Maria Hawranek: Pogląd, że zwierzęta posiadają umysły, nadal jest kontrowersyjny wśród badaczy?
Susana Monsó: Wśród psychologów porównawczych nie, bo umysły zwierząt to przedmiot naszych badań, zgadzamy się co do tego, że zwierzęta mają swoje przekonania i pragnienia, które kierują ich zachowaniem. Kontrowersje mogą się pojawić bardziej wobec tego, czy mają świadomość. Natomiast w historii filozofii, która bardzo intelektualnie rozumie posiadanie przekonań czy pragnień, pojawiło się wielu, którzy konsekwentnie bronili idei, że zwierzęta umysłów nie mają.
Zajmuje się Pani tanatologią porównawczą. Co to za dziedzina?
Stawia sobie za cel badanie, jak zwierzęta reagują na zmarłe lub umierające osobniki, a także analizę fizjologicznych procesów, które warunkują te reakcje. Rozważa też, co te zachowania mówią o umysłach zwierząt. Jej twórcą jest James Anderson, psycholog porównawczy.
Niewielu badaczy zajmuje się tym na pełen etat, ale wielu biologów czy prymatologów, którzy obserwują przez długi czas populacje jakiegoś gatunku, zapisuje obserwacje na temat śmierci i publikuje je w raportach terenowych. Odbyło się już kilka konferencji naukowych na ten temat, ale to trudne pole do badań ze względu na etyczne i środowiskowe ograniczenia.
Bezpośrednim impulsem do powstania tego pola badawczego była śmierć szympansicy Dorothy w 2008 r. w centrum opieki nad tymi zwierzętami w Kamerunie. Pozostałe szympansy zdawały się jej towarzyszyć w ostatniej drodze, gdy opiekunowie wywozili ją z wybiegu.
Tanatolodzy porównawczy zgadzają się, jak zwierzęta rozumieją śmierć?
No właśnie nie! To bardzo antropocentryczna dziedzina, a wielu jej przedstawicieli przyjmuje bardzo intelektualne lub emocjonalne cechy konceptu śmierci, które wykluczają większość zwierząt z możliwości jego posiadania. Dlatego zaproponowałam tzw. Minimalny Koncept Śmierci, który ogranicza się do uznania dwóch cech: braku funkcjonalności ciał i nieodwracalności tego etapu. Jeśli zwierzę rozumie te dwa aspekty dotyczące ciała, które napotka, to znaczy, że rozumie koncept śmierci.
Andersona interesują bardziej złożone aspekty, przypominające ludzkie rozumienie śmierci. Dla mnie pytanie o to, jak zwierzęta rozumieją śmierć, jest ciekawe samo w sobie, nawet jeśli rozumieją ją inaczej niż my.
W książce „Playing Possum: How Animals Understand Death”, która ukaże się także w Polsce, pisze Pani o mrówkach i nekroforezie – wynoszeniu martwych członków kolonii poza jej obręb. To zachowanie jednak nie świadczy o tym, że owady rozumieją, co przytrafiło się ciałom, które niosą. Dlaczego?
To u nich stereotypowa, nie kognitywna reakcja, na substancję chemiczną wydzielaną przez martwe mrówki. Wystarczy posmarować żywą mrówkę kwasem oleinowym, a pozostałe mrówki wyniosą ją z kolonii – nawet jeśli mrówka rusza się i wyraźnie protestuje. Mrówki zatem nie pojmują śmierci, jedynie mają zakodowane genetycznie reakcje na określone bodźce ze środowiska.
Zatem jakie gatunki spełniają kryteria zaproponowanego przez Panią Minimalnego Konceptu Śmierci?
Prawdopodobnie koncept śmierci w minimalnej postaci jest szeroko rozpowszechniony, bo warunki, które stawiam – rozumienie niefunkcjonalności martwego ciała i nieodwracalności tego stanu – są łatwe do spełnienia i istotne dla przetrwania. Pomyślmy choćby o drapieżnikach, ich strategiach polowań, których skuteczność u wielu gatunków jest bardzo niska, a także o zagrożeniu, jakie stanowi ofiara dla drapieżnika – np. bawół dla lwa.
Sytuacje polowań zmuszają zwierzęta do uważnego obserwowania momentu śmierci i wyciągania wniosków na ten temat. Możemy więc oczekiwać, że wiele zwierząt rozumie śmierć, szczególnie jeśli łączą poznanie z emocjami i doświadczeniem, czyli tym, co nazywam „świętą trójcą Konceptu Śmierci”.
O co chodzi z tą „świętą trójcą”?
W poznaniu – o to, że zwierzęta są w stanie zrozumieć, iż funkcje życiowe osobnika ustały, i przestają od niego oczekiwać takich zachowań jak za życia, oczekują za to rzeczy charakterystycznych dla zmarłych. Wspomniane mrówki tego nie wykazują.
Doświadczenie – czyli możliwość obcowania ze śmiercią i zwłokami. Zwierzęta hodowane w izolacji, choćby pupile domowe, nie mają możliwości rozwinięcia konceptu śmierci, bo nie mogą doświadczyć obcowania ze zmarłymi ciałami innych i nauczyć się, co śmierć oznacza.
Emocje – sprawiają, że zwierzęta obdarzają zwłoki zainteresowaniem, a w efekcie również nabywają wiedzę o śmierci. Te trzy czynniki są konieczne, by rozwinął się koncept śmierci u zwierzęcia.
Dlaczego nie powinniśmy go traktować w sposób binarny? Że albo zwierzęta go mają, albo nie?
Przyjrzyjmy się naszym dzieciom – ich rozumienie śmierci nie powstaje z dnia na dzień, zwykle zajmuje im kilka lat, zanim pojmą w pełni, czym ona jest. Tym trudniej im to zrozumieć, im rzadziej mają możliwość interakcji ze zmarłymi, a w zachodniej kulturze jest dziś ona bardzo ograniczona, bo zmarli są zabierani z naszych domów. Koncept śmierci stanowi spektrum i w przypadku ludzi, i zwierząt. Jest wielowymiarowy i może przyjąć różną postać.
Inne mylne założenie dotyczy jednorodności naszych umysłów – w istocie każdy człowiek ze względu na swoje doświadczenia ma nieco inne pojęcie śmierci, które zmienia się na przestrzeni jego życia. U zwierząt działa to podobnie. Zatem to, jak pojmujemy śmierć, będzie się różniło zarówno pomiędzy gatunkami, jak i pomiędzy przedstawicielami konkretnego gatunku. U ludzi wpływają na to również przekonania religijne i zwyczaje kulturowe.
W książce opisuje Pani dwa skrajne zachowania dotyczące potomstwa. Jedno to noszenie zmarłego dziecka – częste u szympansów, ale pojawiające się również u orek. Drugie – dzieciobójstwa. Czego się z nich dowiadujemy o zwierzęcym rozumieniu śmierci?
W 2018 r. śledziliśmy Tahlequah, orkę, której cielę zmarło pół godziny po porodzie, a ona przez siedemnaście dni podróży przez ocean płynęła z jego ciałem, pokonując tysiące kilometrów, praktycznie nie żerując i nie śpiąc. Takie zachowania zwierząt wzbudzają w nas empatię i poczucie więzi. Jednak podchodząc do analizy konceptu śmierci, musimy się pozbyć emocjonalnego antropocentryzmu.
Jeśli za nim podążamy, czyli będziemy się przyglądać tylko zachowaniom przypominającym ludzkie, jak żałoba po śmierci dziecka, dotrzemy do jedynie częściowego zrozumienia relacji zwierząt ze śmiercią. Zresztą, jak możemy mieć pewność, że to, czego doświadczała Tahlequah, to doświadczenie podobne do tego, co my nazywamy żałobą?
Napisała Pani, że żałoba rozumiana jako reakcja stresu lub smutku z powodu czyjejś śmierci niekoniecznie jest dowodem na rozumienie śmierci, za to z pewnością jest dowodem na występowanie silnych więzi emocjonalnych.
A jednak noszenie zmarłych dzieci, najczęstsze u naczelnych, uzyskało znacznie więcej uwagi w literaturze tanatologiczno-porównawczej niż dzieciobójstwo, które jest w królestwie zwierząt o wiele powszechniejsze. Poruszają nas obrazy matek noszących truchła swoich dzieci, karmiących czy iskających je.
Oczywiście to ważne zachowania, które mówią nam coś istotnego o zwierzętach, ale nie możemy się skupiać jedynie na nich. Tym bardziej że noszenie zmarłych dzieci to nienajlepsze miejsce do szukania dowodu na rozumienie konceptu śmierci. Matkę i dziecko łączy silna więź emocjonalna, która może prowadzić do tego, że matka chce traktować dziecko, jakby wciąż było żywe – iskać je, przytulać, karmić piersią, nosić.
Zresztą pytanie o to, czy zwierzęta przeżywają żałobę, to zupełnie inne pytanie niż to, czy rozumieją śmierć. Niestety w literaturze tanatologicznej panuje w tym względzie pomieszanie.
Pisze Pani, że powinniśmy się wystrzegać zarówno antropomorfizacji, jak i antropopektomii. Co to za pojęcie?
Pożyczam je od Kristin Andrews i Briana Hussa, którzy ukuli je z potrzeby uzupełnienia pojęcia antropomorfizmu, dodania drugiej strony medalu. Pochodzi od greckich słów: anthropos – ludzki, i ektomia – wycinać. Jeśli antropomorfizm to błąd polegający na przypisywaniu ludzkich cech zwierzęciu, antropopektomia to błędne odmówienie ludzkich cech zwierzęciu.
Historycznie wśród naukowców obserwujemy tendencję do uznawania błędów negatywnych za mniej szkodliwe czy niebezpieczne – odmówienie zwierzętom pewnych umiejętności może być nawet uznawane za wyraz racjonalności, ostrożności, chłodnego osądu spraw. A jednak to również jest błąd, który prowadzi nas do fałszywego opisu rzeczywistości i błędnych założeń na temat zwierząt. Nie ma powodów, by jeden z tych błędów cenić bardziej niż inny.
Wróćmy do dzieciobójstwa.
W przypadku dzieciobójstwa to, co dla matki jest utratą, dla innych członków stada jest zyskiem – dlatego zwierzęta zabijają. A skoro są w stanie intencjonalnie śmierć wywołać, to znaczy, że muszą rozumieć, czym ona jest. Wśród hien dzieciobójstwo jest przyczyną nawet 20 proc. śmierci młodych, a w niektórych społecznościach szympansich – aż 60 proc! Jest wiele hipotez wyjaśniających to zjawisko. Według jednej z nich samiec zabija młode, by kopulować z samicą i spłodzić z nią własne dzieci.
Zaobserwowano, że czasem samiec śledzi matkę i niemowlę przez godziny, dni, a nawet tygodnie, czekając na moment jej nieuwagi, by porwać i zabić dziecko. Bardzo rzadko matka zostaje w trakcie tego ataku skrzywdzona. To świadczy o silnej kontroli mechanizmów poznawczych – samiec wie, co robi i co się w efekcie wydarzy.
Pamiętajmy, że zwierzęta nie są zanurzone w naszej kulturze, nie mają naszego poczucia politycznej poprawności i norm społecznych. Mogą czuć różne emocje – smutek, radość, że wespną się po społecznej drabinie, strach, bo może śmierć kompana to znak, że w pobliżu przebywa niebezpieczeństwo – a także reagować w sposób inny od nas, np. zjadać fragmenty nieżyjącego osobnika.
Orki z jednej strony są w stanie nosić zmarłe cielę przez wiele dni, z drugiej – zabijać narwale bez potrzeby ich jedzenia i przerzucać się częściami ich ciał jak piłką. Delfiny mogą pomagać umierającemu – w Parku Kyum zaobserwowano, jak grupa 12 delfinów zwyczajnych wynosiła na powierzchnię kolegę ze sparaliżowanymi płetwami, by mógł zaczerpnąć tchu – ale też zabijać morświny na wyszukany sposób i ich potem nie jeść. Prawdopodobnie dla treningu lub… zabawy. Pod tym względem przypominają ludzi.
Tylko że o tym aspekcie człowieczeństwa myślimy z niechęcią, dlatego zwykle nie takich przykładów na zachowania związane z umieraniem szukamy wśród zwierząt. Kluczowe jest podejście do tematu z otwartym umysłem, gotowym na zaakceptowanie i zintegrowanie wiedzy niezależnie od tego, czy jest zgodna z naszymi przekonaniami lub pragnieniami, czy nie. Szacunek dla zwierząt oznacza również brak oczekiwania, że będą się zachowywać jak postacie z Disneya.
Wielu z nas było świadkami, jak kot okrutnie bawi się myszą, wcale jej nie zabijając. W badaniach zaobserwowano, że zabójcze ugryzienie zdecydowanie różni się od poprzedzających je zabawowych zachowań kota. To może niemiły, ale jednak przekonujący dowód na kognitywną kontrolę zachowania – kot wybiera, kiedy zabija ofiarę.
Na okładce angielskiego i hiszpańskiego wydania Pani książki pojawia się opos – zwierzę, które doskonale udaje martwego, ale wcale nie musi rozumieć, czym jest śmierć.
Prawdopodobnie u oposa ta reakcja jest stereotypowa w sytuacji zagrożenia, na podobnej zasadzie jak u nas zwężanie źrenic czy jeżenie się włosów na skórze. Ciała po prostu to robią, nie ma tu żadnej świadomej decyzji. Z perspektywy ewolucyjnej musi być jednak na to jakieś wyjaśnienie – skąd się oposowi wzięło to złożone zachowanie?
Opos w sytuacji zagrożenia ulega paraliżowi, przewraca się na bok do pozycji embrionalnej, podwija ogon, oczy i usta ma wtedy szeroko otwarte, język wywalony, do tego jego kolor zmienia się na niebieski. Zwierzę nie reaguje na sygnały z zewnątrz, ślini się, sika, defekuje i wydziela odpychający smród.
Prawdopodobnie ta reakcja – zwana tanatozą – rozwinęła się z bardziej rozpowszechnionego zjawiska, tzw. tonicznego unieruchomienia, które też polega na zamieraniu. Młode mrówki ogniste ulegają tonicznemu unieruchomieniu, gdy jakaś inna grupa mrówek przeprowadzi inwazję na ich kolonię, a niektóre toksyczne gatunki żab zamierają, co prowokuje drapieżnika, by spróbował je połknąć – a natychmiast wypluwa je w całości. Potem już pamięta, z czym ma do czynienia.
U oposa temperatura ciała spada o 0,6 st. Celsjusza, tempo bicia serca – o 46 proc., a oddychania – o 31 proc. To wszystko nie mogło w ewolucji wydarzyć się przypadkiem, nie ma też żadnego fizjologicznego powodu, by te reakcje pojawiały się jednocześnie. Jedyne, co je łączy, to właściwość semantyczna. Zatem najlepsze wytłumaczenie, jakie możemy dać, jest takie, że zachowanie oposa dowodzi istnienia konceptu śmierci w umysłach jego drapieżników.
A mimo to nie nauczyły się odróżniać martwych oposów od udających.
W oposie zbiegło się wiele sprzyjających okoliczności – polują na niego różne zwierzęta, są wśród nich kojoty, lisy, węże, ptaki drapieżne, nie ma swojego jednego konkretnego prześladowcy, a wymienione zwierzęta również mają szeroki jadłospis. Ale skoro wszystkie dają się nabrać oposowi i potrafią go zaklasyfikować jako trupa, to znaczy, że mają uogólnione pojęcie śmierci, dotyczące różnych gatunków.

SUSANA MONSÓ jest profesorką filozofii na Universidad Nacional de Educación a Distancia w Madrycie. Zajmuje się umysłami zwierząt i etyką zwierząt. Jej książka o zwierzęcym pojmowaniu śmierci została przetłumaczona na 13 języków, w tym roku ukaże się także w Polsce.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















