„Naturalna dzikość serca”: jaką cenę płacą dzieci za dorastanie poza systemem

Jedni widzą w tym dokumencie wielkie emocje, naturę i wolność, inni – kiczowaty obrazek. Co w nagrodzonym w Sundance filmie stanowi o jego uroku, a co jest fałszującym filtrem?
w cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
„Naturalna dzikość serca”, reż. Silje Evensmo Jacobsen, Norwegia 2024 r. // Materiały prasowe Canal+
„Naturalna dzikość serca”, reż. Silje Evensmo Jacobsen, Norwegia 2024 r. // Materiały prasowe Canal+

Jest pięknie: przytulają drzewa i zwierzęta, uprawiają ekowarzywa, usypują serca z szyszek... Przed laty Maria i Nick uciekli z „systemu” i na norweskiej farmie w górach wychowywali wspólnie czwórkę dzieci. Było więc nauczanie domowe, biwakowanie, wędkowanie, bliski kontakt z przyrodą. Aż pewnego dnia Maria zachorowała i umarła, zostawiając męża z całym przychówkiem i niespłaconym kredytem.

Tak Silje Evensmo Jacobsen rozpoczyna swoją dokumentalną opowieść i to o kilku ważnych rzeczach jednocześnie. O utracie swojego miejsca na ziemi, o przepracowywaniu żałoby oraz dylematach związanych z powracaniem do społeczeństwa. I nawet jeśli prześlizguje się po każdym z tych tematów albo nadmiernie go estetyzuje, znajdziemy w tym filmie ciekawy przyczynek do dyskusji, także o kinie dokumentalnym jako takim. 

  • NATURALNA DZIKOŚĆ SERCA („Ukjent landskap”) – reż. Silje Evensmo Jacobsen. Prod. Norwegia 2024. CANAL+, vod.mdag.pl. MOJEeKINO. 

Oto spełniona utopia gdzieś na cywilizacyjnych rubieżach, która ulega gwałtownemu zakłóceniu – wraz ze śmiercią żony i matki trzeba będzie sprzedać gospodarstwo. Teraz Nick musi znaleźć porządną pracę, a dzieci po raz pierwszy trafią do tak zwanych placówek oświatowo-wychowawczych. Przy okazji dowiedzą się, co to gry komputerowe, aplikacje, seriale i dlaczego nie wolno przynosić noży do przedszkola. No i tato będzie musiał samodzielnie rozczesywać naturalną dzikość dziecięcych włosów.

Jednakże coś, co zapowiada prawdziwy dramat – związany nie tylko z osieroceniem, ale i adaptacją do zupełnie nowych warunków – zostaje w filmie rozmiękczone i rozmyte w pięknych kadrach. Chociaż pojawiają się tu materiały kręcone przez kilka lat, „Naturalna dzikość serca” często sprawia wrażenie, jakby odtwarzała i odgrywała przed kamerą minione wydarzenia. Taki już jej urok, lecz zarazem nieco fałszujący filtr.

Bo najlepsza jest „Dzikość” wtedy, gdy pokazuje nieoczywistości związane z wyborem takiego, a nie innego sposobu życia. Kiedy na przykład dzieciaki są świadkami zabijania i skórowania byka (ich codzienność na farmie czasem w ogóle nie przypomina „Dzieci z Bullerbyn”). Albo kiedy pochodzący z Anglii ojciec, przytłoczony nową sytuacją, rozważa powrót do swojego kraju. Od początku zresztą to wymarzone „proste życie” miało swoją konkretną cenę, powodując na przykład brak kontaktu dzieci z ich rówieśnikami. Odejście matki przyniosło ostateczne „sprawdzam”.

Przypomina to trochę sytuację z polskiego dokumentu „Las” Lidii Dudy, gdzie podobni uciekinierzy, w tym przypadku na Podlasie, w pobliże białoruskiej granicy, zderzają się z brutalną rzeczywistością push backów. Okazuje się, że nie da się uciec przed światem zbyt daleko, szczególnie od wszechobecnego cierpienia. 

Norweska rodzina mocuje się przede wszystkim ze swoją żałobą, bo pod względem bytowym ostatecznie spada na cztery łapy. To częsta wątpliwość, jaka pojawia się w polskich rozmowach o tym filmie – że poezja zbyt łatwo wygrywa tutaj z prozą. Że oglądamy przypadek za mało dla nas reprezentatywny, a sama przeprowadzka i adaptacja każdego z bohaterów do nowych realiów dokonały się ze znacznym uproszczeniem. Także dla Ronji, najstarszej z rodzeństwa i urodzonej z wcześniejszego związku matki. Widzimy, jak nastolatka, która właśnie wkracza w dorosłość, próbuje odnaleźć swoje miejsce na własną rękę i odkrywa je zupełnie gdzie indziej aniżeli jej ojczym.

Jest więc „Naturalna dzikość serca”, uznana za najlepszy dokument zagraniczny ubiegłorocznego festiwalu Sundance, opowieścią o poszukiwaniu swojej przynależności. Robi to jednak trochę na skróty i w sposób mocno wygładzony, choć bez wątpienia zmierza do trafnych konkluzji. Okazuje się, że całe to piękno i dzikość, którymi otoczyli się bohaterowie i które zafundowali swoim dzieciom, wcale nie są najważniejsze. Dużo bardziej od idealnych życiowych projektów liczą się bliskie więzi – jakkolwiek i o tym można było powiedzieć z ekranu nie aż tak bardzo wprost.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”