To był jeden z tych niby niepozornych kadrów, które potem prześladują jak znak albo jak całe pudełko pełne znaków. Dokument telewizji brytyjskiej z roku 1980, kamera śledzi targowisko w Phnom Penh, mieście, do którego dopiero co powrócili ludzie wcześniej zamknięci przez Czerwonych Khmerów w obozach pracy. „Kto handluje, ten żyje”, nawet tam, gdzie za sprawą okrutnego eksperymentu politycznego przez pięć lat nie istniały pieniądze, sklepy ani niemal nic, co przypominało zwyczajne życie. A kto może, stara się zdobyć podstawowe rzeczy: jedzenie, narzędzia, cokolwiek – lub sprzedać, zazwyczaj to, co udało się przewieźć przez tajską granicę. Na przykład – i właśnie to uchwyciła kamera – lakiery do paznokci.
Ludzie, którzy jeszcze przed chwilą mieli wokół siebie śmierć i głód, chodzący po zaminowanej ziemi, a teraz zależni od pomocy humanitarnej i próbujący się odnaleźć w świecie po kompletnej apokalipsie, mimo wszystko chcieli malować paznokcie. Nawet nie papierosy czy inne używki, czyli typowe kryzysowe skarby, a produkt zupełnie trzeciej potrzeby trafił w środek świata, w którym brakowało wszystkiego.
Zaskoczenia w sytuacjach skrajnych
To ważne kadry, bo rozsadzają pokusy prostego rozumowania, tłumaczenia wszystkiego piramidami Maslowa, wszelkie racjonalizacje po fakcie. Zresztą nawet w tej morderczej próbie stworzenia społeczeństwa zaprogramowanego jak jeden mechanizm pozbawiony indywidualnych tożsamości znajdowały się zaskakujące dziury. Jak bowiem relacjonowali ci, którzy przeżyli, nawet ascetyczni do granic khmerscy komuniści w jednakowych strojach – choć trudno to sobie wyobrazić – mieli swój słaby punkt, mianowicie japońskie zegarki, których czasami nosili na ręce po kilka i którym czasem ktoś w tym hojnie szafującym śmiercią reżimie zawdzięczał ułaskawienie swoje lub bliskich.
Są też takie kadry z Warszawy, zaraz po zakończeniu II wojny światowej. Ktoś w ruinach zaprasza na manicure, ktoś sprzedaje nuty. Starsza kobieta pozuje na tle ekranu fotograficznego z namalowanym krajobrazem przesłaniającym zniszczone miasto. To sceny, które udowadniają, jak nieoczywiste może być słowo „potrzeba”.
Nurt życia zawsze wędruje swoją drogą, której nie da się przewidzieć. A najbardziej ten nurt, który jest związany ze sposobami, na jakie się żyje, z tym, do czego nieoczekiwanego może posłużyć jakiś przedmiot wymyślony do innego celu, jaki może wykształcić się nowy zwyczaj, który wykracza poza przewidywalną logikę wydarzeń. Kiedy docierają przykłady takich zaskoczeń w sytuacjach skrajnych, takich, gdy człowiek – wydawałoby się – redukuje się do samych najprostszych podstaw, trzeba się zatrzymać i zastanowić.
W latach 70. Stanisław Lem mówił, że obszar kultury – rozumianej jako praktyka życia, zwyczaje, zachowania, normy czy tendencje – najgorzej poddaje się futurologicznym przewidywaniom, bo jest w nim zbyt wiele nieprzewidywalności i zaskoczeń, które pojawiają się niemalże znikąd. Obecnie mechanizmy przewidywania możliwych scenariuszy – a może przede wszystkim sposoby wyprzedzania zdarzeń metodą faktów dokonanych – stają się coraz bardziej zaawansowane, ale tendencję opisaną przez Lema warto mieć w pamięci.
Przede wszystkim uczy ona pokory i zdolności ochłonięcia w porę. A to w rzeczywistości, w której jednocześnie z ogromną pewnością siebie pisane są „gwarantowane” scenariusze wpływu, na przykład nowych technologii, z drugiej zaś strony wielu ludzi żyje dla złej satysfakcji powiedzenia „a nie mówiłem” – cecha, którą trudno w sobie podtrzymywać.
Żyjemy bowiem w świecie zorientowanym aktualnie na pychę. Z pewnością przyjemnie pielęgnować ją w sobie, ale ma ona też tę właściwość, że lubi zakładać na oczy klapki i przyzwyczajać do jednego scenariusza. Szczęśliwie mnogość i przepoczwarzanie się życia takie ambicje opływa i rozsadza, zatapiając jednakowo i marzenia o zostaniu prorokiem powszechnej zguby, i pretensje do wszechwiedzy czy posiadania jednego wzoru na wszelkie ludzkie sprawy.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















