Ministra kultury: Mój resort ma łączyć różne środowiska polityczne

Co dalej z ustawą o zabezpieczeniu socjalnym artystów, ustawą muzealną i zapisami o rynku książki? Czy zmienią się zasady przeprowadzania konkursów w instytucjach publicznych? Odpowiada ministra Marta Cienkowska.
Czyta się kilka minut
Ministra kultury Marta Cienkowska (w środku) na wernisażu wystawy "Linia brzegowa" w galerii "Okno na Kulturę" w Warszawie. 19 czerwca 2026 r. // Fot. Paweł Supernak / PAP
Ministra kultury Marta Cienkowska (w środku) na wernisażu wystawy „Linia brzegowa” w galerii Okno na Kulturę w Warszawie. 19 czerwca 2026 r. // Fot. Paweł Supernak / PAP

Piotr Kosiewski: Uda się uchwalić ustawę o zabezpieczaniu socjalnym artystek i artystów? 

Marta Cienkowska, ministra kultury: Jestem przekonana, że tak. Widzę bardzo duże poparcie wszystkich ugrupowań, które są w koalicji rządzącej. I wielkie zrozumienie dla tematu, który nie został załatwiony przez ostatnie 35 lat. Co więcej, jest bardzo duże społeczne zrozumienie dla tego problemu.

Duże społeczne zrozumienie? Czy to nie jest zbyt odważne stwierdzenie, biorąc pod uwagę to, co się wokół ustawy wydarzyło, oraz m.in. sondaż Instytutu Badań Pollster dla „Super Expressu”, z którego wynika, że 74 proc. Polek i Polaków jest przeciw jej wprowadzeniu w życie. 

Tylko ten sondaż stawia fałszywe pytanie: „czy rząd powinien dopłacać do emerytur artystów”, podczas gdy w projekcie ustawy chodzi o uzupełnienie luki w systemie ubezpieczeń społecznych. Ustawa ma pomóc grupie tych twórców, którzy mają nieregularne i bardzo niskie dochody. 

Nie jest więc tak, że zamierzamy dopłacać do emerytury każdemu artyście. Zależy nam na wsparciu bardzo konkretnej grupy społecznej, która ze względu na specyfikę pracy w systemie ubezpieczeń społecznych obecnie się nie mieści.

Wszystko będzie uzależnione od dochodów twórców. I w momencie, w którym artysta czy artystka radzą sobie dobrze i osiągają poziom minimalnego wynagrodzenia, składkę opłacą sobie samodzielnie. System dopłat będzie obowiązywał tylko w tych okresach, w których artysta czy artystka nie osiągną określonych dochodów. 

Chcemy zadbać o to, żeby żaden obywatel nie wypadał z systemu ubezpieczeń społecznych. Aby miał dostęp do lekarza i do leków refundowanych. Aby kobiety-twórczynie mogły decydować się na dziecko i mieć zapewniony urlop macierzyński. 

Jak duża będzie grupa, która skorzysta z tej ustawy? Według badań przeprowadzonych przed jej przygotowaniem ok. 62 tysięcy osób w Polsce pracuje w zawodach artystycznych.

Szacujemy, że wsparcie trafi maksymalnie do 21 tys. osób. 

Dlaczego? 

Ponieważ nie będzie „z automatu” przysługiwać każdej osobie pracującej w zawodzie artystycznym, nawet jeśli ma ona dochody nieregularne i poniżej najniższej krajowej. Taka osoba będzie musiała o takie wsparcie wystąpić, czyli złożyć wniosek i przejść odpowiednią procedurę. Jeżeli otrzyma status artysty zawodowego, dopłaty na koncie w ZUS-ie też nie będą przelewane w nieskończoność, bo co 12 miesięcy wniosek trzeba będzie odnowić. 

Zaproponowany przez nas system jest bardzo dobrze zabezpieczony przed ewentualnymi nadużyciami. Współpracujemy tu nie tylko z ZUS-em, ale także z Krajową Administracją Skarbową, która regularnie będzie sprawdzać dochody twórców.

W wyliczaniu dochodu artystek i artystów będą uwzględniane wszystkie źródła, w tym sprzedaż dzieł, tantiemy, wynagrodzenia z tytułu wypożyczeń bibliotecznych?

Oczywiście.

Udało się Pani przekonać koalicjantów, chociaż np. Ryszard Petru publicznie krytykował ustawę. W Sejmie odbyło się jej pierwsze czytanie. Teraz będzie praca w komisji i na pewno padną propozycje pewnych zmian. Jakie są punkty graniczne, które chciałaby Pani obronić?

Dla nas najważniejsze jest to, żeby osoby pracujące w zawodach artystycznych nie wypadały z systemu ubezpieczeń społecznych.

Przedstawione przez nas rozwiązania były szeroko konsultowane zarówno ze środowiskami artystów, jak i międzyresortowo, a debata na ich temat trwa od 2018 r. Obecna dyskusja opiera się nie na faktach, a na emocjach spowodowanych wpisami w internecie, które w większości są fake newsami lub informacjami opartymi na opiniach, a nie na faktach i konkretnych zapisach ustawowych. 

Oczywiście, jesteśmy w ministerstwie niezmiennie otwarci na rozmowę. Pytanie tylko, jak miałyby wyglądać te zmiany? Bo ja o konkretnych propozycjach do tej pory nie usłyszałam.

Są jednak wątpliwości wysuwane nie przez celebrytów czy polityków, ale przez samych twórców. Chodzi o system weryfikacji uprawień zawodowych. Pojawiają się obawy, że może on służyć preferowaniu określonych postaw estetycznych czy politycznych.

System został tak zbudowany, aby niezależnie od tego, jaka władza rządzi, wolność artystyczna i twórcza w Polsce obowiązywały. Niezależnie także od tego, czy twórca realizuje prace, które się komuś podobają, czy też nie. Dlatego ocen nie będą dokonywać politycy ani urzędnicy państwowi, a komisje stworzone z przedstawicieli środowisk twórczych. 

Ich zadaniem nie będzie opiniowanie wartości artystycznej danej twórczości, lecz to, czy zawód artystyczny jest przez daną osobę wykonywany w sposób ciągły i czy ma ona przychody z tej właśnie działalności. 

Obawy dotyczą nie tylko wpływów politycznych, także środowiskowo-koteryjnych.

Bardzo dużo osób pracujących w zawodzie artystycznym w Polsce działa na styku różnych dziedzin kultury i sztuki. W związku z tym opinie będą wydawać komisje w składzie trzy- lub pięcioosobowym, w zależności od tego, jakie dziedziny sztuki dany twórca będzie reprezentował. Nie będzie to jedna osoba, nie będą to pojedyncze opinie. 

Mówiła Pani, że liczy na podpis prezydenta Karola Nawrockiego pod ustawą. Co chce Pani zrobić, aby tak się stało?

Moją rolą jest stworzenie możliwie najlepszego prawa gwarantującego świadczenia dla tej grupy społecznej. Znam życiorys pana prezydenta, wiem, że miał liczne kontakty z twórcami, choćby jako dyrektor Muzeum II Wojny Światowej, więc z pewnością zna ich problemy. Wielu z nich współpracuje dziś z Instytutem Pamięci Narodowej

Ta ustawa jest ważna również dla środowiska, z którym pan prezydent zna się od wielu lat, nad ustawą pracował też poprzedni rząd. O potrzebie wprowadzenia takich rozwiązań mówią środowiska twórcze sympatyzujące zarówno z tym, jak i z poprzednim rządem. Ta ustawa może udowodnić, że jesteśmy w stanie wspólnie coś zrobić dla społeczeństwa jako całości, bo kultura naprawdę łączy. 

A czy ta ustawa nie jest papierkiem lakmusowym pokazującym realne miejsce kultury i samego ministerstwa w obecnym rządzie?

A nie uważa pan, że kultura i jej znaczenie w naszym kraju – ale też w Europie – bardzo mocno rośnie?

Owszem, ale patrząc na wysokość budżetu ministerstwa, a przede wszystkim jego kurczenie się w porównaniu z czasami ministra Piotra Glińskiego, nie wygląda to różowo.

Spadek jest pozorny, bo poza środkami z polskiego budżetu, w odróżnieniu od naszych poprzedników mamy do dyspozycji bardzo duże środki europejskie, wykorzystujemy też fundusze norweskie, dysponując największym budżetem w historii, jeśli chodzi o kulturę. Mamy również Fundusz Promocji Kultury, który jest osobną skarbonką. Jeżeli to wszystko się zliczy, to okazuje się, że jednak budżet jest wyższy. 

Uważam zresztą, że odpowiedzialna polityka finansowa Ministerstwa Kultury polega na tym: jeśli nie musisz sięgać po pieniądze z budżetu państwa, to tego nie rób.

Są jednak rzeczy, które można sfinansować tylko z budżetu państwa – i z tymi właśnie jest problem.

I odpowiedzią na to jest np. zapewnienie finansowania ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów. 

Zatem czy jest szansa, by Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa uzyskał kształt porównywalny z tym, jak był realizowany wcześniej?

Tak, taki mamy plan. Prace nad następnym wieloletnim programowaniem NPRCz trwają, bo chcemy wyciągnąć wnioski z poprzednich dwóch edycji. Bardzo dużo w ramach tego programu udało się zrobić, ale nie chcemy wyłącznie kopiować założeń, które realizowaliśmy przez ostatnie kilka lat. Musimy wyciągnąć wnioski i odpowiedzieć na obecne potrzeby. 

Zgoda, ale czy zmiany nie powinny być odpowiednio wcześniej zaplanowanie?

Tak, ale musimy się wpisać z NPRCz w strategię rozwoju kraju, która dopiero co została uchwalona. Musimy też odnieść się do ewaluacji programu, który zakończył się w zeszłym roku, zrobić odpowiednie badania i na ich podstawie zaprogramować Program Rozwoju Czytelnictwa na następne lata. 

Wiele środowisk walczyło o zakup Domu Książków w Tarnowie, jednego z najważniejszych późno modernistycznych obiektów w kraju. Dlaczego do niego nie doszło? Dlaczego ministerstwa nie stać na ratowanie tak ważnych miejsc? 

Niezależnie od wszystkiego – nikt nie powiedział, że nas na to nie stać. Byłam pierwszą osobą, która zainteresowała się tym obiektem. Moje pytanie brzmi: jaką funkcję publiczną z punktu widzenia państwa mielibyśmy tam realizować? Przejęcie przez ministerstwo budynku, który stałby pusty i zamknięty dla odwiedzających, mijałoby się z celem. 

Rozmawialiśmy z wieloma instytucjami publicznymi, pytając, czy widzą swoją działalność w Domu Książków. Otrzymaliśmy odpowiedź negatywną. Jestem bardzo otwarta na wsparcie instytucji lokalnych, które mogłyby przejąć ten budynek, ale muszę wiedzieć, jaką rzeczywiście funkcję społeczną i kulturalną mielibyśmy w tym miejscu prowadzić.

Rozumiem, że jeżeli uda się zaproponować przekonującą funkcję, to sprawa jest otwarta?

Zdecydowanie tak.

A co będzie dalej z Muzeum Literatury? Beata Michalec, po wielu tygodniach sporów z zespołem, poinformowała o swojej rezygnacji ze stanowiska. 

Staramy się znaleźć rozwiązanie, które zaspokoi zarówno interesy urzędu marszałkowskiego, jak i zrealizuje bardzo ważne cele z punktu widzenia polityki kulturalnej państwa. Uważam, że jest to jedna z ważniejszych instytucji zajmujących się dziedzictwem polskiej twórczości literackiej. A jednocześnie ważne jest, żeby odpartyjnić i odpolitycznić instytucje kultury.

Samorządy w latach 2015-2023 bywały ostoją niezależności instytucji kultury. Przypadek Muzeum Literatury pokazuje, że nie zawsze tak jest: decydują partyjne układy, a nie wiedza i doświadczenie. Czy realne jest wprowadzenie rozwiązań prawnych lepiej gwarantujących merytoryczne powołanie dyrektorów oraz niezależność tych instytucji?

Będziemy je proponować w nowelizacji ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Dyskutujemy zarówno ze stroną samorządową, jak i z instytucjami artystycznymi na temat tego, jak te rozwiązania powinny wyglądać, żeby uniknąć takich sytuacji jak w Muzeum Literatury. Jesteśmy na dobrej drodze do zaproponowania bardzo dobrego tekstu legislacyjnego i trafnych propozycji rozwiązań, na które zgodzą się wszystkie zainteresowane strony. Zrobimy to jeszcze w te wakacje.

A co jest największą trudnością?

Wyważenie aspiracji trzech środowisk: politycznego, samorządowego i instytucjonalno-artystycznego. I to jest chyba najtrudniejsza rola ministra kultury, szczególnie dla mnie, bo czując się częścią środowiska, jestem jednocześnie przedstawicielką rządu.

W ministerstwie trwają też od dłuższego czasu prace nad ustawą o muzeach. W jej projekcie znalazły się rozwiązania dotyczące rad powierniczych, mające zapewnić większą niezależność instytucjom muzealnym. Jaki jest los tej ustawy?

Środowisko muzealników próbuje znaleźć wspólne rozwiązanie. Mam nadzieję, że w końcu nam je zaproponuje. Nasze propozycje nie spotkały się dotąd z ich akceptacją. To nie jest łatwa ustawa i – tak jak powiedziałam – w takich sytuacjach trudno jest znaleźć złoty środek.

Ostatnio było głośno o odwołaniach dwóch dyrektorów: Pawła Jaskanisa z Muzeum-Pałacu w Wilanowie i Adama Budaka z krakowskiego MOCAK-u. Obaj mają duże doświadczenie i wiedzę, wygrali konkursy. Okazało się jednak, że to nie wystarcza do sprawnego prowadzenia muzeum. Czy nie potrzebujemy zmian w procedurze przeprowadzania konkursów?

Potrzebujemy i będziemy je wprowadzać poprzez nowelizację ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Obecne mechanizmy konkursowe są archaiczne. Uważam, że w każdym takim postępowaniu obowiązkowo powinien uczestniczyć specjalista od HR-u. W instytucjach kultury potrzebujemy dziś prawdziwych menedżerów. 

Nawet najlepszy artysta, który ma genialną wizję rozwoju, musi posiadać podstawy wiedzy o zarządzaniu i pracy z budżetami zadaniowymi – a jeśli ich nie ma, musi mieć u boku zastępcę, który wie, co robić w kwestiach administracyjnych. Mówimy przecież czasem o potężnych instytucjach, jak choćby Teatr Wielki – Opera Narodowa, które zatrudniają ponad tysiąc osób. 

To jest wielka korporacja, więc musimy zacząć myśleć o zarządzaniu nią również w takich kategoriach. Doskonale wiem, jak dużo napięć generuje specyfika pracy w tym sektorze, dlatego odpowiedzialna polityka wewnętrzna i nowoczesny HR to w dzisiejszych czasach po prostu must-have.

Czy elementem tej zmiany nie powinno być również ułożenie na nowo relacji między dyrektorem instytucji a organem założycielskim? Często można odnieść wrażenie, że kandydaci wygrywają konkursy, prezentując świetne, rozbudowane programy...

...a potem dyrektor przychodzi do pracy i okazuje się, że nie ma za co ich zrealizować.

Dokładnie tak.

Dlatego przy mechanizmach konkursowych musimy wprowadzić rozwiązania, które będą chronić zarówno organizatora, jak i dyrektora. Przecież teoretycznie organizator może dziś zwolnić człowieka za to, że ten nie realizuje programu złożonego w konkursie – a nie realizuje go tylko dlatego, że organizator nie dał mu na to obiecanych pieniędzy. 

A co z regulacją rynku książki?

Główne założenia mamy już opracowane, tekst legislacyjny leży na stole. Teraz musi stać się częścią całego porządku prawnego państwa. W związku z tym sięgamy do innych ustaw i sprawdzamy, czy nasze propozycje są zgodne z polskim porządkiem prawnym. 

Musimy ustawę tak dopracować, żeby nikt nie miał wątpliwości co do tego, co chcemy zrobić – nie chcemy przedstawić prawnego bubla. Po ustawie medialnej będzie to kolejna rzecz, która trafi do konsultacji publicznych.

A jakie są główne założenia tej ustawy?

Przede wszystkim jednolita cena książki, która miałaby obowiązywać przez rok. Bardzo nam zależy na wprowadzeniu tego rozwiązania, bo jest ważne nie tylko dla małych wydawnictw, ale również dla małych księgarń. Mam poczucie, że to jedna z najważniejszych rzeczy do załatwienia w tej kadencji.

A ustawa medialna?

Jak pan zapewne wie, zależy nam na wdrożeniu do polskiego porządku prawnego Europejskiego Aktu o Wolności Mediów (EMFA). Dlatego obecnie dokument znajduje się w Komitecie ds. Europejskich. Potem trafi na Stały Komitet Rady Ministrów i tam przejdzie konsultacje międzyresortowe. Zakładam, że jeszcze w te wakacje ustawa trafi do Sejmu.

A co w tej ustawie sprawia największy problem?

Rozwiązanie wielu skomplikowanych kwestii związanych z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji oraz finansowaniem mediów publicznych i jego jawnością. Chcemy wprowadzić zasadę konkursowości i jawności wyłaniania władz mediów publicznych oraz zlikwidować Radę Mediów Narodowych, wszystko to – cytując klasyka – oczywista oczywistość. 

Istnieją jednak kwestie niejako wymuszane przez Europejski Akt o Wolności Mediów, które nie do końca współgrają z polskim porządkiem prawnym. 

Będzie zgoda w koalicji co do kształtu tej ustawy? 

Dlaczego miałoby jej nie być? Co więcej, to jest kolejna rzecz do zrobienia ponad podziałami. 

Każdy z koalicjantów mówi o potrzebie uzdrowienia mediów publicznych. O tym, że muszą być one niezależne, apolityczne i posiadać stabilne finansowanie. W kampanii wyborczej z takimi hasłami szliśmy na sztandarach. Nie widzę zatem zagrożenia, że ustawa nie zostanie uchwalona. Tym bardziej, że była szeroko publicznie konsultowana. 

Różne stowarzyszenia, także dziennikarskie, mogły się na jej temat wypowiedzieć i wypowiadały się. W grudniu prezentowaliśmy główne założenia, projekt został wpisany do wykazu prac legislacyjnych rządu i na tym etapie ustawa została przekonsultowana również politycznie. 

Obserwujemy obecnie ruchy własnościowe związane z wielkimi stacjami telewizyjnymi, za którymi stoi kapitał zewnętrzny. Tym bardziej potrzebujemy silnych mediów publicznych: radia, telewizji, ale także prasy, która także będzie miała stabilne finansowanie. 

Dzięki temu zminimalizujemy ryzyko wpływu zewnętrznego kapitału czy zewnętrznej polityki na to, co dzieje się w Polsce. Dlatego tym bardziej ta ustawa jest tak ważna i będzie – zaraz po ustawie o zabezpieczeniu socjalnym artystów – procedowana w szybkim tempie.

Obejmując urząd ministry kultury uznała Pani politykę historyczną za swój priorytet. Mówiła Pani wtedy o jej znaczeniu dla bezpieczeństwa kraju i zapowiadała przygotowanie strategii jej prowadzenia. I co? 

Rzeczywiście, polityka pamięci to jeden z trzech najważniejszych obszarów pracy Ministerstwa Kultury. Ona buduje i odbudowuje naszą państwową wspólnotowość. Przez ostatnie miesiące trwały prace nad strategią polskiej polityki pamięci. Zrobiliśmy analizy, wywiady pogłębione i badania fokusowe, przeanalizowaliśmy setki stron tekstów dotyczących polityki pamięci. Tekst w zasadzie jest już gotowy.

Równolegle z publiczną prezentacją dokumentu chcemy mieć zaplanowane konkretne narzędzia jego wdrażania. Bo o ile dobrze jest mieć strategię, to jeszcze trzeba umieć z niej korzystać. Jestem zwolenniczką działania, a nie tylko mówienia o tym, że fajnie byłoby coś zrobić. Wszystko wskazuje na to, że na początku września uda nam się zaprezentować już wszystkie założenia, diagnozę i mapę pamięci, którą także planujemy.

Jakie to mają być konkretnie narzędzia? Bo dotąd jako państwo prowadziliśmy politykę pamięci, ale działo się to akcyjnie: zbudujemy jakieś muzeum, urządzimy jakieś obchody… 

Bez żadnego planu, tak. Jednocześnie tworzono w Polsce coraz to nowe instytucje kultury pamięci, nie inwestując w te, które działały od kilkudziesięciu lat. Teraz musimy wspierać je interwencyjnie, bo fajnie jest stworzyć coś nowego, ale trzeba też umieć zadbać o to, co na naszej mapie polityki pamięci już się znajduje. W strategii wskazujemy więc, że należy wspólnie podejmować decyzje dotyczące na przykład polityki konkretnych rocznic i ich obchodów, bo obecnie są one bardzo rozproszone. 

Musimy też poruszyć bardzo trudne kwestie związane z technologią, np. używania narzędzi sztucznej inteligencji w miejscach mówiących o naszej pamięci i historii. Głośna była przecież sprawa generowania przez AI zdjęć z traumatycznych momentów historycznych naszego kraju. 

Będziemy też pisać o tym, jak podejść do edukacji młodego pokolenia Polek i Polaków w kontekście polityki pamięci. Musimy dostosować narzędzia do realiów XXI w. Coraz trudniej jest nam przykuć uwagę widza na dłużej niż kilkadziesiąt sekund, więc konieczne jest zupełnie inne podejście do edukacji młodzieży, ale także np. do samego budowania wystaw. 

Mówi się często – nie tylko w Polsce – że polityka pamięci jest domeną środowisk prawicowych czy konserwatywnych. Czy uda się Pani przekonać środowiska liberalne i lewicowe tworzące rząd, że polityka pamięci to również ich domena? 

Uważam, że to jedna z najważniejszych i jednocześnie najtrudniejszych misji w Ministerstwie Kultury. Od jednego z moich kolegów w rządzie usłyszałam kiedyś pytanie: „Marta, czy ty nie mogłabyś się zająć po prostu otwieraniem wystaw i chodzeniem na premiery? Bo tym powinien zajmować się minister kultury”. 

Oczywiście to był żart, ale gdyby potraktować go poważnie, to rzeczywiście trudno byłoby inicjować proces zmian niezbędnych temu resortowi oraz szerzej sektorowi kultury czy przemysłów kreatywnych. A sprawy związane z obszarem kultury i polityką pamięci są bardzo trudne.

A czy, paradoksalnie, te działania nie doprowadzą do pogłębiania podziałów w Polsce? Polityka pamięci to kwestia bardzo delikatna. Ponadto pewne decyzje, jak odwołanie przez Pani poprzedniczkę Roberta Kostro z funkcji dyrektora Muzeum Historii Polski, osoby bardzo zasłużonej dla jego powstania, nie budowały zaufania wobec polityki obecnego rządu i koalicji.

Chcę pokazać, że polityka pamięci może i powinna łączyć różne środowiska polityczne, zamiast je dzielić. Proszę zwrócić uwagę, jaki rezonans wywołał tak zwany „efekt Chopina” po ostatnim Konkursie Chopinowskim. Umiejętne prowadzenie komunikacji oraz różne działania wokół konkursu sprawiły, że wszyscy – niezależnie od opcji politycznej czy tego, czy mieszkają w dużej, czy małej miejscowości – zjednoczyli się wokół jednej inicjatywy kulturalnej. 

Obserwowali Konkurs tak samo, jak śledzi się mistrzostwa świata w piłce nożnej. Taki sam efekt możemy osiągnąć w polityce pamięci. Musimy tylko podejść do tego mądrze – nie polaryzująco, ale inkluzywnie. Tylko podejście włączające, uwzględniające także perspektywę lokalną, działa na społeczeństwo depolaryzująco.

Uważam zresztą, że jest to ostatni moment na takie działanie, biorąc pod uwagę ogromne zagrożenia dezinformacyjne – mam na myśli próby wpływania na różne grupy społeczne w Polsce poprzez wykorzystywanie naszej historii i konkretnych, wrażliwych obszarów przeszłości.

 Wszystkie środowiska polityczne powinny wspólnie określić, co jest dla nas ważne i zacząć to robić. W przeciwnym razie nasz kraj pozostanie głęboko podzielony, a przez to słabszy i jeszcze bardziej narażony na wrogie inicjatywy.

Ale czy znajdzie Pani chętnych do współpracy? Nie pytam tylko o polityków i polityczki, ale o środowiska intelektualne, które nie są zwolennikami obecnego rządu.

Nie byłabym sobą, gdybym nad tym nie pracowała.

Zdecydowała się Pani przyznać środki dla pism prawicowo-konserwatywnych, wbrew ocenom ekspertów powołanych do oceniania w ministerialnym programie wspierania czasopism. Co zrobić, żeby w przyszłości polityka ministerstwa tworzyła przestrzeń oddającą głos ekspertom, a jednocześnie uwzględniała różnorodność, która bywa czasami trudna do zaakceptowania?

Mam narzędzia jako ministra, które pozwalają wyważyć te racje – dają balans, pozwalający uwzględnić różnorodność całego sektora kultury w Polsce. Naprawdę uważam, że ten resort jest i powinien być miejscem łączącym – nie wiem, czy mogę tak to nazwać – zwaśnione rody, ponieważ wszyscy zgadzamy się co do tego, że kultura w Polsce jest ważna, a różnorodność kulturowa to nasza prawdziwa, wspólna wartość. 

Oczywiście rozmawiamy o tym, co zrobić, żeby niezależnie od tego, kto akurat rządzi w kraju – czy opcja bardziej liberalna, czy bardziej konserwatywna – druga strona zachowała ciągłość finansowania. 

Np. opozycyjne dziś think tanki mają ogromną wartość, dlatego musimy o nie zadbać. Dyskutujemy zatem, jak wprowadzić mechanizmy, które tę różnorodność w sektorze i jej finansowanie po prostu zagwarantują.

Wracając do pieniędzy. Od lat mówi się o niedofinansowaniu muzeów czy brakach środków na konserwację zabytków. Wszystkie muzea w Europie współpracują z biznesem i pozyskują sponsorów, ale konieczność wypracowywania środków na działania czy konserwację poza dotacjami publicznymi, nawet w przypadku cennych obiektów, stawia pytania o realną wydolność i odpowiedzialność państwa.

Dlatego rozpoczęliśmy i prowadzimy dyskusję o mecenacie państwa i o tym, że warto wprowadzić w Polsce zmiany systemowe – np. ulgi podatkowe dla biznesu, który chciałby inwestować w sektor kultury. Przyglądamy się chociażby modelowi francuskiemu, gdzie duże korporacje, ale też lokalne firmy, przekazują ogromne środki na instytucje kultury, obiekty zabytkowe i dziedzictwo narodowe. Tam ten system działa znakomicie. Co więcej, mam wrażenie, że polski biznes również jest już na to gotowy.

Tylko kluczowe jest stworzenie mechanizmów, które sprawią, że instytucje przyjmujące te środki nie będą narażone na zakulisowe wpływy prywatnych podmiotów. Chodzi o uniknięcie ukrytej prywatyzacji dóbr kultury, co jest wyzwaniem w wielu krajach.

Dlatego ta dyskusja jest tak istotna: musimy w pełni zabezpieczyć interes instytucji i ich niezależność, przy jednoczesnym otwarciu szerokich możliwości pozyskiwania pieniędzy od darczyńców. Tę debatę zainicjowało Narodowe Centrum Kultury we współpracy z biznesem, środowiskami twórczymi i samymi instytucjami. 

Mieliśmy już wiele spotkań, również z przedsiębiorcami i ich stowarzyszeniami, zorganizowaliśmy przynajmniej dwie duże konferencje. Teraz ruszamy w regiony z serią spotkań, które pozwolą nam dokładnie zmapować potrzeby lokalne – zarówno lokalnego biznesu, jak i lokalnych placówek kultury.

Wychodzę z założenia, że do wprowadzenia dobrych zmian są konieczne rzetelne dane. Można mieć wspaniałe, wręcz doskonałe idee, ale do niczego one się nie przydadzą, jeśli pozostaną oderwane od realiów funkcjonowania sektora, biznesu czy polskiego porządku prawnego. 

I trzeba znać realne potrzeby – nie tylko w wielkich aglomeracjach i nie tylko w naszych bańkach informacyjnych czy towarzyskich. Dlatego bardzo nie lubię podejmować decyzji zza biurka. Trzeba pojechać na miejsce, zbadać sytuację i porozmawiać z osobą, która zarządza daną instytucją. 

Ministra Kultury Marta Cienkowska podczas gali wręczenia nagrody Fryderyk 2026. Warszawa, 25 maja 2026 r. // Fot. Artur Zawadzki / Reporter

Marta Cienkowska jest politolożką i producentką teatralną. Była podsekretarzem stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2023-2025). Od roku 2025 ministra kultury i dziedzictwa narodowego.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł