Nicolas Sarkozy idzie do więzienia. Czym zawinił były prezydent Francji?

Francja jest w szoku: pierwszy raz w powojennej historii tego kraju były prezydent pójdzie do więzienia. Co łączyło Sarkozy’ego z dyktatorem Kaddafim i dlaczego wstawiła się za nim Marine Le Pen?
z Paryża
Czyta się kilka minut
 Nicolas Sarkozy, były prezydent Francji, i jego żona Carla Bruni przybywają do sądu, aby wysłuchać werdyktu w tzw. aferze libijskiej. Paryż, 25 września 2025 r. // Fot. Hans Lucas / AFP / East News
Nicolas Sarkozy, były prezydent Francji, i jego żona Carla Bruni przybywają do sądu, aby wysłuchać werdyktu w tzw. aferze libijskiej. Paryż, 25 września 2025 r. // Fot. Hans Lucas / AFP / East News

Słowa, które padły w kuluarach paryskiego sądu, przejdą zapewne do historii. „Jeśli oni (tj. sędziowie) naprawdę chcą, żebym spał w więzieniu, to będę tam spał, ale z podniesioną głową. Jestem niewinny. Ta niesprawiedliwość jest czymś skandalicznym” – mówił Nicolas Sarkozy w obecności dziesiątków kamer i mikrofonów zaraz po tym, jak usłyszał werdykt skazujący go na bezwzględne więzienie.

Nie obyło się bez teatralnego gestu: towarzysząca eksprezydentowi jego żona, piosenkarka Carla Bruni, podeszła do jednego z dziennikarzy, zerwała osłonkę mikrofonu i rzuciła go na ziemię. Obiektem tego ataku złości stał się, chyba nieprzypadkowo, sprzęt należący do Mediapartu – portalu śledczego, który przed laty ujawnił tzw. aferę libijską.

Pierwszy taki wyrok w historii najnowszej Francji

Od chwili, gdy opuścił Pałac Elizejski, Sarkozy – prezydent z lat 2007-12 – często bywa w sądzie. Ciągną się za nim liczne oskarżenia. W grudniu 2024 r. został skazany na 3 lata więzienia (w tym dwa w zawieszeniu) za korupcję i płatną protekcję w tzw. aferze podsłuchowej. Wtedy sąd zgodził się zamienić odsiadkę na elektroniczną bransoletkę. W następstwie tego wyroku spotkało go dodatkowe upokorzenie: odebrano mu order Legii Honorowej.

Tym razem Sarkozy nie uniknie więzienia. Za „udział w grupie przestępczej” sąd skazał go na 5 lat bezwzględnej odsiadki, a do wyroku dołączył klauzulę o jego „tymczasowym wykonaniu”. Oznacza to, że musi iść do więzienia, choć złożył wniosek o apelację. Klauzulę tę, dodajmy, stosuje się dziś powszechnie wobec osób skazanych na 5 lub więcej lat więzienia. Dotyka wszystkich, nie tylko polityków.

Datę osadzenia byłego szefa państwa poznamy 13 października. Według radia RTL zarezerwowano już dla niego pojedynczą celę w paryskim więzieniu La Santé. Jest jednak mało prawdopodobne, by siedział tam aż do procesu apelacyjnego. Prawnicy pytani przez dziennik „Le Monde” twierdzą, że może wyjść nawet po kilku dniach. Już jako więzień będzie mieć bowiem prawo do wniesienia o warunkowe zwolnienie do czasu nowego procesu i wiele wskazuje, że taką zgodę otrzyma.

Sarkozy jest pierwszym prezydentem powojennej Francji skazanym na „twarde” więzienie. Wcześniej tylko Jacques Chirac usłyszał w 2011 r. prawomocny wyrok dwóch lat w aferze korupcyjnej, ale była to kara w zawieszeniu.

„Afera libijska”: za co Sarkozy został skazany

Sama tzw. afera libijska, w której sądzono Sarkozy’ego i jego współpracowników, jest skomplikowana. Dochodzenie i proces trwały aż 13 lat (uzasadnienie wyroku liczy 400 stron), a nadal są w tej sprawie zagadki.

Sarkozy’emu i jego współpracownikom postawiono cztery główne zarzuty. Ostatecznie sąd uznał go winnym tylko w jednej sprawie: „udziału w grupie przestępczej”, której celem miało być, począwszy od 2005 r., pozyskanie od ówczesnego libijskiego przywódcy Muammara Kaddafiego pieniędzy na kampanię w wyborach prezydenckich dwa lata później.

Prócz Sarkozy’ego do tej grupy mieli należeć jego najbliżsi współpracownicy: Claude Guéant (szara eminencja w otoczeniu Sarkozy’ego) i Brice Hortefeux (późniejszy szef MSW). Zarzuca się im potajemne spotkania w Libii z dygnitarzami Kaddafiego, w tym z Abdallahem Senoussim, uznanym za zleceniodawcę zamachu terrorystycznego w 1989 r. na samolot linii lotniczej UTA Brazzaville-Paryż (zginęło 170 osób). Guéant i Hortefeux zostali skazani na więzienie, odpowiednio na 6 lat i 2 lata.

Tajemniczy notatnik i trup w Dunaju

Sąd wykazał bezsprzecznie przepływ pieniędzy między otoczeniem Kaddafiego a ludźmi Sarkozy’ego. Nie dowiódł natomiast w sposób udokumentowany, że te pieniądze rzeczywiście zasiliły konto kampanii Sarkozy’ego. Zabrakło tu niezbitego dowodu, tego, co Anglicy nazywają smoking gun (dymiący rewolwer) – mówi „Tygodnikowi” Vincent Hugeux, autor biografii Kaddafiego (wydawnictwo Perrin, 2017 r.) i wieloletni reporter tygodnika „L’Express” w krajach afrykańskich.

Hugeux dodaje, że nie ma w tym nic dziwnego: – Ci, którzy dopuszczają się nielegalnego finansowania, nie chcą zostawiać śladów: nie ma kwitów, potwierdzeń przelewów, płaci się gotówką i przez pośredników.

W aferze libijskiej przewijają się więc walizki z pieniędzmi, tajne spotkania i korespondencja o niepewnej autentyczności. Oraz nagłe zgony.

Jednym z kluczowych dowodów w sprawie przeciw Sarkozy’emu był notatnik Shukriego Ghanima, w latach 2003-06 libijskiego premiera, potem premiera ds. ropy i jednej z kluczowych postaci w otoczeniu dyktatora. W 2007 r. Ghanim zapisywał w nim daty spotkań i kwoty – łącznie co najmniej kilka milionów euro – przesyłane Sarkozy’emu przez ludzi Kaddafiego.

Gdy w 2011 r. wybuchło powstanie przeciw reżimowi, Ghanim uciekł z Libii. W 2012 r. jego zwłoki wyłowiono w Wiedniu z Dunaju. Według austriackiej policji doszło do wypadku: Libijczyk dostał ataku serca, wpadł do wody i się utopił. Ale okoliczności nie są do końca jasne.

Sarkozy-Kaddafi: historia pewnej znajomości

Przed sądem Sarkozy bronił się, że nic nie wiedział o kontaktach swoich ludzi z otoczeniem Kaddafiego, które rozpoczęły się już w 2005 r. w Trypolisie – dwa lata przed kampanią prezydencką, w której wziął udział. Sąd nie dał wiary tym wyjaśnieniom.

– Jeśli znamy nieco sposób działania Sarkozy’ego i jego bliskie więzi z Guéantem i Hortefeuxem, to nie sposób sobie wyobrazić, że nie wiedział on o ich rozmowach w Trypolisie. Nawet jeśli śledztwo nie potwierdziło, że był bezpośrednim zleceniodawcą tych spotkań swoich przyjaciół z dygnitarzami Kaddafiego ani beneficjentem libijskich pieniędzy – uważa Vincent Hugeux.

Należy jednak zapytać: dlaczego otoczenie Sarkozy’ego szukało u libijskiego dyktatora pieniędzy na jego kampanię w 2007 r.? Czy nie mogło ich znaleźć w prostszy sposób we Francji?

– Ten argument podawał Sarkozy w trakcie procesu, ale nie jest on przekonujący – mówi Hugeux „Tygodnikowi”. – W 2005 r., gdy zaczął on myśleć o prezydenturze, nie mógł jeszcze liczyć na mandat własnej partii w walce o najwyższy urząd, bo miał w niej silnych konkurentów i nie posiadał też żadnych rezerw finansowych na kampanię. Musiał sam się postarać o te środki.

To właśnie w 2005 r. Sarkozy, wówczas szef MSW za rządów prezydenta Jacquesa Chiraca, nawiązał osobiste kontakty z libijskim przywódcą.

Dlaczego Kaddafi chciał finansować kampanię Sarkozy’ego

Z drugiej strony, dodaje Hugeux, Kaddafi potrzebował wtedy wsparcia Francji: – Bardzo długo Kaddafi był pariasem na scenie międzynarodowej, bo wspierał rozliczne ruchy terrorystyczne na całym świecie. Ale na początku XXI w. dokonał wolty: ogłosił, że kończy z popieraniem terroryzmu i z programem rozwoju broni masowego zniszczenia. Miał dla Zachodu silny argument ekonomiczny: wszyscy wiedzieli, że siedział na górze petrodolarów.

Hugeux uważa, że Kaddafim kierowały dwa główne powody, by finansować kampanię Sarkozy’ego: – Po pierwsze, poparcie Francji miało mu pomóc w normalizowaniu stosunków z Zachodem. Po drugie, miał ambicje, by zostać prorokiem panafrykanizmu i chciał, żeby Paryż, zachowujący wciąż duże wpływy w Afryce frankofońskiej, nie hamował w tej sferze jego działań.

„Przyjaźń” obu przywódców zakończyła interwencja koalicji międzynarodowej w 2011 r., która wsparła antyreżimowych powstańców; jesienią tego roku reżim upadł, a Kaddafi zginął.

– Niektórzy uważają, że Sarkozy, stając wtedy wspólnie z Brytyjczykami na czele krucjaty przeciw Kaddafiemu, chciał zatrzeć ślady swojej wcześniejszej zażyłości z dyktatorem. Ale interwencja w Libii miała też wymazać wrażenie po katastrofalnym przyjęciu przez Paryż wcześniejszych rewolt arabskiej wiosny – uważa Hugeux.

Marine Le Pen z odsieczą dla Sarkozy’ego

Wyrok w sprawie libijskiej wywołuje nad Sekwaną lawinę komentarzy. Jedni chwalą bezpardonowe podejście sędziów do polityków. Inni, zwłaszcza na prawicy i skrajnej prawicy, uznają ten werdykt za polityczną zemstę na Sarkozym. Były szef państwa, skądinąd prawnik i adwokat z wykształcenia, miał wielokrotnie na pieńku ze środowiskiem prawniczym.

Na odsiecz byłemu prezydentowi pospieszyła liderka nacjonalistycznej prawicy Marine Le Pen, wcześniej z nim zwaśniona. Porównała „niektórych sędziów” (jak to ujęła) do myśliwych polujących na polityków. Według niej „skazanie prezydenta Republiki na pobyt w więzieniu, zanim jeszcze zapadł definitywny wyrok, jest skrajnie groźne z perspektywy państwa prawa”.

Obrona Sarkozy’ego w wykonaniu szefowej Zjednoczenia Narodowego nie wygląda na bezinteresowną. Łączy ich wspólny przeciwnik – jest nim właśnie wymiar sprawiedliwości. Niedawno paryski sąd skazał w pierwszej instancji Marine Le Pen za defraudację środków publicznych na 5-letni zakaz startu w wyborach. To może pogrzebać jej szansę na prezydenturę w 2027 r. i Le Pen z obawą czeka na proces apelacyjny w przyszłym roku.

Surowy werdykt w sprawie Sarkozy’ego pokazuje, że francuskie sądy nie patyczkują się z politykami. Można go traktować jako prognostyk, jaki będzie finalny werdykt w sprawie Le Pen.

Sędzia, która skazała Sarkozy’ego, otrzymuje groźby 

Wyrok więzienia dla byłego prezydenta ma wymiar symbolu, nawet jeśli – jak można przypuszczać – spędzi on za kratami tylko kilka czy kilkanaście dni. Proces ten ma również kontekst polityczny: stał się kolejną okazją do ataków polityków różnych opcji – bo nie tylko Le Pen – na instytucje sądowe. Pojawia się pytanie o stan francuskiej demokracji, której filarem są przecież wolne sądy.

Po wyroku w aferze libijskiej przewodnicząca składu sędziowskiego otrzymała groźby śmierci. W reakcji na to prezydent Macron zmuszony był potępić wszelkie ataki na sędziów jako „niedopuszczalne”. Według badania ośrodka Cevipof z lutego tego roku, tylko 44 proc. Francuzów ufa wymiarowi sprawiedliwości – w ciągu ostatnich lat to zaufanie znacznie spadło.

Niechęcią wobec sądów i państwa prawa karmią się populiści w wielu krajach, od Waszyngtonu po Warszawę. Paryż, z obozem Marine Le Pen dążącym do władzy, nie zostaje tutaj w tyle.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Prezydent w kryminale