Po pierwszej turze wyborów prezydenckich kraj w szoku

Rafał Trzaskowski nie jest już faworytem wyborów prezydenckich. Jego sztab i rząd będą musieli wymyślić coś nadzwyczajnego, by po szoku niedzielnego wieczoru odzyskać inicjatywę.
Czyta się kilka minut
Wieczór wyborczy Karola Nawrockiego. Gdańsk, 18 maja 2025 r. // Fot. Adam Warżawa / PAP
Wieczór wyborczy Karola Nawrockiego. Gdańsk, 18 maja 2025 r. // Fot. Adam Warżawa / PAP

Karolowi Nawrockiemu nie zaszkodziła afera z kawalerką. Narracja głównych mediów, ale też nagie fakty, nie zdołały przebić się do elektoratu PiS, mającego swoją własną przestrzeń informacyjną. I choć ostatecznie kandydat wybrany przez Jarosława Kaczyńskiego nie dogonił lidera, to jednak w końcówce kampanii, zamiast tracić poparcie, podniósł je do poziomu partii, która go wspiera. To jego ogromny sukces.

Na wszystkich kandydatów prawicy padło ok. 52 proc. głosów, więc jeśli Trzaskowski nie przekona młodych wyborców Konfederacji do pozostania w domach, a z drugiej strony nie odzyska głosów elektoratu lewicy – czeka nas polityczne trzęsienie ziemi. Być może nawet koniec systemu politycznego, w jakim żyjemy od 36 lat. Paradoksalnie, jego demontaż może odbyć się w momencie, w którym duża część społeczeństwa pragnie zmian i wyjścia z klinczu dwóch głównych partii, ale ma jednocześnie na myśli zupełnie inne zmiany.

Kandydaci PO i PiS nigdy nie byli tak słabi

Zagospodarowali niewiele ponad 60 proc. głosów oddanych 18 maja. Jednak ludzie pragnący końca układu zależności, w jakim żyjemy od dwóch dekad, raczej nie zmienią rzeczywistości. Mogą nie zdążyć. 

W scenariuszu, w którym Trzaskowski zdoła rzutem na taśmę zmienić charakter swej nudnej kampanii i odzyskać wyborców KO z jesieni 2023 r. – wygra, ale duopol się nie skończy. Jego radość będzie ledwie maskować ulgę po szczęśliwym zakończeniu rywalizacji, w której musiał przymilać się do elektoratu prawicy, a ostatecznie wiele głosów tam nie zdobył. Raczej opinię kogoś, kto dla wygranej jest gotowy na kopiowanie poglądów swych przeciwników.

Zapomnijmy jednak o kampanii i rozpatrzmy dwa scenariusze, które nam pozostały. Załóżmy też, że wybory zostaną uznane za ważne.

Przy wygranej Trzaskowskiego, obóz koalicji, której rząd roztrwonił w błyskawicznym tempie dużą część poparcia – będzie musiał działać szybko i dokończyć zwłaszcza proces odzyskiwania sądownictwa. To prawica jest dziś w natarciu, a nieodbite przyczółki PiS w wymiarze sprawiedliwości mogłyby stać się – w razie porażki w wyborach do parlamentu w 2027 r. – bazą rozliczeń z ekipą Tuska, na którym Kaczyński od lat pragnie się zemścić, kończąc żywot publiczny obecnego premiera RP. 

Lider KO doskonale wie, że w razie utraty władzy może spodziewać się wszystkiego, łącznie z więzieniem. To zaś oznacza, że w walce o przetrwanie nie będzie szedł na kompromisy. Celem stanie się rozbicie PiS, na czym pewnie skorzystałaby Konfederacja, z której liderami Tusk nie toczy od dwóch dekad śmiertelnego pojedynku i nie musi spodziewać się skrajnej wrogości.

W wyborach prezydenckich Koalicja nadal walczy o przetrwanie

Czy zyska na tym nasza demokracja? Śmiem wątpić, ale powyższy scenariusz jest prawdopodobny. Tusk nie może pozwolić na powrót do władzy dawnego obozu w obecnej formie i pod podobnym kierownictwem, bo jeśli Kaczyński odzyskałby Sejm, można się spodziewać wojny totalnej. Wyobrażam sobie nawet próbę usunięcia prezydenta Trzaskowskiego (jeśli odniósłby 1 czerwca sukces). Czyli najpierw odwrócenia spodziewanych zmian, dokonanych przez ekipę Tuska w sądach i Trybunale Konstytucyjnym, a potem ignorowania wet niechcianego prezydenta. 

Nie bardzo można go siłą usunąć z Pałacu, ale można spróbować uznać jego wybór za nielegalny, np. orzeczony na podstawie elekcji, która rzekomo nie była równa, bo pozbawiła główną partię opozycyjną większości funduszy na kampanię przy bezczynności sądów, oraz uniemożliwiła jej równy dostęp do przejętych z naruszeniem prawa mediów publicznych.

Bardzo wielu obywateli Polski głosujących dziś na koalicję rządzącą przeczuwa też, że w razie ziszczenia się drugiego scenariusza: przegranej Trzaskowskiego, czekają nas gwałtowne turbulencje, na dodatek w sytuacji, w której świat wokół może stać się jeszcze bardziej niespokojny. Widać wyraźnie, że Andrzej Duda, ze swoim dość łagodnym charakterem, który mimo to potrafił powstrzymać wetem najbardziej skrajną wersję demolki sądownictwa w 2017 r., byłby w sumie mile wspominanym lokatorem Pałacu Prezydenckiego.

W II turze PiS musi walczyć o skrajny elektorat

Nawrocki jest inny i wcale w tej kwestii nie kręci, choć z doświadczeń afery z panem Jerzym wiemy, że kręcić potrafi. W przeciwieństwie do obecnego prezydenta nigdy nie starał się o głosy politycznego centrum oraz nie maskował swych intencji, jak Duda i obóz PiS u progu 8-letniej epoki. Jeśli zwycięży 1 czerwca, koalicja rządząca nie tylko nie zdoła dokończyć żadnej z planowanych reform, na czele ze skutecznym uchwaleniem ustaw dotyczących wymiaru sprawiedliwości, a tym samym złamać oporu Trybunału Konstytucyjnego, części Sądu Najwyższego oraz kierownictwa prokuratury z epoki PiS, które do dziś nie uznało swych dymisji. 

Nawrocki wydaje się być też człowiekiem, który nie zapomni o zarzutach, jakie padły pod jego adresem w kampanii (i zapewne jeszcze padną, bo końcówka szykuje się „na noże”). Będzie za wszelką cenę dążył do sparaliżowania rządu i koalicji, a potem do jej rozbicia. Budżetu co prawda nie zawetuje, ale może go odesłać do Trybunału Konstytucyjnego, aby ten cofnął go np. pod pozorem niskich nakładów na zdrowie, nierealizujących konstytucyjnego obowiązku państwa ochrony życia i zdrowia obywateli.

Tak, wiem, dziś brzmi to jak polityczne science fiction, ale doświadczenia z lat, gdy środowisko PiS rządziło, każą nam spodziewać się skrajnej eskalacji. PiS nie jest klasyczną chadecją, to raczej skrzyżowanie tradycyjnej partii z alt-prawicą, w której te drugie cechy będą się nasilać – choćby po to, by nie doszło do jej zastąpienia przez Konfederację.

Naciskany przez Nawrockiego obóz rządowy raczej nie byłby w stanie się skonsolidować. Przy powtarzanych wetach do ustaw straci raczej możliwość skutecznego rządzenia, będzie nadal słabł i nie zrealizuje wielu ze swoich stu konkretów. Zapłaci też przy okazji za bajki opowiadane w 2023 r. w kampanii wyborcom spoza żelaznego elektoratu, którzy przyszli do Tuska trochę „dla zysku”, traktując na poważnie choćby obietnicę 60 tys. złotych kwoty wolnej od podatku. 

Nie czas analizować skutki porażki, bo do niej wciąż daleko, a Trzaskowski moim zdaniem ma wciąż duże szanse na wygraną, jednak oczywiste jest, że przy odwrotnym scenariuszu obóz władzy zapłaci ogromną cenę.

Hołownia i Trzecia Droga po wyborach

To znamienne, jak często w kampanii, gdy jeszcze widmo klęski było daleko (a niektórzy publicyści wierzyli w minięcie Nawrockiego przez Sławomira Mentzena), Szymon Hołownia przypominał o braku ustaw sądowych. Uznawał widmo wet ze strony prezydenta Dudy za marne usprawiedliwienie dla inercji koalicji, i coś w tym chyba jest. 

Twardy elektorat KO zaakceptował taktykę Tuska, by nie zawracać Pałacowi głowy reformami, których nie zatwierdzi. Jednak wyborcy, którzy przechylili szalę zwycięstwa 15 października 2023 r. warunkowo, czują się rozczarowani. Paradoks polega na tym, że Hołownia, który najgłośniej domagał się przyspieszenia ze strony koalicji, poniósł największą klęskę. Choć jako jeden z niewielu mówił o konkretach (odpartyjnienie spółek, usunięcie smartfonów ze szkół, sojusz obronny ze Skandynawią), nie przekonał, że stanowi realną alternatywę dla KO.

Teraz nie wiadomo nawet, czy jego Polska 2050 przetrwa kryzys, i czy PSL nie obali na jesiennym kongresie swego kierownictwa, nie wyjdzie z Trzeciej Drogi i nie przypomni o swoim „obrotowym” charakterze. To byłby definitywny koniec koalicji, szybsze wybory i raczej wygrana PiS. Lewica nie byłaby w stanie zapełnić luki. Co prawda ostatecznie jej kandydaci uzyskali ponad 9 proc., ale w większości to głosy na antyrządowego Adriana Zandberga.

Czy Mentzen poprze Nawrockiego

Najważniejsze pytanie co zrobi Konfederacja? Czy jej kandydat choćby półgębkiem poprze Nawrockiego i w przyszłości wejdzie w układ z PiS, czy też partia zdecyduje się na niezależność i długi marsz po samodzielną władzę, który preferuje młodsza część jej elektoratu, ale który jest ryzykowny dla partii zbyt długo będącej w opozycji. 

Ciekawe jest też, jaka będzie dynamika między Konfederacją a Nawrockim. Jeśli mimo konfrontacyjnej postawy Mentzena pod koniec kampanii, spory uda się załagodzić, Kaczyński może mieć z Nawrockim i częścią swej partii spory problem. Już nie on będzie liderem prawicy. Zwłaszcza że z obecnym kandydatem PiS nawet Grzegorz Braun i jego elektorat mieliby bardziej po drodze, także w kwestii Ukrainy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 21/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Kraj w szoku