Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Odświeżanie legendy

Odświeżanie legendy

26.11.2016
Czyta się kilka minut
Były to czasy wstrząsów, ale i prosperity – o najsłynniejszego cesarza Austriacy spierają się do dziś.
Franciszek Józef w parku otaczającym cesarską rezydencję Schönbrunn w Wiedniu, 1909 r. Fot. Contributor / GETTY IMAGES
2

22 listopada Roku Pańskiego 1916 stołeczna „Gazeta Wiedeńska” donosiła na stronie tytułowej: „O godzinie dziewiątej wieczorem w pałacu Schönbrunn odszedł w Panu Jego Apostolska Wysokość cesarz Franciszek Józef I”.
Monarchia zamarła. Dzięki dobrze naoliwionej machinie propagandowej Austro-Węgier Franciszek Józef przez prawie siedem dekad był wszechobecny w życiu niemal 53 mln swych poddanych. Wynalazek, a następnie upowszechnienie fotografii sprawiło, że jego wizerunek trafił pod niemal każdą strzechę monarchii będącej pod względem zaludnienia trzecim państwem ówczesnej Europy. Z kolei regularne audiencje były okazją do osobistego kontaktu z cesarzem – i w sytuacji, gdy co trzechsetny mieszkaniec państwa dostąpił zaszczytu, aby na moment stanąć przed jego obliczem, nietrudno sobie wyobrazić, iż każdy znał kogoś, kto znał kogoś, kto na własne oczy oglądał miłościwie panującego.
Panujący nieprzerwanie przez 68 lat monarcha stał się dla mieszkańców cesarstwa Austrii i królestwa Węgier integralną częścią ich życia. Ostoją i opoką, trwałym punktem odniesienia w czasach zawieruchy i pokoju, dynamicznych przemian i –przynajmniej powierzchownej – sielanki.
Mit utrwalany
Gdyby spróbować przenieść ten fenomen do realiów naszej współczesności, trudno byłoby oprzeć się skojarzeniu z Elżbietą, królową Brytyjczyków i brytyjskiej Wspólnoty Narodów. Tyle że Elżbietę cechuje pewien dystans i codzienne masowe audiencje nie są w jej stylu. A po drugie, era Franciszka Józefa – druga połowa XIX wieku i początki XX – obfitowała w dramatyczne zawieruchy i brzemienne w skutki zwroty historii. Mimo wszystko z naszymi dzisiejszymi problemami – przynajmniej w tej części Europy – nieporównywalne.
Panowanie Franciszka Józefa to czasy wstrząsów: najpierw Wiosna Ludów, potem konflikt z Piemontem i Francją oraz Prusami, następnie z carem, wojna krymska i zerwanie ze Związkiem Niemieckim, utrata wpływów w północnych Włoszech, długotrwałe niepokoje narodowościowe wewnątrz samej monarchii, wreszcie I wojna światowa.
Z drugiej strony – prawie pół wieku pokoju. Okres prosperity, rozwoju i postępu w gospodarce, nauce, kulturze. Wystarczająco dużo powodów do powstania kultu niezawodnego opiekuna, który pewną ręką przeprowadza przez burze i nieustannie troszczy się o dobro poddanych. Mit ten utrwalił zapewne fakt, że wkrótce potem, kiedy zabrakło patriarchy, runęła także jego monarchia, której nie mógł już ochronić.
Kult monarchii przetrwał więc późniejsze wiry historii. W latach 30. XX wieku podsycali go austrofaszyści, czcząc Franciszka Józefa niezliczonymi pomnikami. Jeszcze później, w trudnych czasach po II wojnie światowej, tęsknota za wspomnieniem starszego pana z siwymi bokobrodami, powozów na wiedeńskich bulwarach i parad na Praterze pozwalała społeczeństwu zapomnieć o nieszczęściach epoki „wiecznego cesarza”.
Od monarchistycznej historii nie odcięła się także współczesna demokratyczna Austria: ze starych portretów cesarz nadal bacznym okiem spogląda na poczynania dzisiejszych włodarzy kraju, obradujących w reprezentacyjnej siedzibie rządu przy wiedeńskim Ballhausplatz.
Marketing cesarski
Symbol imperialnej mocy państwa Franciszka Józefa – pałac Schönbrunn, gdzie urodził się i gdzie zmarł cesarz – gości co roku ok. 2 mln turystów z kraju i zagranicy. Cesarstwo Habsburgów fascynuje namacalną tu potęgą i przepychem, atmosferą niemal materialnej obecności „Franza” i „Sisi” – cesarza i jego legendarnej małżonki Elżbiety.
To następne oblicze mitu, który m.in. za sprawą filmowej trylogii z końca lat 50.XX wieku, z Romy Schneider i Karlheinzem Böhmem w rolach głównych, wrył się poprzez masową kulturę w świadomość współczesnych społeczeństw, nie tylko Austriaków. Powierzchowna historia miłości i niezbyt szczęśliwego małżeństwa cesarskiej pary odwołuje się do ponadczasowych ludzkich potrzeb i emocji. Dzięki inscenizacji „z epoki” szybko stała się symbolem. Franciszek Józef i Elżbieta, zaprzęgnięci w dzisiejszej Austrii w tryby marketingowej maszynerii, nadal przyciągają tłumy.
Ale ciekawość ludzkich dramatów i nostalgia za „starymi dobrymi czasami” nie sprzyjają trzeźwości spojrzenia na historyczne fakty, inscenizacja odwraca uwagę od spraw chętnie odsuwanych w zapomnienie.
Teraz setna rocznica śmierci cesarza stała się w Austrii świetną okazją do odświeżenia legendy. Tylko w Wiedniu zorganizowano cztery wielkie wystawy, gdzie można było obejrzeć zarówno paradny wóz żałobny, jak też najjaśniejszą bieliznę czy prywatne listy władcy do aktorki Kathariny Schratt, z którą przez wiele lat łączyło go coś więcej niż przyjaźń.
Ale kult cesarstwa to nie tylko rocznicowe obchody. Odbija się na co dzień w wizerunku stolicy. To również część inscenizacji – tym razem autorstwa samego cesarza. Majestatyczna zabudowa śródmiejskich bulwarów Ringstrasse, wzniesiona za jego czasów i częściowo zdobiona jego inicjałami, wywiera wielkie wrażenie nie tylko na zagranicznych turystach.
Spoglądając na te monumentalne zabytki, Austriacy chętnie wspominają niegdysiejszą potęgę – czasy, kiedy Wiedeń grał w Europie pierwsze skrzypce. Niemal wszechobecna w stolicy symbolika Austro-Węgier skrzętnie przysłania cienie innych, mniej chwalebnych okresów austriackiej historii.
Człowiek i władca
Kim był, kim jest dziś w oczach Austriaków człowiek, którego znamy z tak licznych portretów i zdjęć (podobno w tamtych czasach był najczęściej fotografowaną osobą na świecie)?
Prosty jak strzała mężczyzna w paradnym mundurze, majestatyczny patriarcha, cesarz pokoju, uważający się za „pierwszego urzędnika” swego państwa? Spojrzenie za fasadę pozwala ujrzeć postać pełną sprzeczności, zaiste tragiczną. Osadzony na tronie jako 18-latek, uchodzi dziś za uosobienie cesarstwa. Tymczasem za sprawą swoich nieszczęśliwych decyzji politycznych odegrał w historii rolę – także – jego grabarza.
Austriaccy historycy, jak Oliver Rathkolb czy Manfried Rauchensteiner, uważają, że za sprawą swej notorycznej ostrożności, wręcz nieufności, braku trafnego osądu sytuacji i wreszcie arogancji, Franciszek Józef absolutnie nie sprawdził się jako polityk. Zabrakło mu talentu wizjonera. Był raczej obowiązkowym strażnikiem zastanego ładu: zakorzenionej jeszcze w średniowieczu wielowiekowej spuścizny Habsburgów. Był, powiadają krytyczni historycy, pedantycznym urzędnikiem, który zarządzał, a nie rządził, i jedynie reagował na wydarzenia, gdy na skuteczne działanie było już za późno.
Franciszek Józef – wskazują ci odporni na legendę – absolutnie wierzył w swoją boską misję i wymagał od poddanych całkowitego posłuszeństwa i bałwochwalczego szacunku. Uczestnikom cesarskich audiencji nie wolno było odwracać się do cesarza plecami, musieli więc opuszczać salę cofając się. Choć uchodził za władcę bliskiego ludowi, w istocie traktował kontakty międzyludzkie z ogromnym dystansem i ponoć prawie nikomu spoza rodziny nigdy nie podawał ręki. Potwierdzał to jego adiutant, generał Albert von Margutti, twierdząc, że w ciągu 16 lat jego służby monarcha uścisnął mu dłoń tylko jeden jedyny raz.
Wbrew legendzie, nie był też rzekomo ascetą, zmuszonym tylko do życia w otoczeniu przepychu. Roczne cesarskie apanaże opiewały na równowartość obecnych prawie 4 mln euro, a cesarzowi zdarzało się wydawać olbrzymie sumy – zwłaszcza na małżonkę i przyjaciółki.
Dusza najjaśniejszego pana
To nie koniec czarnej listy. Austriaccy krytycy przypisują cesarzowi ciasnotę horyzontów myślowych i nawet niedojrzałość emocjonalną. W całym swym długim życiu nie przeczytał ponoć żadnej książki niezwiązanej z tematyką militarną, nie znosił muzyki i nie znał innych zainteresowań niż militaria i łowiectwo.
Znamienity austriacki psychiatra Erwin Ringel w opublikowanej w 1984 r. książce „Austriacka dusza” opisuje Franciszka Józefa jako osobowość, którą już w dzieciństwie zniszczyły wyjątkowo silna matka i surowe wychowanie. Mężczyznę, który panując następnie przez 68 lat, nie zdobył się w tym czasie na żaden konstruktywny pomysł.
Jakkolwiek surową może wydać się ta diagnoza, to w pełnej sprzeczności osobowości i życiu prywatnym cesarza można doszukać się jej potwierdzenia. Uważa się, że surowy stosunek do jedynego syna i następcy tronu był jednym z czynników, które w końcu doprowadziły do tragicznej, samobójczej śmierci arcyksięcia Rudolfa. Z kolei małżeństwo cesarza ze spokrewnioną z nim Elżbietą Bawarską (przed ślubem konieczna była dyspensa Kościoła), po początkowej fazie zakochania i zauroczenia, stało się dla Franciszka Józefa nieprzerwanym pasmem cierpień i porażek. „Nic na tym świecie nie zostało mi oszczędzone” – miał powiedzieć, gdy jego „Sisi” zginęła z ręki zamachowca.
W istocie także on sam przeżył nieudany zamach, w tragicznych okolicznościach stracił też brata Ferdynanda Maksymiliana i na koniec bratanka, arcyksięcia Franciszka Ferdynanda.
Do grona nielicznych wybrańców, z którymi Franciszek Józef utrzymywał zażyłe stosunki, należały – wbrew pokazowej i surowej katolickiej moralności cesarza – jego dwie kochanki, Anna Nahowski i wspomniana Katharina Schratt. Nic nie wskazuje na to, aby miał poza tym jakichś bliskich przyjaciół. Tak więc musiał być człowiekiem samotnym. Może nawet smutnym i samotnym.

KIEDY 21 LISTOPADA Roku Pańskiego 1916, o godzinie osiemnastej, służba ułożyła cesarza na spoczynek po jak zwykle pracowitym dniu spędzonym przy biurku, Franciszek Józef przed zaśnięciem wydał jeszcze ostatnią dyspozycję. Miał powiedzieć: „Proszę obudzić mnie jutro wpół do czwartej, bo nie zdążyłem dziś dokończyć pracy”.
Pięć minut po godzinie dwudziestej pierwszej stwierdzono zgon Jego Wysokości.
Dziewięć dni później monarcha, którego spektakularne życie rozegrało się gdzieś pomiędzy potęgą a niemocą, spoczął w wiedeńskiej krypcie kościoła kapucynów. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]