Okrutnie jest być niepotrzebnym. Czyjaś potrzeba musi nas dotknąć

„Dokarmiam kota, niedaleko. Mamy magnetyczną więź. Ale bolesną”. „Dlaczego?”. „Nie chce ze mną do domu. Nie mam nikogo innego. Mówię mu: »Bury, zlituj się, żyjmy razem«, ale on jest dziki i kluczy”.
Czyta się kilka minut
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara

Wizyta majstrów po awarii kaloryfera. Dwóch: jeden krępy, starszy, Gargantua z narzędziownikiem, a tam klucze, śrubokręty, paleta śrub i śrubek. Ruda przygląda się z fascynacją. Drugi majster też krzepki, sporo młodszy, na intensywnych obrotach. Gargantua zaczepia Rudą: „O, jak łypie. A mnie by się pomoc przydała”. Do mnie: „Patrzy jak ptak na robaka, zaraz śrubkę dziobnie”. Ruda w śmiech. Pantagruel: „Podkręci panna rurę?”. „Ja studiuję pedagogikę!”. Gargantua: „A to akurat, bo grzejnik mnie nie słucha. Powie mu coś panienka?”. Ruda, rechocąc: „Grzejnikowi?!”. „No co, wszystko ma duszę”. Ruda zezuje. Pantagruel: „Eee, pedagogika pedagogiką. A fach dobrze mieć”. Do Rudej: „Klamkę mam. Może zamontujemy gdzieś?”. Gargantua: „W lodówce od wewnątrz”. Ja: „Brakowało mi”. Ruda: „Przestańcie, komicy”. Kaloryfer dokręcony, siedzimy, czekamy, czy ruszy. Pantagruel omiata wzrokiem piramidki książek: „Jej, ile tego. Pewnie mama to czyta”. Ruda: „Ale też pisze”. „Dodatkowo?!”.

Uruchamianie odtwarzacza...

Jazda na Stawki, gdzie przeprowadzono Wydział Polonistyki. Umschlagplatz odcina się, jak zawsze, od ruchliwości miasta. Ciemna rampa. Podchodzi staruszek: „Wie pani, co tu się działo?”. „Aha”. Milczymy. „Ja tu co tydzień z Zamenhofa docieram. Moja rodzina tu…”. Nie dopowiada. Po chwili: „Prawda, że tu wieje chłodem?”. „Tak”. „Tu jest zawsze zimno. Przysięgam, nawet w upał”. Pauza. „Albo to mnie jest zimno tu…”. Milczymy. „Bo wie pani, na cmentarzu to ja rzadko bywam. Ja tam nic nie czuję. Smutek, owszem. Ale fizycznie nic. A tu przychodzę, i od razu to zimno… Jakby mi chcieli coś powiedzieć. Potem wlokę się do domu, kładę się i myślę, że im tu było tak zimno, zimno, aż stawało serce. I to mi przekazali”. „Ten mróz w środku miasta”. „Ten mróz”.

Poradnia kardiologiczna. Dwie starsze. Pierwsza: „Ależ z tą edukacją zdrowotną przegrali…”. Druga: „Kto?”. „No, wiadomo kto. Rodzice dzieci zabierają”. „Ja to myślę, że się dzieciom po prostu nie chce uczyć”. „Uczyć?! Niby czego? Jak spółkować?!”. „A to tego ma dotyczyć?”. „Wyłącznie. No niech też pani pomyśli: co liberał może rozumieć przez »zdrowie«?”. „Profilaktykę?”. „Jaką? Jak grypy nie złapać?”. Milczą przez chwilę. Druga: „Wie pani, tak teraz myślę. Dziewczynki są bezbronne, nienauczone, jak sobie kłopotów nie narobić”. „Kłopotów?”. „Obie wiemy. Ciąże za wczesne…”. „I niby ten przedmiot miałby przed tym chronić?”. „No chyba… Świadomość…”. „Świadomość jest dla ateistów. Bóg chroni”. „Bóg chroni przed chłopcem?”. „A tak. Przykazanie jest. Ja po ślubie zaszłam”. „Mąż widocznie podobnie myślał…”. „Tu się nie myśli, tu się wierzy”. „A ja jednak myślę, że trochę trzeba o ciele wiedzieć…”. „Nie!”. „Bo?”. „Ciało to piekło. I ta pani wiedza”.

Tramwaj 19, jedziemy ku centrum. Na Marszałkowskiej dosiada się gość po siedemdziesiątce w kapeluszu. Podaje mi pocztówkę. Na niej stara Marszałkowska widziana od placu Unii. „A ładne” – mówię. „Tu pani siedziała” – dziobie palcem. „?”. „Widziałem panią tu na ławce”. „Tu?”. „Tu. Siedziała pani z niebieskim kotem na kolanach”. Staruszka z siedzeń sąsiednich: „Ten pan bredzi. On jest z mojej klatki”. On: „Jestem, ale to pani bredzi”. „Cham!”. „Cicho tam, jeszcze pani pożyje”. Do mnie: „Widuję ludzi z kotem. We śnie. Potem spotykam ich na jawie. Kot u mnie oznacza śmierć”. Myślę: „Czyli to kartka ostrzegawcza?”. Staruszka: „Co też! Pani nie słucha! Tfu!”. On: „Nie”. „Czyli już nie żyję?”. „We śnie – tak”. „Szybko poszło”. Uśmiechnął się: „Ale jeszcze siedzi pani na ławce”. „A kot?”. „Patrzy na panią przez okno. Zawsze tak robi”. Skręcamy z Nowowiejskiej, Niebieska poświata na wyziębionej szybie.

Autobus 116, jazda z Mokotowa. Dwójka w wieku studenckim. Dziewczyna: „Co wyświetlasz?”. On: „Rolki o jedzeniu”. Zaglądają. „Bosz, ja to bym głodna była od razu”. „Nie, to sport”. „?”. „Zawody. Oni muszą wszystko wcisnąć naraz”. „Daj spokój, te talerze mięsa? Ta chuda dziewczynka?”. „No”. „Ona potem nie je przez tydzień, żeby nie tyć”. „Możliwe, ale ja bym tak wolał”. „Co?”. „Wciągać jak odkurzacz i potem trawić dwa dni”. „To jest jakieś zaburzenie. Ja muszę trochę pocelebrować…”. „Noo, to nie mukbang”. „A to sekta jakaś?”. „Nie, po prostu nagrywasz, jak wchłaniasz, a potem tysiące cię śledzą”. „Ok, no zaburzenie”. „Może, ale daje satysfakcję”. „Jaką?!”. „Oni są tacy fajnie, łapiesz, nieludzcy”. „Hm”. „Takie blade potworki. Zero mimiki. Tylko sprzątają te góry żarcia”. „A jak im zabraknie?”. „To się za nas zabiorą, haha”. „Przestań!”.

Park Promenady, ławki. Na sąsiedniej starszy z papierosem i książką w oprawie introligatorskiej. Dostrzegł, że popatruję. Cudowna podróż. „O, jak miło”. Spojrzał smutno: „Czytam, gdy zastanawiam się, co mnie tu trzyma”. „W Warszawie?”. „Nie, w życiu”. „Aha”. „Rano doszedłem do wniosku, że odpowiedzialność za to, co oswoiłem”. „Hehe, Mały Książę”. „Sam bym do tego doszedł. Dokarmiam kota, niedaleko. Mamy magnetyczną więź. Ale bolesną”. „Dlaczego?”. „Nie chce ze mną do domu. A żyć beze mnie – też nie”. „Kiepsko”. „Nie mam nikogo innego. Mówię mu: »Bury, zlituj się, żyjmy razem«, ale on jest dziki i kluczy”. „Uhm”. „Na żadnej mi tak nie zależało jak na tym kocie. Okrutnie jest być niepotrzebnym”. „Owszem”. „Czyjaś potrzeba musi nas dotknąć”. „Szturchnąć nosem”. „A tak”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Grzejnik nie słucha