„Napad” na Netfliksie: co można było zrobić lepiej w mrocznym polskim filmie o skoku na bank

Nowy polski kryminał przemawia najbardziej obrazem czasu transformacji. Prawie wszystkie postacie grają tutaj nieczysto, choć często mają coś na swoją obronę. Na przykład były esbek zagrany przez Olafa Lubaszenkę.
w cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
Olaf Lubaszenko i Jędrzej Hycnar w filmie „Napad”, reż. Michał Gazda, 2024 r. // Fot. Bartosz Mrozowski / Materiały prasowe Netflix
Olaf Lubaszenko i Jędrzej Hycnar w filmie „Napad”, reż. Michał Gazda, 2024 r. // Fot. Bartosz Mrozowski / Materiały prasowe Netflix

Jako gatunkowe puzzle (kto lub dlaczego zabił) ten film Ameryki nie odkrywa. A jeśli ją naśladuje, to raczej na swoich warunkach, w swojskich, siermiężnych dekoracjach. Próbowało to już robić, z różnym skutkiem i z lokalnymi atrakcjami, rodzime „kino bandyckie” lat 90., na czele z legendarnymi już „Psami”. I baczny widz z łatwością odnajdzie na ekranie aluzje do tego klasyka. „Napad”, nowy film Michała Gazdy, twórcy m.in. nowej wersji „Znachora” czy serialu „Śleboda” (czeka na swą premierę) bardziej zwraca uwagę swoim niesentymentalnym podejściem do klimatu najntisów.

Tytułowy napad na stołeczny bank, podczas którego zastrzelono trzy kasjerki i strażnika, nawiązuje do autentycznych, szeroko opisywanych zdarzeń z początków nowego millenium. Lecz atmosfera postkomunistycznych rozliczeń, drapieżnego kapitalizmu czy ogólnej nieufności odsyła raczej do wcześniejszej dekady. Po takim filmie z pewnością nie chciałoby się żyć w tamtych czasach. W tle – wiadomo – dzika reprywatyzacja i handel „szczękowy”, upadłe pegeery, bezlitośni komornicy i bezkarni „chłopcy z miasta”, a do tego teczki, kłamstwa i pirackie kasety wideo. Słowem: transformacyjny chaos, także w znaczeniu etycznym. No i rządząca wszystkim kasa, kasa, kasa. 

  • NAPAD – reż. Michał Gazda. Prod. Polska 2024. Netflix

Zdegradowany major o nazwisku Tadeusz Gadacz (przypadek?) otrzymuje szansę zrehabilitowania się w nowym ustroju – ma rozwikłać sprawę napadu, a właściwie doprowadzić przed sąd głównego podejrzanego, ochroniarza o nazwisku Surmiak (świetny Jędrzej Hycnar). W śledztwie pomaga aspirantka „Kieszonka” (Wiktoria Gorodeckaja), kontroluje śliska prokuratorka (Magdalena Boczarska), kibicuje zaś styropianowy minister (Mirosław Haniszewski), który najwyraźniej ma w tym swój interes. Jest on zresztą, żeby było pikantniej, byłą (acz tylko pośrednio) ofiarą Gadacza, jąkającą się od czasu przesłuchania. Tymczasem naprzeciw wymiętego, ironicznego esbeka stoi domniemany zabójca – chłopak z problemami psychicznymi i, jak się potem okaże, ofiara i zarazem nieodrodne dziecko nowych porządków. 

Magdalena Boczarska w filmie „Napad”, reż. Michał Gazda, 2024 r. // Fot. Bartosz Mrozowski / Materiały prasowe Netflix

W dzisiejszym polskim kinie lata 90. albo się fetyszyzuje („Powrót do tamtych dni”), albo demonizuje (serial „Rojst”) i filmowi Gazdy bliżej do tej drugiej stylizacji. W retrospekcjach przybliża nam zdarzenia i emocje, które doprowadziły do napadu, ale nie to wydaje się najciekawsze. Zapewne z punktu widzenia rasowego kryminału można było rozwiązać całą intrygę błyskotliwiej, w sposób mniej schematyczny i przewidywalny. Można też było zrobić lepszy użytek z najntisowych klisz (jak się przebranżowił oficer peerelowskich służb? – oczywiście sprzedaje teraz krasnale ogrodowe).

Przemawia natomiast żywy język tudzież zarysowany w scenariuszu Bartosza Staszczyszyna i pogłębiony przez aktorów „czynnik ludzki”, zwłaszcza w zderzeniu z brutalnymi przemianami społeczno-ekonomicznymi. „Napad” pokazuje nową, potransformacyjną Polskę jako kraj ludzi rozczarowanych, głęboko poranionych i nieszczerych w swoich intencjach. Przegranych w różnym znaczeniu tego słowa. Skrachowany funkcjonariusz byłego systemu próbuje zawalczyć jeszcze o jakąś szczątkową wewnętrzną uczciwość, czasy jednak nie sprzyjają moralnym transformacjom, a i dawne metody zbyt mocno weszły mu w krew. Władysław Pasikowski próbował to „po amerykańsku” romantyzować, w nowym filmie panuje już tylko cynizm i mrok. 

Posępną i zimną Nizinę Mazowiecką mamy zatem odbierać jako zbiorowy stan duszy, ukazany bez krzty malowniczości, niemal na jednej przeciągłej nucie. Z gorzkim zwycięstwem i dopisaną w finale nadzieją. Również dlatego gromadzenie przez Gadacza dowodów w sprawie intryguje dużo mniej niż uchwycone tu psychospołeczne podłoże nieudanego tak naprawdę napadu, jego bezsensowne okrucieństwo, przypadkowe okoliczności i fatalne następstwa. Choć przecież, i jest to może największa ironia tej historii z dużym bankiem w tle, nie wszyscy na tym stracili.       

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”