Sześć powodów, dla których ustawa o muzeach wymaga pilnych zmian

Państwo łapie zadyszkę – coraz trudniej finansować coraz liczniejsze muzea. Tymczasem brakuje przepisów, które zachęcałyby sektor prywatny do inwestowania w kulturę.
Czyta się kilka minut
Kolejka zwiedzających przed Fabryką Emalia Oskara Schindlera, oddziałem Muzeum Krakowa. Kraków, 31 października 2023 r. // Fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl
Kolejka zwiedzających przed Fabryką Emalia Oskara Schindlera, oddziałem Muzeum Krakowa. Kraków, 31 października 2023 r. // Fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl

Jacek Stawiski: Mamy w Polsce prawie tysiąc muzeów – to dużo? 

Michał Niezabitowski: Muzeów w Polsce jest z jednej strony „za dużo”, a z drugiej – o wiele za mało. Jest ich za dużo, bo przekazywanie środków publicznych na już istniejące muzea jest coraz bardziej problematyczne.

Jest ich za mało, gdy zestawimy liczbę placówek z liczbą mieszkańców kraju i porównamy nasze statystyki z europejskimi. Otóż w Estonii na 100 tys. mieszkańców przypada 19 muzeów, w Szwajcarii 14, w Niemczech 8, a w Polsce około 3. 

To brzmi jak sprzeczność. Skąd taka diagnoza?

W latach 90. stworzyliśmy w Polsce system, w którym państwo – zarówno na szczeblu centralnym, jak i samorządowym – wzięło na siebie pełną odpowiedzialność za placówki muzealne. Po transformacji ustrojowej była to mądra decyzja. Pozwoliła zbudować niezwykle skuteczny model, lepszy niż ten, który funkcjonuje w Niemczech czy Stanach Zjednoczonych. Nasze placówki dzięki wsparciu płynącym ze środków publicznych szybko się wówczas rozwinęły, a po roku 2004 – w oparciu o fundusze unijne – zyskały stabilność i weszły na drogę niezwykle dynamicznego rozwoju. 

Dziś ten system jest jednak coraz mniej wydolny. Państwo i samorządy zaczynają łapać zadyszkę, trudno im utrzymać wszystkie muzea, a sektor prywatny czuje się zwolniony z tego obowiązku. 

Podsumowując: mamy za dużo muzeów jak na nasze możliwości. Natomiast za mało, biorąc pod uwagę potrzeby zwiedzających.

W uproszczeniu – tak. Stany Zjednoczone utrzymują – dla porównania – dwie instytucje kultury, podczas gdy państwo polskie ma ich w tej chwili pod opieką łącznie kilkaset. Coraz trudniej jest dotować instytucje już istniejące. 

Nasze państwo działa co prawda w tej sprawie niezwykle ofiarnie, ale jednocześnie nie stworzyło mechanizmów współodpowiedzialności za instytucje kultury, nie angażuje wystarczająco sektora prywatnego.

Jak to robić?

Turystyka rozwija się w dużej mierze dzięki muzeom, prawda? Ale jak dotąd nie stworzyliśmy żadnego systemu, który zapewniałby dystrybucję części dochodów tego sektora do muzeów. Państwo utrzymuje muzea, a sektor turystyczny z nich korzysta, tworząc swoją ofertę dla podróżujących po Polsce. Dzieje się tak, ponieważ wciąż nie powstał system podatkowy, który skutecznie zachęcałby sektor prywatny do inwestowania w muzea.

Trzeba oczywiście uderzyć się w nasze muzealne piersi, bo my, jako środowisko, także nie potrafiliśmy przekonać do inwestycji w nasze instytucje. Tymczasem muzea przeszły ogromną zmianę, są postrzegane przez publiczność jako atrakcyjne miejsca spędzania czasu, zmieniły swoją formę i sposób prezentowania zbiorów. 

Znalazły się na to środki, relatywnie łatwo zdobywane dzięki funduszom unijnym. Powstają dzięki temu muzea, które są wielkimi sukcesami kolejnych rządów, samorządów, czasem indywidualnych ludzi, ale potem okazuje się, że są nieprawdopodobnie drogie w utrzymaniu. 

Przykład?

Podziemia Rynku w Krakowie. Zarządzam tym muzeum, ono wyznaczyło pewne kierunki w rozwoju polskiego muzealnictwa. Problem polega na tym, że co trzy miesiące powinniśmy wymieniać komplet żarówek i czyścić tory optyczne we wszystkich urządzeniach, które zostały dla tego muzeum zaprojektowane, a to kosztuje rocznie 100 tys. złotych i jest tylko wierzchołkiem góry lodowej kosztów.

Ale czy muzea to inwestycje, które mają się zwracać? 

W rozumieniu biznesowym: nie. W rozumieniu makroekonomicznym muzea są doskonałymi inwestycjami i stymulatorami rozwoju ekonomicznego. Jack Lohman, były dyrektor Muzeum of London i Muzeum Królewskiego w Ottawie, przeprowadził badania dowodzące, że jeden funt zainwestowany w muzeum zwraca od 6 do 8 funtów swojemu otoczeniu. 

Kiedy budowaliśmy w Krakowie muzeum w dawnej fabryce Oskara Schindlera, jego okolica była naprawdę nieciekawym miejscem. Tymczasem osiemnaście miejsc pracy, które powstało w fabryce Emalia, przyniosło w ciągu roku 72 miejsca pracy zdegradowanej wówczas dzielnicy Zabłocie. Kiedyś miejsce o ponurej sławie, dzisiaj znakomita krakowska „miejscówka” – dzięki inwestycji muzealnej. Powstały firmy, które skorzystały z naszego  sąsiedztwa, otworzyły się sklepy i pizzerie, a taksówki wożą tutaj turystów. 

Z drugiej strony zaczynamy zauważać, że muzea nie tylko są dobrymi inwestycjami, nie tylko dokarmiają nasze narodowe lub lokalne ego, ale sprzyjają też utrzymaniu zdrowia i odporności. Mój przyjaciel, dyrektor Muzeum Narodowego w Kielcach, Robert Kotowski, wydał na ten temat świetną książkę pt. „Muzeoterapia”. 

Na czym muzeoterapia polega?

Zachęcam do lektury! Muzea przygotowują nas na zmiany, które w tej chwili obserwujemy. Są blisko człowieka, objaśniają mu świat poprzez sztukę i pamięć. Robią to w oparciu o zakumulowaną mądrość zbiorów.

Muzea są inkubatorami społecznych relacji, wyrywają człowieka z piekła samotności. Szczególnie ważne są placówki w małych miasteczkach czy średniej wielkości miastach. Pełnią tam niezwykłą rolę, mimo że są ogromnie niedofinansowane. Ale o to nie można mieć pretensji do samorządów, bo ich liderzy wzięli na siebie ogrom odpowiedzialności za polskie muzealnictwo. Aż 70 proc. polskich muzeów to muzea samorządowe. Tyle tylko, że możliwości finansowe samorządów się kurczą, a potrzeby muzeów rosną.

A może jest tak, że to rynek musi zweryfikować potrzebę istnienia konkretnego muzeum, jego przesłania, sposobu prezentacji? 

Niewidzialna ręka rynku nie ma tu zastosowania. Jest natomiast siła publiczności, bo muzea nie istnieją bez niej. Jeżeli muzeum nie potrafi udowodnić przed publicznością niezbędności swego istnienia, to pewnie jest to przyczynek do rewizji polityki zarządzania tym muzeum, a być może polityki kulturalnej konkretnego regionu. Rewizja ta nie może nas jednak prowadzić do pochopnych decyzji, bo mamy naprawdę zbyt mało muzeów jak na nasze potrzeby społeczne.

W Polsce nie ma co prawda muzeów takiej skali jak Luwr, ale są muzea bardzo duże i często odwiedzane.

Frekwencja w polskich muzeach za rok 2025 przekroczyła 46 milionów. Aż dziesięć polskich muzeów to „milionerzy”. Mamy muzea, które robią furorę frekwencyjną wśród publiczności krajowej i zagranicznej. 

Tak, Luwr jest poza naszym zasięgiem, bo Polska jest krajem, który od połowy XVII w. był wielokrotnie grabiony. Nasze zasoby dzieł sztuki są uboższe, ale muzeum to nie tylko kolekcja, to także opowieść. Polskie muzea opanowały wzorcowo sztukę opowiadania, a historia Europy Środkowej, do której należymy, to opowieść niezwykła. 

Co z perspektywy kierujących muzeami domaga się zmian?

Z pewnością ustawa o muzeach z listopada 1996 r. wymaga napisania jej na nowo. Rozmawiamy w momencie, gdy środowisko muzealne wyraziło bardzo silne przekonanie, że najwyższy czas zorganizować „Muzealne Stany Generalne”, a ministra kultury uznała to za zasadne i wsparła nasze postulaty. W maju 2027 r. odbędzie się w Kielcach drugi kongres muzealniczek i muzealników polskich. Przedstawimy nasze postulaty zmian ustawy, która stworzyła co prawda fundament pod polski boom muzealny, ale wymaga nowej redakcji. 

Co trzeba zmienić?

Bardzo wiele. Przede wszystkim potrzebna jest zmiana sposobu powoływania dyrektorów muzeów, aby oderwać ten system od wpływu polityki.

Druga rzecz to zmiana systemu dotowania muzeów, bo obecny ma charakter uznaniowy. Po trzecie, trzeba zbudować mechanizm, który skieruje do muzeów nowe źródła finansowania z sektora prywatnego. Po czwarte, trzeba zbudować system umożliwiający kolekcjonowanie dzieł born-digital. Po piąte, trzeba „przesunąć wajchę”, tak aby paradygmatem istnienia muzeów była publiczność, a nie kolekcje. Po szóste, trzeba zadbać o dobrostan pracownic i pracowników muzeów.

A jakie muzeum powinno jeszcze w Polsce powstać? 

Oj, będę mówił pro domo sua... Mamy bardzo niewielu Polaków, którzy są rozpoznawalni w świecie. Taką osobą jest z pewnością Tadeusz Kościuszko, który wciąż nie ma swojego muzeum. Za Kościuszkę bierze odpowiedzialność działający społecznie Komitet Kopca Kościuszki w Krakowie, którego jestem członkiem. Stworzyliśmy tam zaczyn muzeum, mamy rozwijającą się, choć skromną kolekcję, zbudowaliśmy chętnie odwiedzaną wystawę. Kościuszko jest bohaterem wciąż potrzebnym, o ile odrzemy go z patyny oleodruku. To bohater na wskroś nowoczesny, promujący wartości, do których dopiero dorastamy. Wciąż mamy w Polsce miejsce na muzea nowych opowieści, pokazujące fenomen Europy. 

A może jednak w powoływaniu nowych muzeów trzeba się zatrzymać?

Polska muzealna jest Polską kilku prędkości. Mamy wielkie muzea, które są ikonami: Wawel, Zamek Królewski w Warszawie, Muzeum POLIN, Muzea Narodowe w Krakowie i w Warszawie, Muzeum Historii Polski. To tzw. pierwsza prędkość, razem 20, może 30 miejsc. Dalej: duże muzea miejskie, do których zalicza się muzeum, w którym ja pracuję, czyli Muzeum Krakowa, oraz duże muzea okręgowe – samorządowe. To muzea tzw. drugiej prędkość, razem 40, może 50 obiektów. Natomiast pozostałe ok. 900 muzeów to placówki trzeciej prędkości. 

Co masz na myśli, mówiąc o prędkościach? 

Bynajmniej nie jakość pracy i kompetencje muzealników, a poziom dotacji i wynikające z tego możliwości. Największą robotę robią dziś muzea lokalne. Tam odbywa się oddolna praca w bezpośredniej bliskości człowieka, edukacja, przekaz wartości. Tam zachodzi mediowanie pomiędzy spolaryzowanymi grupami i jednostkami. Wreszcie: integracja lokalnych społeczności – lepienie wspólnoty. To system naczyń krwionośnych zasilających społeczeństwo. Czy zatem na pewno powinniśmy się zatrzymać w budowie nowych muzeów?

Sądzę, że obecny czas nie jest właściwy dla budowy nowych, ikonicznych budynków. To nie jest też czas na wzmacnianie Polski pierwszej prędkości, raczej moment sprzyjający przesterowaniu strumienia środków i inicjatyw na muzealnictwo trzeciej prędkości. Te nakłady zwrócą się z naddatkiem.

Na koniec zaapeluję do sektora prywatnego, polityków i mediów. Zaufajmy muzeom. Codziennie rozmawiamy z tysiącami, a rocznie z dziesiątkami milionów Polek i Polaków. Kształtujemy rodaczki i rodaków, a z badań wynika, że cieszymy się ich zaufaniem. Mamy naprawdę atomowe narzędzia społecznego oddziaływania. 

Dr Michał Niezabitowski, dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Krakowa // Fot. Bogdan Krężel / Muzeum Historyczne Miasta Krakowa

Dr MICHAŁ NIEZABITOWSKI – historyk, muzealnik, manager kultury, nauczyciel akademicki. Dyrektor Muzeum Krakowa, Prezes Stowarzyszenia Muzealników Polskich, przewodniczący Rady do Spraw Muzeów i Miejsc Pamięci Narodowej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 15/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Kraj trzech prędkości