Nie do pojęcia

Jest sobota 24 lipca. Właśnie obejrzałam w TVN 24 program "Fakty po Faktach". Była to rozmowa z jedną z osób, które straciły najbliższego człowieka w katastrofie smoleńskiej.
Czyta się kilka minut

Każda z poruszanych spraw dotykała takich ran, wobec których nawet niemy telewizyjny świadek odczuwał swoją obecność jako nieuprawnione nadużycie. A przecież zaproszona pani mówiła wszystko półgłosem. Na koniec dowiedzieliśmy się, że nie zamierza skarżyć się na nic sejmowemu zespołowi i chce w spokoju doczekać wyników prowadzonego już śledztwa.

Ten program krzyczał. O tym, jakim nadużyciem może być powołanie poselskiego zespołu. Od chwili jego powstania przed paru tygodniami żaden dziennikarz nie zadał politykom pytania, na jakiej zasadzie, nie mając żadnych predyspozycji ani uprawnień, zabierają się do tak straszliwie odpowiedzialnej i trudnej pracy. Żaden nie potrafił powiedzieć otwartym tekstem, że w masie stu parudziesięciu osób nie będzie to żadna praca (dziś dopiero stwierdził to w tymże programie były minister sprawiedliwości). Żaden też dziennikarz nie postawił kropki nad i pytając założyciela zespołu o związek pomiędzy owym zamiarem a sondażową bessą partyjną. Ale to wszystko nie jest najważniejsze. Telewizyjna rozmowa z wdową po wiceministrze obrony odsłoniła przede wszystkim niedopuszczalne nadużycie, na jakie powołany dla partyjnych celów zespół wystawia - i będzie to czynił przez nie wiadomo jak długi czas - wszystkich zranionych tą katastrofą. Powracając do najboleśniejszych okoliczności, przypominając kolejno wszystkie najdrastyczniejsze realia, które przy katastrofie lotniczej inne przecież być nie mogą, ale którymi nie ma się prawa zajmować bez najwyższej konieczności, a i to zawsze w największej dyskrecji. Wyrażam głębokie zdumienie, że nie tylko media dały się uwieść (a nawet miłosiernie nazywają czasem ów zespół komisją), ale że sejmowe władze na to przystały, a autorytety poselskie, zamiast protestować, zajmują się tylko jedynym w owym zespole dywersantem.

Wokół takiego morza ludzkiego cierpienia i tragizmu narasta coś, czego przyjąć się nie godzi.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 31/2010