Reklama

Postaci – ostatni dzień Festiwalu Conrada

Postaci – ostatni dzień Festiwalu Conrada

28.10.2019
Czyta się kilka minut
„Pustki, która pozostaje po ludziach, nie da się łatwo zamaskować. Ona trwa i domaga się od nas reakcji. Bo pamięć to praca, którą musimy wykonać” – mówiła Monika Sznajderman.
"Nieobecni" – spotkanie z Moniką Sznajderman, Kraków, 27 października 2019, fot. Robert Słuszniak Spheresis Foto
O

Ostatni dzień Festiwalu zaczął się od rozmowy o literaturze tworzonej w jidysz. Choć osób posługujących się tym językiem na co dzień już prawie nie ma, nie oznacza to, że stał się on jedynie lingwistycznym zabytkiem. Bella Szwarcman-Czarnota i Piotr Paziński, wybitni znawcy kultury żydowskiej – zarówno tej dawnej, jak i dzisiejszej – opowiadali o potencjale, który cały czas tkwi w jidysz. Wciąż istnieją tysiące tekstów, które czekają na przypomnienie – nie tylko ze względu na historyczną wagę świadectwa, ale przede wszystkim z powodu ich ponadczasowego piękna. Wokół jidysz narosło też wiele mitów i stereotypów – często, szczególnie w zestawieniu z hebrajskim, mówi się o nim jako o języku matczynym, delikatniejszym, bardziej subtelnym. Choć to wdzięczne metafory, potrafią jednak znacząco spłaszczać naszą percepcję. Dlatego poruszając się w tej materii, konieczna jest szczególna ostrożność.

Leszek Libera, śląski prozaik piszący po niemiecku, jest autorem niezwykłej trylogii o Buksie Molendzie, utopku, który z ukosa obserwuje nasz świat i próbuje po swojemu o nim opowiedzieć. Ta dziwna, wyciągnięta z legend postać jest świadkiem powojennych losów Śląska, ale też zawziętym gawędziarzem. Tylko czy możemy mu ufać? Libera z maestrią żongluje konwencjami literackimi – tworzy skomplikowane panoramy i mitologie, aby po chwili unieważnić je jednym gestem. „Tylko ustami niewiarygodnego opowiadacza, który nas oszukuje i mami, można opowiedzieć coś tak paradoksalnego, jak historia naszej części świata” – mówił pisarz.

Popołudnie to czas na spotkania z piątką autorów nominowanych w tegorocznej edycji Nagrody Conrada. Olga Hund, Katarzyna Pochmara-Balcer, Joanna Szyndler, Katarzyna Wiśniewska i Łukasz Zawada opowiadali o początkach swojej przygody z literaturą, ale też o pierwszych, kluczowych decyzjach w życiu każdego pisarza. Po co w ogóle sięga się po pióro (klawiaturę)? Dla kogo się piszę? Jaka jest stawka opowieści, którą chce się komuś przekazać? Choć każda z nominowanych książek w zupełnie inny sposób próbuje uchwycić rzeczywistość, to ich cechą wspólną jest poetyka fragmentu. „Być może świata nie da się już ująć w inny niż pokawałkowany sposób” – mówił Michał Paweł Markowski podczas laudacji ogólnej na gali wręczenia Nagrody. Co ciekawe, każdy z autorów podkreślał olbrzymią rolę współpracy z redaktorem (i resztą zespołu wydawniczego). „Każda książka jest efektem pracy wielu osób. Musimy o tym pamiętać” – mówił Zawada.

Popołudnie to rozmowa z Markiem Bieńczykiem i Wojciechem Nowickim – twórcami określonymi przez prowadzącego spotkanie Piotra Śliwińskiego jako „intymniści”. Na czym polega intymność w literaturze? Czy w ogóle jest możliwa, skoro powstaje jako dzieło do czytania dla wszystkich? „Intymność to przede wszystkim poszukiwanie skrajnie własnego języka, który jednocześnie pozostaje w pewnym stopniu czytelny dla innych” – mówił Nowicki, którego autobiograficzne „Cieśniny” właśnie trafiły do księgarń. Z kolei Bieńczyk podkreślał ograniczoną wyporność literatury, która nie jest w stanie udźwignąć skrajnej idiomatyczności, a kluczowe jest znalezienie tego punktu równowagi. To proces bardzo skomplikowany, wymagający doświadczenia i subtelności dostępnej niewielu – ale jego efekty bywają olśniewające.

Ostatnie spotkanie tegorocznej edycji – metaforycznie spinające wszystkie festiwalowe opowieści o różnych rzeczywistościach – poświęcone było tym, których już nie ma. Monika Sznajderman w swojej najnowszej książce „Pusty las” opisuje wyludniające się wsie i miasteczka, które, pozbawione swoich mieszkańców, stopniowo rozpuszczają się w otaczającym je krajobrazie. „Pustki, która pozostaje po ludziach, nie da się jednak tak łatwo zamaskować. Ona trwa i domaga się od nas reakcji” – mówiła. Dlatego w swojej pracy archeologiczno-archiwistycznej szuka śladów, pozwalających przetrwać pamięci. Zazwyczaj jednak nie da się ustalić nic poza imionami i nazwiskami dawnych obywateli naszej rzeczywistości. „Ale to i tak bardzo dużo. To zręby pod historię, którą opowiedzieć możemy korzystając z naszej wyobraźni”. U Sznajderman pamięć nie jest czymś autonomicznym, istniejącym obiektywnie, czekającym tylko na odkrycie. „Pamięć to praca, którą musimy wykonać” – podsumowała.


Czytaj relację z gali Nagrody Conrada 2019.

CZYTAJ WSZYSTKIE RELACJE Z WYDARZEŃ CONRAD FESTIVAL 2019 >>>

Galeria zdjęć
  • Spotkanie z nominowanymi do Nagrody Conrada

Autor artykułu

Krytyk literacki, stale współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym. Redaktor literacki Conrad Festival, doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Prowadzi podkast literacki „Book’s not dead”.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]