Olimpiada w Polsce: softpatriotyzm i poszukiwanie wielkiej wizji

Premier zapowiedział, że Polska postara się o organizację igrzysk olimpijskich, a temat natychmiast rozniecił dyskusję. To tylko środek sezonu ogórkowego, czy Tusk trafił w głębszą społeczną emocję?
Czyta się kilka minut
Spotkanie Donalda Tuska i ministra sportu Sławomira NItrasa z reprezentacja polskich olimpijczyków z Paryża. Warszawa, 12 sierpnia 2024 r. // Fot. Piotr Nowak / PAP
Spotkanie Donalda Tuska i ministra sportu Sławomira NItrasa z reprezentacja polskich olimpijczyków z Paryża. Warszawa, 12 sierpnia 2024 r. // Fot. Piotr Nowak / PAP

Nie może dziwić, że pomysł ubiegania się o prawo goszczenia igrzysk olimpijskich wywołał społeczną polaryzację. Ale dużo ciekawsze od tego, że hasło „Olimpiada w Warszawie” prowadzi do podziałów, jest pytanie o to, co za nim stoi i na jaką potrzebę odpowiada. A odpowiedzi są zasadniczo trzy. 

Po pierwsze: jest koniec lata i media chętnie rzucają się na każdy, najbardziej nawet ulotny news polityczny, który pozwoli zapełnić kolumny w gazetach i radiowe poranki. „Olimpiada w Polsce” to świetny temat na czas, w którym Polacy chętnie od polityki odpoczną, ale nie mniej chętnie pospierają się z bliskimi i znajomymi, czy z tymi igrzyskami to Tusk przesadził.

Po drugie, jesteśmy świadkami szukania po omacku „wielkiej narracji” dla koalicji PO–Trzecia Droga–Lewica, tracącej spójność z każdym kolejnym miesiącem mijającym od październikowych wyborów. Po tym, jak wyczerpało się paliwo „obalenia PiS”, premier nie może być „tylko” szefem rządu; sam musi jeszcze swoje rządy opowiadać. 

Pracuje więc również na etacie własnego rzecznika, PR-owca i specjalisty od zarządzania kryzysami wizerunkowymi. Tak jest i tym razem. Skoro bowiem dziennikarze, media i liderzy opinii raczej władzy przychylni coraz głośniej narzekają na brak „wielkiej wizji” i „kolejnego Euro 2012”, Tusk wyciąga nie jeden, a kilka pomysłów, by przełamać letni impas. 

„Linia Tuska”, „Jedna z największych armii świata”, „Trójskok w nowoczesność”, a teraz „Olimpiada w Warszawie” to różne odpowiedzi na to samo pytanie: co dać ludziom, gdy okaże się, że rozliczenie PiS i „przywracanie demokracji” nie działa? Nie zdziwiłbym się zresztą, gdyby podobną konieczność podpowiadały Kancelarii Premiera realizowane przez nią badania nastrojów społecznych.

Po trzecie i najważniejsze: być może premier zauważył rosnące ambicje Polaków, a więc zmiany postaw typowe dla społeczeństwa bogacącego się, o wyższym poziomie konsumpcji i zarazem wciąż (pomimo indywidualistycznych i liberalnych poglądów nowego polskiego mieszczaństwa) oczekującego hojności, stosunkowo wysokiej redystrybucji i sprawczości państwa. 

Polska dołączyła do krajów zamożnych nie tylko pod względem PKB – coraz częściej trapią nas nie zmartwienia rozwijających się gospodarek, ale problemy pierwszego świata. Nasz pogląd na tę sytuację oparty jest na pewnym paradoksie. Z jednej strony wierzymy, że sukces, który osiągnęliśmy po 1989 r., jest sumą indywidualnych starań i państwo ma tu niewielkie zasługi. Z drugiej: to właśnie od państwa oczekujemy kolejnych kroków, materialnych i widocznych gołym okiem dowodów potwierdzających, że rozwój i postęp naprawdę się dokonały.

Problem jest poważniejszy i nie ma tylko natury wizerunkowej. Obóz liberalny po latach działania w opozycji próbuje odzyskać rozwojowy, patriotyczny i propaństwowy język. I odnosi co najwyżej umiarkowane sukcesy. Kilkanaście lat temu dzięki Euro 2012 Tuskowi udał się manewr wprost genialny – połączenie modernizacyjnych działań ze sportową emocją. Fakt, że na Euro „musimy dobrze wypaść”, ustawiał pewną poprzeczkę aspiracji i pozwalał uzasadnić wyższe wydatki publiczne. Dzięki piłkarskim mistrzostwom mogliśmy odwołać się do istotnej społecznie potrzeby przełamania kompleksów i zaprezentowania się światu po niespełna dekadzie w UE i ćwierćwieczu od przełomu 1989 r. 

Softpatriotyzm (by użyć terminologii Marcina Napiórkowskiego) nowych dworców i stadionów był szczytową odpowiedzią liberalnej Polski na turbopatriotyzm PiS-owskiej polityki historycznej, Smoleńska i teorii zamachu. Jednak osiem lat w opozycji, które politykom PO upłynęły na narzekaniu na wszystko, co robi państwo polskie, i odnajdywaniu w coraz to kolejnych działaniach rządu „powrotu do PRL” i „nowego Gierka”, kompletnie zatarły pamięć o tym, że kiedyś i Platforma miała wizje. Fakt, że do twarzy polskich liberałów przylgnął antyrozwojowy i wręcz antypatriotyczny wizerunek, nie jest wyłącznie skutkiem PiS-owskiej i prawicowej karykatury.

Jeśli jednak ten trzeci powód – konieczność odzyskania języka rozwoju i wyjście naprzeciw polskim ambicjom – stoi za decyzją premiera, to zadanie będzie trudne. Zmiana postaw w naszym społeczeństwie jest trwała, a publicystyczna burza po słowach o igrzyskach ucichnie w kilka dni. Oczekiwania wyborców obozu rządzącego, że rząd coś im da – tak jak poprzedni dał 500+, wyższą płacę minimalną i niższy wiek emerytalny – nie znikną. Lęków o status polskiej klasy średniej nie ugaszą zaś wizualizacje stadionów i wioski olimpijskiej, które w najlepszym razie zmaterializują się za lat kilkanaście.

W pogłosce, która mówiła, że Donald Tusk właśnie dlatego aspiracji rozbudzać nie chciał – aby nie musieć później ich obsługiwać i podbijać stawkę w niekończącej się licytacji – mogło być dużo prawdy. Coś jednak musiało się zmienić i premier podjął grę z oczekiwaniami Polaków. Idę o zakład, że hasło igrzysk olimpijskich nie zamknie poszukiwań na nową opowieść polskiego liberalizmu, nowy softpatriotyzm i horyzont aspiracji.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”