Napisz, że wszystko jest dobrze, Pingwinie. O książce „Wczoraj byłaś zła na zielono” Elizy Kąckiej

„Wczoraj byłaś zła na zielono” Elizy Kąckiej to autobiograficzna opowieść o stawaniu się matką dziecka w spektrum autyzmu. Ale też czerpiąca z literackiej tradycji historia, w której po leśmianowsku, z gąszczu świata, uwalniają się głosy.
Czyta się kilka minut

Pierwszy głos, a właściwie chór głosów, należy do narratorki. Studentki, która wcześnie zachodzi w ciążę, a jako młoda matka myśli o jak najszybszym powrocie na uniwersytet, choć świat temu nie sprzyja. 

Dlaczego? „Świat to zbiorowe zwierzę, które ma instynkt zwrócony przeciw nam”, wygłasza swoje credo autorka. „Znów ten sam błąd. Nigdy się nie oduczę używania słów, które nie dają oparcia. Trafiła jej się matka podcinająca sobie nogi z przyzwyczajenia”, komentuje nieczule czuły skądinąd dialog z dzieckiem. 

A potem porównuje siedzącą przy biurku zgarbioną, szczupłą córeczkę o dużej głowie i odstających uszach do Kafki, wskazując tak naprawdę na siebie i swoje poczucie powinowactwa z autorem „Procesu”.

Z łopuchów prosto w Moroufki

Tę pełną bólu, auto-sabotującą mowę zatrzymują i ograniczają inne głosy. Czasem zdania niespodziewanie miękną i upraszczają się, zawierają słowa „trzecie oko”, „szamanka”, „energia”, a narratorka postrzega magię w tym, jak dziecko mówi do nieczynnego telefonu (i w jakiś sposób ocala życie dziadka), ale też w snach, w tańcu-ruchu przywołującym ludzi i zjawiska, w wyprawie do lasu.

Innym razem zdania Kąckiej pękają od metafor, Schulzowskich łopuchów i patosu, jak w scenie wchodzenia z wózkiem dziecięcym na górkę. I w porównaniu tego spaceru do drogi na Golgotę. Albo kiedy narratorka deklaruje, że nie chce przyjąć przypisanej jej roli kobiety i matki (przyjmuje jednak związane z nimi obowiązki).

Jest też moment, gdy narracyjny chór brzmi unisono: to opis pobytu w ciemności, albo, jak mówi rodzicielka Rudej, „cofnięcia się w rozwoju”. Dziewczynka na pół roku przestaje mówić, nie znosi światła, całe dnie spędza w jednym fotelu. W tym czasie matka przestaje pisać, czyta jedynie leksykony roślin i zwierząt, które lubi córka.

Po tym doświadczeniu totalnego życiowego zatrzymania dziecko wychodzi na zewnątrz na własne życzenie, dorosła wraca do pisania, ale coś się zmienia. Spokojniejsza, robiąca wrażenie obiektywnej fraza, używana głównie do porządkowania fabuły pozbawionej chronologii, zaczyna powoli dominować. „Starałam się utrwalić wszystko, by mogła kiedyś sięgnąć we mnie po mapę świata, przez który szła po omacku. Może kiedyś rozwinie ją sobie i zobaczy, że ma przyszłość – mając przeszłość”.

Końcowe akapity to ostateczna przemiana tej, która za Nabokovem mówi „speak, memory!”, w tę, która kocha i odnajduje swoje miejsce – obserwatorki-amatorki w stworzonej przez córkę krainie Moroufków.

Wyzwolić słowa z reguł grawitacji

Narratorce towarzyszy głos dziadka, cytowany tylko w jednym fragmencie, ale obecny niczym duch w całości książki: „Wiesz, ja się nigdy nie bałem Niemców, chociaż mnie prawie zabili. Bo zacząłem rozumieć, że Niemiec to rola, do której część z tych niemieckich chłopców nie dorasta”. Są tu też głosy ojca i matki, ale również ludzi z zewnątrz – niezaplecione w tekst, cytowane jako wyliczenia pojedynczych zdań między rozdziałami: „Mówisz o dziecku jak o insekcie. Zimno. Za dużo analizujesz. To jest żywy człowiek, wiesz?” (Toruń). „Słuchaj, Eliza, trochę więcej analizy. Ty jesteś za bardzo emocjonalna, miotasz się, dziecko wymaga trzeźwości” (rozmowa na linii Warszawa-Lidzbark). „Pani dziecko patrzy w oczy. Ja to bym panią wysłała na terapię” (Olsztyn). Raniące, ograniczające, ale też przestrzegające przed popełnieniem błędu łatwej oceny, fałszywej litości, pozoru zrozumienia. Charakterystyczne dla pisarstwa Kąckiej, i w „Strefie zgniotu”, i w felietonach z „Tygodnika Powszechnego” zmieniającego potok wypowiadanych wokół słów w portret świata.

Najtrudniejszy do usłyszenia głos należy jednak do Rudej, literackiego alter ego córki autorki. Wysoki, „młodszy niż ona”, czasem natarczywie wibrujący, często wybuchający śmiechem. Ponieważ Ruda stroni od słów (a może słowa od niej?), wydaje się cichy. W rzeczywistości ma wielką moc.

Po pierwsze, dysponuje siłą decybeli. Wdziera się w świat z impetem, zatrzymuje ruch na środku przejścia dla pieszych i prawie zrzuca człowieka z roweru, „bierze sobie ciało i zmysły dziecka za tubę”.

Ten głos potrafi też zmieniać rzeczywistość: „Jej sposób myślenia dał mi dowód istnienia innego świata. Niejednorodnego, żywego, nicującego nasze kategorie. Baśń może być do niego wehikułem. Nie do świata królewien, świniopasów i smoków, jak myślałam w dzieciństwie. Do świata wyzwalającego słowa, pojęcia i rzeczy z reguł oswojonej grawitacji”.

Jest las, jest dobrze

Język autystki, podchwycony przez Kącką, nie boi się powtórzeń, jest pozbawiony pojęciowej żonglerki, każde słowo obciąża precyzyjnym znaczeniem, waży wyrazy i zwroty. Odsłania w ten sposób nowy świat, w którym słowa są konkretnymi rzeczami. Rzeczami, do których się przywiązujemy i za którymi potrafimy się ukryć.

Razem z narratorką nasłuchujemy, wyczekujemy wypowiedzi Rudej, dopisując im szeregi znaczeń. W jednym z nielicznych pełnych zdań wypowiedzianych na kartach książki dziewczynka, już dorastająca, pseudonimuje matkę protestując przed jej indagacjami: „Po co pytasz, ostrygo”. Odmawia udziału w festynie werbalizacji. W innym fragmencie prosi o wsparcie we właściwym sobie użyciu słów: „Napisz, że wszystko jest dobrze, Pingwinie”. A gdy matka potwierdza: „Nie jest źle”, domaga się precyzji: „Powiedz, że jest dobrze”. 

Przed czy raczej pod wszystkimi głosami tej świetnej książki jest jeszcze tytułowa zieleń: szum wiatru w gałęziach świerków za oknem, odgłosy nocy i spokój zielonych ścian w pokoju w Lidzbarku Warmińskim: bliski, leczący gąszcz. 

Sceny leśne odpływają w inną, niemal mistyczną poetykę, tak jak bohaterki w otoczeniu drzew wędrują w inne stany świadomości. Być może w stronę, gdzie słowo „las” przybliża trochę do znienawidzonego „świat”. Podobno istnieją i takie krainy.

W najbliższym numerze nasza rozmowa z Elizą Kącką. W kioskach od środy 22 maja.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”