Miłosierdzie

Dziś w "Okruchach" - jeśli w ogóle mamy "żyć i odczuwać z Kościołem" - musi paść słowo "miłosierdzie".

04.10.2011

Czyta się kilka minut

Kiedy piszę ten tekst, w Łagiewnikach trwa II światowy Kongres Miłosierdzia. Pierwszą konferencję wygłosił kard. Christoph Schönborn: poświęcił ją doświadczeniu miłosierdzia w ujęciu świętej Teresy z Lisieux. Jednym z trzech wypunktowanych przez Kardynała wymiarów tego doświadczenia była (opisana w jej autobiografii) duchowa walka "małej" Tereski o życie wieczne znanego mordercy, Henriego Pranziniego. Wiemy, jak się skończyła: na minutę przed śmiercią, już na szafocie, Pranzini porwał z rąk kapelana krucyfiks i trzykrotnie ucałował wszystkie rany Jezusa.

Teresa nazywała Pranziniego - co przypomniał Arcybiskup Wiednia - swoim "pierwszym dzieckiem". Jej miłosierdzie wobec niego było więc dla niej swoistą... adopcją, usynowieniem zbrodniarza - intensywnym przeżyciem własnego macierzyństwa!

W ten sposób religijne doświadczenie 14-letniego dziecka (tyle lat liczyła sobie wówczas "mała" Święta) najprecyzyjniej, jak tylko można, odbija objawione przesłanie Biblii: starotestamentalne, hebrajskie słowo racham ("miłosierdzie") ukute jest od słowa rechem, tzn. "łono" (w pierwotnym zapisie - w którym nie używano samogłosek - obydwa słowa "wyglądają" tak samo!). W przesłaniu biblijnym człowiek uczy się miłosierdzia od matki. Miłosierdzie jest wierną miłością matki wobec dziecka, które dopuściło się grzechu czy nawet zbrodni. Matka nie potrafi go porzucić, nie traci nadziei na jego przemianę - na nawrócenie. Jest mu wierna z racji łączących ich więzi, sięgających łona. Nosiła je w łonie - nie potrafi go więc zostawić. Czuje się ciągle odpowiedzialna za jego życie, podejmowane przezeń decyzje, dokonywane wybory. Może nawet czuje się... współodpowiedzialna za jego przestępstwa? Może mogła je lepiej wychować? Może nie była dość przekonywająca? Czy na pewno zrobiła wszystko, by go uchronić przed zgorszeniem?

I Pismo Święte, i Słowo Boga "wcielone" w świadectwo "małej" Teresy - stwierdzają więc to samo: miłosierdzie (wierna miłość wobec winowajcy) może być jedynie owocem relacji "matczynej", prawdziwie przeżywanych osobistych więzi, głębokiego poczucia jakiejś pierwotnej wspólnoty (wcześniejszej i bardziej podstawowej niż jakiekolwiek ludzkie czyny)!

To jest właśnie przesłanie, które nas wewnętrznie prześwietla. Zapewne bowiem ostatnią postawą, na jaką mamy ochotę, jest poczucie wspólnoty ze "zbrodniarzami": poczuwanie się do jakiejkolwiek więzi z nimi, a zwłaszcza do jakiejś formy współodpowiedzialności za ich czyny.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Kardynał, arcybiskup metropolita łódzki, wcześniej biskup pomocniczy krakowski, autor rubryki „Okruchy Słowa”, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Doktor habilitowany nauk humanistycznych, specjalizuje się w historii Kościoła. W latach 2007-11… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2011