Maryja z Żoliborza. Warszawskie kapliczki, które pamiętają powstanie

Kapliczki wpisały się w krajobraz podwórek Warszawy. Te, które przetrwały powstanie w 1944 r., są częścią wojennej historii miasta. Oto opowieść o nich.
Czyta się kilka minut
Podczas powstania pomagały budować poczucie wspólnoty i solidarności: podwórkowe kapliczki. Na zdjęciu: jedna z nich, na podwórku przy ul. Złotej 24. Warszawa, sierpień 1944 r.// Fot. Sylwester Braun „Kris” / ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego
Podczas powstania pomagały budować poczucie wspólnoty i solidarności: podwórkowe kapliczki. Na zdjęciu: jedna z nich, na podwórku przy ul. Złotej 24. Warszawa, sierpień 1944 r.// Fot. Sylwester Braun „Kris” / ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego

Gdy nadchodzi wiosna, otaczają ją konwalie i bzy – kamienną Madonnę, która stoi na podwórku domu przy ul. Mickiewicza 27, na Żoliborzu. Teraz, w środku lata, poza niewielkimi hortensjami dominuje jednak głęboka zieleń okolicznych drzew. 

Pod wieczór podwórko pachnie deszczem. Przed figurą kilka zniczy, w wazonie bukiet kwiatów. Obok ławka, można na niej przysiąść. 

Matka Boża: smukła, z lekko pochyloną głową, otoczoną gwieździstym nimbem. Spokojna, zamyślona, może trochę smutna. Figurę wykonano z jasnego wapienia pińczowskiego. Nie wiadomo, kto jest jej autorem. 

Stoi w tym samym miejscu niezmiennie od 1944 r., gdy ustawiono ją tutaj z inicjatywy lokatorów. Wtedy wiele się wokół niej działo: w czasie powstania odprawiano tu msze, z tego podwórka powstańcy ruszali do walki. Z czasem wokół niej zaczęto chować poległych i zmarłych. 

Żoliborz: nazwiska zapisane w kamieniu

Nazwiska są wypisane na głazie umieszczonym przy figurze. To kilkunastu lokatorów Mickiewicza 27, którzy stracili wtedy życie. Wszystkie ciała ekshumowano w kwietniu 1945 r.

Wśród nazwisk mieszkańców jest czworo żołnierzy Armii Krajowej: Halina Stompor (sanitariuszka), Mieczysław Lehman, Tadeusz Kryzar i Witold Jabłoński (ojciec Witolda, inżynier architektury Adam Jabłoński, zaprojektował cokół, na którym stoi Madonna). 

Cywile to Maria Pawłowska (pochowana jako pierwsza, 8 sierpnia), Zofia Czeczelowa, Tadeusz Tomaszewski (lat 12), Jan Borsukiewicz, Stefan Jachimowski, Jan Wesołowski z synkiem Wojtusiem, Czesław Czernicki i jego syn.

Madonna na podwórku domu przy ul. Mickiewicza 27 na Żoliborzu. Z boku kamień z nazwiskami lokatorów, poległych i zmarłych podczas powstania warszawskiego // Fot. Patrycja Bukalska

Chowali ich sąsiedzi i sąsiedzi zachowali pamięć o nich.

W czasie powstania mieszkańcy chronili się w piwnicy. Wśród nich 12-letnia Danusia Molenda. Na prośbę mamy notowała, co się dzieje wokół. Tak powstał jej dziennik. Zapisała w nim też nazwiska grzebanych na podwórku. Po wojnie lista trafiła do rąk jej cioci, a ta przekazała ją sąsiadce Irenie Heine, która przechowała zapiski. W 2011 r. z inicjatywy innej wieloletniej mieszkanki domu, Urszuli Zaniewskiej, ustawiono kamień z nazwiskami.

Irena pamięta przedwojenny Żoliborz

Rocznik 1925, zamieszkała wraz z rodziną w bloku przy Mickiewicza w 1931 r., zaraz po tym, jak został oddany do użytku. Był to wtedy najdłuższy budynek w Warszawie (jego najdłuższe skrzydło, wzdłuż ul. Mickiewicza, ma 250 metrów, a ciągnie się też wzdłuż pierzei Pl. Wilsona).  

– Był nowoczesny! Było centralne ogrzewanie, woda w kranie. Nawet miała być ciepła na zachętę, był specjalny kran w kuchni, ale to akurat nie działało. Było tu sympatycznie, spokojnie – wspomina Irena Heine, dziś stuletnia, gdy spotykamy się w jej mieszkaniu przy Mickiewicza. Tym samym, w którym zastała ją wojna. 

Irena Heine, rocznik 1925, całe życie mieszka przy ul. Mickiewicza 27, zdjęcie powojenne // archiwum prywatne

Z balkonu widać figurę Maryi. – Ustawiono ją jeszcze przed powstaniem. Ludzie zbierali się wokół niej na nabożeństwa majowe, czasem ksiądz przychodził, czasem sami się modlili – opowiada Irena Heine. – Ludzie tu się znali, wiadomości czy gazetki przekazywano. 

W czasie powstania przy figurze kapelan AK odprawiał msze polowe. 

– Na pogrzeby, gdy chowano kogoś z ich klatki, ludzie się gromadzili. W miarę możliwości, bo nie wszyscy mieli odwagę – wspomina pani Irena. – Najbliżsi sąsiedzi przychodzili. 

Irena Heine // archiwum prywatne

Odwaga była potrzebna, bo w miarę czasu rosło zagrożenie – w tym ze strony niemieckich snajperów, usadowionych w okolicy. Od kuli snajpera na podwórku zginął sąsiad Ireny, pan Borsukiewicz. 

– Podobno wyszedł na chwilę z piwnicy, żeby zapalić papierosa – wspomina. Inny sąsiad, pan Wesołowski, zginął wraz z kilkuletnim synkiem, gdy w budynek uderzył pocisk niemieckiej artylerii. 

Powstanie widziane z piwnicy

– Powstanie było oczekiwane, szykowane. Mówiono, że lada moment coś będzie. Już na dzień, dwa dni wcześniej koledzy, którzy byli w konspiracji, przychodzili się żegnać – wspomina pani Irena. 

Na Żoliborzu pierwsze strzały padły już około godziny 14.00, gdy grupa transportująca broń natknęła się na niemiecki patrol. Po początkowym chaosie, wieczorem 1 sierpnia większość oddziałów żoliborskich wyszła do Puszczy Kampinoskiej, aby potem zaraz wrócić i opanować sporą część dzielnicy.

Odcięty od innych walczących dzielnic, Żoliborz tworzył niezależny powstańczy organizm z cywilnymi władzami samorządowymi. Nazywano go Republiką Żoliborską. Nie znaczy to jednak, by życie tu było wolne od zagrożeń: na dzielnicę padały pociski dział kolejowych z Dworca Gdańskiego, od bomb zapalających płonęły dachy, powszechną grozę budziły „krowy” – pociski niemieckich wyrzutni rakietowych. 

Irena, podobnie jak inni mieszkańcy domu, chroniła się w piwnicy. Przez cały okres walk była bardzo chora, miała ciężkie zapalenie płuc.  

– Leżałam cały czas. Jakoś się z tym oswoiłam, ale był we mnie taki niepokój, bo nie mogłam wstać. Kiedyś był straszny ostrzał i zaproponowano, żebyśmy przeszli do piwnicy na drugą stronę, do sąsiadów. Wstałam, ale od razu musiałam się położyć, ponieważ nie mogłam złapać powietrza – opowiada.

Przy Mickiewicza 27 był punkt sanitarny: mały powstańczy szpitalik i lekarz. Niewiele mógł zdziałać, ale zapisał Irenie kamforową maść.

– Moja sąsiadka pracowała w aptece na Placu Inwalidów, tu niedaleko. Miała klucze, poszła tam i zrobiła mi tę maść. Odważna była – mówi pani Irena. – To była ciocia tej Danusi, która notowała nazwiska poległych. 

Głód, ostrzały i sąsiedzka pomoc 

Wspomnienia o tych dwóch miesiącach składają się z okruchów wydarzeń. Np. pani Irena pamięta, że przy Mickiewicza 27 działały dwie kuchnie. 

– Gotowano w nich dla tych, którzy nic nie mieli w domu, i dla tych, co uciekli z Marymontu. Tam było okropnie, bo byli nie tylko Niemcy, ale też własowcy [tak nazywano oddziały złożone z byłych jeńców sowieckich – red.]. Wszystko się paliło, ludzie uciekali, jak stali – opowiada.

Na pobliski Marymont w połowie września Niemcy i ich kolaboranci przypuścili szturm; w ciągu dwóch dni przeprowadzili pacyfikację, zabijając kilkuset cywilów.

Na Mickiewicza, jak wszędzie, problemem był brak wody. Najpierw, gdy przestały działać wodociągi, wykorzystano tę z kaloryferów. Potem trzeba było iść do studni. W pobliżu były dwie, kolejka formowała się już przed świtem.

Pierwszym rannym w punkcie sanitarnym był powstaniec. Opatrywała go Janina Jankowska „Jasia”, mieszkanka domu i sanitariuszka II Obwodu AK „Żywiciel”. W wywiadzie dla Muzeum Powstania Warszawskiego opowiadała o koncercie zorganizowanym na Mickiewicza 34, a także o nieoczyszczonym oleju z olejarni na Marymoncie, którą zdobyli powstańcy. Co jadła w czasie powstania? Tego nie pamiętała. Pamięta tylko, że była bardzo głodna.

Wiesława Przybyszewska też mieszkała przy Mickiewicza. Swoimi wspomnieniami podzieliła się listownie z Urszulą Zaniewską, wiedząc, że ta zajmuje się historią budynku i jego lokatorów. 

Pisała m.in. o mszy odprawionej przy figurze Matki Boskiej na podwórzu „w dniu, kiedy partyzanci z Kampinosu przedarli się przez Powązki i poszli potem na pomoc walczącej Starówce. Odpoczęli u nas chyba tylko jedną dobę”. Oraz o innym miejscu, gdzie też odprawiano msze: przy ołtarzyku, umieszczonym w ślepej odnodze korytarza w piwnicy.

Warszawskie kapliczki pomagały tworzyć wspólnotę

Nie wiadomo dokładnie, ile było podwórkowych kapliczek w Warszawie i ile z nich przetrwało. Zapewne kilkaset. Są przeróżne: wolnostojące, we wnęce, wieszane na murze. Najczęściej z Maryją, czasem z Chrystusem. Najwięcej, ponad sto, jest dziś na Pradze, na prawym brzegu Wisły. Tam powstanie wygasło szybko, dzielnica nie była zniszczona.

– Kapliczki w Warszawie powstawały już pod koniec XIX w., ale wojna to ich prawdziwy wysyp. Powodów tego było wiele – opowiada Katarzyna Utracka, historyczka z Muzeum Powstania Warszawskiego. 

Dawały możliwość manifestowania religijności bez ryzyka wychodzenia poza obręb domu, gdzie można było np. trafić na łapankę. Były też przejawem patriotyzmu: przy nich celebrowano święta narodowe, śpiewano pieśni patriotyczne. Sąsiadów się znało, więc obawa, że ktoś doniesie, była mniejsza. Czasem były po prostu miejscem spotkań, gdzie można było wymienić informacje. To dawało poczucie solidarności i wspólnoty. 

Ołtarze, msze i powstańcze mogiły

 Szczególnie dużo kapliczek powstało w 1943 r., gdy zaostrzył się niemiecki terror – wyjaśnia Katarzyna Utracka. – Te modlitwy to była namiastka normalności, łapanie się nadziei, że można przetrwać najgorszy czas. Że się przeżyje. Kiedy zaś wybuchło powstanie, budowano kolejne. Często też, gdy nie było czasu, powstawały charakterystyczne ołtarze tymczasowe. 

Widać je na zdjęciach z powstania: stół, obrus, krzyż, czasem kwiatki w doniczkach.

W sierpniu 1944 r. kapliczki stały się, jak podkreśla Katarzyna Utracka, jeszcze ważniejsze: – Pojawiają się dwa nowe elementy. Po pierwsze, odprawiane są msze święte dla żołnierzy, jest spowiedź powszechna, odbierane są też przysięgi wojskowe od ochotników, cywilów, którzy dołączają do walki. Po drugie, otoczenie kapliczek zamienia się w cmentarze.

Jak na Mickiewicza 27. 

Z czasem, w miarę jak nasilały się bombardowania i ostrzał, msze wokół kapliczek były coraz bardziej ryzykowne. Wtedy również życie religijne przenosiło się do piwnicy, gdzie ludzie modlili się przy małych ołtarzykach. 

Ocalałe ślady pamięci 

– Te trzy gliniane odlewy ryngrafów przyniósł nam niedawno pewien mężczyzna. Pochodzą one z nieistniejącej kapliczki przy ul. Żurawiej 18 – Katarzyna Utracka pokazuje mi zdjęcie. Na obramowaniu widać napis: „Kto się w opiekę poda” i rok „44”, napisany rzymskimi cyframi.

– Na Żurawiej 18 był punkt werbunkowy batalionu „Bełt”. Może stąd te ryngrafy? Miały chronić ochotników? Bo wiemy, że było ich więcej, choć ocalały tylko te trzy – zastanawia się historyczka.

Za każdym kolejnym zdjęciem kryje się jakaś historia. Jak w przypadku tego, które przedstawia mszę odprawioną 15 sierpnia na podwórku przy ul. Poznańskiej 12, gdzie mieściła się kwatera dowództwa Zgrupowania „Zaremba-Piorun”. To był ważny dzień i podwójne święto: Wojska Polskiego i Matki Boskiej Zielnej. Na podwórku typu studnia zbudowano ołtarz, nad którym górował wielki krzyż. 

– Ten krzyż zrobiono z nadpalonych belek wyciągniętych z ruin sąsiedniej kamienicy. Obecnie znajduje się w Kościele św. Apostołów Piotra i Pawła, a miejsce odprawienia mszy upamiętnia tablica w podwórzu budynku – mówi Katarzyna Utracka. 

Msza polowa w podwórzy kamienicy przy ul. Poznańskiej 12. Warszawa, 15 sierpnia 1944 r. // Fot. Wacław Loth / ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego

– Mamy też w naszych zbiorach ścienną drewnianą kapliczkę z ul. Leszno 73 (dziś to Aleja Solidarności 145). Przekazała ją parafia pw. Narodzenia NMP wraz z informacją, że mieszkańcy wierzyli, iż kapliczka uchroniła ich, jak i samą kamienicę czterokrotnie: podczas bombardowań w 1939 r., zagłady dzielnicy żydowskiej (budynek w 1940 r. znalazł się w granicach tzw. małego getta), podczas powstania w 1944 r. oraz po wojnie, gdy kamienicy nie wyburzono. To dobry przykład przekazywania pamięci – dodaje historyczka.

Kapliczka była pusta, więc pracownicy Muzeum umieścili w niej gipsową figurkę Madonny, znalezioną na podwórku przy ul. Grzybowskiej 24 – jej kapliczka była zniszczona. 

Powojenne powroty do Warszawy

Powstanie na Żoliborzu zakończyło się 30 września. Tak jak i gdzie indziej, mieszkańców wygarnięto z piwnic i innych schronień i popędzono do obozu przejściowego w Pruszkowie. 

Także Irenę i jej rodziców. – Sama nie wiem, jak dałam radę wstać i iść. Chyba ta maść kamforowa mi pomogła – wspomina dziś. – W grubym palcie zimowym, w grubych butach jakoś doszłam do Dworca Zachodniego. Pamiętam, że przy Sądach stało wiadro z wodą i kubek, a obok Niemiec. Pomyślałam, że wolę umrzeć, niż się napić wody przy tym Szwabie. I poszłam dalej.

Na Mickiewicza Irena wróciła w kwietniu 1945 r., jako ostatnia z rodziny. Sąsiedzi też wracali. Pierwsi od razu, jak tylko Niemcy opuścili Warszawę. Inni dopiero w listopadzie. Dom stał, choć niektóre mieszkania były zniszczone, zwłaszcza na parterze. 

– Jak Niemcy opuszczali Warszawę, wrzucali do piwnic granaty. Widziałam to na własne oczy – mówi pani Irena. 

W lokalu powyżej jej mieszkania pocisk uszkodził podłogę i tamtędy przedostawały się woda i śnieg. – Podstawiałam różne miski, miednice i garnki, łapałam tę wodę, żeby nie zalewała podłogi. Dość długo ta dziura tam była, ale dało się żyć – wspomina. 

A kapliczka? – Kapliczka istniała. Ale specjalnie ludzie się nią nie interesowali. Każdy chciał przede wszystkim swoje mieszkanie oczyścić, pracę zdobyć – przyznaje. 

Pani Irena wróciła do szkoły, życie toczyło się dalej. O Matkę Boską dbała jedna z lokatorek, pani Radkowa. Ze składek lokatorów zapłacono za ogrodzenie, zasadzono kwiaty. Po jej śmierci pałeczkę przejęli inni.

Z wojny Maryja z ul. Mickiewicza wyszła jednak nie bez szwanku. Gdy w 2005 r. dokonano jej profesjonalnej konserwacji. Okazało się, że ma ubytki od postrzałów, uzupełniane na bieżąco cementem. Dopiero po jego usunięciu Madonna odzyskała dawne proporcje i lekkość. Zdjęto też wiele warstw nakładanej po amatorsku farby olejnej.

W 2009 r., dzięki staraniom Urszuli Zaniewskiej, figurę wpisano do rejestru zabytków.

Jezus Frasobliwy nad mogiłami 

Lipiec roku 2026. Na dwa tygodnie przed rocznicą wybuchu powstania na Cmentarzu Powązkowskim powstańcze groby są już udekorowane. 

Przyszłam tu, aby zobaczyć kapliczkę – jedyną w swoim rodzaju. Mówiła mi o niej wcześniej Katarzyna Utracka: – To mała drewniana kapliczka z Jezusem Frasobliwym. Została zbudowana w 1947 r., w oparciu o szkice Ewy Faryaszewskiej, łączniczki batalionu „Wigry”, która zginęła w powstaniu. 

Ewa była studentką ASP, podczas walk na Starym Mieście ratowała i ludzi, i zabytki. Robiła też zdjęcia, dokumentując zniszczenia – i są to jedyne zachowane polskie kolorowe zdjęcia z powstania warszawskiego. 

28 sierpnia została ciężko ranna. Zmarła tego samego dnia na rękach matki, która później zamówiła kapliczkę. – Myślę, że tak jak Ewa, jej matka również była czuła na piękno, na sztukę i tak właśnie chciała upamiętnić jedyną córkę – opowiadała historyczka.

Kapliczkę zawieszono na drzewie na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Potem drzewo wycięto, a że drewniana kapliczka niszczała, rodzina Ewy zamówiła jej replikę. Kilka lat temu Muzeum Powstania Warszawskiego przeprowadziło konserwację tej repliki, która następnie wróciła na Powązki (oryginalna kapliczka pozostaje w zbiorach rodziny). 

Dziś wisi na wysokim drewnianym krzyżu, wśród powstańczych mogił w kwaterze batalionu AK „Wigry”, nad symbolicznym grobem Ewy.

Zadzieram głowę, mrużę oczy w słońcu. Jezus Frasobliwy jest mały, poczerniały od deszczu i śniegu. Siedzi w swojej malutkiej kapliczce, wysoko. Patrzy w dół, ku szeregom grobów, jakby zawieszony między niebem a ziemią.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Maryja z powstania