Migracje: niekończąca się historia

Im dłużej politycy będą nas przekonywać, że masowe migracje to zjawisko nadzwyczajne, tym gorzej wyjdą na tym przyszłe pokolenia.

Reklama

Migracje: niekończąca się historia

Migracje: niekończąca się historia

11.03.2019
Czyta się kilka minut
Im dłużej politycy będą nas przekonywać, że masowe migracje to zjawisko nadzwyczajne, tym gorzej wyjdą na tym przyszłe pokolenia.
Nad jeziorem Wolta, Ghana,  marzec 2018 r. / Fot. Grażyna Makara
Nad jeziorem Wolta, Ghana, marzec 2018 r. / Fot. Grażyna Makara
T

Tu i ówdzie znad tafli wody wystają jeszcze korony drzew – ostatnie przypominają, że pół wieku temu na miejscu sztucznego jeziora rósł przepastny las deszczowy. Prócz nich wokół zbiornika Wolta w Ghanie zmieniło się wszystko.

Przede wszystkim po uruchomieniu tamy przybyli ludzie. W krótkim czasie powstało ponad tysiąc osad rybackich (dziś z jeziora utrzymuje się ok. 400 tys. osób). Odżyły wsie położone wzdłuż dróg prowadzących do przystani promowych. Na południe regionu zaczęli przyjeżdżać turyści. Zaszły też złe zmiany: nad Woltą do przymusowej pracy wykorzystuje się dzieci; zaogniły się relacje między ludźmi – od czasu do czasu słychać nawet głosy wzywające do niepodległości regionu. Nikt jednak nie nazywa tu ostatnich kilku dekad „kryzysem”. Powstała po prostu nowa rzeczywistość. I choć nie jest to przełożenie jeden do jednego, historia z Ghany świetnie pokazuje istotę masowej migracji: to, koniec końców, zjawisko lokalne, którego skala sprawia, że nadchodzi nieuchronna zmiana.

Szkoda, że wielu polityków nie chce tego dostrzegać. Viktora Orbána i jemu podobnych – którzy przedstawiają migracje jako niekończący się kryzys zagrażający wszystkiemu – trzeba potępiać. Fransa Timmermansa, wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej – który w minionym tygodniu ogłosił, że kryzys migracyjny w Europie się skończył (jakby dało się to zadekretować) – można od biedy zrozumieć: jego wypowiedź była polemiką właśnie z premierem Węgier. Kłopot w tym, że kiedyś, gdy świat nie będzie już pamiętał nazwisk obecnych polityków, kolejne pokolenia będą się mierzyły ze skutkami ich zaniedbań – w tym w samej narracji o kryzysie.

Bo choć dane, do których odwoływał się Timmermans – spadek liczby migrantów i uchodźców, którzy przybyli do Europy przez Morze Śródziemne, do ok. 117 tys. (2018 r.; to 89 proc. mniej niż w 2015 r., uznawanym za apogeum kryzysu) – są niezaprzeczalne, a ­chaos, który utrzymywał się dotąd w krajach południowej Europy, powoli mija, to w Libii tysiące ludzi znajdują się w nieformalnych centrach zatrzymań, przez ogarnięty wojną Jemen wiedzie szlak z Afryki nad Zatokę Perską, temat migracji z Ameryki Łacińskiej wpływa zaś na sytuację w Stanach Zjednoczonych.

Czy więc stan, który – w skali świata – jest permanentny, wciąż należy nazywać „kryzysem”? Czy utrzymywanie, że jesteśmy w sytuacji awaryjnej, która wymaga nadzwyczajnych działań, a czasem wręcz zawieszania zasad (tym de facto jest współpraca Unii z państwami Sahelu, które powstrzymują migrantów z Afryki subsaharyjskiej), nie tworzy w nas mylnego obrazu przyszłego świata? Coś już o nim przecież wiemy: do 2050 r. ludność Afryki się podwoi; do obecnych ok. 250 mln migrantów same skutki zmiany klimatu dodadzą ok. 200 mln kolejnych. Masowe migracje – jeśli będą zarządzane przez społeczność międzynarodową tak źle, jak dotąd – mogą storpedować wzrost gospodarczy państw, które – jak Etiopia – w ostatnich latach dźwigały się po dekadach biedy. Z kolei w państwach wysokorozwiniętych (a należy do nich Polska) będą odpowiadać za 82-procentowy wzrost populacji. Przeobrażenia demograficzne, społeczne i religijne będą dużo gwałtowniejsze i dotyczyć będą większej liczby ludzi. Trochę tak, jakby w okolicy każdego z nas powstało nagle wielkie jezioro – i zmieniło się wszystko.

A to też nie będzie koniec. Tak jak w samej Ghanie, której pokojowy rozwój od czasu uruchomienia zbiornika Wolta sprawił, że spadła śmiertelność noworodków i wzrosła liczba dzieci. Efekt? Coraz więcej Ghańczyków myśli o migracji. To historia bez końca.

Czytaj także: Dwa słońca o zachodzie: reportaż Grażyny Makary i Marcina Żyły znad jeziora Wolta

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Marcin Żyła jest dziennikarzem, a od stycznia 2016 r. również zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Do zespołu pisma dołączył przed ośmioma laty. Od początku europejskiego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]