Z perspektywy użytkowników nic się nie zmieni. Dostawcy usług komunikacyjnych, w tym Meta, Google czy Microsoft, znów będą mogli skanować prywatne wiadomości w poszukiwaniu pornografii dziecięcej. Tak jak robili przez ostatnich pięć lat.
Umożliwiające to przepisy, tzw. Chat Control 1.0, wygasły wprawdzie w kwietniu i Parlament Europejski nie zgodził się na ich przedłużenie, ale w ubiegłym tygodniu, podczas ostatniej sesji przed wakacjami, europosłowie musieli wrócić do sprawy w trybie „pilnej potrzeby legislacyjnej”. Tym razem, by odrzucić przedłużenie kontrowersyjnych przepisów bezwzględną większością, głosów zabrakło.
Skanowanie może zaszkodzić wszystkim
Przepisy są na tyle kontrowersyjne, że sprzeciwiają się im politycy od lewicy po prawicę, organizacje broniące prawa do prywatności, eksperci od cyberbezpieczeństwa i dostawcy szyfrowanych komunikatorów. Łączy ich przekonanie, że stworzenie technicznej możliwości kontrolowania prywatnych wiadomości osłabia bezpieczeństwo wszystkich, a nie tylko podejrzewanych o przestępstwa. A w przypadku komunikacji szyfrowanej nakazanie operatorowi, by ją nadzorował – bez względu na szlachetne pobudki – jest nie do pogodzenia z samą ideą szyfrowania.
Mało tego, na razie nie ma systemów, które by bezbłędnie odróżniały materiały pedofilne od na przykład zdjęć, jakie rodzic wysyła pediatrze, a błędne zgłoszenie materiału organom ścigania może zdemolować życie niesłusznie podejrzewanym. I nawet jeśli skuteczność takich systemów byłaby bardzo wysoka, przy miliardach wiadomości przesyłanych codziennie ułamki procenta błędów oznaczają tysiące fałszywych wskazań.
Meta chwaliła się wprawdzie, że w samym tylko 2023 r. „podjęła działania” wobec 3,6 mln materiałów związanych z wykorzystywaniem seksualnym dzieci, a dotyczących użytkowników z UE, ale choć brzmi to imponująco, od tych decyzji wniesiono 254,5 tys. odwołań, a 11,6 tys. materiałów przywrócono po stwierdzeniu błędu systemu wykrywania.
Liczba odwołań może być jednak myląca (każdy, kto choć raz próbował odwołać się od decyzji Mety, wie, że nie zawsze jest to walka, którą da się wygrać, a czasem nawet rozpocząć). Były niemiecki europoseł Patrick Breyer przywołuje dane, które lepiej odzwierciedlają problem: połowa zgłoszeń przekazywanych w Niemczech organom ścigania w ramach Chat Control 1.0 okazywała się nieistotna z punktu widzenia postępowań karnych.
Nadzór łatwo rozszerzyć
Nie mniej ważne jest to, że narzędzia stworzone do wykrywania jednego rodzaju treści można wykorzystać do innych celów i takie propozycje pojawiały się już podczas debaty nad Chat Control, między innymi ze strony przedstawicieli Europolu czy Dyrekcji Generalnej ds. Migracji i Spraw Wewnętrznych Komisji Europejskiej.
Historia technologii pokazuje zresztą dość prostą prawidłowość: kiedy powstaje możliwość techniczna, wcześniej czy później pojawia się pokusa jej wykorzystania, bo nie istnieje system, który sam z siebie obroni demokrację przed rządem gotowym użyć go w sposób niedemokratyczny. A narzędzie zaprojektowane dla liberalnego państwa nie pozostaje automatycznie liberalne po zmianie władzy.
W tym kontekście liczy się jeszcze jedno: Chat Control 1.0 miał być rozwiązaniem tymczasowym. Pomostem do czasu przyjęcia docelowych przepisów. Tymczasem rozporządzenie działało – z krótką przerwą – przez pięć lat i zostało przedłużone do 2028 r. Prace nad właściwym rozporządzeniem, Chat Control 2.0, trwają już czwarty rok i finalnej wersji na horyzoncie nie widać.
Bo choć wszyscy zgadzają się, że pedofilię trzeba ścigać, odpowiedź na pytanie, jak robić to skutecznie, nie zmieniając jednocześnie prywatnej komunikacji w przestrzeń nadzoru, obywatelom może zrobić bardzo dużą różnicę.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.










