Pingwin: człowiek z podziemia

Serial „Pingwin” pokazuje świat, w którym zachwycona sobą elita wzięła wiele więcej, niż społeczność była w stanie zaakceptować. Chciwość i pogarda stają się powodem upadku starych hierarchii. Władzę przejmuje upokorzony arogant.
Czyta się kilka minut
Colin Farrell w serialu „Pingwin”, 2024 r. // Materiały prasowe Max
Colin Farrell w serialu „Pingwin”, 2024 r. // Materiały prasowe Max

Pamiętacie Danny’ego DeVito w roli Pingwina? W liczącym sobie już ponad trzydzieści lat „Powrocie Batmana” Tima Burtona pływa on po kanałach Gotham w wielkiej żółtej kaczce i dowodzi bandą zbirów-cyrkowców. Nosi też frak i cylinder, łączące staromodną elegancję ze stopniem zużycia sugerującym, że strój został znaleziony gdzieś na śmietniku. Pingwin ma wielki, charakterystyczny nos przypominający ptasi dziób i dłonie, których zrośnięte palce przywodzą na myśl płetwy. Słowem: wygląda jak postać z koszmaru, a reżyseria Burtona nieustannie podkreśla karnawałowy i „komiksowy” charakter świata, w którym działa Batman.

Pingwin: chłopiec z ferajny

Pingwin z nowego serialu platformy Max jest postacią zbudowaną zupełnie inaczej. Zmieniony nie do poznania przez charakteryzację Colin Farrell wygląda raczej jak ktoś z dalszego planu „Chłopców z ferajny” Martina Scorsesego niż postać z cyrku, kart komiksu czy wyobraźni reżysera lubującego się w poetyce makabreski.

Oswald „Oz” Cobb (w komiksach znany jako Oswald Cobblepot) jest zwalisty, ciężki, mówi w sposób zdradzający, że jego jedynym uniwersytetem była ulica. Poznaczona bliznami twarz i kulejący krok pokazują, jak trudna musiała to być szkoła. Irlandzki aktor, budując swoją postać, wyraźnie inspiruje się Jamesem Gandolfinim jako Tony'm Soprano, ale ta inspiracja nigdy nie idzie tak daleko, by Cobb zmienił się w kopię mafijnego bossa z New Jersey.

Oswald z pewnością nie jest bossem, ani nawet pełnoprawnym członkiem mafii. Reprezentuje obrzeża świata zorganizowanej przestępczości. Oprychów kręcących się wokół wielkich mafijnych rodzin i marzących o tym, by zasiąść przy stole dla największych graczy.

Sofia: córka szefa

Cobb od lat kręci się w ten sposób wokół rodziny Falcone. To przestępcza arystokracja Gotham City. Mieszkają w rezydencji zbudowanej najpewniej przez kolejowego magnata albo bankiera z Wall Street w dwóch ostatnich dekadach XIX w., gdy Stany stały się pierwszą przemysłową potęgą świata, a kraj zaczęły rozdzierać nieznane wcześniej nierówności społeczne.

W jadalni mafiosów wisi kopia konnego portretu przedstawiającego Guidoriccia da Fogliano z Palazzo Pubblico w Sienie, włoskiego kondotiera z XIV w., władającego przez pewien czas Padwą i Weroną. Obraz pokazuje ambicje rodziny Falcone, która – podobnie jak kondotierzy wyrąbujący dla siebie i swoich potomków małe księstewka w Italii – wywalczyła sobie miejsce na samym szczycie hierarchii Gotham obok potomków finansistów, magnatów przemysłowych oraz współczesnych technomiliarderów.

Oswald jest jednym z wielu podwładnych rodziny – zaczynał jako kierowca córki bossa. Gdy go poznajemy, kieruje kontrolowanym przez rodzinę klubem nocnym i grupą zajmującą się sprzedażą niszczącego Gotham narkotyku, przyjmowanego w formie kropel do oczu. Nie siedzi jednak przy stole, na którym leżą prawdziwe pieniądze. Kierownictwo rodziny nie pozostawia mu też złudzeń, że kiedykolwiek przy nim zasiądzie. Falcone odmawiają Oswaldowi nie tylko władzy i pieniędzy, ale i szacunku – a kulawy, wyśmiewany za plecami mężczyzna niczego tak nie pragnie, jak respektu.

Mafijna rodzina wkracza przy tym w trudny dla siebie czas. Jej szef, Carmine, ginie, a jego śmierć tworzy próżnię, której towarzyszy chaos otwierający szanse wszystkim tym, którzy do tej pory byli w mieście marginalizowani. Główną antagonistką Pingwina w walce o kontrolę nad przestępczym podziemiem Gotham jest córka byłego bossa, Sofia. Kobieta skrzywdzona przez własną rodzinę, odsunięta na margines jak wstydliwy sekret, wykluczona z sukcesji. Serial pełen jest zresztą podobnych figur – postaci, w których latami narastała frustracja i poczucie krzywdy.

Gotham i rewolucja resentymentu

„Pingwin” pokazuje bowiem świat, w którym podstawową emocją jest resentyment. Gdyby szukać bohatera literackiego o podobnym profilu, można by wskazać narratora „Notatek z podziemia” Fiodora Dostojewskiego – nawet biorąc pod uwagę wszystkie różnice między ulicami nędzy Gotham i Petersburga. „Pingwin” wielokrotnie podkreśla zresztą związki tytułowego bohatera z „podziemiami”. Cobb funkcjonuje w przestępczym podziemiu Gotham, ale też przebiegająca pod miastem sieć tuneli nieczynnej od dawna podziemnej kolejki staje się jego bazą. Te same tunele skrywają najgłębszą, najstaranniej ukrywaną tajemnicę z przeszłości Pingwina, wiążącą się z wydarzeniem, które Oswald przez całe życie próbuje wyprzeć ze świadomości.

Tytułowy bohater nowego serialu nie tylko sam oddycha resentymentem. Zdaje sobie także doskonale sprawę z tego, że jego największą szansą w walce o zajęcie miejsca, które – jak uważa – należy mu się w przestępczej hierarchii Gotham, jest skuteczna mobilizacja resentymentu ludzi podobnych do niego: gangsterów niezdolnych do przebicia szklanego sufitu. Wyzyskiwanych, lekceważonych, a czasem regularnie upokarzanych przez tych, którzy mieli więcej szczęścia. 

Kluczowa scena serialu pokazuje wywracającą przestępcze układy Gotham „rewolucję resentymentu”. Sposób jej montażu przywodzi na myśl słynną scenę z pierwszego „Ojca chrzestnego”, w której obrazy Michaela Corleone trzymającego do chrztu swojego siostrzeńca zmontowane są z obrazami egzekucji przeciwników rodziny.

Cobb i jego droga na szczyt

Ten obraz aż prosi się o to, by czytać go we współczesnym społeczno-politycznym kontekście. „Pingwin” pokazuje bowiem świat, w którym samozwańcza, zachwycona sobą elita wzięła więcej, niż otaczająca ją społeczność – w tym wypadku przestępcza – była w stanie zaakceptować. Chciwość, pogarda oraz nieumiejętność dzielenia się stają się ostatecznie powodem upadku starych przestępczych hierarchii. 

Czy podobnej mechaniki resentymentu wymierzonego w elitę nie mogliśmy zaobserwować w ostatnich amerykańskich wyborach? Wracający do Białego Domu Donald Trump jest co prawda celebrytą i miliarderem, a w kampanii wspierał go najbogatszy człowiek na świecie, ale jednocześnie przez nowojorskie elity całe życie traktowany był jak impertynent i cham. I tak jak Pingwin zmobilizował szeroką koalicję ludzi, którzy we współczesnej Ameryce czuli się strukturalnie lekceważeni i pomijani.

Rewolucja, jaką pokazuje serial, nie przynosi przy tym żadnej nadziei na lepszy, bardziej sprawiedliwy świat. Nie mamy wątpliwości, że Pingwin odniesie sukces i zniszczy wszystkich tych, którzy dotąd patrzyli na niego z góry. Ale gdy dojdzie na szczyt, będzie się zachowywał podobnie jak Carmine Falcone. W serialu wykluczenie, bycie lekceważonym i pomijanym nie uszlachetnia i nie czyni moralnie lepszym. Przeciwnie – poniżeni często okazują się potworami.

Pingwin, nasz ulubiony antybohater

We współczesnej telewizji dominują wieloznaczni moralnie antybohaterowie. Oswald Cobb zasługuje, by stanąć obok tych najciekawszych – Tony’ego Soprano, Waltera White’a, Saula Goodmana i Franka Underwooda. Twórcy „Pingwina” idą w kreowaniu swojej postaci daleko, nawet jak na standardy współczesnej jakościowej telewizji. 

Wiemy, że Pingwin jest gangsterem i że jak każda osoba w tym fachu ma na koncie pobicia, wymuszenia, a nawet morderstwa. Im bliżej go jednak poznajemy, tym bardziej problematyczną postacią się staje. Nie przestrzega żadnego, choćby gangsterskiego kodu, nie ma rzeczy, których nie byłby w stanie zrobić, by przetrwać i piąć się w górę. Nie kieruje nim przy tym żaden wewnętrzny kompas, honor ani lojalność. Na początku wydaje się, że pielęgnuje jakieś autentyczne więzi – okazują się one jednak o wiele bardziej skomplikowane.

Zwłaszcza relacja gangstera z jego matką – ukrywaną gdzieś na dalekim przedmieściu przed wrogami – okazuje się splotem toksycznej zależności, kłamstw i hipokryzji. Węzłem, do którego rozplątania potrzeba byłoby lat pracy najzdolniejszych uczniów doktora Freuda.

Kadr z filmu „Batman Forever”, reż. Joel Schumacher, 1995 r. // Materiały prasowe Warner Bros.

Znak Batmana

W serialu z Pingwinem przez bardzo długi czas nie widzimy ani jednej sceny, która sugerowałaby, że ulice Gotham patroluje samotny mściciel w stroju nietoperza, wkraczający tam, gdzie wymiar sprawiedliwości i mające stać na jego straży instytucje okazują się bezradne. W mieście czuć skutki terrorystycznego zamachu Riddlera, ale dla klimatu serialu i jego ogólnej wymowy nie ma to znaczenia. Świat zbrodni w „Pingwinie” jest szary, brudny i banalny w swojej codziennej brutalności. Jedynym „komiksowym” elementem jest fioletowe maserati, którym tytułowy bohater porusza się po mieście. Dopiero w ostatnich scenach pojawiają się sygnały, w jakim uniwersum właściwie się znajdujemy. 

Ten wiążący „Pingwina” z franczyzą symbol pojawia się jednak na końcu wyraźnie odbiegającej stylistycznie od reszty serialu, oniryczno-halucynacyjnej sceny przywodzącej na myśl „Batmany” Tima Burtona i Christophera Nolana. Być może w serialowym „Pingwinie” Batman tak naprawdę nie istnieje, jest tylko mrocznym widmem rodzącym się gdzieś na dnie umysłu oprycha, który doszedł na szczyt i nieświadomie boi się ceny, jaką prędzej czy później zapłaci za swój triumf? Albo zbiorową halucynacją zrodzoną z pragnienia sprawiedliwej zemsty? Jeśli powstaną kolejne sezony „Pingwina”, mam nadzieję, że twórcy nie rozstrzygną tej bardzo służącej serialowi niejednoznaczności.   

 

Colin Farrell jako serialowy Pingwin i komiksowy Batman // Materiały prasowe Max

Komiksy z Pingwinem

„Pingwin” rozgrywa się w filmowo-komiksowym uniwersum DC. Oglądając serial, łatwo jednak zapomnieć o jego rodowodzie. Twórcom udało się bowiem to, co nie udało się Toddowi Phillipsowi w jego obu „Jokerach”: stworzyć osadzone w komiksowym uniwersum widowisko zdolne połączyć charakterystyczne dla niego postaci i motywy z surową, realistyczną poetyką, przywodzącą na myśl najlepsze dzieła amerykańskiego kina lat 70. czy pierwsze produkcje HBO, zaczynające złoty wiek seriali. Podążając za tymi inspiracjami, „Pingwin” działa tak dobrze jako samodzielne dzieło, że w zasadzie nie potrzebuje podpórki komiksowej franczyzy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 47/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Człowiek z podziemia