Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Przyjemność tekstów

Przyjemność tekstów

30.05.2016
Czyta się kilka minut
Bohater idzie, a czytelnik podążą tuż za nim. Idzie, gdzie myśli poniosą.
E

Esej „Droga 816” jest opowieścią o podróży wzdłuż wschodniej granicy naszego kraju, opowieścią o wędrówce mierzonej nie kilometrami, lecz krokami. Ten sposób podróżowania zapewnia mu tak konstytutywny dla jego pisania „percepcyjny High Definition”, ale i daje komfort bycia sobą. A zatem literatura podróżnicza? Niekoniecznie. Książka Michała Książka to raczej podróżnicza medytacja, bo niespieszny sposób podróżowania przekłada się bezpośrednio na analogiczny sposób prowadzenia narracji skoncentrowanej na detalach. Autora na równi interesują widoki i powidoki – przestrzeń, ale i czas. Bohater idzie, a czytelnik podążą tuż za nim. Idzie, gdzie myśli poniosą.

Jakiś czas temu Piotr Paziński dał się poznać jako nieoczywisty i interesujący pisarz. Publikacja zbioru esejów „Rzeczywistość poprzecierana” pokazuje, że jako czytelnik jest kimś co najmniej równie ciekawym. Co go cechuje? Rzecz pierwsza – brak przywiązania do jakiegoś konkretnego obszaru językowego, formy literackiej i ugruntowanych literackich hierarchii. Paziński z taką samą swadą potrafi rekonstruować prozatorskie koncepty Borgesa czy Joyce’a, jak snuć błyskotliwe rozważania na temat dramatów Kantora. Równie istotny jest dla niego dialog z twórcami tworzącymi ścisły literacki kanon (Kafka, Schulz), jak i rozmowa z tymi, którzy w związku z Zagładą w tym kanonie nie mieli szansy się znaleźć (Cylkow, Bialik). Rzecz druga – istotą proponowanego tu trybu lektury zdaje się być tyleż lansowanie własnych konceptów interpretacyjnych, co swoista dyrektywa nakazująca szukać kładek między literaturą a transcendencją, tym, co istnieje, i tym, co nie istnieje. Jeśli książki będą mieć takich czytelników, to zaiste żadna śmierć im nie grozi.

Literatura mówi przede wszystkim o utracie – twierdzi Michał Paweł Markowski. Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie, o czym opowiada najnowsza jego książka, to powiedziałbym, że mówi głównie o zysku. O zysku płynącym z umiejętności wnikliwej lektury. Co czyta twórca „Kiwki”? Niemal wszystko, bo też autor tej książki jest nie tylko literackim smakoszem, ale i nałogowym tekstożercą. Czyta się tu więc poetów i prozaików, filozofów, ale i fizyków, czyta artykuły o krótkiej dacie ważności i sążniste, czasoodporne rozprawy. Markowski już nas do tego przyzwyczaił, ale przecież to nie zarzut – nie czyta w końcu ani ciągle tego samego, ani też nie pisze tak samo. To ostatnie oczywiście najtrudniej uchwycić, acz gdybym miał zaryzykować tezę dotyczącą tej odmienności, to powiedziałbym, że jeśli pojawia się tu jakiś nowy ton, to jako pochodna jeszcze większego rozbuchania frazy, jeszcze większej swobody w mnożeniu kontekstów, większej niż dotąd ilości literackich kiwek. Kiwek? Żadnej w tym omyłki, najważniejszym bohaterem tego zbioru nie jest wszak wcale pisarz, lecz piłkarz. Co mają wspólnego futbol i literatura? Już chociażby tylko po to, aby się dowiedzieć, warto sięgnąć do tej znakomitej książki.

Mimo że o książkach Stanisława Leca pisali znakomici uczeni, to trudno byłoby przekonywać, że jest to twórczość znana, generująca krytycznoliterackie spory, prowokująca do polemik. Bohater dramatycznej biografii, pisarz częściej wydawany na obczyźnie niż w kraju, autor kilkunastu książek i paru tysięcy aforyzmów to w powszechnym odbiorze twórca zaledwie jednego tomiku, literat-wesołek, fabrykant efektownych, lecz ulotnych bon motów. Jeśli ktoś ma szanse ten obraz zmienić, to tą osobą jest Lidia Kośka jako autorka monumentalnej monografii „Lec. Autobiografia słowa”. Kośka poddała w niej liftingowi, wydawałoby się, już mocno sfatygowaną kategorię „życia i dzieła”, czego efektem jest znakomita, rozpisana na niemal 800 stron książka. Książka, dzięki której zaczynamy patrzeć na Leca inaczej. Dostajemy tu bowiem przewodnik po biografii pisarza, ale przede wszystkim niezwykle wnikliwy, detaliczny, skrzący się erudycją opis poszczególnych etapów twórczości Leca, którego finałem było aforystyczne arcydzieło. Rzecz w tym, że nawet jeśli „aforyzm walczy w pojedynkę” i jest „największym indywidualistą literatury”, to jednak, jak pokazuje recepcyjna rzeczywistość, od czasu do czasu potrzebne mu wsparcie. To, którego udzieliła mu Lidia Kośka, jest nieocenione.

Co przeciętny czytelnik wie o Buninie? Zapewne niewiele – pierwszy rosyjski noblista, sentymentalny liryk, trzeźwy prozaik. Otoczony agentami emigrant, bankrut mieszkający pod jednym dachem z żoną i kochanką. Każdy z tych wątków zostaje w książce Renaty Lis „W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu” prześwietlony, po swojemu rozwinięty i zdekonstruowany. To „po swojemu” jest ważne, bo też trudno myśleć o tym przedsięwzięciu jak o zwyczajnej biografii. Z jednej strony świetne rozeznanie w epoce, kawał historycznoliterackiego konkretu, negujący chronologię. Z drugiej nietrudno sobie wyobrazić, że nawet ktoś kompletnie niezainteresowany pisarzem może być tą książką oczarowany. Znów mamy tu pełnokrwistego bohatera, żyłkę fabularna napiętą do ostatnich granic i napięcie godne thrillera. A jako bonus frazę, która sprawia, że autor „Późnej godziny” jak nic musi z zazdrości przewracać się w grobie. ©

GRZEGORZ OLSZAŃSKI (ur. 1973) jest poetą i krytykiem literackim, współtwórcą grupy literackiej Na Dziko, autorem m.in. tomików „Tamagotchi w pustym mieszkaniu” i „Starzy nieznajomi”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]