Misja zlecona nam przez Jezusa to program zwycięstwa, nie klęski

Każdy, kto w imię misji Jezusowej chciałby się wywyższać, podkreślać swoją wielkość i godność, ryzykuje usłyszenie kiedyś: „Nigdy was nie znałem!”.
Czyta się kilka minut
Kardynał Grzegorz Ryś // Fot. Grażyna Makara
Kardynał Grzegorz Ryś // Fot. Grażyna Makara

Przez najbliższe tygodnie podczas Liturgii wracamy na Ostatnią Wieczerzę (J 13, 16-20). Ktoś mógłby się zdziwić: z powrotem do godziny Męki? Ostatnia Wieczerza jest godziną Męki – to prawda, ale jest także godziną posłania – przekazania misji. Jezus zleca swoim uczniom (także nam) swoją misję, powierzoną Mu przez Ojca. Zaraz potem jednak był Ogrójec. Sąd. Śmierć na krzyżu. Więc wszystko, co powiedział, zostało z Nim zabite… Tymczasem jednak Jezus Chrystus zmartwychwstał. I wszystko, co nam zlecił, staje się aktualne z nową mocą! Zlecona nam misja objawia się nam jako program zwycięstwa, nie klęski. Życia, nie śmierci!

Dziś Jezus objawia nam najpierw rozmiary i powagę tej misji. Jest ona ostatecznie reprezentacją Tego, który Go posłał – wszechmogącego Boga. Tego, który jest ponad wszystko stworzenie. Święty, Święty, Święty. „Kto przyjmuje tego, którego Ja poślę, Mnie przyjmuje. A kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał” (J 13, 20).

To niesłychany zaszczyt reprezentować Go wobec świata. I dlatego Jezus dodaje, że misję tę można pełnić jedynie w postawie sługi/niewolnika, a nawet „mniej niż sługi/niewolnika”: „Amen, amen, powiadam wam: niewolnik nie jest większy od swego pana, ani wysłannik od tego, który go posłał” (J 13, 16). Wysłannik musi być mniejszy niż ten, kogo reprezentuje: w tym przypadku musi być mniejszy od niewolnika – bo Jezus przyjął postać niewolnika, myjąc uczniom nogi na Ostatniej Wieczerzy i umierając na krzyżu (śmiercią niewolnika), sprzedany za trzydzieści srebrników (cena niewolnika). Nie możemy być ponad Niego! 

To być może paradoks, ale przemawiający z wielką siłą i wyznaczający dyscyplinę naszej misji w świecie: Boga wszechmogącego, Pana panów i Króla królów, który jest ponad wszystkim – nie można reprezentować inaczej, jak tylko w postawie niewolnika. Nie tylko nie można – nie wolno! Ponieważ On nigdy się nie przyzna do innej reprezentacji. Każdy, kto w imię misji Jezusowej chciałby się wywyższać, podkreślać swoją wielkość i godność, ryzykuje usłyszenie kiedyś: „Nigdy was nie znałem!” (zob. Mt 7, 23). 

No i puenta: „Wiedząc to, będziecie błogosławieni, gdy według tego czynić będziecie” (J 13, 17). Tak. Szczęście przychodzi dopiero z wypełnieniem tego Słowa – nie z samym Jego przepowiadaniem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 19/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Szczęście