oceniła, że to kłamstwo, gdyż jej mąż został zabity. Zapewniła, że ekipa współpracowników nadal będzie dążyć do wyjaśnienia okoliczności tego zabójstwa.
Pismo, które otrzymała Julia, podpisał śledczy Aleksandr Warapajew. Jego nazwisko pojawiało się już w kontekście śmierci Nawalnego: to on początkowo odmawiał matce zmarłego przekazania ciała syna i nakłaniał ją do potajemnego pochówku. Warapajew przekonywał w swoim piśmie do Julii, że Nawalny nagle zasłabł w czasie spaceru, został przeniesiony przez funkcjonariuszy do obozowej dyżurki medycznej, tam udzielono mu pomocy, wykonano masaż serca i sztuczne oddychanie (co pozostawiło na ciele denata pewne ślady, jak zadrapania i sińce); wezwane pogotowie nie zdołało przywrócić czynności życiowych. Po tych sierpniowych komunikatach sprawa niejasności wokół śmierci Aleksieja znowu przycichła.
Raport o śmierci Nawalnego
Tymczasem opublikowane w ostatnich dniach przez stronę The Insider i kanał WCzK-OGPU dokumenty pokazują, że władze mataczą, aby ukryć prawdę. Jak można przeczytać na stronie The Insider, dziennikarze tej grupy „otrzymali dostęp do setek oficjalnych dokumentów” związanych ze śmiercią opozycyjnego polityka. Ich zdaniem, władze spreparowały dokumentację, usunęły te fragmenty, które stały w sprzeczności z oficjalną wersją o rzekomym zatorze. Raporty „uzdatniał” wspomniany wyżej Warapajew. Usunięto z nich m.in. wzmianki o tym, że Nawalny przed śmiercią skarżył się na silne bóle brzucha, miał torsje, dreszcze, stracił przytomność, co mogło świadczyć o otruciu.
The Insider przywołuje opinię lekarza Aleksandra Połupana, który leczył Nawalnego po otruciu nowiczokiem w 2020 r.: „pojawienia się podobnych symptomów niepodobna wyjaśnić inaczej jak tylko otruciem; mogła to być np. substancja fosforoorganiczna”.
Ani The Insider, ani kanał WCzK-OGPU (który 3 października zamieścił, jak twierdzi, pełną dostępną dokumentację) nie podają źródła przecieku.
„Przekazanie dziennikarzom śledczym dokumentów o tym, że Nawalny mógł zostać otruty, nie jest przypadkiem. To, że te papiery wyciekły, świadczy o istnieniu wewnątrz systemu grupy sprzeciwiającej się dominującemu siłowemu trendowi. Ci ludzie nie tylko są niezadowoleni, ale gotowi do działania. Przypuszczam, że przeciek mógł nastąpić z FSB, służby więziennej, Komitetu Śledczego, a może z administracji prezydenta” – ocenia politolog Abbas Gallamow.
Pisarz Dmitrij Głuchowski po przeczytaniu publikacji The Insider napisał:
„Nawalnego otruli i zatarli ślady. To było wiadomo od samego początku, ale teraz zobaczyliśmy dowody. I jeszcze jedno: takiego politycznego gracza można było zabić tylko na osobisty rozkaz Putina. Tak działa hierarchia władzy w Rosji”.
Niezastąpiony Nawalny
Podobne zdanie wypowiedziało wiele osób związanych z opozycją, politycznych emigrantów, antyputinowskich publicystów. Środowisko politycznych oponentów Kremla działających poza granicami Rosji jest co do tego zgodne: Putin zabił Nawalnego. Ale już w innych kwestiach jest coraz bardziej podzielone, a nawet wstrząsane skandalami (jak choćby po niedawnych rewelacjach o opłaceniu przez jednego z najważniejszych biznesmenów finansujących opozycję, Leonida Niewzlina, siepaczy, którzy mieli napaść w Wilnie na współpracownika Nawalnego Leonida Wołkowa).
Miejsce Nawalnego pozostaje puste – w rosyjskiej opozycji nie ma obecnie postaci podobnego formatu, cieszącej się autorytetem, mającej polityczne wizje, umiejącej porwać za sobą tłumy. Nad programem działania „bez Nawalnego” zastanawiać się będą podczas XIII Forum Wolnej Rosji najważniejsi emigracyjni antyputiniści, którzy zjadą do Wilna 4-5 października. „Głównymi problemami rosyjskiej opozycji na emigracji jest brak politycznego projektu i kryzys idei” – mówi jeden z organizatorów, Iwan Tiutrin. Emigracyjni działacze nie mają, jego zdaniem, realnego wpływu na sytuację wewnątrz Rosji, skupiają się na walce między sobą. Czy dyskusje w Wilnie pomogą w przełamaniu impasu?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















