Był jednym z najcenniejszych agentów Gestapo w Wielkopolsce. Wydał nawet własną żonę

Losy większości ludzi, którzy w konspiracji zetknęli się z tym agentem Gestapo, były tragiczne. Coraz większa pewność siebie i bezkarność sprawiły jednak, że stał się nieostrożny.
Czyta się kilka minut
Zenon Ciemniejewski // ze zbiorów Rafała Sierchuły
Zenon Ciemniejewski // ze zbiorów Rafała Sierchuły

Problem z historią konspiracji w czasie II wojny światowej w Wielkopolsce jest taki, że niewielu z tych, którzy brali w niej udział, ocalało. Stąd fakty trzeba sztukować domysłami.

Niemcy szybko spenetrowali główne organizacje podziemne, które powstały na terenie Wielkopolski – jesienią 1939 r. wcielonej do III Rzeszy i nazwanej Warthegau. Jedną z nich była Narodowa Organizacja Bojowa, utworzona w listopadzie 1939 r. przez młodych działaczy Stronnictwa Narodowego.

Już w sierpniu 1940 r. SS-Standartenführer Ernst Damzog, szef policji w Warthegau, raportował do Berlina, że ma „dobre dotarcie do tej organizacji. Nie może właściwie zostać przedsięwzięte nic, o czym wcześniej nie wiedziałaby policja państwowa. Skoro tylko dochodzenia zostaną zakończone (…) planuje się (…) nagłą likwidację całej tej organizacji”.

Konspiratorzy z NOB nie mogli przeczuwać, że jeden z ich grona – spośród tych, którzy wypowiadali przed krucyfiksem rotę przysięgi – już wkrótce, bo od stycznia 1940 r., stanie się wspomnianym przez Damzoga „dobrym dotarciem”.

Deklaracja niemieckości Zenona Ciemniejewskiego

Teczka Gestapo, zawierająca dossier konfidenta zakwalifikowanego jako VM (Vertrauensmann, osoba zaufana), ma własną zaskakującą historię (o czym później). W teczce znajduje się wniosek o wpisanie jego oraz żony i czwórki dzieci, a także ojczyma na Volkslistę (Niemiecką Listę Narodowościową). Wnioskujący pisze, że jako Polak został wychowany przez rodziców w duchu niemieckim i nie odpowiadało mu złe nastawienie do Niemiec przedwojennych polskich władz.

Dlatego w 1937 r. zajął się działalnością polityczną, w której za swe zadanie uznał wzorowanie się na niemieckich porządkach w gospodarce i polityce. „Wstąpiłem więc do nacjonalistycznej organizacji – pisze V-Mann – której celem było utworzenie nowego państwa Polskiego na bazie nacjonalistycznej tj. chodziło nam między innymi o wyrugowanie wszystkich Żydów z czołowych pozycji w życiu gospodarczym i politycznym kraju, oraz zduszenie w narodzie wszelkiego ducha demokracji” (pisownia oryginalna).

Po 1939 r. wnioskujący postanowił przyłączyć się nie do tych, którzy występują przeciw III Rzeszy, lecz tych, którzy, jak pisze, „uczestniczą w wielkim dziele budowy”. Zaświadczyć o nim może Gestapo: dzięki niemu osiągnęło wiele sukcesów w rozpracowaniu polskich organizacji.

We wniosku jest zapewnienie, iż aplikujący jest aryjczykiem i wyznaje narodowość niemiecką, a także przyrzeczenie, że chce „aktywnie uczestniczyć w wielkim dziele Führera”. Pod wnioskiem podpis: Zenon Ciemniejewski.

Student, działacz polityczny, dezerter

Wniosek V-Manna zawiera też odręczny życiorys. Dowiadujemy się z niego, że urodził się on w Poznaniu w 1913 r. Ojciec, z zawodu szewc, brał udział w I wojnie światowej, został ciężko ranny i zmarł. Matka wyszła ponownie za mąż.

Ciemniejewski ukończył szkołę podstawową w Poznaniu, a następnie przeniósł się do Kazimierza Biskupiego w powiecie konińskim. Tam uczęszczał do gimnazjum i zdał maturę. Studia podjął na Uniwersytecie Poznańskim na wydziale prawa. W 1936 r. powołany do służby wojskowej w 61. pułku piechoty w Bydgoszczy, po powrocie do Poznania nie mógł kontynuować przerwanych studiów, gdyż, jak pisze, był już żonaty i musiał utrzymać rodzinę. Zatrudnił się w miejskiej administracji.

Mając 26 lat, w sierpniu 1939 r. został zmobilizowany, ale, jak podaje, nie walczył, gdyż „mieliśmy wielkie braki w uzbrojeniu i od początku braki w organizacji”. Jego pułk krążył jakoby „bez celu tam i z powrotem”, dlatego go opuścił. Czytaj: zdezerterował.

Informacje uzupełniające ten życiorys znajdują się w „Encyklopedii konspiracji wielkopolskiej 1939-1945”, pracy zbiorowej pod redakcją Mariana Woźniaka. On też jest autorem biogramu Ciemniejewskiego. Podaje w nim, że był on „aktywnym działaczem Wydziału Młodych SN w dzielnicy Jeżyce, a jednocześnie współpracował ściśle z adwokatem Michałem Howorką w ramach Stronnictwa Wielkiej Polski”.

Przedwojenne poglądy mentora Ciemniejewskiego

Ta informacja to ważny ślad. Howorka wyznawał poglądy skrajnie nacjonalistyczne, antysemickie i antydemokratyczne. Odżegnywał się od Stronnictwa Narodowego, do którego władz wojewódzkich pierwotnie należał, uznając jego sposób działania, dyktowany przez polityków starszej generacji, za nie dość radykalny. W broszurze „Walka o Wielką Polskę” z 1934 r. pisał, że „klika judeomasońska umacnia się w kraju, w społeczeństwie, a wielki obóz narodowy okazuje się niezdolny do rządzenia państwem”.

Howorka uważał, że „jaskółkami, które niosą wiosnę”, są zmiany w Niemczech pod rządami Hitlera. Jednak, ku jego ubolewaniu, zrozumienie ich istoty w Polsce jest utrudnione, gdyż „zręczna propaganda” polskich władz „wykorzystuje antypolskie hasła” Hitlera i „stwarza z nich ciemne okulary, przez które patrzymy na ruch hitlerowski”. Dlatego jego idee „nie mogą przeniknąć” do Polski tak szybko, jak by autor sobie tego życzył.

Michał Howorka z kobietą NN // ze zbiorów Rafała Sierchuły

Howorka uważał, że społeczeństwo powinno zostać „odżydzone”: Żydów należy wypędzić, wpierw doprowadzając ich do ekonomicznego bankructwa. „Nie możemy ich inaczej wypuścić jak z dziadowskimi torbami” – postulował.

Wydaje się, że poglądy te mogły mieć wpływ na Ciemniejewskiego.

Proceder znany z czasów okupacji

Jak wynika z relacji konspiratorów, którzy ocaleli, w tle jakoby ideowych pobudek, które skłoniły Ciemniejewskiego do współpracy z Gestapo, kryła się skłonność do czynów przestępczych. Zapewne liczył, że taką współpracą zapewni sobie bezkarność.

Jeden z ocalałych relacjonuje: „Aparat fotograficzny ukryty za belką na strychu nie wpadł wprawdzie przy rewizji, ale potem Grzelnik i Ciemniejewski (...) wyłudzili go od mego szwagra i zabrali go chyba dla siebie, bo nie był dowodem przy przesłuchaniach. Obaj znani byli z tego, że nachodzili rodziny aresztowanych, by od nich wyłudzić różne dobra”. Co obiecywali w zamian? Prawdopodobnie pomoc w uwolnieniu aresztowanych, których sami uprzednio zadenuncjowali. To proceder znany z czasów okupacji.

Realia tamtego czasu mogły kusić Ciemniejewskiego możliwością wzbogacenia się. Polakom i Żydom konfiskowano sklepy i firmy, wysiedlano ich z mieszkań, nakazując zostawić mienie. Przejmowali je zarówno Niemcy, jak i ci Polacy, którzy zadeklarowali przynależność do narodu niemieckiego.

Dla takich jak Ciemniejewski nastały złote czasy. Można było obławiać się łupami z mienia po wysiedlonych, a wobec tych, których przestało chronić prawo, używać bandyckich wymuszeń.

Losy konspiratorów, którzy zetknęli się z agentem, były tragiczne

Antoni Wolniewicz, dowódca Narodowej Organizacji Bojowej, powierzył Ciemniejewskiemu funkcję inspektora rejonu Nowy Tomyśl-Wolsztyn-Kościan-Śrem. Stało się to w czasie, gdy konfident dostarczył już Niemcom wiele informacji o organizacji. Najwyraźniej nie miał oporów, że donosi na kolegów.

Antoni Wolniewicz, przywódca NOB-u // zbiory AIPN

Ocalały świadek z Kościana tak opisuje swoje z nim spotkanie: „Dałbym się wtedy za niego zarżnąć. (…) Wzrost 1,70-1,75. Ciemny blondyn o pociągłej twarzy lekko zaokrąglonej. Swobodny, pewny siebie w obejściu. (…) Interesował się naszymi wojennymi przeżyciami z 1939 roku, ciekaw był dalszych naszych losów”.

Losy większości z tych, którzy w konspiracji zetknęli się z Ciemniejewskim, były tragiczne. W podległym mu rejonie stosował być może prowokacje, zachęcając do zakładania terenowych oddziałów. Stworzył sobie tym okazję do szantażu, gdy w grudniu 1940 r. Gestapo zaczęło rozprawę z NOB-em. To przypuszczenie, ale oparte na jego osobowości.

W efekcie jego agenturalnej działalności NOB został rozbity. Aresztowania były tak liczne, że ujętych Niemcy musieli umieszczać w więzieniach poza Poznaniem. Dowódców i wielu członków NOB-u skazano na śmierć.

Ofiarą agenta padła nawet jego żona

Tuż po rozpoczęciu akcji likwidacyjnej agentowi zmieniono tożsamość. Występować zaczął wpierw jako Zenon Bosiacki, a później Alex Schwarz. Powierzano mu zadania rozpracowania innych organizacji, także poza Wielkopolską. Dla kolejnych konspiratorów zakończyło się to utratą życia.

Pismo od poznańskiego urzędu Gestapo do szefa policji z prośbą o wystawienie przepustki pozwalającej na wielokrotny wjazd na teren Generalnego Gubernatorstwa dla Alexa Schwarza (tj. Zenona Ciemniejewskiego), który „wykonuje zadania specjalne”. Dokument z teczki Ciemniejewskiego // zbiory AIPN

Losu tego nie uniknął też dawny mentor, który po niemieckiej napaści poszedł inną drogą niż jego młodszy o kilkanaście lat współpracownik: w 1939 r. Howorka uciekł przed Niemcami do Warszawy, wstąpił do ZWZ (poprzednika AK). Spotkany przypadkowo przez Ciemniejewskiego na ulicy w Warszawie, został przez niego zadenuncjowany. Aresztowany, trafił do Auschwitz, gdzie zginął w 1942 r.

Ofiarą agenta padła też jego żona. Obciążona przez niego jakimś oskarżeniem, miała zostać zamęczona – wedle jednego z przekazów – w poznańskim Forcie VII, który służył Gestapo za więzienie. Przypuszcza się, że powodem oskarżenia mogła być chęć pozbycia się żony, gdy rozochocony własnym powodzeniem Ciemniejewski przygarnął sobie kochankę.

To rozochocenie, a także coraz większa pewność siebie i bezkarność sprawiły, że stał się nieostrożny.

Aresztowanie przez Gestapo

Edward Serwański, członek podziemnych władz cywilnych, wspominał po wojnie rozmowy z gen. Tadeuszem Komorowskim „Borem” z dowództwa ZWZ-AK, w których pojawia się Ciemniejewski. Jego agenturalność była już najwyraźniej znana.

„Nakłaniałem go [„Bora” – red.] wielokrotnie, aby w trybie wojskowym spowodował akcję usuwania agentów niemieckich z Wielkopolski, ponieważ w istocie nie dało się już bezpiecznie pracować. (…) Kilkakrotnie przedstawiałem generałowi na przykład sprawę Ciemniejewskiego (…), bardzo niebezpiecznego konfidenta, który dziwnym sposobem stale ocierał się o poznańską konspirację. Podawałem jego personalia, dokładny adres w Poznaniu”.

Serwański twierdzi, że „Bór” upoważnił go do stracenia konfidenta. Na co miał oświadczyć, że tego nie zrobi, gdyż nie ma wyroku sądu (poza tym likwidacja konfidentów nie leżała w kompetencji administracji cywilnej).

Zanim ten problem rozstrzygnięto, Ciemniejewski został latem 1943 r. aresztowany przez Gestapo. Dlaczego? Jeśli rzeczywiście Niemcy go aresztowali, powodem mogła być pazerność agenta. Wedle relacji świadka, gdy Ciemniejewski uznał kogoś za osobę zasobną, fałszywie go oskarżał, po aresztowaniu włamywał się do jego mieszkania i je okradał. Czy wszedł w drogę gestapowcom, którzy też byli żądni łupów? To jedna z hipotez.

Ale mogło być inaczej: może Niemcy uznali go za „spalonego” i wycofali, pozorując aresztowanie?

Urząd Bezpieczeństwa chętnie rekrutował niemieckich agentów

Historia ta miała ciąg dalszy. W listopadzie 1949 r. w komisariacie milicji w Poznaniu zgłosił się mężczyzna, który stwierdził, że w lokalu na Jeżycach natknął się na konfidenta Gestapo Ciemniejewskiego, przez którego wielu Polaków straciło życie.

Milicja wszczęła dochodzenie. Przesłuchano bliskich ofiar zdrajcy, poszukiwano go pod różnymi adresami. Ustalono, że występował pod nazwiskiem Schwarz. Odnaleziono jego dzieci i ojczyma (ten zeznał, że w sprawie pasierba było już jakieś śledztwo).

Milicja umorzyła sprawę, gdy z Urzędu Stanu Cywilnego otrzymała informację, że poszukiwany zmarł 29 lipca 1943 r. podczas przesłuchania na Gestapo.

Po wojnie komunistyczny Urząd Bezpieczeństwa chętnie rekrutował byłych agentów niemieckich. W całej Polsce ubecy poszukiwali dotyczących ich archiwów – niemieckich oraz kontrwywiadu AK. W przypadku Poznania gmach Gestapo uległ w dużej mierze zniszczeniu w czasie walk o miasto w styczniu i lutym 1945 r. Miejska plotka niosła, że w ruinach gmachu znaleziono listę konfidentów, która trafiła do komunistycznych tajnych służb.

Tajemnicze losy gestapowskiej teczki 

W finale tej historii jest jeszcze sprawa teczki zawierającej agenturalne dossier Ciemniejewskiego. Bo została ona po wojnie odnaleziona. Co zagadkowe, nie wykorzystano jej w milicyjnym śledztwie, jakby o niej nie wiedziano.

Wersje jej odnalezienia są różne. Wedle najbardziej prawdopodobnej pierwszy dokonał tego Nikodem Pałasik, ocalały członek NOB-u. Miał znaleźć ją w więzieniu przy ulicy Młyńskiej i sfotografował jej zawartość. W czerwcu 1956 r., gdy protestujący poznaniacy zajęli więzienie i wyrzucali przez okna dokumenty, na teczkę miał natrafić historyk Zdzisław Grot. Nie wiadomo jednak, co stało się dalej z jej oryginałem.

Obecnie dostępne są jedynie kopie. Poszukujący przez lata oryginału dziennikarz Jerzy Zielonka nigdy go nie odnalazł.

Korzystałem m.in. z akt IPN Po1468/1 oraz prac: A. Pietrowicz i R. Sierchuła „Ku armii narodowej”; „»Ojczyzna« 1939-1945” (2004); E. Serwański „W kręgu myśli zachodniej” (2003); J. Zielonka „Czarna teczka »Aleksa« (III)” („Panorama Leszczyńska” nr 6/1982). Dziękuję dr. Rafałowi Sierchule z Oddziału IPN w Poznaniu za konsultacje.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 38/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Dałbym się za niego zarżnąć