Dziesięć lat temu Brytyjczycy zdecydowali w referendum, że chcą opuścić Unię Europejską. Wielka Brytania się zmieniła – choć nie tak, jak przewidywano.
Niemal dokładnie w rocznicę tamtego referendum do dymisji podał się premier Keir Starmer. To już szósty brytyjski premier od czasu historycznego głosowania i choć jego decyzja nie jest bezpośrednio związana z brexitem, to można się zastanawiać, czy niebywała rotacja na Downing Street nie jest też pokłosiem fundamentalnych zmian w politycznym krajobrazie i gospodarczych wyzwań, przed jakimi stanęli Brytyjczycy.
Jak Brytyjczycy oceniają wyjście z Unii?
W badaniach opinii większość z nich przyznaje, że opuszczenie Unii było błędem (w sondażu YouGov deklaruje tak 57 proc.; przeciwnego zdania jest 30 proc.). Przy czym ci, którzy brexitu chcieli i dalej w tej opinii trwają, twierdzą, że jeśli spektakularnych efektów brak, to dlatego, że cięcie nie zostało przeprowadzone dość głęboko.
W chłodnych analizach ekspertów przeważa opinia, że brytyjska gospodarka rozwija się wolniej i jest mniejsza, niż byłaby, gdyby do brexitu nie doszło, a PKB jest z tego powodu niższy. W ocenach tych trzeba uwzględniać wpływ globalnych kryzysów: pandemii, wojny w Ukrainie czy ostatnio blokady cieśniny Ormuz. Świat teraz jest inny i mniej przewidywalny niż 10 lat temu.
Można też powiedzieć tak: zapowiadanego przez zwolenników brexitu gospodarczego boomu i rozkwitu kraju nie było, ale nie było też totalnej zapaści, wróżonej przez przeciwników wyjścia z Unii. Brexit nie rozwiązał natomiast problemów będących u jego korzeni, w tym imigracji. Przeciwnie, przez jakiś czas, za sprawą zmiany systemu wiz pracowniczych, saldo migracji szybowało w górę.
Nigel Farage: to on zyskuje na brexicie
W rocznicowej ocenie brexitu nie należy też zapominać o tysiącach ludzkich doświadczeń, które trudno wcisnąć w statystyki i analizy. O właścicielach małych firm, którzy uginają się pod dodatkowymi kosztami administracyjnymi, czy rybakach, którzy za wyjściem z Unii głosowali, ale łowiska nadal dzielą z rybakami unijnymi, choć chcieli nad nimi „odzyskać kontrolę” (to było głównym hasłem referendum).
Jest jednak pewna osoba, której ta trudna dekada dodała wiatru w żagle: to „ojciec” brexitu Nigel Farage. Jego partia Reform UK prowadzi w sondażach i po kolejnych wyborach to on mógłby zostać premierem – jego siła wynika głównie ze słabości innych. Na razie jednak Starmera zastąpi najpewniej inny polityk Partii Pracy, Andy Burnham. Choć jest krytyczny wobec brexitu, to uważa, że nie należy wracać do dawnych sporów.
Powrotu Wielkiej Brytanii do Unii też raczej nie będzie. Bez względu na bilans brexitowej dekady.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.










