Reklama

Polska choroba

Polska choroba

01.04.2020
Czyta się kilka minut
Tysiące Ukraińców w panice opuściło Polskę. Zemściły się na nas stare grzechy: brak rzetelnej informacji w obcych językach i brak empatii. Wyjeżdżający bali się, że w czasie epidemii będą traktowani jak ludzie drugiej kategorii.
Korczowa, 27 marca 2020 r., obywatele Ukrainy czekają na możliwość przekroczenia granicy / Fot. Łukasz Solski / East News
S

Swietłana, która w jednym z dużych polskich miast mieszka ze swoim podopiecznym, jest pielęgniarką: zmienia pampersy, myje nieporuszającego się o własnych siłach mężczyznę, wywozi go na spacer na wózku inwalidzkim, wykonuje proste czynności medyczne. Jest pomocą domową: sprząta, robi zakupy, gotuje, pierze. Jest też dla podopiecznego namiastką rodziny, bo ta mieszka daleko.

Nadia opiekuje się dorosłym mężczyzną z zespołem Downa. W przerwach, gdy on uczęszcza na zajęcia do specjalistycznego ośrodka, ona gotuje i sprząta w innych domach. 

Swietłana i Nadia pracują w Polsce w trybie wahadłowym: przyjeżdżają na kilka miesięcy, by po upływie tego czasu wymienić się z koleżankami. Co poczuły, słysząc informację o zbliżającej się epidemii? Lęk, niepewność, osamotnienie. Po pewnym czasie także panikę. Bały się, że zostaną w Polsce po zamknięciu granicy (a w tym czasie wygasną ich wizy i pozwolenia na pobyt). Bały się, że zachorują. Bały się też o swoich podopiecznych – starszych, schorowanych.

Legalni i nielegalni

W Polsce mieszka około miliona migrantów, przede wszystkim obywateli państw Europy Wschodniej, w większości Ukraińców. O tych zza wschodniej granicy mówi się: „Wykonują prace, których nie podejmą się Polacy”. Sprzątają, opiekują się starszymi ludźmi, są kurierami, pracują w kuchni i na budowie. To tylko część prawdy. Dobrze wykształceni przybysze zza Buga znajdują zatrudnienie również w innych segmentach gospodarki (przemysł, branża IT, agencje reklamowe, marketing). Także im Polska zawdzięcza utrzymanie statusu wielkiego producenta żywości. To również oni tworzą koloryt i kulturę naszych miast, a zatrudnieni legalnie – biorą udział w wypracowywaniu PKB. 

Niestety, przez wiele lat nie udało się polskiemu państwu wypracować polityki integracyjnej wobec mieszkańców Europy Wschodniej. Szerzy się dyskryminacja. Ukraińca można zatrudnić nielegalnie, a kiedy źle poczuje się w pracy, porzucić w lesie czy parku (takie „wypadki” kończyły się śmiercią bądź trwałym kalectwem obywateli Ukrainy). 


Czytaj także: Krzysztof Story: KIedy przez ladę przechodzi front


Stosunek polskiego państwa i części jego obywateli do migrantów z Europy Wschodniej jest więc obłudny. Są nam potrzebni, ponieważ wypełniają dotkliwą lukę na rynku pracy, ale nie chcemy tego przyznać. Widać to teraz, w chwili kryzysu. 

Media publiczne, informując o epidemii, kierowały przekaz do „polskiego społeczeństwa”. O sytuacji migrantów się nie zająknęły, choć polskie miasta od lat mówią nie tylko po polsku. Z pozwoleniem na pracę czy nielegalnie, Ukraińcy i Białorusini są częścią naszej wspólnoty. 

Analitycy i aktywiści, którzy na co dzień zajmują się problematyką stosunków polsko-ukraińskich, mówią, że w pierwszych dniach epidemii zabrakło przede wszystkim informacji. – W dobrych czasach działała specjalna infolinia dla cudzoziemców, można tam było zadać wszystkie pytania, podzielić się wątpliwościami. Teraz ludzie szukają informacji po omacku – mówi Olena Babakova, ukraińska dziennikarka pracująca w Polsce, specjalistka m.in. w kwestii migracji.

Co prawda działały m.in. infolinie Straży Granicznej i Państwowej Inspekcji Pracy, ale ich telefony były ciągle zajęte. O co chcieli zapytać obywatele Europy Wschodniej?

Na przykład: co stanie się z nami w przypadku choroby? Czy polska służba zdrowia obejmie nas opieką, pomimo braku pozwolenia na pracę i ubezpieczenia zdrowotnego? Rząd złożył takie zapewnienia, ale znów: informacja nie dotarła do zainteresowanych. Migranci bali się, że będzie jak we Włoszech. Tam zakażonych koronawirusem obcokrajowców wysyłano, by „leczyli się u siebie”. Bano się także, co się stanie, kiedy granice zostaną zamknięte, a wizy i pozwolenia na pracę zaczną wygasać.

Marta Jaroszewicz z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego uważa, że w tej kwestii rządowy przekaz był początkowo niejednoznaczny. Świadczył o braku spójnego stanowiska.

– Mówiono, że wizy nie zostaną automatycznie przedłużone, ale jednocześnie zapewniano, że osoby, które nie zdążą opuścić Polski, a których dokumenty stracą ważność, nie zostaną ukarane, więc de facto wypowiedź tę można było odczytać jako pozwolenie na nieopuszczanie naszego kraju – mówi Jaroszewicz. – Niewielu migrantów jest świadomych, że ustawa o cudzoziemcach pozwala na wydłużenie okresu ważności wizy w szczególnych przypadkach. Uważam, że w czasie epidemii powinno to dziać się automatycznie. Na szczęście „tarcza antykryzysowa” pozwala na przedłużenie wiz i zezwoleń na pracę oraz pobyt właśnie w takim trybie.

Myroslava Keryk, prezeska fundacji Nasz Wybór, zajmującej się m.in. pomocą Ukraińcom w Polsce: – Państwo polskie podjęło decyzję o zamykaniu granic, ale niestety nie wzięło pod uwagę sytuacji migrantów. Ludzie bali się, że przestaną latać samoloty i przestaną kursować autobusy. Dlaczego nikt nie wystosował do obywateli Europy Wschodniej żadnego komunikatu? Dlaczego na początku epidemii nikt nie zadał sobie pytania, w jaki sposób ci ludzie opuszczą Polskę?

Jak wrócić?

Zawiniła także strona ukraińska. Jej komunikat wystosowany do własnych obywateli był niejasny. Można było z niego wywnioskować, że Ukraińcy muszą wrócić do kraju do 17 marca, bo po tym terminie granica zostanie zamknięta. Spanikowani ludzie zaczęli więc szturmować dworce. Zastanawiali się: co dalej? Jak dotrzeć do granicy?

To stworzyło idealną sytuację dla spekulantów. Pojawili się „prywatni przewoźnicy”, którzy oferowali podwiezienie pod granicę. Miejsce w busie osiągało horrendalną cenę – nawet pięciuset złotych.

Tomasz Bartecki jest biznesmenem. Często odwiedza granicę polsko-ukraińską. – Efektem tej paniki były ogromne kolejki na przejściach. W Korczowej trzeba było czekać nawet cztery doby – mówi Bartecki.

Po kilku dniach sytuacja się unormowała. Migrantom pomogło m.in. ukraińskie państwo. Granicę można obecnie przekroczyć w trzech punktach, ale tylko busem lub autobusem. Przejścia piesze (zawsze oblegane) zostały zamknięte. Ukraińcy skorzystali z pociągów, które (dzięki inicjatywie kijowskiego MSZ) uruchomiono z Przemyśla, i polsko-ukraińskiego porozumienia w sprawie korytarza humanitarnego. Według danych ambasady Ukrainy w Polsce, nasz kraj opuściło 20 tysięcy Ukraińców.


Czytaj także: Anna Goc: Tydzień z życia tłumaczki


– Problem w tym, że wielu z nich nie wyjeżdżałoby z Polski, gdyby błędnie nie odczytali komunikatu swoich władz i gdyby państwo polskie od razu złożyło zapewnienia, że dokumenty uprawniające ich do pobytu i pracy w naszym kraju zostaną w tej niecodziennej sytuacji wydłużone automatycznie – mówi Bartecki. – Wielu Ukraińców tak mocno związało życie zawodowe z Polską, że teraz zadają sobie tylko jedno pytanie: jak tu wrócić?

W Polsce brakuje instytucji, które wspierałyby zdezorientowanych i wyzyskiwanych w pracy migrantów. Jest tak w dobie kryzysu, było i w przeszłości. Zgłoszenie przestępstwa na tle dyskryminacyjnym wiąże się ze skomplikowaną procedurą.

Myroslava Keryk: – Chciałabym zaapelować do wszystkich Polaków o solidarność z Ukraińcami. Nie zwalniajcie ich z pracy z dnia na dzień, nie wypowiadajcie im wynajmu mieszkań, bądźcie wrażliwi na ich los. Są w trudnej sytuacji, z daleka od domu.

Babakova uważa, że w czasie kryzysu dyskryminacja się nasili. – Prasa prawicowa od lat informowała, że Ukraińcy zabierają Polakom pracę. Teraz tych głosów będzie więcej i staną się bardziej radykalne.

Podczas epidemii często nie radzimy sobie nawet we własnym kraju. Cudzoziemcy są o wiele bardziej bezsilni. Keryk opowiada historię Ukrainki, która niedawno się z nią skontaktowała. Kobieta opiekuje się starszym mężczyzną. Kilkanaście dni temu odwiedziła go mieszkająca za granicą córka, kobieta była chora. Wkrótce wykryto u niej koronowirusa. Ukrainka i starszy pan także zaczęli się źle czuć. Teraz kobieta dzwoni do sanepidu, wymienia objawy i informuje o wizycie zakażonej wirusem córki, ale w odpowiedzi słyszy tylko, by nie wychodzili z domu i mierzyli temperaturę. 

Swoim, nie obcym

Kto ma się upominać o migrantów? Politycy boją się, że kiedy staną w obronie Ukraińców czy Białorusinów, od razu odezwą się głosy, że pomocy potrzebują przede wszystkim Polacy. Dlatego żaden z kandydatów na prezydenta nie ma przemyślanego i spójnego programu dotyczącego pracujących w Polsce obywateli Europy Wschodniej. 

– A ja myślę, że to błąd. Zauważmy, że m.in. Konfederacja Lewiatan (organizacja pozarządowa reprezentująca polskich przedsiębiorców) i Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych Rolników i Organizacji Rolniczych apelowały do polskiego rządu o stworzenie możliwości przedłużenia pobytu w Polsce pracownikom z Ukrainy. Zwrócili uwagę, że ich brak może doprowadzić do załamania wielu branż naszej gospodarki – mówi Jaroszewicz. – Przedstawiciele branży budowlanej, przemysłu, rolnicy walczą o poprawki w „tarczy antykryzysowej”, dotyczące wsparcia migrantów.   

Wielu przybyszów zapewne straci pracę: kryzys zapanuje w branży gastronomicznej, hotelarskiej, usługach. Ale pracownicy tacy jak Swietłana czy Nadia, opiekujący się starszymi osobami, będą potrzebni: polskie społeczeństwo się starzeje. 

– Zwalniani pracownicy starają się znaleźć zatrudnienie w Polsce. Jest dużo ofert: w branży transportowej, handlu, potrzebne są osoby do sprzątania – mówi Babakova.

Babakova docenia znajdujące się w „tarczy antykryzysowej” zapisy dotyczące migrantów. Mówią, że mogą zostać w Polsce do 30 dni po ogłoszeniu końca epidemii. W tym czasie mogą przebywać bez ważnych wiz i pozwoleń na pobyt. Odpowiednie dokumenty – legalizujące pobyt – winni posłać pocztą.

– I tu zaczyna się problem: wcześniej na rozpatrzenie tych dokumentów oczekiwano pół roku, w niektórych miastach nawet 10 miesięcy. Co stanie się, gdy po tak długiej przerwie urzędnicy wrócą do pracy i nagle otworzą stosy kopert? Czas oczekiwania wydłuży się nawet do roku.

Dodatkowo Babakova zwraca uwagę na fakt, że „tarcza antykryzysowa” obejmuje ochroną pracowników posiadających wizy i pozwolenia na pobyt. Nie precyzuje, co stanie się z przybywającymi do Polski w ramach ruchu bezwizowego. Babakova obawia się, że najgorsze może dopiero nastąpić. – W Kijowie rozważa się zupełne zamknięcie granicy z Polską. Oczywiście jest to sprzeczne z prawem, ale nie można wykluczyć takiego scenariusza. Wtedy dopiero może rozpocząć się panika.

O zamknięciu granicy mówią nie tylko ukraińscy politycy. Aleksandr Łukaszenka powiedział o swoich obywatelach, przebywających za granicą: „Chcieli wyjeżdżać, to niech tam teraz siedzą”.

***   

Migranci powinni poczuć się częścią polskiej wspólnoty. Cieszyć się szacunkiem i walczyć o respektowanie swoich praw. Marta Jaroszewicz uważa, że w tym celu niezbędne jest wypracowanie skierowanej do nich polityki informacyjnej, a także stworzenie spójnej polityki integracyjnej. – Zauważmy, że za każdym razem, gdy wybucha jakiś kryzys, w którego tle znajdują się Ukraińcy, dochodzi do ekscesów w miejscowościach przygranicznych, np. w Przemyślu. Tak było i tym razem. Pewne problemy, kwestie sporne, należy po prostu raz na zawsze przepracować, ale do tego potrzeba woli i specjalnych programów – mówi Jaroszewicz.

 CZYTAJ WIĘCEJ:

Autor artykułu

Dziennikarka, reporterka, ekspertka w tematyce wschodniej, zastępczyni redaktora naczelnego „Nowej Europy Wschodniej”. Przez wiele lat korespondentka „Tygodnika Powszechnego”, dla którego...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]