PIP bierze na cel fikcyjne B2B. Polacy liczą pieniądze

W kraju, w którym związek zawodowy doprowadził swego czasu do zmiany ustroju, zwiększenie zakresu uprawnień dla Państwowej Inspekcji Pracy jednoznacznie popiera raptem połowa obywateli.
Czyta się kilka minut
// Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
// Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

8 lipca inspektorzy PIP zyskali nowy oręż w walce z fikcyjnym samozatrudnieniem, czyli ukrywaniem etatów w firmach za kontraktami B2B. To dziś jedna z większych plag polskiego rynku pracy, a Polska zobowiązała się ją ograniczyć już kilka lat temu, sięgając po pieniądze z UE na Krajowy Plan Odbudowy

Wedle szacunków Instytutu Badań Strukturalnych, w gronie ponad trzech milionów polskich jednoosobowych działalności gospodarczych (JDG) co najmniej 10 proc. obsługuje tylko jednego kontrahenta, wykonując powierzone im zadania w siedzibie zleceniodawcy, w wyznaczonych godzinach, na powierzonym im przez niego sprzęcie i według jego ścisłych wytycznych. 

Właśnie takich JDG, będących podręcznikowym przykładem ukrytego etatu, będą teraz szukać inspektorzy PIP. Dzięki nowym uprawnieniom po kontroli będą mogli wydać decyzję administracyjną zmieniającą taki kontrakt w umowę o pracę.

Czy to rewolucja na rynku pracy

Szybkiego przełomu na polskim rynku pracy jednak nie będzie. Inspektorów jest mało, ledwie 1500 w całym kraju. Na jednego przypada statystycznie 512 firm, które podlegają kontroli, dlatego PIP na pierwszy ogień weźmie skargi, które spłyną do niej od samych zainteresowanych zamianą umowy B2B na etat. 

Jeśli kontrola wykaże istnienie stosunku pracy, zleceniodawca dostanie polecenie zmiany warunków zatrudnienia. Jeśli się nie zgodzi, PIP wyda decyzję o zmianie z klauzulą natychmiastowej wykonalności, którą firma będzie mogła dopiero zaskarżyć w sądzie. Dotychczas było na odwrót: to niezadowolony z warunków zatrudnienia kierował do sądu pracy pozew o ustalenie stosunku pracy, a sprawy wlokły się latami. Teraz czas gra na korzyść pracowników.

Organizacje przedsiębiorców obawiają się, że nowe przepisy czynią otoczenie prawne „jeszcze bardziej nieprzewidywalnym” dla biznesu. Przedsiębiorcy oczywiście zdają sobie sprawę, że w reformie PIP jedyną nowością jest to, że państwo zamierza wreszcie poważnie traktować tworzone przez siebie przepisy Kodeksu Pracy. Jednak zapowiedzi zmian w traktowaniu samozatrudnienia nie spotkały się z jednoznacznym poparciem także wśród pracowników. 

Sondaże CBOS i niedawna ankieta SW Research pokazują, że w tej sprawie jesteśmy mocno podzieleni. Połowa jest jednoznacznie za zmianami. Druga nie wie, co o tym myśleć, lub je odrzuca – i miast kruszyć kopie o zakres nowych uprawnień PIP lepiej zastanowić się, dlaczego tak nas to polaryzuje.

Jakie są koszty pracy w Polsce

Podatki, w tym opodatkowanie pracy, to oczywiście jeden z filarów życia publicznego. Nie są jednak nienaruszalnym zestawem przykazań podarowanych wspólnocie na kamiennych tablicach. Podatki mają służyć realizacji określonych celów ekonomicznych państwa (czyli de facto społecznych, bo żaden rynek nie działa bez ludzi). 

Nasz system podatkowy swój kształt zyskał tymczasem w latach 90. i na początku tego stulecia, czyli w czasach, gdy państwo walczyło o napływ kapitału, dążyło do pobudzenia rodzimej przedsiębiorczości i próbowało zdusić bardzo wysokie bezrobocie. Minęły dekady, zmieniła się Polska i jej gospodarka, a fiskus nadal finansuje się bardziej z opodatkowania konsumpcji (VAT i akcyzy) aniżeli opodatkowania pracy. 

Od średniej pensji wypłacanej na umowę o pracę osobie bezdzietnej państwo polskie pobiera w formie składek i podatków 35 proc. kwoty przeznaczonej przez pracodawcę na utworzenie tego etatu. Niższe obciążenie podatkowo-składkowe ma dziś jedynie sześć krajów UE. Więcej płacą m.in. Czesi, Węgrzy i Słowacy. 

Opowieść o łapczywym polskim fiskusie odbierającym ludziom ostatni grosz wraz z samym sensem ciężkiej pracy można posłać między bajki bez powoływania się na przykład Belgii, która otwiera takie zestawienie (dane OECD Taxing Wages 2026). 


Co Polak, to firma

Polska jest dziś w czołówce krajów UE o najwyższym odsetku samozatrudnionych. Krajowe statystyki eksplodowały po pandemii, głównie w usługach gastronomicznych, wsparciu dla biznesu oraz w ochronie zdrowia. 

Udział samozatrudnionych w ogólnej liczbie pracujących: 

Średnia UE – 14,2%

  • Grecja – 25%

  • Bułgaria – 25%

  • Włochy – 24%

  • Rumunia – 20%

  • Polska – 19%

  • Czechy – 16%

  • Portugalia – 16%

  • Hiszpania – 15%

  • Holandia – 13%

  • Francja – 12%

  • Belgia – 10%

  • Austria – 10%

  • Irlandia – 9%

  • Finlandia – 9%

  • Niemcy – 9%

  • Szwecja – 6%

  • Dania – 6%

  • Luksemburg – 6%

Źródło: Eurostat. Dane krajowe zaokrąglone w górę do pełnej liczby


Kto w Polsce płaci podatki

Łatwo natomiast wskazać, skąd biorą się takie narzekania. Polski system podatkowo-składkowy obrósł wianuszkiem grupowych wyłączeń i preferencji, które sprawiają, że w łeb bierze poczucie solidaryzmu. 

Jeśli jesteś elektrykiem w kopalni, możesz przejść na emeryturę 15 lat wcześniej niż twój kolega z technikum, który po maturze wybrał gorzej niż ty i poszedł skręcać kable w fabryce. Jeżeli masz status rolnika, do twoich składek na ZUS dopłaci państwo, ale zapomnij o tym, jeśli w warzywniaku sprzedajesz ziemniaki.

A gdy jesteś warszawską nauczycielką i poczułaś się źle, mogłaś trafić na SOR w Szpitalu Południowym, zarządzanym przez młodego lekarza, który od faktur za „zrealizowane usługi medyczne” na ponad 1,6 mln zł płacił podatek według 14 proc. stawki ryczałtu. Ty natomiast z dużym prawdopodobieństwem wpadłaś w drugi próg i od części swoich zarobków odprowadziłaś  już 32 proc. podatku. Według danych Ministerstwa Edukacji w ub. roku przytrafiło się to aż 36,1 proc. polskich pedagogów. 

Ze słynnym już stołecznym doktorem łączy ich tylko jedno: też pracowali po godzinach.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł