Czy rodzicielstwo to nasze najgłębsze powołanie?

Uważajmy na upraszczające interpretacje. Przecież obrazem Boga jako Ojca jest 30-letni celibatariusz!
Czyta się kilka minut
Kardynał Grzegorz Ryś // Fot. Grażyna Makara
Kardynał Grzegorz Ryś // Fot. Grażyna Makara

„Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie” (J 14, 6) – trzykrotnie w ostatnim czasie Liturgia skonfrontowała nas z tym słowem Jezusa

Nie sposób więc nie zatrzymać się nad nim i nie otworzyć na jego siłę. Znany jest komentarz św. Augustyna. Stwierdza w nim, że Jezus jest „drogą” we wcieleniu; „prawdą” i „życiem” zaś – w wieczności, pozostając „w łonie Ojca”. Teraz więc poznajemy Go przede wszystkim jako drogę. „Prawda” i „życie”, do których nas zaprasza, są ciągle przed nami jako cel. W pełni objawią się nam – i na nas (!) – w życiu wiecznym. O jaką prawdę i życie tu chodzi?

Jezus mówi wyraźnie, że droga do prawdy i życia jest drogą do Ojca. Życie i prawdę poznajemy więc w tej mierze, w jakiej odkrywamy ojcostwo Boga. Bez otwarcia się na rodzicielstwo człowiek ucieka od najgłębszej prawdy o sobie, od fundamentalnej tożsamości. 

Podobnie, życie człowieka ostatecznie realizuje się w ojcostwie / macierzyństwie. Będąc ojcem czy matką, człowiek może z radością powiedzieć o sobie: „Wiem, że naprawdę żyję!”. Tu, oczywiście, potrzebna jest wielka uważność, chroniąca przed upraszczającymi interpretacjami.

Jezus mówi, iż On sam jest obrazem Ojca i ojcostwa, o które chodzi: „Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca” (J 14, 9). To znaczy, że obrazem Ojca jest 30-letni celibatariusz! Medytowałem nad tym słowem przed Eucharystią, na której mieliśmy z uczestnikami wspominać Jana Karskiego. W którymś momencie dotarło to do mnie z wielką siłą: przecież Karski też do końca życia pozostał bezdzietny. 

A jednak każdy z nas chętnie chciałby w nim widzieć swego ojca, zaliczyć się do jego rodziny, która dziedziczy jego wrażliwość, myślenie i sposób postępowania.

O jakie więc rodzicielstwo ostatecznie chodzi? Odpowiedź podsuwa abp Karol Wojtyła w swoim dramacie „Promieniowanie ojcostwa” z 1964 r. 

Bohaterem utworu jest Adam, który od ojcostwa chce uciec w samotność i zamknięcie. Ojcostwo przedstawia mu się wyłącznie jako ciężkie brzemię. Spłodził dzieci, ale nie chce być ojcem! Kiedy nim będzie? Wtedy, gdy swoim potomkom pomoże odkryć ukrytą w nich, a „nie uświadomioną treść, która nazywa się człowieczeństwem”. To dopiero znaczy ojcostwo i macierzyństwo. To znaczy także żyć w prawdzie o sobie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Promieniowanie ojcostwa