Wojna z Iranem uderza w świat rykoszetem. Blokada cieśniny Ormuz, ceny ropy i zyski Rosji

Atak USA i Izraela na Iran wywołał skok cen ropy i chaos wokół cieśniny Ormuz. Trump nie ma skutecznego sposobu na odblokowanie kluczowego szlaku ani na ograniczenie politycznych i gospodarczych kosztów wojny.
Czyta się kilka minut
Tajlandzki masowiec płonie w Zatoce Omańskiej, przy wejściu do cieśniny Ormuz, 11 marca 2026 r. // Royal Thai Navy / AFP / East News
Tajlandzki masowiec płonie w Zatoce Omańskiej, przy wejściu do cieśniny Ormuz, 11 marca 2026 r. // Royal Thai Navy / AFP / East News

W trzecim tygodniu wojny, nazwanej operacją „Epicka Furia”, wciąż mnożą się pytania, na które nie sposób poznać odpowiedzi.

Kwestią sporną stanowi sam cel amerykańskich nalotów na Iran. W jego sformułowaniu nie pomaga chaotyczna, niekiedy sprzeczna ze sobą komunikacja ze strony Waszyngtonu. Narracja płynnie przechodzi od obietnic całkowitego zniszczenia irańskiego potencjału ofensywnego poprzez konieczność wyprowadzenia uderzenia prewencyjnego aż do zamiaru obalenia reżimu w Teheranie.

Intencje wypadałoby zdefiniować – chociażby po to, aby uzasadnić śmierć co najmniej trzynastu amerykańskich żołnierzy, którzy zginęli w wyniku operacji. Przekaz Waszyngtonu jest jednak wykuwany na poczekaniu. Tak jakby Donald Trump oczekiwał, że bombardowanie w końcu doprowadzi do bliżej niezidentyfikowanego przełomu – czy to w postaci wywieszenia przez Iran białej flagi, czy przez upadek państwa ajatollahów.

Ceny ropy po ataku na Iran

Przełom owszem, nastąpił, ale nie tam, gdzie USA i Izrael się spodziewały: na światowych giełdach i przy dystrybutorach z paliwem. W połowie marca cena ropy osiągnęła poziom 100 dolarów za baryłkę, choć jeszcze pod koniec lutego oscylowała wokół wartości 70 dolarów. Jest to poziom, który – jeśli będzie utrzymany wystarczająco długo – zwiastuje poważne problemy gospodarcze całego świata.

Amerykańscy decydenci przekonują, że nie jest tak źle – że ceny paliwa za prezydentury Bidena były przecież jeszcze wyższe. Faktycznie, wówczas za węglowodory i za produkty ropopochodne płacono znacznie więcej, co stanowiło efekt ataku Rosjan na Ukrainę w 2022 r. Tyle tylko, że to marna pociecha. Konsekwencje dzisiejszego starcia – nazywanego już Trzecią Wojną w Zatoce – mogą być o wiele poważniejsze niż wtedy.

Blokada cieśniny Ormuz zwiększa ryzyko globalnej recesji

Zatoka Perska odpowiada za około jedną piątą światowego handlu ropą i gazem skroplonym. Ogłoszona przez Teheran blokada cieśniny Ormuz oznacza, że te gigantyczne wolumeny są tam uwięzione. W odróżnieniu od kryzysu sprzed czterech lat, jest to tożsame z fizycznym ograniczeniem podaży.

Niemożność wywozu surowców i paliw prowadzi do puchnięcia zdolności magazynowych, co zmusza do wyhamowania produkcji. Ograniczenia wydobycia ropy wśród krajów Zatoki mają już sięgać nawet 10 mln baryłek dziennie – blisko 10 proc. globalnej produkcji.  

Każdy kolejny dzień blokady to stracone pieniądze, ale także zwiększone ryzyko wystąpienia fizycznych uszkodzeń instalacji, a więc dłuższy czas przestoju oraz, co za tym idzie, większe ryzyko światowej recesji.

W wypadku wstrzymania działań wojennych choćby nazajutrz, przywrócenie operacyjności tego kluczowego węzła nie nastąpi w mgnieniu oka. Koniecznie będzie nie tylko wznowienie pracy rafinerii i platform wiertniczych, ale także rozładowanie zastojów logistycznych sformowanych przez grupy tankowców zacumowanych po obu stronach cieśniny. 

Trump bez skutecznego planu

Trump ma ograniczony wpływ na udrożnienie cieśniny Ormuz. Bezpieczeństwo żeglugi oceniają rynkowi gracze – chociażby przez nieudzielanie polis ubezpieczeniowych dla tankowców podejmujących się kursów na niebezpiecznych wodach. Realne ryzyko ataków na statki sprawia, że regularna żegluga nie zostaje wznowiona. Relatywnie małym kosztem Irańczycy paraliżują więc cały świat – wystarczy bowiem wystrzelić drona, który raz na jakiś czas trafi w tankowiec.

Rynek pozostaje niewzruszony wobec doraźnych prób podreperowania go przez Waszyngton. Uwolnienie rezerw ropy ze strategicznych zapasów – rekordowe w swojej wielkości – nie doprowadziło do spadku cen. Spodziewane złagodzenie zostało „wymazane” przez obrazy płonących w Zatoce tankowców.

Amerykanie zdecydowali się także na złagodzenie sankcji na rosyjską ropę. Jednak ruchy w tym kierunku także nie wpłyną na globalne ceny. Waszyngton nie zwiększa w ten sposób podaży (surowiec z Rosji jest już na rynku), a jedynie ułatwia Rosjanom handel, co przekłada się pozytywnie na dochody Kremla. 

Koszty wojny z Iranem

Jednostronne wycofanie się z tej wojny przez Amerykanów – nawet przy odtrąbieniu propagandowego zwycięstwa – byłoby przyznaniem Teheranowi słuszności, jeśli chodzi o jego strategię oporu. Logistyczny szantaż w postaci blokady cieśniny Ormuz okazał się skuteczny, więc z pewnością mógłby zostać wykorzystany w przyszłości.

Zeszłotygodniowy ostrzał wyspy Chark – najistotniejszego węzła eksportu irańskiej ropy, którego funkcjonowanie jest w zasadzie „być albo nie być” dla reżimu – to sposób Trumpa na zasygnalizowanie gotowości do eskalacji. Dalsza wymiana ciosów skazuje obie strony na zaostrzającą się trajektorię konfliktu aż do momentu, w którym ktoś powie „pas”.

Tymczasem im wojna będzie dłużej trwać, tym większe koszty będzie musiała ponieść administracja Donalda Trumpa. Również te wizerunkowe, bo gołym okiem widać, że Amerykanie poszli na tę wojnę, nie będąc przygotowani na długotrwały konflikt i rosnące ceny surowców. 

Rosja zyskuje na konflikcie

W takim scenariuszu rykoszetem obrywa także Ukraina i jej zdolności do dalszej obrony. Nie dość, że uwaga świata jest skupiona na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza na Zatoce Perskiej, to pod znakiem zapytania stoją dalsze dostawy pocisków przeciwlotniczych produkcji amerykańskiej dla Ukrainy (od stycznia 2025 r. Stany sprzedają je, nie darowują). Ich zapasy Amerykanie wyczerpują w szybkim tempie na bliskowschodnim teatrze wojennym.

No i wreszcie – wysokie ceny ropy przynoszą Putinowi finansowy oddech. Niewykluczone, że Trump, kuszony cały czas przez kremlowskich wysłanników, w końcu pęknie i złagodzi sankcje na Rosję nie tylko tymczasowo, ale długoterminowo. Wysokie ceny ropy posłużą mu tutaj za wygodną wymówkę. 

Winston Churchill zauważył ongiś, że wywołując wojnę, polityk nie jest już panem swoich działań, ale „niewolnikiem nieprzewidywalnych i niekontrolowalnych wydarzeń”. O prawdziwości tego spostrzeżenia prezydent USA przekonuje się właśnie teraz.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 12/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Dżin wyleciał z butelki