W ramach ćwiczeń z imaginacji spekulatywnej można by spróbować wyobrazić sobie sytuację, w której to nie „Chłopki” Joanny Kuciel-Frydryszak, lecz „storytelling” Antoniny Tosiek sprzedają się w półmilionowym nakładzie, stając się narodowym bestsellerem. Pomysł na tego rodzaju zestawienie da się bez trudu obronić. W obu przypadkach akcent pada wszak na rozpisaną na wiele głosów opowieść („wiem / teraz jest czas opowieści” – napisała Tosiek w wierszu „pestki, pesteczki”) o indywidualnych traumach („a stary anioł to swoją żonę tak bił że jakby / się w wiśniach cała kąpała”), jak i systemowych krzywdach („tu zawsze byli panowie / a miąższ pod paznokciami mieli różowy i czysty”).
Obie książki nieomal modelowo wpisują się w tak zwany zwrot ludowy, którego istotą jest rekonstrukcja tego, co przez lata wypierane, a jednocześnie proces rewindykacji, odzyskiwania utraconej genealogii. W tym kontekście zarówno „Chłopki”, jak i „storytelling” można by potraktować jako literackie odpowiedniki głośnych książek Adama Leszczyńskiego („Ludowa historia Polski”), Kacpra Pobłockiego („Chamstwo”) czy Kamila Janickiego („Pańszczyzna”).
Jeśli ekonomiczna rzeczywistość sabotuje tego rodzaju zestawienie (bo to raczej ćwiczenie z niemożliwego), to dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, Antonina Tosiek jest poetką, a książki poetyckie – przykra niespodzianka, proszę wybaczyć konstatację na granicy banału – w kraju słynącym z poezji w najlepszym wypadku sprzedają się w 500 egzemplarzach, a nie w 500 tysiącach. Po drugie, Tosiek – jako literaturoznawczynię i badaczkę chłopskiej diarystyki – cechuje nie tylko własne biograficzne doświadczenie (ze strony matki), ale też pogłębiona wiedza na temat interesującego ją zagadnienia, która przekłada się w tym wypadku na krytyczną podejrzliwość zarówno wobec powielanych stereotypów, jak i efektownych intelektualnych konceptów („co wam po tym / fantomowe ciałka po 48 zł w universitasie”). W rezultacie autorka odwołuje się brawurowo do różnego typu składników ludowego imaginarium (folklor, zwyczaje, język, szczególny stosunek do natury), które przekłada następnie na język nowoczesnej poezji (akcent na poetkę).
Jednocześnie Tosiek równie sugestywnie dekonstruuje powielane mity i obiegowe prawdy (akcent na badaczkę). Tym samym miłośnicy prostych i jednoznacznych historii niewiele tu znajdą dla siebie. Na szczęście, trzeba by od razu dodać, bo dzięki temu dostajemy coś osobnego i oryginalnego zarazem. Niezwykłość książki poetyckiej „storytelling” widziałbym właśnie w fuzji tych dwóch ról, dwóch kompetencji: badawczej i poetyckiej. A o tym, że nie jestem w swym entuzjazmie odosobniony, świadczy obecność tego tomu w ścisłym finale Nagrody Poetyckiej Silesius.
W przestrzeni sztuki od wielu dekad – a może nawet stuleci – istnieje mit genialnego debiutu. Jeśli coś mu ustępuje w krytycznoliterackich hierarchiach, to mit drugiej książki. Ważniejszej niż pierwsza, bo potwierdzającej, że błyskotliwy debiut nie był tylko fuksem, wypadkiem przy pracy.
Opublikowana w listopadzie 2024 r. w Biurze Literackim książka „żertwy” Antoniny Tosiek pokazuje, że znakomity debiut nie był przypadkowy. Wręcz odwrotnie: bardziej ściszone, mniej jednolite i zaangażowane społeczne „żertwy” robią spore wrażenie przede wszystkim obrazowaniem, formalną dyscypliną, oryginalną metaforyką, zapadającymi w pamięć frazami. Widać wyraźnie, że poetka nie chce powielać dotychczasowego wzorca, lecz szuka nowych, innych form ekspresji. Rzecz nie jest tak konceptualna jak debiut, co jednak nie znaczy, że nie można tu wskazać tematycznej dominanty.
„żertwy” – zgodnie z tytułem odsyłającym do słowiańskiego zwyczaju składania ofiary – w swych najlepszych fragmentach opowiadają właśnie o ofierze, poświęceniu, trosce. Ich wyrazem nie są jednak patetyczne wyznania, lecz prozaiczne gesty, jak w znakomitym wierszu „moab”, w którym poetka pisze: „będziesz tropić znaki (...) / wypatrywać / unoszących się w górę i dół / miejsc po piersiach (...) / wkładać pokarm do bezzębnych / ust”.
W dużej mierze ten zbiór to opowieść o tym, „żeby ciało mogło / zostać ciałem; nie ciężarem, / workiem na tłuszcz i kości”. W tym ujęciu „żertwy” okazują się tomem elegijnym, pożegnalnym. Antonina Tosiek, wchodząc w obszar dyskursu maladycznego, mierzy się z tym, co najtrudniejsze życiowo i jednocześnie literacko. Napisać, że wychodzi z tych zmagań zwycięsko, byłoby nieporozumieniem. Wystarczy więc dodać, że „żertwy” są kapitalną, niezwykle mocną książką.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















