Migracje: niekończąca się historia

Im dłużej politycy będą nas przekonywać, że masowe migracje to zjawisko nadzwyczajne, tym gorzej wyjdą na tym przyszłe pokolenia.
Czyta się kilka minut
Nad jeziorem Wolta, Ghana, marzec 2018 r. / Fot. Grażyna Makara /
Nad jeziorem Wolta, Ghana, marzec 2018 r. / Fot. Grażyna Makara /

Tu i ówdzie znad tafli wody wystają jeszcze korony drzew – ostatnie przypominają, że pół wieku temu na miejscu sztucznego jeziora rósł przepastny las deszczowy. Prócz nich wokół zbiornika Wolta w Ghanie zmieniło się wszystko.

Przede wszystkim po uruchomieniu tamy przybyli ludzie. W krótkim czasie powstało ponad tysiąc osad rybackich (dziś z jeziora utrzymuje się ok. 400 tys. osób). Odżyły wsie położone wzdłuż dróg prowadzących do przystani promowych. Na południe regionu zaczęli przyjeżdżać turyści. Zaszły też złe zmiany: nad Woltą do przymusowej pracy wykorzystuje się dzieci; zaogniły się relacje między ludźmi – od czasu do czasu słychać nawet głosy wzywające do niepodległości regionu. Nikt jednak nie nazywa tu ostatnich kilku dekad „kryzysem”. Powstała po prostu nowa rzeczywistość. I choć nie jest to przełożenie jeden do jednego, historia z Ghany świetnie pokazuje istotę masowej migracji: to, koniec końców, zjawisko lokalne, którego skala sprawia, że nadchodzi nieuchronna zmiana.

Szkoda, że wielu polityków nie chce tego dostrzegać. Viktora Orbána i jemu podobnych – którzy przedstawiają migracje jako niekończący się kryzys zagrażający wszystkiemu – trzeba potępiać. Fransa Timmermansa, wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej – który w minionym tygodniu ogłosił, że kryzys migracyjny w Europie się skończył (jakby dało się to zadekretować) – można od biedy zrozumieć: jego wypowiedź była polemiką właśnie z premierem Węgier. Kłopot w tym, że kiedyś, gdy świat nie będzie już pamiętał nazwisk obecnych polityków, kolejne pokolenia będą się mierzyły ze skutkami ich zaniedbań – w tym w samej narracji o kryzysie.

Bo choć dane, do których odwoływał się Timmermans – spadek liczby migrantów i uchodźców, którzy przybyli do Europy przez Morze Śródziemne, do ok. 117 tys. (2018 r.; to 89 proc. mniej niż w 2015 r., uznawanym za apogeum kryzysu) – są niezaprzeczalne, a ­chaos, który utrzymywał się dotąd w krajach południowej Europy, powoli mija, to w Libii tysiące ludzi znajdują się w nieformalnych centrach zatrzymań, przez ogarnięty wojną Jemen wiedzie szlak z Afryki nad Zatokę Perską, temat migracji z Ameryki Łacińskiej wpływa zaś na sytuację w Stanach Zjednoczonych.

Czy więc stan, który – w skali świata – jest permanentny, wciąż należy nazywać „kryzysem”? Czy utrzymywanie, że jesteśmy w sytuacji awaryjnej, która wymaga nadzwyczajnych działań, a czasem wręcz zawieszania zasad (tym de facto jest współpraca Unii z państwami Sahelu, które powstrzymują migrantów z Afryki subsaharyjskiej), nie tworzy w nas mylnego obrazu przyszłego świata? Coś już o nim przecież wiemy: do 2050 r. ludność Afryki się podwoi; do obecnych ok. 250 mln migrantów same skutki zmiany klimatu dodadzą ok. 200 mln kolejnych. Masowe migracje – jeśli będą zarządzane przez społeczność międzynarodową tak źle, jak dotąd – mogą storpedować wzrost gospodarczy państw, które – jak Etiopia – w ostatnich latach dźwigały się po dekadach biedy. Z kolei w państwach wysokorozwiniętych (a należy do nich Polska) będą odpowiadać za 82-procentowy wzrost populacji. Przeobrażenia demograficzne, społeczne i religijne będą dużo gwałtowniejsze i dotyczyć będą większej liczby ludzi. Trochę tak, jakby w okolicy każdego z nas powstało nagle wielkie jezioro – i zmieniło się wszystko.

A to też nie będzie koniec. Tak jak w samej Ghanie, której pokojowy rozwój od czasu uruchomienia zbiornika Wolta sprawił, że spadła śmiertelność noworodków i wzrosła liczba dzieci. Efekt? Coraz więcej Ghańczyków myśli o migracji. To historia bez końca.

Czytaj także: Dwa słońca o zachodzie: reportaż Grażyny Makary i Marcina Żyły znad jeziora Wolta

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 11/2019