Piotr Sadzik: czyste herezje?

Na szczęście od czasu do czasu na literaturoznawczym horyzoncie pojawia się książka intrygująca całościowym ujęciem, odważna, brawurowa, może nawet odrobinę bezczelna w swej próbie ujęcia literackiego kanonu.
Czyta się kilka minut

Książki o literaturze – w odróżnieniu od książek literackich – rzadko bywają czytane z wypiekami na twarzy. Dzieje się tak zapewne z wielu rozmaitych powodów, choć ten najważniejszy związany jest z poetyką pisarstwa naukowego, odstraszającą laika zarówno hermetyzmem wywodu, jak i terminologiczną gardą. Można by zatem powiedzieć, że książki o literaturze rzadko bywają czytane z wypiekami na twarzy, bo też przecież nie o czytelnicze wypieki w nich chodzi, lecz o cechującą akademię rzetelność, odpowiednio zreprodukowany stan badań, metodologiczną spójność, językową precyzję i dyscyplinę wywodu. 

Na szczęście od czasu do czasu na literaturoznawczym horyzoncie pojawia się jednak książka, która takie wrażenie właśnie wywołuje. Intrygująca całościowym ujęciem, odważna, brawurowa, może nawet odrobinę bezczelna w swej próbie ujęcia literackiego kanonu. Z jednej strony: rzetelna, spełniająca z naddatkiem wszystkie wymogi akademickiej akrybii (patrz wyżej), której autor znakomicie porusza się w świecie ponowoczesnych teorii, ale równie dobrze odnajduje się w światach przedstawionych na kartkach historii literatury ostatniego stulecia. Z drugiej – pełna narracyjnej werwy, kreśląca wciągającą historię, otwarta na literaturoznawczego profana, nieupraszająca i dbająca o kontakt z czytelnikiem. Jej patronem można by uczynić Umberto Eco, który w „Wyznaniach młodego pisarza” zalecał, by historię swych badań naukowych opowiadać, jakby to była powieść kryminalna, albowiem cechująca filologa lektura podejrzliwa zbliżona jest w końcu do prowadzonego przez detektywa śledztwa. O jakiej książce mowa? Już wyjaśniam, by nie trzymać dłużej nikogo w niepewności: oto Piotr Sadzik i jego „Regiony pojedynczych herezji”.

Spróbujmy pokrótce doprecyzować, a tym samym przełożyć zestaw powyższych komplementów na język czytelniczych korzyści i literaturoznawczych konkretów. Przede wszystkim wypadałoby zacząć od tego, że choć mamy do czynienia z pisarskim debiutem, to jego autor jest osobą świetnie znaną w środowisku humanistów. Za jego sprawą mogliśmy się w końcu zapoznać z niezwykle ważną dla humanistyki ekokrytycznej książką „Zoografie” Matthew Calarca (tłumaczenie wespół z Patrykiem Szajem), jak i dwiema niewielkimi, ale ważnymi pracami Jacques’a Derridy („Fichus” oraz „W końcu nauczyć się żyć”). Ten derridiański kontekst jest tu szczególnie istotny, gdyż po pierwsze przełożył się on na dwa świetne tomy esejów, których Piotr Sadzik był współtwórcą i redaktorem zarazem („Widma Derridy” oraz „Imiona anomii. Literatura wobec doświadczenia stanu wyjątkowego”), jak i – co ważniejsze – na „Regiony pojedynczych herezji”.

Jakie herezje głosi autor, że wywołują one aż takie emocje? Przede wszystkim jego książka jest pionierską na rodzimym gruncie i niezwykle sugestywną próbą rekonstrukcji doświadczenia marańskiego, które da się wydobyć z różnych tekstów literackich ostatniego stulecia. Marańskiego? Pod tym słowem „nie do znalezienia w słownikach” (wedle Hélène Cixous), określeniem, które dla Derridy „stało się czymś w rodzaju obsesji”, kryje się tyleż konkretna doktryna, ile forma uniwersalnej podmiotowości, której istotą jest brak stabilnej tożsamości i niemożność identyfikacji z istniejącymi społecznie rolami.

Historyczny kontekst maranizmu odsyłający do przyjmujących pod przymusem chrześcijaństwo hiszpańskich i portugalskich Żydów, którzy opuszczali nierzadko Półwysep Iberyjski w poszukiwaniu bezpiecznych przystani, zważywszy żydowską populację dawnej Rzeczpospolitej, jak i fakt, iż była ona „areną najśmielszych żydowskich herezji”, prowokuje autora do postawienia tezy, że „trudno o miejsce gęściej naznaczone śladami doświadczenia marańskiego niż polska literatura nowoczesna”. Przesada? Niekoniecznie, jeśli wziąć pod uwagę, że w obrębie tej kategorii – zgodnie z sugestią autora – mieściliby się „rozpisujący swoje wiecznie zakłócone i rozszczepione tożsamości autorzy, dla których punktem odniesienia jest doświadczenie nieartykułowanego w jawny sposób i skontaminowanego dziedzictwa żydowskiego”. Czyli?

Czyli na przykład tacy klasycy rodzimej literatury jak Wat i Wittlin, Schulz i Stryjkowski, Lem i Parnicki, Baczyński i Buczkowski. Nie o wszystkich wymienionych powyżej twórcach pisze autor „Regionów…”, ale ci, którzy mieli to szczęście, byliby na pewno ukontentowani i zaskoczeni równocześnie. Ukontentowani detektywistyczną dociekliwością autora, ale i zaskoczeni tezami, jaki stawia. Nałożony na ich dzieła „marański filtr” pozwala zobaczyć je w zupełnie nowym i zupełnie nieoczywistym kontekście.

 

Nominacja do Nagrody-Stypendium im. S. Barańczaka

Piotr Sadzik

REGIONY POJEDYNCZYCH HEREZJI. MARAŃSKIE WYJŚCIA W PROZIE POLSKIEJ XX WIEKU

Wydawnictwo Austeria, Kraków 2022

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2024