Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Prawdy znikąd

Prawdy znikąd

26.06.2016
Czyta się kilka minut
Sześć głównych prawd wiary, których nauczane jest każde katolickie dziecko w Polsce, od pokoleń zniekształca naszą wiarę i fałszuje obraz Boga. Skąd się te formuły wzięły i dlaczego nadal się nimi posługujemy?
Spowiedź dzieci przed mszą rozpoczynającą rok szkolny, Lublin, 3 września 2012 r. Fot. Tomasz Rytych / REPORTER / EAST NEWS
B

Bardzo długo Kościół głosił wiarę ulepioną z lęku. Wszystko obracało się wokół paradygmatu winy i kary, zamiast rozwoju i pełni” – tak mówił o. Ermes Ronchi podczas marcowych rekolekcji w Ariccii pod Rzymem. Po drugiej stronie, wśród uczestników, zasiadł papież Franciszek i jego najbliżsi współpracownicy. Usłyszeli wówczas od włoskiego zakonnika, że z lęku rodzi się „chrześcijaństwo smutne i Bóg bez radości”, a ich zadaniem jest wyzwolić wiernych z lęku przed Bogiem. Skąd jednak bierze się ten lęk?


"Zrezygnujmy w katechezie z sześciu prawd wiary" - mówi w wywiadzie w najbliższym numerze "Tygodnika Powszechnego" bp Antoni Długosz.

"Dawniej w nauczaniu religii działał system: pytanie–odpowiedź, wyrażony w terminologii wymyślonej przez teologów. I to było straszne. Dzisiaj opieramy się na Biblii".


Podczas tegorocznego Zjazdu Gnieźnieńskiego poruszenie (a nawet kontrowersje) wzbudziło świadectwo Tomasza Budzyńskiego, muzyka, poety i malarza. „Odszedłem od Kościoła, bo nie słyszałem dobrej nowiny” – mówił Budzyński. „Widziałem Boga jako potężnego starca z wielką pałką. Słyszałem tylko moralizm. Słyszałem, że Pan Bóg za dobre wynagradza, a za złe karze. W takiej sytuacji Bóg mnie skarze, bo ja jestem zły”. Budzyński na wiele lat odszedł od Kościoła. Wrócił, kiedy usłyszał dobrą nowinę. Jednak ta zła nowina, którą głoszono mu wówczas, nie wzięła się znikąd, nie była też tylko jednostkowym wypaczeniem. Przyczyniła się do tego między innymi jedna z formuł, które w polskim Kościele uważane są przez wielu wiernych za fundament nauczania Kościoła powszechnego – jedna z tak zwanych sześciu głównych prawd wiary. Ale czy faktycznie są one takim fundamentem?

Lęk przed sędzią

W pierwszokomunijnym modlitewniku pt. „Kocham cię, Jezu”, wydanym w 2014 r. przez Wydawnictwo Św. Wojciecha, znajduje się rozdział pt. „W co wierzymy i według czego mamy postępować”. Na początku rozdziału nie znajdujemy Credo, Dekalogu czy ośmiu błogosławieństw. Rozpoczynają go „Główne prawdy wiary”, sformułowane w następujący sposób:

1. Jest jeden Bóg.
2. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze.
3. Są trzy Osoby Boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży, Duch Święty.
4. Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia.
5. Dusza ludzka jest nieśmiertelna.
6. Łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna.

Porozmawiałem z kilkunastoma osobami w różnym wieku, z różnym wykształceniem. Byli wśród nich zarówno zaangażowani katolicy, księża, teologowie i katecheci, jak i osoby, które dawno już odeszły od Kościoła. Wszyscy pamiętali, że uczono ich „sześciu głównych prawd wiary”.

Jeden z moich rozmówców, teolog i filozof Cezary Gawryś, publicysta „Więzi” i jej były redaktor naczelny, usłyszał o „prawdach” pierwszy raz podczas katechezy 60 lat temu. – Te sześć prawd wiary wykułem na pamięć – mówi. – Uważam, że uczenie się takich formuł ma sens, bo człowiek wraz z praktyką pogłębia je i rozwija. Ale już wtedy coś mnie niepokoiło. Wizja, którą otrzymałem, to była wizja religijności moralistycznej. Owszem, jest jeden Bóg – ale już za chwilę okazuje się, że jest „sędzią”. Bóg staje się przede wszystkim stróżem moralności.

Sformułowanie „główne prawdy” nie pozwalało na wątpliwości. Anna Orlicka, katechetka z Wolina, jest młodsza od Gawrysia o niemal 40 lat, jednak ma podobne wspomnienia: – Miałam poczucie, że to jest bardzo ważne nauczanie, i jednocześnie się tego „sędziego” bardzo bałam. Bardzo mocno nam to wkładano do głowy. Dziś także uczymy dzieci o tych prawdach, ale one są wprowadzane bardziej łagodnie.

Gdy przyjrzymy się bliżej tym formułom, wątpliwości rosną. Chodzi tu nie tyle o prawdziwość poszczególnych prawd, ale ich taki, a nie inny układ. Wydaje się, że zestaw określany jako „główne prawdy” powinien być możliwie pełny i powinien odzwierciedlać to, co najważniejsze w nauce Kościoła. Owszem, Pismo Święte mówi w kilku miejscach, że Bóg jest sędzią. Mówi jednak także, że Bóg jest miłością, światłością, drogą, prawdą i życiem. Mówi, że Bóg jest wszechmocny, że jest potężny, że jest duchem. Czemu więc zbiór prawd skupia się na roli sędziego? Inne formuły też pobudzają do zadawania pytań. Skoro wszystko rozgrywa się na sądzie, to jaka jest rola łaski? Syn Boży umarł na krzyżu dla naszego zbawienia – i co dalej? Dusza jest nieśmiertelna – a co z ciałem?
Oficjalną wykładnią powszechnej doktryny wiary jest Katechizm Kościoła Katolickiego (potocznie mówi się o „niebieskim katechizmie”), opracowany przez Kongregację Nauki Wiary pod przewodnictwem ówczesnego jej prefekta, kard. Josepha Ra- tzingera, wydany po raz pierwszy w 1992 r. Jednak zarówno w samym Katechizmie, jak i w jego Kompendium, próżno szukać „sześciu głównych prawd wiary”, przynajmniej w takim układzie. Czy zestaw ten należy więc do nauczania Kościoła powszechnego?

Historia i problemy

Tematem zajął się jeden z moich rozmówców, dyrektor Instytutu Ekumenicznego KUL, ks. dr hab. Sławomir Pawłowski SAC. – O głównych prawdach wiary pierwszy raz usłyszałem na katechezie w czasach szkolnych, a w seminarium – z ust nieżyjącego już ks. prof. Lucjana Baltera – mówi pallotyn. – On pierwszy podsunął nam myśl, że te prawdy są niepełne, że istnieją luki. Mówił wtedy przede wszystkim o braku głęboko chrześcijańskiej prawdy o zmartwychwstaniu ciała.

Ks. Pawłowski w sposób szczególny zainteresował się tematem, pisząc doktorat na temat hierarchii prawd wiary. Kierując się soborową wytyczną z dekretu o ekumenizmie „Unitatis redintegratio”, która mówi, że prawdy wiary mają swoją hierarchię zależną od ich powiązania z fundamentem wiary, przeanalizował miejsce tzw. sześciu głównych prawd wiary w tej hierarchii. Spróbował też dotrzeć do ich historycznej genezy.

Przed „niebieskim katechizmem” do najważniejszych należały katechizmy kard. Pietra Gasparriego z 1930 r. i Roberta Bellarmina z 1598 r. Jednak także one nie zawierają „sześciu głównych prawd wiary”. Oba wskazują na dwie główne prawdy – pierwsza dotyczy jedyności i troistości Boga, druga – wcielenia i męki Chrystusa (u Gasparriego także Jego śmierci).

Ks. Pawłowski prowadzi poszukiwania na temat historii „sześciu głównych prawd wiary”. Dotarł do polskich katechizmów z pierwszej połowy XX i z XIX w. Najstarszym tekstem, który zawiera sześć prawd wiary, jest krótki katechizm dla młodzieży, wydany w Wilnie w roku 1833 (dwie prawdy dotyczące nieśmiertelności duszy i konieczności łaski Bożej do zbawienia są tam oddzielone od pozostałych). Natomiast w zagranicznych katechizmach pallotyński badacz jak dotąd nie znalazł takiego zestawu formuł. Stawia więc hipotezę, że w rzeczywistości formuła „sześciu głównych prawd wiary” jest lokalną tradycją katechetyczną, co oznacza, że nie stoi za nią powszechny, kościelny autorytet papieża lub soboru, a jedynie lokalny autorytet biskupa lub konferencji biskupów zatwierdzającej dany katechizm. Można więc z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że „sześć głównych prawd wiary” to tradycja polska, nie zaś powszechna, światowa.

Nie byłby to problem, gdyby nie dwie kwestie. Po pierwsze – bardzo duża waga przywiązywana do zbioru „głównych prawd wiary”. We wspomnianym modlitewniku dla dzieci pierwszokomunijnych ten zbiór znajduje się przed Dekalogiem, a osiem błogosławieństw umiejscowiono na samym końcu rozdziału (Cezary Gawryś zwracał uwagę, że o błogosławieństwach w ogóle nie słyszał na katechezie jako dziecko). Większość moich rozmówców – nawet tych z wykształceniem teologicznym czy filozoficznym – nie wiedziała, jakie jest źródło zbioru „głównych prawd wiary”, a duża część była przekonana, że należą one do podstaw nauczania Kościoła.

Drugą kwestią są wspomniane luki i ich następstwa. Brak prawdy o zmartwychwstaniu ciała kształtuje wyobrażenia Polaków o rzeczach ostatecznych. Badania PBS DGA dla „Gościa Niedzielnego” z 2006 r. wskazywały, że niemal 27 proc. Polaków wierzy, iż po śmierci będą żyć jedynie ludzkie dusze.

Wierzących w zmartwychwstanie ciała było niewiele więcej, bo 34 proc. Wizja chrześcijańska, w której ciało i dusza są jednością, budzi zatem w wielu Polakach sprzeciw lub konsternację.

W „prawdach wiary” nie ma także ani słowa o zmartwychwstaniu Chrystusa – Wydarzenie Paschalne kończy się na Jego męce i śmierci. Myślenie tego typu – obecne nie tylko w owej „prawdzie” – ma konsekwencje. Specyficzny koloryt polskiej religijności od dawna jest powiązany z melancholijnym sentymentalizmem. Chrześcijaństwo często przybiera formę przeżywania porażki, na co zwracał już uwagę Tischner w „Chochole sarmackiej melancholii”.

I wreszcie omawiany na początku brak równowagi między sprawiedliwością a miłością czy miłosierdziem Boga. Tak naprawdę w „sześciu prawdach” obecna jest tylko ta pierwsza cecha – a przecież sprawiedliwość bez wszechmocy i miłosierdzia jest niepełna. Prawdę o Bogu jako sędzi pamiętało najwięcej moich rozmówców – zapada ona szczególnie w serce. Co więcej, zastosowane jest tu typowo rzymskie pojęcie „sędziego” jako wydającego wyrok. Mówi Krzysztof Hubaczek, doktor filozofii, autor książki „Bóg a zło”: – Sędziowie Izraela (hebr. shof- tim) nie byli przede wszystkim decydentami w sprawach sądowych, odmierzającymi dobro i zło linijką, ale sprawiedliwymi przywódcami, którzy ratowali swoich ludzi w czasach niebezpieczeństwa.

Sędzia w Izraelu miał być raczej świadkiem prawdy – miał oddzielać prawdę od kłamstwa, rzucać światło na sytuację, a nie stosować przepisy.

Sześć prawd w szkole

Mimo wszystkich tych problemów zbiór „sześciu głównych prawd wiary” nadal jest obecny w powszechnej świadomości katolików i w formacji wiernych. O ile obowiązująca obecnie, przyjęta w 2010 r. przez KEP podstawa programowa katechezy Kościoła Katolickiego nie wspomina bezpośrednio o „sześciu głównych prawdach”, o tyle znajdują się one w wydawnictwach i pomocach naukowych. „Sześć prawd” wymienia (przed Credo!) „Katechizm bierzmowanych”, wydany przez Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnię w Sandomierzu w 2013 r. Miejsce na ocenę za znajomość „sześciu prawd” zawiera dzienniczek dziecka pierwszokomunijnego „Przyjdź do mnie, Panie” (Hlondianum, Poznań 2015). Formułę tę kopiuje większość dostępnych modlitewników i małych katechizmów, a książka „Wypłyń na głębię... Refleksje dla kandydatów do bierzmowania” (Wydawnictwo M, Kraków 2001) zawiera wręcz określenie „najważniejsze prawdy wiary”. Konieczność znajomości sześciu głównych prawd wiary wyrażona jest w dostępnych w internecie zagadnieniach na egzamin do bierzmowania i wymaganiach wobec uczniów (np. jeden z systemów oceniania na rok szkolny 2015/2016 wskazuje, że „na ocenę bardzo dobrą uczeń zna modlitwy i mały katechizm: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Wierzę w Boga, (...) Sześć prawd wiary, Pięć warunków sakramentu pokuty, Anioł Pański”).

Lokalna tradycja nadal kształtuje umysły i serca katolików – niekoniecznie we właściwy sposób.

Fałszywy obraz Boga

Jezuita Karl Frielingsdorf jedną ze swoich książek poświęcił fałszywym, demonicznym wyobrażeniom Boga. Są one bardzo szkodliwe duchowo – a powstają, gdy jeden z aspektów wizerunku Boga zostanie „podniesiony do rangi absolutu”, lub wtedy, kiedy „jedna lub więcej części mozaikowego obrazu Boga traktowana będzie jako całość”. Rolą Kościoła jest więc zastanawiać się, czy w naszej formacji wyrażamy się o Bogu odpowiednio precyzyjnie. Czy nie przyczyniamy się do stworzenia fałszywego wizerunku. Taką refleksją należałoby objąć kopiowaną od lat formułę „sześciu głównych prawd wiary”. Być może dobrą drogą byłoby postulowane przez ks. Sławomira Pawłowskiego uzupełnienie tego zestawu o miłosierdzie i wszechmoc Boga, o zmartwychwstanie Chrystusa i zmartwychwstanie ciała. Może wtedy nareszcie usłyszymy w Kościele naprawdę dobrą nowinę, nowinę pozbawioną lęku. ©
 

Autor jest socjologiem, kierownikiem projektów badawczych, członkiem Zespołu Laboratorium „Więzi”. Wydał powieść biograficzną „G.K. Chesterton. Geniusz ortodoksji”.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Czyli jest tak, jak od dawna podejrzewałam - KRK w Polsce to jakaś lokalna odmiana, bardzo luźno powiązana teologicznie z właściwym Kościołem rzymskokatolickim. Najzabawniejsze, że ta regionalna pół-pogańska mutacja katolicyzmu uważana jest przez wielu jej przedstawicieli za jedyną prawdziwą, w kontraście do ześwieczczonych kościołów zachodnich :-)

do takich samych wniosków doszłam, kiedy zostałam matką chrzestną, z tą różnicą, że chrzest miał miejsce w Irlandii, w kościele rzymskokatolickim. Otóż okazało się, że nie musiałam przedstawiać żadnego zaświadczenia, że jestem ochrzczona, wystarczyło oświadczenie mojego brata, że jesteśmy katolikami. Ponadto nie musiałam przedstawić zaświadczenia o odbytej spowiedzi. Ojcem chrzestnym był przyjaciel mojego brata - ewangelik. Wystarczyło, że jest chrześcijaninem, tzn. nie został ojcem chrzestnym lecz świadkiem chrztu, ale czynił dokładnie te same powinności co ojciec chrzestny. Ten chrzest pamiętam jako uroczystość pełną szacunku, zaangażowania księdza (irlandzkiego) i RADOSNĄ! Dotąd pamiętam wszystko, mimo że upłynęło już parę lat. Dodam też, że nie ma tam zwyczaju kolędowania, nikt więc nie czyni potem trudności przy udzielaniu sakramentów, że ktoś księdza w domu nie przyjął. Ten sam Kościół... a jakież różnice.

Jako osoba wychowana w tzw. domu katolickim, która po latach wewnętrznych dyskusji i męczarni z tym związanych doszła pewnego dnia do punktu, w którym trzeba było sobie powiedzieć prawdę: "nie wierzysz w Boga; Boga nie ma!", i nauczyć się z tym żyć, komentowany tutaj tekst jest szalenie ciekawy. I utwierdza mnie w tym nastawieniu, że pomimo odejścia od wiary, nie chcę, nie warto zrywać z Kościołem tak do końca, przynajmniej dopóki są w nim ludzie tacy jak w Redakcji TP, jak ks. Boniecki i jego uczniowie. A że polski KK jako całość oddalił się od chrześcijańskich źródeł - to dla mnie rzecz oczywista. Pod wpływem takich konstatacji jakiś czas temu napisałem wiersz o Jezusie, którego bardzo lubię zresztą, że zszedł z krzyża i wyszedł z kościoła, bo miał dość drętwej mowy kaznodziejów, i poszedł na manifestację lewicowej młodzieży, gdzie upominano się o prawa dla mniejszości i empatię dla uchodźców, czy coś takiego. Legenda takiego właśnie Jezusa - młodego Mistrza z Nazaretu, jest mi szalenie bliska. A takiego Jezusa nie pamiętam z kościoła, gdy jeszcze do niego chodziłem. Dzisiaj żałuję, że tak późno odszedłem od Kościoła, bo zanim to nastąpiło, zdążyłem moim dzieciom namącić w głowach, i choć one, dziś dorosłe młode kobiety, i tak doszły same, szybciej niż ja, do wniosku, że wiara w Boga to nie ich świat, to jednak do końca się z tego wszystkiego nie wykaraskały: tata pozostał w ich oczach głosicielem boga "sprawiedliwego", czyli takiego, którego należy się bać. Tego żałuję. Ale nie jestem pozbawiony wrażliwości na duchowość, i nie wykluczam, że istnieje nawet niezliczona ilość bogów - tylu mianowicie, ile jest istot we Wszechświecie, które w niego wierzą. Problem powstaje dopiero wtedy, gdy ktoś próbuje narzucić swojego boga innym, jako jedynego lub najlepszego.

Z dziećmi mam podobnie - za największy błąd wychowawczy uważam ochrzczenie ich w niemowlęctwie i oddanie w ręce kościelnej machiny brutalnej katechetycznej indoktrynacji. Ja wiem, ile czasu i wysiłku kosztowało mnie samego choćby zgrubne oczyszczenie się ze złogów ładowanej mi przez kościół i rodziców łopatami do głowy głupoty i strachu, dlatego posypuje głowę popiołem przed dziećmi, mea culpa, i robię co mogę by je z tego obrzydliwego błocka wyciągnąć. Duchowość? czuję się jak ryba w wodzie czytając Kena Wilbera, Willigisa Jaegera i teksty dawnych mistrzów zen.

lema sabath-ani.

świadkiem chrztu nie-katolikiem można zostać i w Polsce, jeżeli chrzestny/a jest katolikiem/czka. Tyle mówi teoria i KPK, jak to wygląda w praktyce polskiej parafii, nie wiem, chociaż przynajmniej jedna parafia na Śląsku wydaje się to akceptować :-) http://www.urbanowice.parafia.info.pl/?p=main&what=101

...że Ewangelia, to Światło, a nie Prawa. I choć już pisał to Apostoł bez mała 2000 lat temu, a Reformator powtórzył to ze 500 lat temu, że wypełnieniem Prawa Bożego(danego przez Mojżesza)jest miłość pokazana ofiarą Krzyża; to tak się stało, że w Kościele pojawiło się niejako wtórne prawo-Prawo Kanoniczne. Chrześcijańska wolność dzieci Bożych, w opinii wielu braci w wierze, musiała być niejako uzupełniona zewnętrznym rygorem, by pewien układ mógł funkcjonować.Wpisywało się to w świecki układ korzystania z owoców społecznej pracy, niewspółmiernej do wkładu tejże pracy, w ramach społecznego przywileju. Dla niektórych, także w Polsce, ten przywilej, to istota " katolickiej tradycji" i wzorzec "świętego porządku społecznego". Ale świetość Kościoła Chrystusowego nie polega na funkcjonalnej sprawności w ramach hierarchicznej struktury, tylko na relacji miłości i wzajemnej ofiarności.Nakazowo-rozdzielczy sposób sprawowania posługi duchowej przez kościół hierarchiczny w Polsce, jest spuścizną utrwalonego historycznie niewolnictwa. Co prawda pańszczyźniane niewolnictwo chłopów w Polsce, nie było bardziej perwersyjne, jak niewolnictwo kolorowych w czasach kolonialnych, czy proletariatu(lub dzisiejszego prekariatu) pod jarzmem kapitału . Ale od "katolicko-maryjnego" narodu, który pretenduje do roli "chrześcijańskiego przedmurza", można by oczekiwać większej ortodoksji katolickiej: bliska rocznica 500-lecia Reformacji, może być inspiracją dla skorygowania tej katechetycznej heterodoksji "Głównych prawd objawionych"

Ochrzczeni zostaliśmy bez naszej woli czy nawet świadomości, potem indoktrynowani przez lata na fundamencie strachu przed wiecznym potępieniem i kotłem z wrząca smołą. Uczono nas posłuszeństwa kapłanom, a nie miłości bliźniego. Strach jest Panem naszych dusz, choćbyśmy nie wiem jak temu zaprzeczali - wytatuowano nim nasze mózgi. I nie jest to strach bojaźni Bożej - jest to najzwyklejsze prymitywne narzędzie panowania nad nami. Kościół rzymskokatolicki. Wiele innych ma podobnie. +++ Jakiś czas temu spojrzałem nań z boku - i zobaczyłem pokraczną hybrydę Pychy, Kłamstwa, Obłudy, Hipokryzji, Chciwości, Występku, Bałwochwalstwa. Od tego czasu już się go nie lękam - co najwyżej śmieszy mnie lub wkurza. Czuję się jakbym zrzucił ze swych barków wór pełen kamieni. Lekkość bytu, radość istnienia. Już nie jestem marnym pyłem - jestem Człowiekiem. No wreszcie, kurna...

...ostatniej jego chwili-w momencie jego nieuchronnego końca. Bo gdy będzie to perspektywa zejścia w otchłań niebytu-wkurzenie "na ludzki los" będzie bezdenne.I będzie to wór kamieni, bez nadziei pozbycia się go-gdy nie perspektywy Syna Bożego Odkupiciela. Epikurejska "pociecha" też tu niewiele pomoże, bo w myśl Leibniza, że zawsze jest jakieś coś, także i nas dotyczy meta-fizyka "non omnis moriar". Więc chyba lepiej coś w życiu (w trakcie czasu) zainwestować w perspektywę pozytywnej nieskończoności-Boga osobowego, który jest ponad czasem, a my wraz z nim. I lepiej, by to było świadomie, niż przeciw-świadomie w odrzuceniu Boga. A Kościół reprezentuje obiektywne istnienie Boga,pomagając naszej świadomości wyjść poza świat fizyczny.

No widzisz, a ty mnie znowu chcesz straszyć. NIE DZIAŁA, panie Nejno...;))

W średniowieczu ludzie powtarzali: memento mori. I przecież nie chodzi tu o jakiś psychologiczny masochizm, tylko o realizm najpewniejszego faktu naszej egzystencji. To właśnie w instynktownej ucieczce od niebytu, człowiek odkrywa abstrakt, jako formę istnienia ponadczasowego. Tą trudną drogę intelektualnego rozwoju człowieka prof. Kazimierz Dąbrowski nazwał "dezintegracją pozytywną".

A tak niedawno pewien papież donośnym głosem nawoływał: nie lękajcie się!... Będę wspominał Sz. Pana w modlitwach o uwolnienie.

...

Jest taki słynny "zakład Pascala" który mówi, że opłaca się "parę groszy" zainwestować w biznes, który być może - a kto wie - przyniesie wieczność, chóry anielskie, hurysy itepe. To tak jak z totolotkiem - każdy niby wie, że nie wygra, ale się łudzi i mówi "a co mi szkodzi te 5 złotych..." (oczywiście totolotek jest o niebo /nomen omen/ uczciwszy, bo jednak ten jeden na kilka milionów...). Otóż ogół, powtarzam OGÓŁ tzw. wierzących drepcze do kościoła na tej właśnie zasadzie - a co mi szkodzi. 5 zeta na tacę, ewentualnie spowiedź, i do domu - dalej po swojemu, ewangelie i Jezusowe nauki mając de facto w nosie. Ci ludzie nie są egzystencjalnym lękiem przed unicestwieniem gnani do kościółków - ich tam kieruje strach realny, wbity w ich mózgi już przez katechetkę w przedszkolu i dalej, a potem ugruntowywany przy każdej okazji przez kler. I proszę mi nie mówić, że to nieprawda, że ludzie wierzą głęboko itepe - bzdury. Takie są jednostki, zupełne wyjątki od reguły. OGÓŁ. I żaden z nich albo zupełnie nieliczni sami by to wymyślili, te kościółki, te celebry, bożki i diabełki - tak zostaliśmy w y t r e s o w a n i. Otóż w Pańskiej wypowiedzi już nie echo pascalowskie pobrzmiewa, ale kwintesencja tej filozofii brzmi donośnie. Taki niby intelektualny wywodzik - a tu masz, chłopek roztropek, lisek chytrusek, drobny geszefciarz jak słoma z butów z niego wychodzi... "chyba lepiej coś w życiu zainwestować w perspektywę...". No jasne. Inwestuj Pan. Szczęścia życzę w losowaniu. Dla mnie takie zachowanie i argumentacja są równie żałosne, jak obrzydliwe. Żałosne, bo mizerię ludzkich słabości i naiwności obnażają, zaś obrzydliwe - bo kształtowane rękami obłudników i cynicznych oszustów stają się narzędziem w walce o władzę i pieniądze, i niosą się z pokolenia na pokolenie jak skaza nowotworowa na genotypie. Wszystko.

...to już tylko krok od schiz(m)y-oddzielania się od innych na podstawie urojeń nie mających wiele wspólnego z rzeczywistoscią

Świetny tekst. Najtrudniej zakwestionować jest to, co wydaje się oczywiste. Z wielkim zainteresowaniem czytałem pracę ks. S. Pawłowskiego i żałuję, że nie zająłem się tym tematem. O tej kwestii wspomina również E. Bianchi w książce Lo scandalo della misericoria - co oznacza, że te prawdy są znane nie tylko w lokalnym Kościele polskim.

.

"Chrześcijaństwo przybrało już formę przezywania porażki" to prawda ale przecież każdy jest kowalem własnego losu, każdy ma możliwość wyboru, i pobliczne wylewanie frustracji jest niestety tylko przejawem braku panowania nad własnymi emocjami.... Czy to takie trudne mieć własne zdanie jednocześnie szanując opinie bliźniego... Czy krzyk i frustracje nie są przejawem lęku...

No właśnie z tym wyborem jest problem. Zostaliśmy jeszcze w dzieciństwie niemal wszyscy, bez pytania o zdanie, wtłoczeni w tryby religijnej machiny indoktrynacyjnej. Dokonano na nas typowego, doskonale znanego z psychologii zabiegu masywnego prania mózgów. Po czymś takim trudno mówić o wolnej woli, o możliwości wyboru. Krzyk i frustracje to reakcje obronne zniewolonych umysłów, wołanie o zaprzestanie hekatomby ludzkich sumień łamanych kołem kościelnego dyktatu.

Na początek zgodzę się, że te 6 prawd można by uzupełnić. Zwłaszcza o prawde o zmartwychstaniu Chrystusa. Dwa, dzieki za przytoczenie że ktoś wysledzil pochodzenie tych prawd, ze to cos specyficznego dla Polski. Tyle pochwal. Z artykułu wynika nie prawdziwa teza, ze Kościół w Polsce nie głosi Dobrej Nowiny, dobrej czyli radosnej, tylko glosi złą nowiną -smutną. Że Bóg karze (nawiasem jest to powielokroc potwiedzone w Biblii i nie ma sensu temu zaprzeczać). Ktoś kto ie zna sytuacji w Polsce i czyta ten artykuł musi nieodparcie wyciągnąć wniosek, że w Polsce NIGDY nie mówi się o miłosierdziu (nie ma Łagiwenik, nie było Faustyny) NIGDY nie mówi się że Bóg jest MIŁOŚCIĄ, NIGDY nie mówi się o zmartwychwstaniu. Artykuł jest tak napisany jakby Kosciol Polsce zajmowal się tylko tymi szescioma prawdami i jakie to jes straszne i niesprawiedliwe, można odnieść wrażenie że ksieża nic innego nie robia tylko głoszą z ambon wyłącznie sześć prawd wiary. I moralizują. Śmią przypominać że coś jest złe i katolik nie może tego robic. Ja tymczasem mam wrażenie że zdanie "Bóg jest miłością", że jest miłosierny, że Bóg mnie kocha takiego jakim jestem i cieszy się KAŻDYM moim gestem (grzechem smiertelnym też???) słyszę w każdym kościele co niedziele odmieniane przez wszystkie przypadki. O piekle, o możliwości potępienia wiecznego, o tym że duszą również w czyścu doznają dużych cierpień nie słychać prawie w ogole. Tak więc katolik to, że Bóg jest Sędzią często po raz ostatni ma szansę jasno usłyszeć na Komunii czy bierzmowaniu. Własnie z tego wrednego katechizmu polskiego. Z kontekstu artykułu wnoszę też że autorowi choc nie przyzna tego wprost być może zależy na dokładnie takim samym redukcjonizmie jaki można by zarzucić katechizmowym 6 prawdom wiary, tylko z odwroconym wektorem. Bóg to jest taki fajny gościu co Cie kocha, taki odjechany zajefajny Kolo co poklepie Cie po plecach. I zawsze zaakpceptuje. Zwłaszcza jesli jesteś "inny". Ale bron Boże inny w znaczeniu "tradycjonalista" ale w znaczeniu gej, trans z obciętym, lesbijka i tak dalej. Potępienie? o nie Bóg, jak już to potępisz sie sam, ale pieklo jest przecież puste, poszukaj bracie innych artykulow o tym w Tygodniku. Takimi artykułami pokazujecie (szerzej do redakcji TP) że zależy Wam aby było tak jak na zachodzie. Tam praktykuje 5 do 10 % wiernych. Tam już skutecznie wyrugowano pojęcie grzechu, Sądy, możliwej kary. Efekt? I wszyscy, bez spowiedzi (przecież jest rozgrzeszenie generalne, prawda? dlaczego ten nasz chory polski Kosciol jest tak zacofany i propaguje stresującą spowiedz uszną? jakim prawem torturuje wiernych???), idą do Komunii. Rzeczywistym problemem polskiego Kościola jest to że nie zachowuje on Nauki Wiary w niektórych punktach, że uważa że Kościol Chrystusa to coś znacznie szerszego niż Kosciol katolicki ( vide list KEP na 1050 rocznice z listopada 2015)a to jest potepione, także przez posoborowe dokumenty Kościoła (Mysterium Ecclesiae, 1973, Dominus Iesus, 2000). Problemem polskiego KK jest bylejakość liturgiczna i chowanie głowe w piasek jak trzeba napomnieć politykow. Albo oglosic na nich w wymaganych przypadkach anatemę (anatema sit to formuła św. Pawła jakby ktoś nie wiedział, wiec jest 100% biblijne, a nie sredniowieczno zacofane). Problemem polskiego KOsciola jest abp Michalik który robi za konserwatyste a chwali calowanie Koranu. Ale też abp Nossol który odrzuca naukę o jedności Koscioła. Ludzie Kościoła powinni wrócić do biblijnej i tradycyjnie katolickiej nauki i popierać karę śmierci. Nie tylko dla morderców, ale też np. dla pedofili - recydiwistów, w tym oczywiście osob duchownych. Tylko tak to zło zostanie wyplenione.

No dużom znosił w życiu z powodu kościoła i znieść jeszcze mogę, ale powyższe wynurzenia są po prostu obrzydliwe. I to jest ten sam kościół niby co Franciszkowy. Szanownego Pana wizja to kryptosatanizm jakiś. A co najmniej herezja.

Proszę szanownego Pana o konkrety. Gdzie napisałem nieprawdę? Oszczercze oskarżanie bliźniego o kryptosatanizm to niesłychanie ciężki kaliber zarzutu. Pan nasz, Jezus Chrystus rzekł: Kto by rzekł swemu bratu "bezbożniku" podlega karze piekła ognistego... Proszę ważyć słowa. Nawet w internecie. Bóg będzie nas sądził także z tego co robimy w internecie. Może Pan sobie uważać że jestem zbyt radykalny, ale nie może Pan nie popadając w grzech oszczerstwa (który zawsze trzeba bliźniemu zadośćuczynić samo wyznanie na spowiedzi to za mało) bezpodstawnie nazywać mnie satanistą. Bo "kryptosatanizm" to w istocie satanizm. Czyli oskarża mnie Pan, że tak naprawdę czczę szatana. Jest to naprawdę dla mnie bardzo przykre i piszę to bez najmniejszej choćby ironii. Rozumiem, że dla Pana w ogóle katolicy Tradycji, tzw. "przedsoborowi" to kryptosataniści? Gratuluję, tu już pozwole sobie na nutkę ironii, Tygodnikowi Powszechnemu prawego i jakże ewangelicznego Czytelnika. Ale Darski "Nergal" drący Biblię, bluźniący - to oczywiście ok, bo x. Boniecki rzekł. Mam prawo do takiej a nie innej oceny artykułu. A Franciszek który jak wnoszę z Pana słów stanowi dla Pana jakiś wzór, niestety promuje łamanie szóstego przykazania w Amoris Laetitia (z adhortacji pośrednio ale i tak dobitnie wynika, że jako rozwodnik można współżyć z niewiastą w nowym związku cywilnym wciąż mając ważnie poślubioną żonę i chodzić do Komunii Świętej, i trwać w tym stanie na zawsze) nie wykonuje swojego urzędu w sposób ewangeliczny i trzeba się za Niego modlić. Dużo modlić. Jeśli ktoś jest za łamaniem 6 przykazania to z pewnością nie wypełnia woli Bożej. I znowu: mam prawo do takiej a nie innej oceny pontyfikatu tego Papieża jeśli w swoim sumieniu i za pomocą rozumu widzę, że zwalcza to w co w Kościele zawsze wierzono. Mam jako wierny Kościoła katolickiego prawo do takiej oceny zgodnej z moim sumieniem nawet jeśli prawdą jest, że jestem największym z grzeszników.

No wszystko o poglądach Szanownego Pana mogę powiedzieć prócz tego, że są one odzwierciedleniem ewangelicznych nauk Jezusa z Nazaretu. Kto się dopomina kary śmierci, kto zło myśli złem wyplenić - nie może być nazwany głosicielem dobrej nowiny, a raczej sługą Szatana. I proszę mnie nie epatować przykładem Nergala - Szatan to ponoć największy z upadłych aniołów, nie posądzajmy go o brak inteligencji, o dziecięcą naiwność i głupotę. Może Sz. P. wykrzykiwać do woli o swych modlitwach itede - wszak poglądy które głosi bliższe są diabłu niż Jezusowej Ewangelii. To, że pod latarnią najciemniej to mądrość ludowa która z obserwacji życia się wzięła. +++ Opcja druga, dla Sz. P. być może atrakcyjniejsza: kto nauki papieskie odrzuca, tego zwie się heretykiem i ekskomuniką jest zagrożony. Sz. P. czyni to expressis verbis, wprost i bez wahania. Obędę się tu bez ironii - uważam, że nawet, a może w szczególności heretycy moga i powinni TP czytać. +++ Zaś co do sądów Bożych, potępienia itepe uprzejmie informuję, że mnie owe lęki nie dotyczą - te miewa się wszak wyłącznie w głowie, u mnie ich Pan nie znajdzie. +++ Sugeruję jeszcze raz przeczytać Ewangelie, mając na uwadze słowa psalmisty: „Słysząc głos Pana, serc nie zatwardzajcie” Ps 95,8. Radze zwrócić uwagę na fragmenty o faryzeuszach, o miłości bliźniego, o błogosławieństwach, o cudzołożnicy, o spotkaniu Jezusa z jawnogrzesznicą itepe. +++ Będę Szanownego Pana polecał w modlitwach miłosierdziu Bożemu. Z Panem Bogiem.

Czytając Pana komentarze mam wrażenie że jest Pan owładnięty czy zafiksowany na punkcie tzw. katolicyzmu otwartego i to w wersji mocno rozwodnionej który z prawdą ewangeliczną ma niewiele wspólnego. Wie Pan czytam Biblię i właśnie m.. in. ona utwierdza mnie w przekonaniu, że obecny kierunek w jakim idą ludzie Kościoła nie jest dobry. Na przykład wyobraża Pan sobie, że sędziowie Izraela kontaktują się z Filistynami, Moabitami czy Fenicjanami aby wezwac ich do Jeruzalem i namówić by gorąco zanosili modły do Baala, Kemosza czy Dagona o pokój lub o pomyślność zbiorów??? Że robią to Apostołowie? Czy wynika coś takiego chocby implicite w zarodku z kart również Nowego Testamentu? Co czuł św. Paweł widząc bożki na areopagu? Kościół przez przeszło 19 stuleci coś takiego kategorycznie potępiał. I słusznie- bo zgodnie z Biblią i własną Tradycją. Ale wrócę do tematów wcześniej poruszonych. Odniosę się w punktach 1) Nie ma Pan pojęcia czym jest herezja. Otóż jest to dobrowolne odrzucanie Objawienia Bożego (zwykle jakiejś jego części, jakiegoś aspektu, a nie całego Objawienia) zawartego w Piśmie lub Tradycji, a nauczanym bądź uroczyście przez Magisterium Kościoła: Papieża lub Sobór (Magisterium nadzwyczajne) bądź na zasadzie Magisterium powszechnego zwyczajnego. To nie jest po prostu niezgadzanie się z jakimikolwiek naukami papieskimi lub wywiadami których udziela. Bo jeśli dalej się będzie Pan przy tej śmiesznej definicji upierał to nie omieszkam tu niejako przyprzeć Pana do muru: nie ma Pan wyjścia jak uznać że redakcja Tygodnika Powszechnego jest złożona z heretyków albowiem tzw. linia redakcyjna tego pisma też odrzuca sporo, naprawdę sporo nauk papieskich, z różnych czasów (choćby Magisterium Piusa IX) czy też współczesnych dalej obowiązujących (Paweł VI, Humanae vitae). W gruncie rzeczy najnowsza historia Tygodnika powszechnego to w dużej mierze raz częściej raz rzadziej powracająca redakcyjna krucjata na rzecz gumki i pigułki. A więc odrzucanie nauk papieskich. Czyli herezja i zagrożenie ekskomuniką. 2) Ma Pan swego rodzaju faraonowo-orientalny obraz Papieża (względnie można ten obraz nazwać bardziej współcześnie „pierwszo-sekretarzowym”) całkowicie a-katolicki. Ja Panu mówię konkret: Papież pozwala w pewnych warunkach na cudzołóstwo. Powołałem się na konkretny dokument. A po Panu to, kolokwialnie mówiąc, spływa, no olewka totalna, bo przecież Papież powiedział… Ręce opadają. Czy Papież stoi ponad przykazaniami Bożymi ??Jeżeli pozwolenie na nieprzestrzeganie w pewnych okolicznościach 6 przykazania nie robi na Panu wrażenia, że coś jest z tym nie tak to trudno tu będzie dalej dyskutować, bo najwidoczniej Panu to odpowiada, to papieskie „pozwolenie”. Podejrzewam też, że ten faraonowo-orientalny stosunek do Biskupa Rzymu jest spowodowany nie jakimś nabożnym szacunkiem do Urzędu Następcy św. Piotra lecz po prostu chodzi Panu zwyczajnie o o s o b ę , t ą k o n k r e t n ą j e d n o s t k ę, osobę Papieża z Argentyny. Po prostu taki Papież Panu pasuje. Taki Papież = głoszący taki a nie inny zestaw przekonań i idei. Przypuszczam (tylko przypuszczam, nie wyrokuję),że jeżeli kardynał Muller, Burke, Sarah czy inny wielki konserwatysta zostanie Papieżem i zacznie mówić twarde ewangeliczne tak tak nie nie, porzuci brylowanie w samolotach i powróci do nauki wywołującej reakcję "trudna jest ta mowa, któż może jej słuchać?" wycofa Amoris Laetitia, ponowi nauczanie Jana Pawła w sferze moralnej to nie sądze by dalej traktował Pan samo niezgadzanie się z takim Papieżem-reakcjonistą jako od razu herezję i powód do ekskomuniki. Sam jestem ciekaw jak rzecz się ma z Pańskim zgadzaniem się z Papieżami z XIX i pierwszą połową XX wieku. 3) Kara śmierci. Pański pogląd jest humanistyczno-świecki, ale z pewnością nie jest on ewangeliczny, chrześcijański, biblijny czy katolicki. Czy Biblia jest diabelska? Czy katechizm Jana Pawła II jest diabelski? Czy św. Tomasz z Akwinu był czcicielem diabła Pana zdaniem? Św. Augustyn również? Czy Pan się w ogóle zastanawia siedząc nad klawiaturą i pisząc jakie są konsekwencje Pańskich tez? Bo zakładam że Pańska teza ma dla Pana charakter ogólny (w Pana przypadku teza brzmi kara śmierci=diabelstwo) i zawsze i wszędzie w stosunku do każdego ak właśnie by ją Pan sformułował, a nie że teza ta jest tworzona na potrzeby dowaleniu jakiemuś wrednemu Malickiemu „kryptosataniście”. Jeśli zaś ma charakter ogólny to Biblię, KKK, św. Augustyna, św. Tomasza cały zastęp Doktorów i autorytetów trzeba nazwać kryptosatanistami. Bo eddiepollo dixit. Dziwne to w sumie przecież dobrze Pan wie (albo się domyśla) czytając moje zapatrywania w tej materii, że nie ja pierwszy je wymyśliłem. Rozumiem chwilowy szok po przeczytania informacji że jestem za karą śmierci również w przypadku recydywistów pedofilów. To już sfera opinii, nie faktów. Jej podzielać zatem nie trzeba , ale fakty są nieubłagane: Biblia - Tu już musi Pan mieć pretensje do Pana Boga. Mała uwaga – nawet jeśli jest Pan Marcjonitą i odrzuca ST (a jestem pewien że tak nie jest) to i tak problem pozostaje - w Nowym bowiem Testamencie mamy następujące dane: Dobry Łotr który rzekł, że czymś bardzo sprawiedliwym jest skazanie go na śmierć za jego ciężkie przewinienia przeciw czemu Jezus nie zaprotestował, tylko obiecał Niebo za okazaną skruchę. Jest też śmierć oszustów Ananiasza i Safiry w Dziejach Apostolskich. I wreszcie Katechizm Jana Pawła II który mimo wszystko dopuszcza karę śmierci. Jedynym argumentem dla Pana są wyłącznie prywatne, całkowicie niebiblijne poglądy Franciszka, który bezpodstawnie (tzn. bez dowodu) twierdzi że 5 przykazanie ma wymiar bewarunkowo absolutny tzn. dotyczy jednakowo dobrych i złych, winnych i niewinnych. Jest to nieprawda, Papież nie stoi ponad Panem Bogiem. Zresztą Papież de facto zarzuca Panu Boga łamanie swojego własnego przykazania, przecież chyba zna Pan Stary Testament i trudną nieraz dla nas ludzi XXI wieku do pojęcia wolę Bożą by unicestwić np. Amalekitów. Na koniec mała uwaga: Przykazanie 5 brzmi w masoreckim tekście Biblii „nie morduj” (w domyśle nie morduj ‘niewinnego’, nie przelewaj kriw niewinnej) a nie „nie pozbawiaj życia” czy neutralne „nie zabijaj”. W innym wypadku obrońcy z Września ’39 czy powstańcy warszawscy też niezwykle ciężko grzeszyli zabijając Niemców. Izraelici grzeszyli zaś z namowy samego Boga. Wymiar absolutny to absolutny. Albo Franciszek nie wie co mówi albo wie i robi to celowo. Tak czy inaczej stanowisko Papieża w sprawie 5 przykazania prowadzi do odrzucenia jakiejkolwiek formy wojny, nawet obronnej, a także do negacji samoobrony koniecznej przed napastnikiem. Absolutny znaczy absolutny. 4) Miło, że Pan przywołuje wersety o cudzołożnicy czy faryzeuszach. Cudzołożnicy, SKRUSZONEJ cudzołożnicy, Pan Jezus zabronił dalej grzeszyć. Franciszek w tzw. „wyjątkowych przypadkach” pozwala współżyć dalej z nie swoim mężem. I biegać do Komunii. Szczególnie wdzięczny jestem za wspomnienie o stronnictwie faryzeuszów które dawno jest obsadzone w roli pewnego wytrychu łatki, która konczy dyskusje. Niczym argumentum ad hitlerum. Tylko ze zamiast "jesteś Pan nazistą" mamy „Jestes Pan faryzeuszem”. A więc o faryzeuszach w której to roli Papież od dawna obsadził nas –tradycjonalistów, Chrystus Pan powiedział „Słuchajcie tego co mówią, ale uczynków ich nie naśladujcie, mówią bowiem a sami nie czynią”. Jeśli więc spotka Pan w swoim życiu faryzeusza-tradycjonalistę czyli osoba która mówi a sama nie czyni– to niechże Pan nie naśladuje jego uczynków (np. nie pali papierosów albo nie używa wulgarnych wyrazów) ale niech Pan słucha, jak każe Chrystus, słów jego. Przecież faryzeuszy (a są nimi na mocy papieskich słów w zasadzie tylko tradycjonaliscie lub ewentualnie konserwatyści posoborowi) Pan Jezus kazał słuchać. Jedyne czego nie wolno to naśladować ich w uczynkach. I to nie wszystkich nie pozwolił naśladować, bo byli też dobrzy faryzeusze. Wniosek: obecnie wśród wrednych faryzeuszów-tradycjonalistów też są dobrze i święcie żyjący którzy nie są hipokrytami. A więc osobista świętość życia i ortodoksja mogą iść w parze. Zapewniam, że bardzo lubię wersety do których mnie Pan odsyła: wszędzie tam jest mowa o skrusze, żalu za grzechy, nawróceniu autentycznej przemianie życia. U Franciszka tego nie ma. W istocie bowiem neguje on wręcz samo pojęcie "czynu wewnętrznie z złego" i wprowadza etykę sytuacyjną. Z Amoris Laetitia nie sposob nie wyciągnać wniosku, że życie w zgodzie przykazaniami to ewangeliczny ideał, wręcz heroizm -bardzo trudny do osiągnięcia, nie dla wszystkich. Dlatego nie zawsze trzeba być wiernym żonie. Smutne to wszystko. Pozdrawiam ze swej strony również zapewniam o modlitwie Z Panem Bogiem

Dla czytających tą dyskusję dodam tylko coś dobrego o TP aby nie wydawało się, że uważam TP za jakieś zło wcielone gdzie nc dobrego się nie dzieje. Jestem wdzięczny Tygodnikowi za udostępnianie czasem swoich łam tradi-publicystom czy niejednokrotne pisanie o problemach jakie katolicy przywiązani do starej liturgii (klasycznego rytu Mszy rzymskiej) mieli z różny ordynariuszami na terenie ich diecezji. Za pisanie o Summorum Pontificum, że to niesprawiedliwe że jedna liturgia była przez lat 40 zakazywana i spychana na margines. Przynajmniej w TP można się było dowiedzieć że jest w ogole taki problem. Na takie słowo raczej nie mogliśmy liczyć około 2007 roku w "Niedzieli", "Gościu Niedzielnym" czy "Radiu Maryja". Nie zmienia to moje negatywnego stosunku do na wskroś progresistowskiej linii teologicznej Tygodnika, ale za to akurat jestem naprawdę wdzięczny.

Szanowny Panie, pisze ktoś tu o panu: 'gadatliwy' /ja dodam kompulsywnie rozpisany/ - to prawda. 'Bez daru rozróżniania' - w szczególności obrazu od ramy. Zagubiona owieczka. Wpatrzony w błyskotki ołtarzy, zaczadzony kadzidlanym dymem, otumaniony lefebryjską czy sedewacośtam celebrą - stracił z pola widzenia sedno Jezusowego nauczania. Sz. P. raczy rozważyć te oto słowa: Bogu niepotrzebna jest cześć oddawana wargami, po łacinie czy po chińsku, ale wzywa nas Jezus do miłości bliźniego, do przyjęcia przybyszów, do nakarmienia głodnych. I mówi do swych uczniów: "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo obchodzicie morze i ziemię, żeby pozyskać jednego współwyznawcę. A gdy się nim stanie, czynicie go dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami." /Mt 23,15/ A dalej: "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości." /Mt 23,27-28/ +++ Szanowny Pan utknął mentalnie na etapie Pater Noster i księdza tyłkiem do wiernych wypiętego. Ja nie mówię, że to źle, ludzie różne mają bziki w głowach, ja pewnie też. Ja tylko zapytam, czy Sz. Pana nie kusi, by jeszcze kilka innych soborów prócz Vaticanum Secundum zignorować?... By się tak cofnąć do czasów Ojców Pustyni? albo jeszcze dalej? Z tym, że jeśli do samych początków, to z pewnością musiałby się Sz. P. obrzezać...

1. Mało merytoryki tylko wciąż argumentum ad hitlerum tyle, że w wersji faryzejskiej. Ciekawe skad Pan wie że jestem jak faryzeusz? Czyli że wymagam od innych a sam nie żyję według Ewangelii? Skąd pan wie że jestem zakłamany i nieszczery? Że moje wnętrze gnije? Czyli sam Pan kategorycznie osądza (a domyślnie zarzuca Pan to mi). 1a. Czy wy, przeciwnicy tradycjonalistów, naprawdę myślicie, ze jeśli ktoś jest tradycjonalistą to z automatu nie ma w nim miłości bliźniego, że nie daje jałmużny, nie ma dla nich dobrego słowa? Skąd pan wie, że ja nie praktykuję miłości bliźniego? Niech pan zauważy, że ja nie posuwam się do wyrokowania o tym co pan robi a czego nie robi prywatnie, czy jest pan zakłamany czy nie, odnoszę się wyłącznie do idei jakie pan głosi i nimi się zajmuję, a nie panem jako osobą prywatną czy pana uczynkami. Może zadziała argument "personalny" - śp. x. Kaczkowski. Przykład umiłowania Mszy trydenckiej, mentalnego Pater Noster i stania "tyłkiem do wiernych" i zarazem miłości bliźniego. 2. Kapłanowi - słudze Pańskiemu lepiej stać tyłkiem do ludzi niż tyłkiem do Boga. 3. W naszej dyskusji nie było mowy o Soborze, lecz o Franciszku. Sobór Watykański II zalecając odmawianie cześci stałych Mszy po łacinie i nic nie mówiąc o Mszy twarzą do ludu podobnie jak ja kwalifikuję się do "mentalnego pozostanie na etapie Pater Noster i księdza tyłkiem do wiernych 4. Przepraszam za domyyslne zaliczenie Pana do członków Kościoła. Dopiero pozniej z wyższych innych Pańskich komentarzy doczytałem i wywnioskowałem, że Pan, niestety, nie należy już do Kościoła rzymskokatolickiego, że się od niego uwolnił, zachwyca się zenem - co świadczy o otwarciu się na wpływy demoniczne - znów: to nie ja to wymyśliłem ale liczni egzorcyści to potwierdzają. Nie uwierzy Pan i mnie po swojemu osądzi, ale ja naprawdę nie mówię tego jako nienawistny, wredny i złośliwy katofaszysta, ale jako katolik który ufa ludziom znającym się na zagrożeniach duchowych. 5. Nie jestem lefebrystą ani tym bardziej sedewakantystą.

Znamienne, że Sz. P. nie odnosi się do zarzutu nierozróżniania obrazu od ramy. Nie komentuje uwagi, iż Jezusowe nauczanie nie zasadza się na celebrze, a w Miłości Bliźniego znajduje swe spełnienie. Nie posądzałem Sz. P. o zgniłe wnętrze - polecałem jedynie rozważenie pewnych fragmentów ewangelii, a Sz. P. już sam jakoś do siebie je dopasował. Członkiem kościoła katolickiego, zgodnie z oficjalna jego wykładnią zostaje się od momentu chrztu aż do śmierci. Proszę przyjąć do wiadomości, że byłem w tym obrządku chrzczony. Zaś uwolniłem się od piętna obłudy katolickiego nauczania katechetycznego, wyrosłego na gruncie pychy i arogancji. Uwolniłem się - Bóg da, że skutecznie - od skutków prania mózgu, jakiemu jak i Pan zapewne poddawany byłem od niemowlęctwa. Teraz mogę sam czytać ewangelie, trzeźwym i rozumnym okiem. Potrafię odczytać sedno i istotę Jezusowej Rewolucji. Na celebry i rytuały patrzeć tak, jak na to zasługują - cyrkowe wygibasy podobnych klaunom obłudnych kapłanów i pobekiwanie stada wylęknionych owieczek. Nie, ja nie jestem przeciwnikiem tradycjonalistów. Ani zwolennikiem posoborowych reformatorów. Otóż powtarzam Szanownemu i wszystkim wkoło, głośno i zdecydowanie: śmiesznym i przygłupawym byłby Bóg, który by dyrygował swym wyznawcom po jakiemu się modlić mają i w którą stronę tyłki wypinać. Śmieszni i przygłupawi są ci, którzy tak Boga postrzegają i do tych bzdurnych rytuałów wagę przykładają. Jestem więcej niż przekonany, że gdyby dziś Jezus wkroczył do naszych świątyń, to sznurów i batów by brakło, kiedy by zaczął chłostać i rozganiać to całe towarzystwo - niezależnie od tego czy po polsku, czy po łacinie swą herezję antyewangeliczną uprawiające. +++ p.s. O zen najwyraźniej nie ma zielonego pojęcia - nawet nie próbuję doradzać zapoznania się z tematem, skoro w głowie zasiany strach przed czymkolwiek, co przez proboszcza jako zagrażająca tacy konkurencja oplute.

Zarzut nie odróżniania obrazu do ramy jest niekonkretny, to Pańska interpretacja a nie sfera faktów. W gruncie rzeczy zarzut ten sprowadza się do postawienie przez Pana fałszywej alternatywy albo celebra, kult Boży albo miłość bliźniego. Wrocę jeszcze do tego. Konkret prosze Pana to jest wtedy jak Pan napisze: głosi Pan panie Malicki taką a taką herezję, zaprzecza Pan nauce Kościoła tutaj i tutaj. A to dowód i tu padają konkretne dowody. Męska rozmowa. To Pan nie odpowiedział na to co pisałem o karze śmierci, mianowicie że chcąc nie chcąc skazał Pan swoimi śmiesznymi tekstami na satanizm (czy jak Pan woli - kryptosatanizm) św. Augustyna i św. Tomasza i wielu innych. Nie odpowiedzal Pan na argument z Biblii (NT) i katechizmu JP2. To jest konkret -tak dyskutują mężczyźni. No niechże Pan ma jaja i wprost przyzna, ze wszyscy w każdej epoce i pod każdą szerokością geograficzną ktorzy popierają jakąkolwiek formę KŚ to dla Pana kryptosatanisci. Z Bogiem Ojcem Niebieskim w Starym Testamencie włącznie. Albo się pokornie wycofa ze swojej niedorzecznej tezy. Proszę wybaczyć, Pańska argumentacja czesto sprowadza się do czegoś w stylu "nie rozumiesz ku... istoty chrześcijaństwa, wypi....aj z forum". To oczywiście nie jest cytat ale tak to można z mojego subiektywnego punktu widzenia podsumować. Mi się już robi niedobrze od pośredniego wyzywania (oczywiście za parawnem cytatów, nie bezposrednio) od faryzeuszów, bezdusznych przeciwników miłosci blźniego, ze nie rozumieją sensu, istoty itp. Niech Pan zacznie konkretnie dyskutować. I owszem dał Pan do zrozumienia, dając mi radę i nawet cytując stosowne teksty o faryzeuszach - dał Pan do zrozumienia ze jestem faryzeuszem, ze mam taki problem jak oni, że - ergo- jestem grobem pobielanym, bez serca, gnijącym od środka. Nie napisał Pan tego wprost ale za parawanem cytatów biblijnych i teraz wykorzystuje sytuacje aby twierdzić że to niby ja sam do siebie dopasowałem. Mdło się robi od tego zawoalowanego osądzania kim jestem i jak to nie ma we mnie krzty miłosci. Informuję że nie zostałem poddany żadnemu praniu mózgu. Wręcz przeciwnie - mam żal że nie poznałem klasycznej liturgii rzymskiej w dzieciństwie. Piękno katolickiej wiary odkryłem będąc 19 latkiem. I ta Pańska zupełnie fałszywa alternatywa -albo celebra, pięknie sprawowany kult Boży albo miłość bliźniego - nie wiem skąd Pan to wziął. Bo na pewno nie z "istoty" chrześcijaństwa. Ciekawe, ale Św. Franciszek z Asyżu (ktorym wielu nie tylko koscielnych lewakow, ale i pozkoscielnych wyciera sobie w co 5 zdaniu gębę) był zwolennikiem i tak napominał swoich duchowych synów aby w liturgii używać najdroższych naczyń, najpiękniejszych szat. A to wszystko...z miłości i szacunku do Zbawiciela, Chrystusa Pana. Nie zrozumiał chrześcijaństwa? Czyżby również on był kryptosatanistą? Katolicyzm nigdy nie mówi "albo albo" (albo wola albo łaska, albo natura Boska albo ludzka w Chrystusie albo celebra albo miłość bliźniego) co jest domeną sekciarzy i różnej maści heretyków których wspolnym mianownikiem jest zawsze jakiś redukcjonizm. Katolicyzm mówi"i-i". I wola i łaska, i natura Boska i ludzka zarazem. I kult Boży i miłość bliźniego. Tak, pobozne służenie do Mszy, pobożne jej odprawiane to RÓWNIEŻ forma miłości, dlaczego stosuje Pan osadzające wykluczenie?? -że posłuze się zapewne bardziej zrozumiałą dla Pana lewicowo-progresistowską nowomową. I przypomnę: z Kościoła można, jeśli się chce, odejść poprzez akt apostazji lub herezji (formalnej, materialna to za mało) gdy władza kościelna nałoży karę ekskomuniki (słowo ekskomunika oznacza "poza wspólnotą"). Chrzest jest oczywiście zniemywalny, dlatego powracającego do Kościoła nie chrzci się ponownie. Ci śmieszni i przygłupawi katolicy których tak Pan śię naśmiewa po prostu na serio biorą Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba. Tak tak - tego samego Boga za którego natchnieniem powstała księga kapłańska. Liturgia ST cechowała sie szacunkiem do Boga, chociaz było tylko figurą rzeczy przyszłych - dlaczego liturgia Nowego Przymierza ma już być byle jaka? Pańskie opinie o "istocie" rewolucji Jezusowej pozostają Pańskimi prywatnymi opiniami. Chrześcijaństwa nie można sprowadzić do li tylko do różnych form aktywizmu i czy pomocy charytatywnej.

Szanowny Panie, wybieram się akurat do znajomych na spotkanie towarzyskie, więc dłuższe dywagacje i dyskusje zostawię na potem. Nie omieszkam jednak zwrócić Sz. P. uwagi, iz postulat 'brania na serio' starotestamentowych zapisów jeśli się już wysuwa, należałoby go również serio traktować. A to w przypadku ST ma daleko idące konsekwencje - wszak nie zakładam, iz proponuje Pan serio brać jedynie wybrane fragmenty Biblii. Zakładam, że Sz. P. zdaje sobie sprawę iż w Biblii znaleźć można przeróżne kwiatki, czasem całkiem dziwaczne i niedorzeczne - jednym słowem wszystko. No i nie rozumiem, dlaczego niby współczesna liturgia w językach narodowych jest przez Sz. P. określana jako 'byle jaka'??.. Że niby łacina i ten kapłan co tyłkiem, to samoistnie aureolę świętości roztaczają nad ołtarzem??... Nie kupuję. +++ Jedno zdanie tylko co do żądanego meritum: kto domaga się śmierci dla blixnich, pod bądź jakim pretekstem, temu dedykuję słowa Ewangelii 'Nie sądźcie, byście nie byli sądzeni...' /Mt 7,1 albo '..niech pierwszy rzuci kamieniem...' /J 8,7/. Jedynie Belzebub może ludziom pomysły zabijania innych podsuwać. Dla niego każdy pretekst jest dobry, jeśli można go na rynku ludzkiej pychy, ignorancji, zawiści i nienawiści sprzedać.

Czyli Stary Testament to taki dowcip Pana Boga, aha. Natchniony dla jaj. Ale jest też Nowy Testament, o czym wspomniałem wcześniej: Dobry Łotr też stwierdził że cierpi zasłużoną karę, na co Pan Jezus nie zaprotestował (zrobiłby to gdyby Dobry Łotr wygadywał jakąś niedorzeczną belzebubowsko-szatańską bzdurę). Są Ananiasz i Safira, ukarani śmiercią za nieuczciwość finansową. Czyżby ten fragment Dziejów Apostolskich był średniowieczną sataniczną interpolacją kopisty? Tu już się nie da zwalić, że Stary Testament. Przy okazji, dla mnie bardziej diabelskie jest zmuszanie rodziny ofiary (np. żony której mąż został brutalnie zamordowany) do utrzymywania z jej podatków mordercy który idzie do więzienia. Argument pozareligijny - Kara śmierci nie odbiera nikomu ludzkiej godności, nie jest jej pogwałceniem. Takim pogwałceniem byłaby np. praktyka przywiązywania skazancow tuż przed egzekucją do budy dla psa czy zaprzęganie do dorożek zamiast koni. Byłoby to wręcz zniewagą dla rodzaju ludzkiego. Ale samo unieszkodliwienie skazańca-mordercy w postaci humanitarnego pozbawienia go życia jest aktem sprawiedliwości. Temat kary śmierci uważam raczej za zakończony, nie widzę tu bowiem za bardzo pola do dyskusji. Wniosek tylko z tego taki, że wedle Pana, Panie eddiepolo Doktorzy Kościoła mieli Belzebuba a nie Ducha Świętego w sercu. Co do liturgii to nie w językach narodowych jest zasadniczy problem. Jeśli chodzi o mnie to wolę Mszę trydencką po polsku niż zreformowaną liturgię po łacinie. Zresztą pisząc wcześniej "byle jaka" odnosiłem liturgię chrześcijanską do liturgii Starego Zakonu, nie dokonywałem oceniania który ryt chrześcijańki jest lepszy. Innymi słowy: skoro trzeba było porządnie sprawować Boży kult w Starym Zakonie, to tym bardziej ma tak być w Nowym. Miało to na celu odparcie Pańskiego twierdzenia, że to są rzeczy nieważne i tylko głupawym śmiesznym ludziom na takich rzeczach zależy.

Szanowny Pan najwyraźniej czerpie umiłowanie w rozmyślaniach o skazywaniu ludzi na śmierć. Być może w pierwszych rzędach publiki tak jeszcze niedawnych publicznych egzekucji miejsce z wyprzedzeniem by zajmował. Kara śmierci - psia buda... takie skojarzenia i porównania. No dobrze, nie mam więcej pytań. Czy msza będzie po polsku czy po łacinie - shit happens.

Jak zwykle: Śladowe, a właściwie to zerowe ilości merytoryki i znów insynuacje. Wypada mi też podziękować, że tym razem nie przywalił mi Pan porównaniem do faryzeusza.

Artykuł porusza ciekawy wątek i zapewne nie wyczerpuje tematu. Może i redukuje, skupia uwagę na wycinku i przypisuje zbyt duże znaczenie 6 pr. wiary, ale nie jest uczonym, wyczerpującym, wielostronicowym wykładem, a jedynie prasowym przyczynkiem do dyskusji. Podoba mi się, zwłaszcza w czasach gdy podważanie TRADYCJI kojarzyć MUSIMY z lewackim bełkotem.

Negatywną strona, owej gadatliwości, jest brak daru rozróżniania. Przy całej, błyskotliwej inteligencji pana Ediepolo, zaliczenie go do ludzi Kościoła, to wystrzał z kolubryny, tylko ślepakiem.Dużo dymu i huku a........ Oczywiście panu, jak sądzę lefebryście a nie daj Panie Boże sedewakantyście, wcale nie przeszkadza zaliczenie pana Ediepolo, do tych niedobrych progresistów, to w ramach owego dymu i huku. Domniemywam że jako stary cynik, dobrze się bawił. W jednym ze swoich przydługich postów, przez które jakoś przebrnąłem, był pan łaskaw napisać coś takiego : "4) Miło, że Pan przywołuje wersety o cudzołożnicy czy faryzeuszach. Cudzołożnicy, SKRUSZONEJ cudzołożnicy, Pan Jezus zabronił dalej grzeszyć." Wyraz skruszonej cudzołożnicy, napisał pan nawet dużymi literami, widać ma pan na podorędziu nie tylko jedną, lecz całą baterię kolubryn. Pytanie? Na podstawie jakiego biblijnego tekstu panie Malicki, twierdzi pan że owa cudzołożnica była skruszona?

Coś słabo ten pallotyn szukał: THE SIX TRUTHS To be known and believed by all. 1) There is one God, who created, who preserves and governs all things. 2) God is a just Judge, who rewards the good and punishes the wicked. 3) In God there are three Persons: God the Father, God the Son, and God the Holy Spirit. 4) The Second Person, Jesus Christ, became man and died on the cross to save us. 5) The soul of man is immortal. 6) Grace is necessary for salvation. źródło:http://stjohnwaynesville.org/74

Źródło:http://www.adorare.ch/katechismus.html Die sechs Grundwahrheiten lauten: 1. Es ist ein Gott. 2. Gott ist ein gerechter Richter, der das Gute belohnt und das Böse bestraft. 3. In Gott sind drei Personen: der Vater, der Sohn und der Heilige Geist. 4. Der Sohn Gottes ist Mensch geworden, damit er uns durch seinen Tod am Kreuz erlöse und ewig selig mache. 5. Die Seele des Menschen ist unsterblich. 6. Ohne die Gnade Gottes können wir nicht selig werden.

choć Bóg nie jest strasznym sędzią, ale za złe karze: Pet glavnih istina • Samo je jedan Bog, a tri su božanske osobe: Otac, Sin i Duh sveti. • Bog je sve stvorio, sve uzdržava, svim upravlja. • Duša je čovječja besmrtna. • Sin je Božji postao čovjekom te nas otkupio svojom mukom, smrću i uskrsnućem. • Bog će dobro nagraditi vječnom nagradom, a zlo kazniti vječnom kaznom. https://www.bitno.net/izvori-vjere/temeljne-vjerske-istine/

Dzięki. Pokornie przyznaję, że dałem się nabrać temu pallotynowi i myślałem że to tylko w polskich katechizmach.

Na portalu christianitas ukazała się całkiem niezła polemika z artykułem Piekutowskiego, napisana przez Michała Jędrykę. http://christianitas.org/news/happy-clappy/

Odnośnie do moich badań nad formułą „sześciu głównych prawd wiary” i do treści zawartych w artykule Jaremy Piekutowskiego pragnę stwierdzić, co następuje: 1. Cieszę się z dyskusji. Wreszcie! Chociaż źle mi brzmi tytuł artykułu „Prawdy znikąd” (zwłaszcza w połączeniu ze zdjęciem spowiadających się dzieci) i wolałbym inny, to jednak czy wtedy przykułby on uwagę Czytelników? Powiem szczerze: śp. ks. prof. Lucjan Balter zgłaszał problem wiele razy – i nic. Ja pisałem o tym czasem – i nic. Dopiero artykuł w TP spowodował dyskusję. Widać, że rzetelne badania historyczno-teologiczne jak i publicystyczna debata wspierają się nawzajem. 2. Zamiast wyrażenia, że „sześć głównych prawd wiary to tradycja polska”, w artykule bardziej precyzyjne byłoby sformułowanie „to tradycja partykularna”. Chodzi mi bowiem o jedną z wielu tradycji katechetycznych, istniejącą być może nie tylko w Polsce (o czym świadczą znalezione internetowe teksty obcojęzyczne), ale takiej, której nie powinno się absolutyzować, bo pojawiała się w zmiennych formach, nie wszędzie, i nie miała formalnego zatwierdzenia papieża czy soboru. Jeśli to moja wina braku precyzji wypowiedzi i powierzchownej autoryzacji fragmentów artykułu – przepraszam. Nie zmienia to jednak istoty problemu przedstawionego w artykule: niepełności formuły „sześciu głównych prawd wiary” i tego, że we współczesnych polskich pomocach katechetycznych sprawia ona wrażenie formuły niemalże dogmatycznej, a przynajmniej tak jest odbierana. 3. Badania historyczne nad formułą „sześciu głównych prawd wiary” są dopiero w trakcie, dlatego wnioski są niepełne lub tylko w formie hipotez dla dalszych badań. Na przykład w kwestii łaski i sprawiedliwości Bożej ważny będzie kontekst kontrowersji jansenistycznej (lata 1640-1794). Spośród dziewięciu katechizmów w języku polskim XVIII wieku, do których miałem na razie dostęp, tylko trzy („Chleb duchowny…” z 1746 r., „Nauki dogmatyczne y moralne…” z 1779 r. i „Powinności chrześcijańskie czyli katechizm missyiny” z 1793 r.) zawierają formuły „głównych prawdy wiary” w liczbie od 3 do 6. Pozostałe polskojęzyczne katechizmy w tym miejscu komentują artykuły Credo lub wyjaśniają znak Krzyża czy też opisują historię zbawienia. Wymienione trzy katechizmy, które zawierają formuły „głównych prawdy wiary”, różnią się ciekawie szczegółami. Np. ten z 1779 r. zamiast o konieczności łaski mówi się o skażeniu grzechem pierworodnym. katechizm z 1746 r. wskazuje na trzy główne prawdy: Trójcę, Wcielenie i Mękę Chrystusa oraz Boga, który wynagradza i karze. Dla porównania, katechizm francuski „Catechisme à l’usage des catholiques” wydany w Paryżu w 1789 r. jako trzy główne tajemnice wiary wymienia misterium Trójcy, Wcielenia Syna Bożego i Odkupienia. Oczywiście, gdyby formuła „sześciu głównych prawdy wiary” została zaakceptowana powszechnie przez biskupów Kościoła, to mielibyśmy do czynienia z tzw. powszechnym nauczaniem zwyczajnym Kościoła, które jest nośnikiem prawd zdogmatyzowanych. Ale czy taka akceptacja tak dobranych formuł istnieje? Właśnie po to jest teologia. Droga do dalszych badań pozostaje otwarta… ks. Sławomir Pawłowski SAC

Proszę księdza, Bóg zapłać za wpis. Pragnę zauważyć, że każda, KAŻDA z tych sześciu prawd wiary cieszy się rangą nieomylności: 1) albo na mocy orzeczenia nadzwyczajnego Magisterium (prawdy nr 3, 4, 5, 6) albo na mocy Magisterium powszechnego zwyczajnego (nr 1, 2 - ale nawet tu wzięcię pod uwagę nicejskiego Credo "wierzę w jednego Boga" oraz" przyjdzie sądzić żywych i umarłych" można powiedzieć że wynikają też z Magisterium nadzwyczajnego). Nie można powiedzieć, że któraś z nich jest opinią teologiczną, że jest niezgodna z Objawieniem. Natomiast sam dobór prawd, kolejność ich ułożenia nie jest i nie może być w ogóle przedmiotem jakiegoś orzeczenia Kościoła. Tak samo jak spis treści i rozkład materiału w niebieskim katechizmie Jana Pawła ;-) Natomiast przyznaję, optowałbym za dodaniem prawdy o 1) Zmartwychwstaniu (dziwne że w ramach głównych prawd wiary nie ma nic o tym najważniejszym zbawczym wydarzeniu w dziejach) 2) roli Najświętszej Maryi Panny w dziejach zbawienia 3) o jedyności Kościoła Chrystusowego którym jest tylko i wyłącznie Kościół katolicki, że KCH i KK to jeden i ten sam byt (Mystici Corporis Christi, 1943), a nie że jeden jest większy niż drugi coś na zasadzie że KCH to jakaś suma zbiorów (nauka potępiona przez Mysterium Ecclesiae w 1973). Nawiasem mówiąc jest to najczęściej odrzucana dziś prawda wiary w tym przez bardzo wielu duchownych. Obawy Piekutowskiego, że dzieciom się mówi że Bóg jest sprawiedliwym Sędzią i że każe za zło są nieporozumieniem. Po pierwsze - jest to prawdą, wynikającą z Biblii. Po drugie - 6 prawda , o łasce, skutecznie informuje, że bez Bożego miłosierdzia zbawić się nie można. No i tworzenie wrażenie jakby przepowiadanie polskiego Kościoła koncentrowało się niemal wyłącznie na tych 6 prawdach wiary to już całkowite zakłamywanie rzeczywistości. Nie mniej, cieszę się z księdza badań. Badania historyczne analizujące skąd się wzięło sformułowanie tych prawd, kiedy pojawiły się po raz pierwszy w jakim katechizmie itd - to coś ze wszechmiar dobrego. Tylko bowiem prawda jest ciekawa.

No to i ja dodałbym jedną prawdę oczywistą, mocą Magisterium Życia nieomylną. Taką mianowicie, że Ewangelia służy polskiemu Kościołowi do walenia nią po głowach owieczek, zaś Krzyż - do podpierania się nim w marszu po władzę i bogactwo.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]